Raz, dwa i śmierć. Chłopiec nie żyje, kierowca jest wolny

Małgorzata Oberlan 4 września 2015, aktualizowano: 04-09-2015 13:16

20-letni Stanisław G. nigdy nie miał prawka, jeździł pijany, dwa razy karały go sądy. W lipcu znów podpity siadł za kółkiem. W Steklinku uderzył w 11-letniego Kacpra. Chłopiec nie żyje, on jest wolny...

Gdyby Kacper Paradowski żył, właśnie zaczynałby naukę w piątej klasie. Nie żyje, bo uderzył w niego nietrzeźwy 20-latek, bez prawa jazdy, już karany...

Fot.: Jacek Smarz


Dla kogo w Polsce są te sądy?! - pyta Anna Paradowska, mama Kacpra. Mija drugi miesiąc od tragicznej śmierci jej dziecka, a 20-letni Stanisław G. cieszy się wolnością. Gdy widzi go na rowerze przed domem, czuje się prowokowana. Jakby na twarzy miał wypisane: "Nic mi nie zrobicie".

Pierwszy raz: zawiasy i zakaz


Rodzina Paradowskich mieszka w Steklinku (gm. Czernikowo), jakieś dwadzieścia kilometrów od Lipna. Stanisław G. natomiast w sąsiedniej wsi. Do niedawna gminne drogi przemierzał oplem corsą - wspówłasność jego i ojca. Robił to, choć nigdy nie miał prawa jazdy.


- Po tym, jak w 2014 r. został przyłapany na kierowaniu samochodem w stanie nietrzeźwości, 6 października ub.r. Sąd Rejonowy w Lipnie skazał go na 8 miesięcy więzienia w zawieszeniu oraz wydał mu zakaz kierowania jakimikolwiek pojazdami mechanicznymi - informuje Marzena Jesionowska, zastępca prokuratora rejonowego Lipnie. I od razu przyznaje: "Młodzieniec pozwalał sobie nadal".

Drugi raz: grzywna


- Dlaczego ojciec dawał mu samochód? Sam nie jest bez winy - mówi Paweł Paradowski, ojciec zmarłego Kacperka. Ale słowa te powtarzają mieszkańcy całej gminy. Coraz częściej dorzucają takie, które zapowiadają odwet...

Wiosną 2015 roku Stanisław G. znów wpadł w ręce mundurowych. Przyłapali go na jeździe samochodem, czyli złamaniu sądowego zakazu kierowania pojazdami (art. 244 Kodeksu karnego).

- 11 czerwca bieżącego roku Sąd Rejonowy w Golubiu-Dobrzyniu za czyn ten ukarał Stanisława G. grzywną - ciągnie prokurator Jesionowska.

Trzeci raz: śmierć dziecka


Minął miesiąc od tego wyroku i młodzieniec znów siadł za kółkiem tego samego opla corsy. To był wtorek, 14 lipca, po godzinie 20.00. Stanisław G. ze swoim kolegą uskuteczniali przejażdżkę gminnymi drogami. Postanowili odwiedzić znajomych w Steklinku. W spożywczaku kupili alkohol, papierosy. Jakiś kwadrans po 20.00 zjeżdżali drogą w dół, do Steklinka. W tym samym czasie znalazł się na niej 11-letni Kacper. Jechał rowerem.

- Usłyszałam huk. Wybiegłam. Zobaczyłam piłkę. Zobaczyłam rower. A Kacperka nie było... Stał facet. Pytam, gdzie jest Kacper? Gdzie jest moje dziecko?! A on nie wie, gdzie on jest. On nawet nie wiedział... - Annie Paradowskiej wciąż łamie się głos na wspomnienie tamtych chwil.

Jej syn leżał w przydrożnym rowie. Jeszcze żył. Szybko na miejscu pojawiła się karetka z Czernikowa, wezwana wcześniej przez ludzi, którzy znajdowali się nieopodal, na boisku. Reanimacja zdawała się dawać rezultaty.

- W Obrowie ta karetka spotkała się z karetką z Torunia. Reanimację kontynuowali torunianie. Mnie kazano czekać w drugim wozie. Przed oczami miałam Kacpra. I to był ostatni raz, kiedy widziałam go żywego - ciągnie matka.

Państwo Paradowscy podkreślają, że miejsce wypadku przez około godzinę było zadeptywane. Dopiero po godzinie 21.00 funkcjonariusze z Komendy Miejskiej Policji w Toruniu (to ich rejon działania) ogrodzili je taśmą. - Wcześniej zdążyły przejechać tędy tabuny aut - zaznacza ojciec Kacpra.

Jak wykazały pomiary, z których pierwszy wykonano dopiero po godzinie od wypadku, Stanisław G. miał we krwi 0,42 promila alkoholu. Stwierdzono więc, że dopuścił się wykroczenia. Przestępstwem jest u kierowcy stan zaczynający się od 0,51 promila.

Prokurator: areszt niewskazany


Medialną burzę, która wybuchła w połowie lipca, prokurator Marzena Jesionowska pamięta doskonale. Uważa, że była wręcz atakowana przez ekipy telewizyjne z kamerami i innych dziennikarzy. I dobrze wie, że w sprawie Kacpra "interwencji podjęli się nawet senatorowie", a wiedza o niej dotarła do samej Prokuratury Generalnej.

- Ale nikt z przełożonych nie krytykował mojej decyzji - zaznacza.
A decyzja była taka: nie zatrzymywać Stanisława G. w areszcie, puścić wolno, obejmując dozorem policyjnym. Tak dla rodziców Kacpra, jak i opinii publicznej - decyzja bulwersująca, stanowiąca jasny przekaz: można łamać prawo kilkukrotnie, wziąć udział w wypadku, w którym ginie dziecko i pozostawać na wolności.

Prokurator Marzena Jesionowska mówi, że w trakcie medialnej burzy nie przebijały się jej argumenty. A jakie one są?

- Z relacji kierującego samochodem oraz jego pasażera wynikało, że chłopiec wyjechał rowerem na jezdnię wprost pod ich koła. Zachodziła więc wątpliwość co do winy Stanisława G. i nie usłyszał on zarzutu spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym. Postawiliśmy mu natomiast zarzut ze wspomnianego artykułu 244 Kodeksu karnego, czyli złamania sądowego zakazu kierowania pojazdami. Areszt w tej sytuacji nie był wskazany - wyjaśnia prokurator.

Dodaje też, że dozór policyjny i zakaz opuszczania kraju okazały się skutecznymi środkami wobec 20-latka. Młodzieniec regularnie melduje się na komisariacie i w żaden sposób nie utrudnia śledztwa.

Rodzice: wielka niesprawiedliwość


Po tragedii, 31 lipca, sad zarządził "odwiedzenie" kary 8 miesięcy więzienia Stanisławowi G. Jednak adwokat mężczyzny odwołał się i ten pozostaje na wolności. Ostateczną decyzję ma podjąć Sad Okręgowy we Włocławku.

Biegły sądowy Sławomir Dylewski wydał wstępną opinię: na podstawie śladów na drodze nie można stwierdzić, jaki był przebieg zdarzenia; brak dowodów podważających wersję Stanisława G. i pasażera.

Anna i Paweł Paradowscy nigdy nie zgodzą się na taki finał sprawy. - Kacper miał kartę rowerową, jeździł ostrożnie. Ten G. musiał być rozpędzony, pijany i "zgarnął" naszego syna, gdy ten już jechał trasą, a nie na nią wjeżdżał. Tracimy wiarę w sprawiedliwość, ale zamierzamy walczyć do końca - mówią.

1 września, gdy rozmawiamy, rok szkolny w Czernikowie zaczyna około 500 dzieci. Kacpra wśród nich nie ma. Za to po gminnych drogach, już rowerem, jeździ Stanisław G. Dotąd Paradowscy nie zobaczyli u niego cienia skruchy.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 17-04-2016 13:29

    Oceniono 2 razy 0 2

    - d: Dość stronniczy ten artykuł. Mało specjalistycznych danych dot. samego wypadku.

    Odpowiedz