Czasy słońca bez końca - takie było to lato. Następne też?

Dorota Witt 4 września 2015, aktualizowano: 04-09-2015 13:15

Podobno prażymy się na własne życzenie, bo hodujemy krowy, które puszczają bąki i strzyżemy trawniki kosiarkami spalinowymi. Na pewno trzeba nauczyć się funkcjonować, kiedy za oknem ponad 30 stopni, a w domu... niewiele mniej.

Artur Saganowski,rolnik spod Bydgoszczy: - Rok i dwa late temu było źle, ale takiej suszy to nie pamiętam

Fot.: Tomasz Czachorowski


Tropikalne temperatury i susza tego lata, po dziwnie ciepłej, jak na polskie warunki, bezśnieżnej zimie, rujnują rolnictwo i leśnictwo, a architektów i naukowców skłaniają do wytężonej pracy nad udogodnieniami na czas upałów. Bo choć teraz dzięki suszy komary nie bzyczą nad uchem, to być może wkrótce nadejdzie takie lato, podczas którego będziemy mieli w środku Europy świetne warunki do życia dla insektów tropikalnych.

Za mało wody


- Zgodnie z prognozami rośnie średnia temperatura powietrza, ponadto częściej występują sytuacje ekstremalne - mówi prof. Rajmund Przybylak z Katedry Meteorologii i Klimatologii Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. - Tego lata mamy duży deficyt opadów i to po suchej zimie, ale można się spodziewać także sytuacji, gdy suma opadów będzie spora, ale i tak wody będzie brakować, bo spadnie tylko podczas epizodycznych, intensywnych opadów, przy okazji burz.


Naukowcy wciąż spierają się o to, jaką rolę w zmianie klimatu odgrywa człowiek. - Stoję na stanowisku, że to naturalna kolej rzeczy, bo w przeszłości też zdarzały się anomalie cyrkulacji powietrza, wywołujące wzrosty średnich temperatur, ale na pewno swoje dokłada człowiek - zaznacza prof. Przybylak. - Od dawna mówi się też, że o ile stopniowa zmiana klimatu jest do przewidzenia i częściowo do okiełznania, o tyle nagła zmiana klimatu, z jaką możemy mieć do czynienia dziś, może zagrażać życiu na ziemi. Nawet jeśli człowiek przystosuje się do wyższej temperatury, do nawracających fal upałów, to nie poradzi sobie z deficytem wody. Zresztą ważniejsza okaże się kwestia, jak w ekstremalnych warunkach poradzą sobie rośliny, zwierzęta.

Ciepłe zimy, niskie plony


Spodziewajmy się ciepłych, łagodnych zim z małą ilością opadów śniegu, ponieważ ta pora roku ociepla się jeszcze szybciej niż lato, czego silnie doświadczamy już od kilkudziesięciu lat. Ale trzeba się też przygotować na sytuacje ekstremalne. Amerykanie mieli minionej zimy siarczyste mrozy, walczyli z dużym śniegiem i u nas może się tak zdarzyć. Statystyki uspokajają, nas czekają raczej ciepłe zimy, jakie mieliśmy w latach 80. i 90.

Skrajnie suche i bardzo gorące lato odbija się na rolnikach. Gospodarze w pośpiechu pogłębiali studnie, by móc podlać warzywa, inni zbóż z pól w ogóle nie zbierali, żeby nie mnożyć strat, ale liczą je wszyscy plantatorzy. A hodowcy zastanawiają się, czym wykarmią zwierzęta zimą, skoro już dziś brakuje paszy.

- Plony, które rolnicy zbierali z pól na początku lata, nie są aż tak niskie. W przypadku uprawy rzepaku w naszym województwie na niektórych polach odnotowano tylko o 20 proc. mniejsze zbiory niż normalnie. Tylko, bo są i takie pola, na których ziaren było o połowę mniej niż powinno - mówi Natalia Narewska z Ośrodka Dworactwa Rolniczego w Minikowie. - Żniwa niemal wszędzie skończyły się stratą na poziomie 50 proc. To, co jeszcze zostało na polach i w sadach, jest zdziesiątkowane przez suszę. Brak deszczu sprawił, że nie wykształciły się kolby kukurydzy normalnej wielkości, a z liści i łodyg nie uda się zrobić pełnowartościowych kiszonek dla bydła, bo te są bardzo suche.

Trzeba siać po nowemu


Na pola wyjeżdżają właśnie kombajny do zbioru kukurydzy, największe jej uprawy mają zwykle ci rolnicy, którzy zajmują się produkcją mleka. Na swoją porcję paszy czeka prawie 200 krów w gospodarstwie Artura Saganowskiego w Gędyczu pod Bydgoszczą. Obory, maszyny, system do dojenia - wszystko w obejściu przystosowane jest właśnie do produkcji mleka. O bezbolesnym przebranżowieniu się nie ma mowy.

W tym gospodarstwie kukurydza rośnie na 23 ha. Normalnie można się spodziewać 60-70 ton ziarna. Ile będzie w tym roku? - Może 15, może 20… I tak Bogu trzeba dziękować za tych kilka burzowych, chłodniejszych dni w lipcu. Bo choć kolby kukurydzy są marne, to jednak są - gdyby nie tamte dni, w ogóle by się nie wykształciły. Jest wiele takich plantacji w regionie, których nie będzie się opłacało młócić. Trzeba myśleć o zredukowaniu stada, może nawet o połowę - mówi Artur Saganowski.

Kukurydza to ważny element krowiej diety, a to jedna z najbardziej wyniszczonych przez suszę roślin, uprawianych na paszę. - Oj, w tym sezonie to ona miała stresujące warunki wzrostu i rozwoju. Nawet nie chcę myśleć, co będzie, jeśli i za rok też będzie susza. Pewnie, że przed laty bywało sucho. Pamiętam takie sezony, choćby między 1980 a 1990 rokiem, ale tak źle chyba nawet wtedy nie było - przypomina sobie Artur Saganowski. - Pastwiska? Moje są do przesiania - w tym roku było z nich niewiele, trawa wyschła niemal do gołej ziemi. Jedyne zielone listki na łąkach to koniczyna i lucerna. Uprawiam 15 ha użytków zielonych, za nasiona na hektar zapłacę ok. 500 zł. Ech, liczyć się nie chce, ile to razem wyjdzie.

Wysokie ceny w sklepach pokazują, że zbiory są mniejsze niż w minionych latach. Dary jesieni też będą w cenie: - W sadach widać mniejsze owoce, ale i poparzone przez ostre słońce. Posiany po zbiorach rzepak wykiełkował, ale już niszczą go szkodniki, które mimo upałów mają się dobrze. Jedynie chorób grzybowych dzięki suszy mamy mniej.

Choć rolnicy sieją po staremu - wczesną wiosną, zaczynają zastanawiać się, czy nie wyjechać w pole szybciej, by szybciej zebrać plony, przed letnią suszą. Kupują droższe nasiona roślin, odmiany odporniejsze na deficyt wody. - Zasiałem na próbę trzy rządki kukurydzy, której system korzeniowy miał być tak rozwinięty, że roślina przetrwa nawet, jeśli wody będzie bardzo mało. Widać jest za sucho, bo na dzień przed młóceniem różnicy nie widzę - mówi Artur Saganowski.

- Rolnicy słyszą o zmianie klimatu, pytają, jak się dostosować, ale zwykłemu człowiekowi trudno jest pojąć i przełożyć na praktykę to, o co spierają się nawet naukowcy. Wiemy na pewno, że Polski nie ominie stepowienie (odwodnienie) i że nawadnianie całych upraw może stać się wkrótce koniecznością - zauważa Natalia Narewska.

Z dwojga złego rolnicy wolą suszę niż sytuację, kiedy wody jest za dużo. - O tragedii, katastrofie ekologicznej czy klęsce żywiołowej mówić nie można. Powiedziałbym: ot, taka niekorzystna sytuacja. Może nawet: ekstremalnie niekorzystna sytuacja, ale takie już się u nas zdarzały - podkreśla prof. Jacek Żarski z Katedry Melioracji i Agrometeorologii Uniwersytetu Technologiczno-Przyrodniczego w Bydgoszczy. - Taki mamy klimat - jego podstawową cechą jest zmienna czasowa. Gdybyśmy przyjrzeli się poziomom opadów, notowanym w ostatnich latach, zauważylibyśmy, że sucho już było. Nie ma żadnych naukowych dowodów, by twierdzić, że zjawisko się nasila. Ostatnia poważna susza doskwierała nam nie tak wcale dawno, bo w 2008 roku, ale przez ostatnie 7 lat sytuacja była unormowana.

Jak się dostosować?


Z suszą rolnicy próbują sobie radzić na własną rękę - podlewają, magazynują wodę, gdy spada jej za dużo. Warto jednak myśleć o systemowych rozwiązaniach, np. o magazynowaniu wody odpływającej do Bałtyku, bo niski stan rzek powoduje szersze problemy, także gospodarcze. - Przydałby się długofalowy plan, ale takie inwestycje są kosztowne - podkreśla prof. Jacek Żarski. - Tym bardziej, że zwłaszcza na nizinach nie ma naturalnych miejsc, w których można magazynować wodę; trzeba by budować olbrzymie obiekty, a to nie zawsze jest uzasadnione ekonomiczne i ekologicznie.

Upały w gospodarstwach to wyzwanie logistyczne, bo problemem staje się transport i rozmieszczenie zwierząt w oborze czy w klatkach. - Jeśli kury czy świnie byłyby nieodpowiednio przewożone podczas upałów - nie zapewniano by im przerw, wystarczającej ilości wody i dobrej wentylacji, zwierzęta mogłyby padać - zapewnia Zygmunt Gadomski, bydgoski powiatowy lekarz weterynarii. - Kiedy temperatura przekracza 30 stopni przez kilka czy kilkanaście dni w trudnej sytuacji są hodowcy tych zwierząt, które intensywnie rosną: świń i drobiu rzeźnego. Ich zapotrzebowanie na tlen jest duże, nie są odporne na działanie wysokich temperatur, czyli czynniki stresowe. Upadki się zdarzają. Na pewno nie zaliczyłbym krów do zwierząt bardzo zagrożonych podczas upałów. Hodowcy wiedzą, jak sobie radzić, gdy temperatury są bardzo wysokie. Nie sądzę, by naukowcy zechcieli rozpoczynać prace genetyczne, które miałyby pomóc w stworzeniu ras zwierząt od lat hodowanych w Europie, przystosowanych do życia w gorącym klimacie.

Ocieplenie klimatu może jednak namieszać w ekosystemie. Są naukowcy, którzy zapowiadają, że niedługo ptaki nie będą wiedziały, kiedy znosić jaja. Tak źle nie będzie - uspokajają inni, ale zwierzęta zaczną wędrować. W środkowej Europie nie występują groźne, bo przenoszące choroby tropikalne komary widliszki i komary tygrysie, którym dobrze jest tam, gdzie panują wysokie temperatury, ale i tam, gdzie jest wilgotno. W ocieplającym się kimacie może żyć się trudno tym zwierzętom, dla których temperatura jest jednym z podstawowych warunków do życia. Jeśli gorące lata będą się powtarzały, to np. motyle, którym będzie u nas za ciepło, przeniosą się na północ lub wyżej - w góry.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.