Smutny koniec kariery sędziego

Małgorzata Oberlan 28 sierpnia 2015

„Co mi zrobicie? I tak niczego nie posiadam” - mówił Jerzy Ż. przedsiębiorcom, którym nie chciał oddać pieniędzy. Teraz nad wyczynami byłego wiceministra sprawiedliwości z Wąbrzeźna pochyli się Sąd Najwyższy.

Przedsiębiorca Henryk Pastewski z Wąbrzeźna to tylko jeden z szerszego kręgu pożyczkodawców Jerzego Ż - byłego wiceministra sprawiedliwości

Fot.: Grzegorz Olkowski


Przyczyną kłopotów, jak twierdzą zorientowani, w tym członkowie rodziny Jerzego Ż., ma być jego zamiłowanie do hazardu. Z relacji wierzycieli wynika też jednak bezsprzecznie, że do nałogu dołączyły buta i przekonanie o bezkarności. Historia jest tym bardziej bulwersująca, że Jerzy Ż. to były wieloletni prezes Sądu Rejonowego w Wąbrzeźnie oraz wiceminister sprawiedliwości w rządzie Marka Belki.

„Bo sędzia to autorytet”


We wrześniu ubiegłego roku dotarliśmy do pierwszych trzech osób, które pożyczyły Jerzemu Ż. pieniądze. Mówiły o sumach od 20 do 30 tys. zł. Natomiast do Sądu Okręgowego w Toruniu, Sądu Apelacyjnego w Gdańsku oraz Centralnego Biura Antykorupcyjnego trafiły doniesienia, w których wierzycieli (imiennie) wymienia się więcej.
- Mnie poprosił o 30 tys. zł i tyle dostał. Żalił się, że żona lekką ręką wydała gigantyczne pieniądze na remont domu, a musi pomóc synowi. Bo ten nie ma mieszkania, musi utrzymywać się za jakieś grosze. Pożyczyłem, bo to przecież sędzia, autorytet... Powoływał się na samego Pana Boga - relacjonował jeden z wierzycieli, szanowany w Wąbrzeźnie biznesmen (personalia znane redakcji).


- Nie tylko ja mam dziś w ręku wyrok komorniczy i nie tylko ja interweniowałem u rzecznika dyscyplinarnego sądu. Gdyby takie numery wykręcał przedsiębiorca, cały aparat państwa by go ścigał. A w przypadku sędziego?
„Jesteśmy chrześcijanami”

Inny przedsiębiorca wąbrzeski - Henryk Pastewski pożyczył sędziemu około 14 tys. zł - część w złotówkach, część w dolarach. Jak do tego doszło?

- Pod koniec 2012 roku wróciłem do Polski ze Stanów Zjednoczonych, gdzie pracowałem. Sędzia Jerzy Ż. zajmował się w sądzie moją sprawą spadkową. Była prosta. Spadkobiercami po zmarłej mamie byliśmy tylko ja z bratem - relacjonował.

- Poszedłem z koniakiem podziękować sędziemu, tak po ludzku. Kilka dni potem on przyszedł do mnie z prośbą o pożyczkę.

Niestety, zwrotu pieniędzy biznesmen nie mógł się doprosić. Owszem, Jerzy Ż. przyszedł do niego kilka razy, przynosząc po tysiącu złotych, ale przecież pożyczył znacznie więcej. - Śmiesznie się tłumaczył, lawirował. Pamiętam, jak wskazywał ręką na obraz z Chrystusem (wisi w salonie przedsiębiorcy - przyp. red.) i mówił: „Heniek, dajże spokój, przecież wszyscy jesteś-
my chrześcijanami” - wspominał Henryk Pastewski.

„Co mi zrobicie?”


16 października 2013 roku Henryk Pastewski wniósł pozew do Sądu Rejonowego w Świeciu. 13 stycznia 2014 roku ten wydał nakaz zapłaty 10 tys. 587 zł wraz z odsetkami oraz polecił sędziemu Jerzemu Ż. pokryć koszty procesu.

- Ale sędzia miał wyrok w nosie. Mówił: „Co mi zrobicie? I tak niczego nie posiadam” - relacjonował przedsiębiorca. - Dlatego zdecydowałem się wraz z innymi osobami z Wąbrzeźna, od których pan Ż. także napożyczał pieniędzy, zwrócić się o pomoc do rzecznika dyscyplinarnego przy Sądzie Okręgowym w Toruniu.

Ostatecznie Henryk Pastewski załatwił sprawę z sędzią po amerykańsku. Przyznaje, że z panem Ż. porozmawiał bardzo ostro, bo cierpliwość mu się skończyła. I sędzia w końcu pieniądze oddał.

Dyscyplinarne badanie


Doniesienie pokrzywdzonych przedsiębiorców poskutkowało wszczęciem postępowania dyscyplinarnego wobec Jerzego Ż. Prowadził je sędzia Rafał Sadowski, zastępca rzecznika dyscyplinarnego przy Sądzie Okręgowym w Toruniu. - Postępki sędziego raczej nie wyczerpują znamion oszustwa, ale z pewnością naruszają godność urzędu - mówił nam jesienią ubiegłego roku.
W tym okresie Jerzy Ż. był już sędzią emerytem, czyli - trzymając się fachowej terminologii - sędzią w stanie spoczynku. Dodajmy, że z godnymi apanażami, rzędu 7 tys. zł.

- Sędzia z wnioskiem o przejście w stan spoczynku wystąpił nagle. Wtedy, gdy zdecydowałem o wszczęciu postępowania dyscyplinarnego w jego sprawie - nie krył sędzia Rafał Sadowski.

Kara czy farsa?


Postępowanie w Toruniu, w trakcie którego przesłuchano wielu świadków, skończyło się skierowaniem sprawy Jerzego Ż. do rzecznika dyscyplinarnego w Gdańsku. Zarzuty: zachowanie niegodne sędziego i sprzeniewierzenie się uczciwości. Konkrety? Pożyczone 108 tys. zł. Zwrócone tylko 18 tys. zł. Co bulwersujące, sędzia pożyczał pieniądze także od osób, w których sprawach orzekał!
W marcu 2015 roku sąd dyscyplinarny w Gdańsku uznał winę sędziego, choć doprecyzował, że pożyczył o 15 tys. zł mniej. Ukarał Jerzego Ż. ... brakiem podwyżki uposażenia przez dwa lata. Możliwe, że miał na uwadze interes pokrzywdzonych przedsiębiorców. Ci próbowali i próbują odzyskać pieniądze od Ż. na drodze cywilnej. Gdyby ich dłużnika ukarano surowo, np. pozbawiając wynikających ze stanu spoczynku świadczeń, szanse na odzyskanie wierzytelności mogłyby się zmniejszyć.

Nie zmienia to faktu, że kara oburzyła nie tylko opinię publiczną. Odwołanie od gdańskiego orzeczenia złożyła Krajowa Rada Sądownictwa, co zdarza się bardzo rzadko.

„Jak najsurowiej”


- Odwołaliśmy się do Odwoławczego Sądu Dyscyplinarnego przy Sądzie Najwyższym uznając, że kara jest rażąco łagodna w stosunku do szkodliwości przewinień dyscyplinarnych, które Jerzy Ż. popełnił. Wnioskujemy o najsurowszą z możliwych kar dyscyplinarnych, czyli pozbawienie go statusu sędziego w stanie spoczynku, a co za tym idzie towarzyszących temu stanowi świadczeń - wyjaśnia sędzia Waldemar Żurek, rzecznik Krajowej Rady Sądownictwa.

Sąd Najwyższy wyznaczył termin rozprawy odwoławczej na 2 września. Jak zaznacza sędzia Waldemar Żurek, incydentalnie (kilka razy w roku) Krajowa Rada Sądownictwa odwołuje się do SN od orzeczeń sądów dyscyplinarnych. Jeśli już to czyni, to zazwyczaj domagając się zaostrzenia kary. - I Sąd Najwyższy dotąd zazwyczaj przychylał się do naszych wniosków - dodaje rzecznik.

„Długi robił od zawsze”


Kilkakrotnie próbowaliśmy skontaktować się z Jerzym Ż. Wyprowadził się z domu, ale pukaliśmy do drzwi pod jego nowym adresem. Nikt nam nie otworzył. Przed rzecznikiem dyscyplinarnym sędzia początkowo zaprzeczał, by zaciągnął pożyczki. Zaległości finansowe, jak twierdził, miały być skutkiem jakichś transakcji, np. kupna samochodu. Później jednak pan Ż. zaprzeczał z mniejszym przekonaniem.

Udało nam się porozmawiać z żoną sędziego, która oświadcza: - Kategorycznie się odcinam od długów męża. Od blisko 10 lat mamy zniesioną wspólnotę majątkową. Dom od 10 lat jest wyłącznie moją własnością i to ja spłacam kredyt hipoteczny. Nie jest też prawdą, by mąż utrzymywał syna. A długi robił od zawsze.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 28-05-2017 17:28

    Brak ocen 0 0

    - Paweł Kowalski: W obliczu narastających problemów finansowych byli małżonkowie zaciągali liczne pożyczki. Faktycznie jednak zaciągał je mąż i to przeważnie ustnie, od bliższych i dalszych znajomych. Trochę to śmieszne, że prawnik dał się tak wrobić, przy rozdzielnności majątkowej. No, ale czego się nie robi dla rodziny. Małżonkowie całe życie funkcjonowali "na kredyt", jednak od 2011 coraz gorzej radzili sobie ze spłatą. W 2014, w obliczu narastającej presji ze strony żony, której coraz trudniej przychodziło ukrywanie przed otoczeniem rzeczywistego ubóstwa, pan zwinął się i wyprowadził, a pani poprzysięgła mu zemstę. Przy pomocy licznych kolesi, którym całe życie pomagała wzbogacać się (lecz których sama nigdy nie potrafiła dogonić materialnie), wymyśliła, jak pogrążyć męża i jednocześnie sprawić, by liczni wierzyciele nie dochodzili od niej spłaty pożyczek zaciąganych na jej polecenie dla zaspokojenia potrzeb rodziny. Naiwny mąż stał się m.in. hazardzistą i seksoholikiem, który zaciągał liczne pożyczki na zaspokojenie swoich nałogów, przez co pogrążył rodzinę. Nieskazitelni kolesie dobrze wiedzą, że wygra najpewniej bezwzględniejszy małżonek, więc wolą stanąć po zwycięskiej stronie. Jednak między sobą są pełni podziwu dla człowieka, który tyle lat wytrzymał z "harpią" (jak określają swoją coraz mniej znaczącą koleżankę, której jednak sporo zawdzięczają).

    Odpowiedz