Drugi kurs po złotą tyczkę?

Krzysztof Błażejewski 21 sierpnia 2015, aktualizowano: 21-08-2015 13:00

Lekkoatletyczne mistrzostwa świata należą do najciekawszych, najbardziej emocjonujących sportowych widowisk zaraz po piłkarskich mundialach i igrzyskach olimpijskich. Aż trudno uwierzyć, że mają tak krótką historię.

Pawel Wojciechowski, po licznych kłopotach, głównie zdrowotnych, znów skacze wysoko

Fot.: Filip Kowalkowski


W sobotę, 22 sierpnia, w Pekinie rozpoczną się XV MŚ w lekkiej atletyce. Jak zawsze, uwagę sportowego świata przyciągną wielkie gwiazdy, rekordy i niespodzianki. Te mistrzostwa różnić się jednak będą od poprzednich, gdyż rozegrane zostaną w atmosferze masowych podejrzeń o doping wielu niedawnych i obecnych mistrzów.


Czy idea sportu, jego duch fair play, obronią się w Pekinie?
Lekkoatletyczna federacja chyba najdłużej ze wszystkich klasycznych sportowych związków, powstałych na przełomie XIX i XX w. w czasie odrodzenia idei olimpijskiej, opierała się idei zorganizowania mistrzostw świata. Tytuły czempionów globu w lekkiej atletyce zdobywali triumfatorzy rywalizacji na igrzyskach olimpijskich. Ruszyło się dopiero na początku lat 80. ub. wieku, kiedy to kolejne igrzyska w Montrealu (1976) i Moskwie (1980) zostały przez wiele ekip zbojkotowane.

Do USA i Europy masowo zjeżdzali wówczas świeżo „odkryci” biegacze z Afryki, startując w okolicznościowych mityngach. Cieszyły się one zainteresowaniem widowni, stacji telewizyjnych i sponsorów. Utrzymywanie status quo w tej sytuacji przestało mieć sens. Włodarze światowej lekkiej atletyki dali się w końcu przekonać i w 1983 roku zorganizowali w Helsinkach pierwsze mistrzostwa świata.

Ta impreza rozpoczęła się dla Polski jak złoty sen. Pierwszego dnia po najwyższy laur sięgnął kulomiot Edward Sarul, drugiego - trójskoczek Zdzisław Hoffmann. Polska prowadziła w klasyfikacji medalowej! Potem doszły jeszcze srebro Bogusława Mamińskiego i brąz Zdzisława Kwaśnego. Niestety, zawiedli ci, na których najbardziej liczyliśmy - tyczkarze Władysław Kozakiewicz i Tadeusz Ślusarski, skoczek wzwyż Jacek Wszoła. Ale i tak było pięknie, aż za pięknie. Na następne tego typu sukcesy trzeba było czekać wiele, wiele lat...

Jedynym reprezentantem naszego regionu na premierowych mistrzostwach był maratończyk Zawiszy Bydgoszcz, Ryszard Marczak, który zajął 16. miejsce.

Koksiarz Ben


Na następnych mistrzostwach, w 1987 roku w Rzymie, obeszło się bez medali dla biało-czerwonych. Klasyfikację medalową w cuglach wygrali startujący po raz ostatni lekkoatleci z NRD. Nikt ich na dopingu nie przyłapał w przeciwieństwie do osławionego koksiarza Bena Johnsona z Kanady, który pobił wówczas rekord świata na setkę wynikiem 9,83 s. Kujawy i Pomorze znów reprezentował jedynak z Bydgoszczy - tyczkarz Mirosław Chmara, który odpadł w eliminacjach.
Kolejne mistrzostwa w Tokio przeszły do historii jako skok w XXI wiek. Wykonał go Mike Powell, który w skoku w dal pobił 24-letni rekord Boba Beamona z igrzysk w Meksyku, frunąc na odległość 8,95 m. Zawiedli lekkoatleci Zawiszy: Mirosław Chmara znów nie wszedł do finału, Jarosław Kotewicz odpadł w eliminacjach skoku wzwyż, podobnie zawodnik BKS-u, Jarosław Kaniecki na 200 m i w sztafecie 4x100 m. Tylko Piotr Piekarski pokazał się z najlepszej strony. W biegu na 800 m był piąty, najlepszy z Europejczyków.
Od tej pory mistrzostwa organizowane są w cyklu dwuletnim. Najczęściej w Europie. Tylko raz lekkoatletyczny szczyt odbył się w Ameryce (Edmonton 2001) i trzykrotnie w Azji (Tokio 1991, Osaka 2007 i Daegu 2011). Pekin będzie czwartym miastem - azjatyckim gospodarzem.

Bubka razy sześć


Zawody w Edmonton świat zapamiętał jako „Zmierzch bogów”. Tam seryjnie bowiem przegrywali faworyci, zawodziły największe gwiazdy. Do historii przeszły także drugie mistrzostwa w Helsinkach (2005), gdzie przez cały tydzień wiało i lało, przez co wyniki były najczęściej loteryjne. To tam nie udało się niemieckiemu dyskobolowi Larsowi Riedelowi dogonić w liczbie tytułów największej sławy mistrzostw, Siergieja Bubki. Ukrainiec wygrał sześć pierwszych konkursów skoku o tyczce na sześciu turniejach, a w siódmym (Sewilla 1999) nie triumfował tylko dlatego, że nie mógł wystartować z powodu kontuzji. Riedel w Helsinkach wystartował po raz 9. w mistrzostwach, ale szóstego tytułu nie zdobył.

Polskim gigantem mistrzostw można określić Roberta Korzeniowskiego, który na siedem startów trzy razy zdobywał złoto, raz brąz. Niewiele gorzej wypadał Szymon Ziółkowski - siedem startów, dwa złota, jedno srebro. Bez wątpienia największą niespodziankę w historii występów biało-czerwonych sprawił w 2011 roku w Daegu Paweł Wojciechowski z bydgoskiego Zawiszy, który z wynikiem 5,90 m triumfował w skoku o tyczce. Niestety, dwa lata później w Moskwie nie mógł bronić tytułu z powodu kontuzji. Czy jego występ w Pekinie będzie pasował do hasła: „Co się odwlecze...”?

Lekkoatleci z Kujawsko-Pomorskiego parokrotnie jechali na mistrzostwa w nielicznej grupie. W 1995 roku w Goeteborgu zawiszanin Tomasz Jędrusik był piąty w sztafecie 4x100 m, Sebastian Chmara nie ukończył dziesięcioboju, a pierwszy torunianin na MŚ, trójskoczek Jarosław Butkiewicz... spalił wszystkie próby w eliminacjach. Dwa lata później „pachniało” medalem Artura Kohutka na wysokich płotkach, ale zawiszanin nie wystartował w finale z powodu kontuzji nogi, z kolei po urazie Sebastian Chmara także nie dokończył dziesięcioboju, choć szło mu rewelacyjnie. Najliczniejszą, bo 6-osobową reprezentację miało Kujawsko-Pomorskie w 2011 roku w Daegu. Ilość tym razem przeszła w jakość. Złoto wywalczył Wojciechowski, o medal otarli się jego kolega klubowy, również tyczkarz Łukasz Michalski, Marcin Lewandowski z Zawiszy na 800 m oraz sprinter Dariusz Kuć (Zawisza) w sztafecie 4x100 m (czwarte miejsca).

Blaski i cienie


Dwa lata temu w Moskwie wystąpiło pięciu sportowców z regionu. Niestety, medalu nie było. Czwarte miejsce zajął Lewandowski na 800 m, najlepszy Europejczyk w finale, piętnasta na 10 km była torunianka Karolina Jarzyńska. Pozostali skończyli swój udział na kwalifikacjach: sprinterka Zawiszy Marika Popowicz, biegaczka BKS-u Iga Baumgart w sztafecie 4x400 metrów oraz Katarzyna Kowalska z Vectry Włocławek na 3000 metrów z przeszkodami.

Często Kujawsko-Pomorskie reprezentował tylko jeden zawodnik. Tak było w 1993 w Stuttgarcie (maratończyk Zawiszy Sławomir Gurny zszedł z trasy), w Sewilli (Irena Sznajder z Olimpii Grudziądz w sztafecie 4x100 zajęła siódme miejsce), w Edmonton (Kohutek odpadł w eliminacjach), w Osace (Katarzyna Kowalska odpadła w eliminacjach, a Marika Popowicz była tylko rezerwową) i w Berlinie (tyczkarz Łukasz Michalski nie awansował do finału). W 2003 roku w Paryżu i dwa lata później w Helsinkach w ogóle zabrakło lekkoatletów z naszego regionu.

Teraz do Pekinu wybiera się ich troje. Z czym wrócą do kraju?

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 22-08-2015 08:01

    Brak ocen 0 0

    - Jan III: XXI Mistrzostwa Świata Weteranów LA w Lyonie(6-16.08.2015) przyniosły nam 33 medale(14+11+8) i kilkanaście czwartych miejsc. Życzę naszym podobnych sukcesów. Zapraszam na FB www.pzwla.eu

    Odpowiedz