Petent policją poszczuty?

Grażyna Ostropolska 21 sierpnia 2015, aktualizowano: 21-08-2015 12:52

„Chcesz mieć zarzuty, to można ci zrobić” - usłyszał pan Darek w radiowozie i gdyby nie nagrał przebiegu tej osobliwej interwencji, sąd mógłby dać wiarę fałszywym zeznaniom funkcjonariuszy.

Fot.: Łukasz Ciaciuch


„Amerykańskich filmów się za dużo naoglądałeś”, „We łbie się poprzewracało!” - tak policjanci z posterunku w Białych Błotach reagowali na prośby Darka Grimowskiego o telefoniczny kontakt z mecenasem. Był mu potrzebny, bo...


- Przeglądając gminną dokumentację przetargową, nabrałem podejrzeń, że protokoły z licytacji mogły zostać sfałszowane, a ponieważ urzędnicy zabronili mi je sfotografować i dosłownie wyrwali z rąk, zatelefonowałem po policję, by zabezpieczyła dowody domniemanego przestępstwa - tak Grimowski przedstawia genezę afery, która zakończyła się jego zatrzymaniem i fałszywym oskarżeniem przez mundurowych. - Poszczuto mnie policją, bo ta, zamiast bronić obywatela, chroni interes urzędnika - ocenia nasz rozmówca.

Pan Darek uważa się za obywatela świadomego swych praw i jeśli urząd nakłada na niego nowe obowiązki w postaci podwyższonych podatków, chce znać powód i rozmiar dziury w gminnym budżecie. - Dowiedziałem się nieoficjalnie, że są wybrańcy, którym gmina pod przykrywką przetargów sprzedaje nieruchomości poniżej ich wartości, więc postanowiłem się temu bliżej przyjrzeć - tłumaczy.
Po lekturze Konstytucji RP, która daje obywatelowi prawo dostępu do publicznej informacji pan Darek udał się do UG Białe Błota, gdzie usłyszał, że wszystkie gminne dokumenty są dostępne w Internecie (na stronie BIP) i tam petent może je przejrzeć. - To był wybieg, bo szczegółowych materiałów, związanych z licytacją nieruchomości w 2012 r., które chciałem zobaczyć, oczywiście tam nie było, a urzędnicy do dziś

strzegą ich jak twierdzy


- zauważa Grimowski. Zdenerwował się, gdy jego kolejne prośby o dostęp do publicznej informacji skończyły się odmową z uwagi na... ochronę danych osobowych bądź brak czasu na ich wyszukanie, więc wniósł do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego skargę na bezczynność Katarzyny Kirstein - Piotrowskiej, ówczesnej wójt Białych Błot.

Sąd przyznał Grimowskiemu rację. Wytknął pani wójt złą interpretację prawa i orzekł, że przedstawienie informacji niepełnej, wymijającej czy wręcz nieadekwatnej do treści wniosku świadczy o jej bezczynności oraz narusza przepisy (konkretnie art. 13 ust. 1) ustawy o dostępie do informacji publicznej.

Wyrok w gminie zbagatelizowano i dopiero nałożenie przez sąd 500 zł grzywny na uchylającego się od jego wykonania wójta Białych Błot skutkowało pozwoleniem Grimowskiemu na wgląd do dokumentów.

- I znów urzędnicy wykazali się butą, bo zamiast dokumentacji przetargowej z 2012 r., dali mi do przejrzenia akta dotyczące licytacji nieruchomości w latach 2010 i 2011 - wspomina pan Darek. Postanowił do nich zajrzeć i nie żałuje. - Wszystkie dokumenty wyglądały na wytworzone w tym samym czasie. Pisane odręcznie protokoły miały identyczne pismo i treść; tak, jakby je zeskanowano i wpięto do akt, dotyczących innych licytacji - sugeruje. Twierdzi, że gdy próbował domniemane fałszywki sfotografować, urzędnicy wyrwali mu je z rąk. Wtedy

wykręcił 997.


- Wybrałem ten numer, bo tam rozmowy są nagrywane. Poinformowałem dyżurnego, że podejrzewam fałszowanie gminnych dokumentów i oczekuję, że policja natychmiast zabezpieczy dowody. Funkcjonariuszy doczekałem się dopiero po kolejnym telefonie, ale oni, zamiast mnie wysłuchać, działali pod dyktando urzędników - twierdzi Grimowski.

„W dniu 17.02.2014 r. o 12.30 z polecenia dyżurnego KP Błonie udałem się pilnie wraz ze st. sierżantem Markiem W., używając sygnałów pojazdu uprzywilejowanego, do Urzędu Gminy Białe Błota, gdzie miał się awanturować mężczyzna (...) Na nasze wezwanie nie chciał okazać dowodu osobistego, jednocześnie zażądał, byśmy zabezpieczyli nagranie z monitoringu oraz dokumenty, znajdujące się w jednym z pomieszczeń urzędu. Mężczyzna nie chciał wykonywać żadnych naszych poleceń” - tak zaczyna się notatka służbowa policjanta Łukasza L., wówczas asystenta kierownika posterunku w Białych Błotach. Jest w niej mowa o tym, że Grimowski „mimo sprzeciwu pracowników urzędu, usiłował wynieść dokumenty z budynku” był „arogancki i agresywny”. Policjanci nie dali rady go uspokoić, więc poprosili, by zszedł z nimi do radiowozu, a że nie chciał tego zrobić dobrowolnie, schwycili go pod pachy i wyprowadzili.

„Po doprowadzeniu do radiowozu i po ponownym wezwaniu, aby się przedstawił i okazał dowód osobisty, mężczyzna zamiast tego wyciągnął telefon i zaczął gdzieś dzwonić. Poinformowaliśmy, by na razie nigdzie nie dzwonił, tylko wykonał wreszcie nasze polecenie, a także wbił podany przez nas kod w telefon celem sprawdzenia go pod kątem poszukiwań”- to wersja policjanta L., a st. sierżant Marek W. tak opisuje kolejne wydarzenia w radiowozie: „(...) Brak reakcji spowodował, że L. chwycił za telefon chcąc go mężczyźnie odebrać siłą. W tym momencie mężczyzna zaczął krzyczeć do słuchawki:

„Pani mecenas biją mnie, biją!”,


kładąc się na tylnej kanapie radiowozu. Wówczas ja wyszedłem z radiowozu, otworzyłem drzwi z tyłu i wyrwałem mu telefon”
- Telefon zabrali mi wcześniej, a kiedy oddali mi go w radiowozie i kazali wbić jakiś kod, obawiałem się, że chcą skasować to, co nim nagrałem, więc zadzwoniłem do adwokatki, prosząc o pomoc - tłumaczy Grimowski i przedstawia własną wersję wydarzeń w radiowozie: - Jak policjanci usłyszeli słowo „mecenas”, to rzucili się na mnie.

W. szarpał mnie od tyłu, a L. atakował od przodu. Wymachiwał mi rękami przed twarzą, tak, jakby chciał mnie uderzyć, bo pewnie myślał, że zasłaniając się, rzucę komórkę. Trzymałem ją nadal, więc obrywałem po brzuchu - twierdzi pan Darek. Zanim wyrwano mu komórkę, wyjął z niej kartę pamięci i włożył do ust. „Ty myślisz, że jesteśmy harcerzykami? Nie wiesz z kim zadzierasz. Chcesz mieć zarzuty, to można ci zrobić!”, usłyszał od policjantów i ma na to dowody. - Przyszedłem do urzędu wyposażony w sprzęt do nagrywania, więc kiedy policjanci zabrali mi telefon, to, co mówili, zarejestrowało inne urządzenie - mówi pan Darek. Przeżył chwile grozy, gdy już po dowiezieniu na posterunek, policjant L. próbował go zrewidować.

„Kontrola osobista, bo nie wiem czy może masz broń, czy możesz z nożem wyskoczyć” - to polecenie jest w nagraniu, podobnie jak słowa: „amerykańskich filmów się za dużo oglądałeś” i „we łbie się poprzewracało”, gdy zatrzymany domagał się adwokata i żądał, by przy kontroli osobistej była druga osoba. - W efekcie L. z rewizji zrezygnował i nagrania ocalały, a dzięki nim

sąd poznał prawdę


i uniewinnił mnie od fałszywych zarzutów, spreparowanych przez policjantów, gdy oświadczyłem, że złożę na nich skargę - mówi pan Darek. Był zszokowany stwierdzeniem kierownika posterunku, które też jest w nagraniu: „Rozmawiałem z sekretarkami i one oświadczyły, że zostały powiadomione przez dyżurnego z KP Błonie, że to urząd gminy zgłosił interwencję, a Błonie powiadomiło nas”.

- To tłumaczy zeznania policjantów, jakoby wezwano ich do awanturnika - zauważa Grimowski. Został oskarżony o to, że odmówił okazania dowodu osobistego na wyraźne polecenie funkcjonariuszy i sąd zaocznie ( w postępowaniu nakazowym) uznał go winnym. - Odwołałem się, odbył się normalny proces, a ja doczekałem się sprawiedliwości.

„Zgromadzony materiał dowodowy nie potwierdził, by obwiniony odmówił okazania dowodu osobistego(...) a z nagrania wynika, że podczas pobytu policjantów w UG Białe Błota padło tylko jedno pytanie, czy obwiniony posiada dowód, co ten potwierdził” - orzekła sędzia Alina Paśniewska, która Grimowskiego uniewinniła, a sprawę składania przez policjantów L. i W. fałszywych zeznań skierowała do prokuratury.

- Jesteśmy na etapie sprawdzania autentyczności nagrań - poinformował nas Włodzimierz Marszałkowski, szef Prokuratury Rejonowej Bydgoszcz - Południe. Do tematu wrócimy.

PS Personalia bohatera tekstu zmieniono.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 27-08-2015 21:27

    Oceniono 2 razy 2 0

    - tol: wiekszy artykulik o tyych mądralach

    Odpowiedz

  2. 27-08-2015 21:26

    Oceniono 2 razy 2 0

    - pola: dlatego trzeba głosowac na pis , kazda interwencja nagrywana ..... przez .policje

    Odpowiedz

  3. 22-08-2015 08:04

    Oceniono 4 razy 3 1

    - Jan III: Kiedy inspektor UKS sfałszował "dowody", prokurator i sędzia uznali że ktoś go(oszusta z UKS) wprowadził w błąd...o czym mówimy..?

    Odpowiedz