PO myśli nie o wygranej, a o zminimalizowaniu strat

Przemysław Łuczak 7 sierpnia 2015

Rozmowa z dr. BARTŁOMIEJEM BISKUPEM, politologiem z Uniwersytetu Warszawskiego.

Bartłomiej Biskup

Fot.: archiwum



Podziela Pan opinię, że październikowe wybory parlamentarne będą najważniejsze co najmniej od dekady, bo ukształtują na długo nowy układ sił na naszej scenie politycznej?
Rzeczywiście, będą to najważniejsze wybory od lat 2005-2007, ponieważ najprawdopodobniej nie będzie kontynuacji dotychczasowego układu rządzącego. I w tym sensie te wybory mogą sprawiać wrażenie jakiejś szczególnej ważności. Tyle tylko, że z tego rodzaju zmianami na naszej scenie politycznej mamy do czynienia co 8-10 lat, więc nie powinny one specjalnie zaskakiwać. Trudno natomiast zgodzić się ze stwierdzeniem, które też się pojawia, że październikowe wybory będą najważniejsze od początku transformacji politycznej w Polsce.

Czy aktualne sondaże poparcia dla partii odzwierciedlają rzeczywiste nastroje społeczne?
Wakacyjne sondaże mogą być czasami nie do końca miarodajne, bo badaczom pewnie trudno jest wytypować reprezentatywną próbę. Patrząc jednak na wyniki sondaży w dłuższej perspektywie można powiedzieć, że zmiany poparcia społecznego dla poszczególnych ugrupowań, do których doszło po wyborach prezydenckich, ustabilizowały się. Dotyczy to przede wszystkim utrzymującej się wyraźnej przewagi PiS nad PO, która wynosi mniej więcej 10 punktów procentowych. Te dwie partie dominują i grają o wysoką stawkę, a PiS być może nawet o samodzielną większość parlamentarną lub o rządy z małym koalicjantem. W przypadku słabnącego ruchu Kukiza można się zastanawiać, ile jeszcze straci ze swojego poparcia do wyborów, choć raczej wprowadzi on swoich posłów do Sejmu. Inne partie, zwłaszcza SLD i PSL, muszą mocno starać się o przekroczenie progu wyborczego. Do wyborów jest jednak jeszcze sporo czasu, a sondaże, dotyczące mniejszych ugrupowań, obarczone są na ogół większym błędem statystycznym.

Może Pan sobie wyobrazić nowy Sejm bez SLD i PSL?
Oczywiście, że tak. Jak nowe, to nowe. Ale mówiąc poważnie, zakładam, że któreś z mniejszych ugrupowań jednak prześliźnie się do Sejmu. PSL zwykle wypada lepiej w wyborach niż w sondażach, a lewica wystartuje w koalicji. Trudno zakładać, że w Sejmie będą tylko dwie partie. Oczywiście, teoretycznie taka sytuacja jest możliwa, ale nie sądzę, żeby zmiany zaszły aż tak daleko. Gdyby największe partie weszły do Sejmu z takimi wynikami, jakie dają im obecne sondaże, to zwycięzcy wyborów nie będzie potrzebny żaden koalicjant do sformowania nowego rządu. Jeśli jednak wejdzie więcej partii, konieczne będzie stworzenie koalicji.

Czy Platforma zdoła się do 25 października na tyle pozbierać, by nie przegrać z kretesem wyborów parlamentarnych?
Termin wyborów nie ma aż tak wielkiego znaczenia, ponieważ części procesów społecznych, dotyczących poparcia dla poszczególnych partii, nie da się już odwrócić. Natomiast wiele wskazuje na to, że Platforma nie przegra tych wyborów z kretesem. Z wszystkich sondaży wynika bowiem, że zahamowała już spadki poparcia, które obserwowaliśmy po przegranych przez Bronisława Komorowskiego wyborach prezydenckich. Długi czas poparcie dla PO nie przekraczało 20 proc., ostatnio jednak jest w miarę stabilne i wynosi około 25 proc. PO chodzi teraz nie tyle o wygranie wyborów, co o zminimalizowanie strat. Najważniejszym problemem jest to, ile zdobędzie mandatów: 130, 140, a może 170. Wiadomo bowiem, że część obecnych posłów PO na pewno nie dostanie się do Sejmu, a taka sytuacja jest wyzwaniem dla całej partii.

PO w końcówce kadencji załatwia sprawy, np. ustawę o in vitro, z którymi nie mogła się uporać od lat. Czy to może jej pomóc odzyskać choć część społecznego zaufania?
Ostatnio PO skręciła trochę w lewo, forsując światopoglądowe ustawy. Z pewnością chodziło jej o odebranie części elektoratu lewicowego, ale taka polityka niekoniecznie musi przynieść oczekiwane skutki, bo idąc bardziej w lewo traci się wyborców z prawej strony. Ponadto przeprowadzanie w ostatniej chwili bardzo poważnych ustaw, co do których opinia publiczna jest mocno podzielona, nie dla wszystkich wyborców musi być wiarygodne. Nie wydaje się więc, by PO dużo zyskała na uchwaleniu ustawy o in vitro.

Na razie jednak kampania ma raczej letnią temperaturę, a politycy chętniej mówią o rzeczach mniej istotnych, np. na kosztach wyjazdowych posiedzeń rządu...
To, z czym politycy występują, często ma raczej charakter tabloidowych sztuczek. W innych krajach jest zresztą podobnie. Rozmawiamy więc np. o meblach, które rząd zabrał na swoje posiedzenie do Wrocławia, a nie o poważnych problemach, dotyczących przyszłości kraju. W pewnym stopniu wpływ na stosunkowo niską temperaturę kampanii mają również wakacje. W tej sytuacji wszyscy politycy dużo jeżdżą po Polsce. Jeździ rząd, jeździ Beata Szydło, jeździ SLD. Myślę, że na poważnie kampania zacznie się dopiero pod koniec sierpnia. Jak dotąd mamy do czynienia tylko z próbami uderzenia w konkurencję. Platforma wyciąga SKOK-i, a PiS stara się przypominać aferę taśmową. Ale zarówno PO, jak i PiS, bez względu na to, co mówią, będą starały się doprowadzić do jak największej polaryzacji na scenie politycznej, by przekonać wyborców, że alternatywą są tylko te dwie partie.

Czy prezydent Andrzej Duda oprze się pokusie włączenia się w kampanię wyborczą po stronie PiS?
Trudno powiedzieć, ale dla niego samego nie byłoby korzystne, gdyby otwarcie włączył się do kampanii po stronie PiS. Stracić mogłaby zresztą również partia Jarosława Kaczyńskiego. Z drugiej strony jednak, Andrzej Duda będzie musiał jakoś spłacić dług wobec partii, która najpierw go namaściła jako kandydata na prezydenta, a potem dała mu pieniądze na kampanię. Sądzę, że prezydent będzie starał się to wypośrodkować, w przeciwnym razie może ucierpieć jego wizerunek. Zapowiadał bowiem, że będzie prezydentem wszystkich Polaków.

Jakiej frekwencji można się spodziewać we wrześniowym referendum?
Trudno się spodziewać, by frekwencja przekroczyła 50 proc. Wyniki referendum najprawdopodobniej nie będą więc wiążące dla rządzących, a ich znaczenie będzie miało tylko sondażowy charakter. Jedno z pytań stało się już zresztą nieaktualne po nowelizacji podatkowej ustawy. Jeśli chodzi o jednomandatowe okręgi wyborcze, to wszyscy je popierają, ale mało kto wie, o co w nich chodzi. Natomiast w sprawie finansowania partii z budżetu państwa, każdy będzie na nie. Brakuje jednak tutaj drugiego pytania, bo jeżeli nie budżet, to jakie mają być inne źródła finansowania partii. Nie wydaje się jednak, by te tematy budziły szczególne emocje społeczne, które skłoniłyby Polaków do gremialnego udziału w głosowaniu.

Jakie mogą być przyczyny rezygnacji Radosława Sikorskiego ze startu w wyborach?
Być może Sikorski znalazł już dla siebie jakąś prestiżową posadę. Istotniejsze wydaje się jednak to, że polityk, który sprawował najważniejsze funkcje w państwie, może nie widzieć sensu w „kopaniu się” z własną partią, z jej lokalnymi działaczami o to, czy będzie jedynką na liście wyborczej, czy nie. Oczywiście, na jego niekorzyść działają taśmy z nagraniami, ale dlaczego były minister spraw zagranicznych i marszałek Sejmu miałby zaczynać w polityce od nowa? Gdyby PO go doceniała, to powinna mu coś zaproponować, tymczasem zamiast tego spotkał się z negatywną reakcją, kiedy powiedział, że będzie jedynką na bydgoskiej liście. Sikorski mógł się po prostu obrazić na swoją partię.

Teczka osobowa


Marketing polityczny, fortepian i dobre wino


- Dr Bartłomiej Biskup jest adiunktem w Zakładzie Socjologii i Psychologii Polityki Instytutu Nauk Politycznych na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych UW. Zajmuje się zagadnieniami marketingu politycznego, public relations, kreowania wizerunku, strategii kampanii politycznych. Interesuje się również problemami wyborów w krajach Europy Wschodniej. Jest ekspertem Ośrodka Analiz Politologicznych UW.

- Hobby: gra na fortepianie, dobre wina.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 10-08-2015 15:22

    Oceniono 3 razy 3 0

    - racjonalny: przeczytałem taki tekst """""PO musi po prostu wygrac bo ewentualne rzady PIS doprowadza nas do poziomu Grecji, juz raz PIS widzielismy w akcji- lata 2005-2007 to byly lata warcholstwa i niekonczacych sie afer oraz rozpasania kleru katolickiego i bezprawia ministra Ziobry ktory aresztowal uczciwych ludzi aby zbijac kapital polityczny."""""" wyznawcy peło sa naprawde chorzy ,platformiarze zrobia z nich niewolników a oni dalej beda ich wychwalac ..... ich wodzem jest chyba niesiołowski

    Pokaż odpowiedzi (1) Odpowiedz

    1. 09-08-2015 16:34

      Oceniono 3 razy 2 1

      - abc: a PO myśli ???

      Odpowiedz

    2. 08-08-2015 19:09

      Oceniono 3 razy 2 1

      - poli: trzeba byc intelektualnie cofniętym aby głosowac na peło ,nie chcesz nie głosuj wcale , ale nie głosuj na ludzi którzy w zywe oczy kłamią .Buczenie ,które staje sie mruczeniem , Biedy w Polsce nie ma .........kłamsto za kłamstwem

      Pokaż odpowiedzi (1) Odpowiedz