Żelazne reguły psiego przedszkola

Piotr Schutta 7 sierpnia 2015

Pieski wychodzą na plac. Właściciele odpinają je ze smyczy i wszystko staje się jasne. Przynajmniej dla Rafała Buczkowskiego. Od razu poznaje, który jest wycofany, który towarzyski, a któremu trzeba koniecznie pomóc, bo lęk zabija w nim radość życia.

Na zdjęciu: nauka siadania, warowania i zostawania. Psy mają tylko kwadrans na szkolenie. Reszta czasu poświęcana jest zabawie i nabywaniu odruchów typowych dla gatunku. Tak, by golden widoczny na pierwszym planie zachowywał się jak przedstawiciel swej ra

Fot.: Dariusz Bloch


Mimo trzydziestostopniowego upału droga pod lasem zapełnia się samochodami, z których wysypują się psy, a za nimi właściciele. Całe rodziny. Nikt nie patrzy na termometr ani na zegarek. Inne obowiązki dnia codziennego schodzą dzisiaj na drugi plan.


Teraz one są najważniejsze. Edek, Suri, Lucky, Tula, Kazan, Brutus. One i ich potrzeby. Albo problemy. Niekiedy poważne.

Czarny cocker-spaniel mało nie wyrwie ręki swojej właścicielce. Kobieta, przerażona i zakłopotana jednocześnie, z całych sił ściska naprężoną smycz, próbując utrzymać ujadającego pieska. Zwierzę zachowuje się tak, jakby chciało wszystkim skoczyć do gardła. Ludziom i innym psom.

Rafał Buczkowski jest już obok. Szczupły, lekko pochylony, średniego wzrostu, o elastycznych i dynamicznych ruchach, sprawnie porusza się między psami. Przez siedemnaście lat był przewodnikiem psów policyjnych. Od dwóch lat prowadzi psie przedszkole dla szczeniaków i zajęcia doszkalające dla starszych psów przy bydgoskim oddziale Związku Kynologicznego. Jak sam mówi, walczył o przedszkole dla psiaków przez rok, nękając związek kynologiczny pismami. W końcu postawił na swoim, choć początki łatwe nie były.

- W pierwszych miesiącach przyjeżdżały dwa, najwyżej trzy psy. Potem się wszystko rozkręciło - opowiada. Własnoręcznie stworzył ogromny plac szkoleniowy z przeszkodami na peryferiach miasta.

To on jest tu przewodnikiem stada. Raz prawie niewidoczny, innym razem wkraczający zdecydowanie, gdy trzeba powiedzieć szczeniakom, że przesadzają z zabawą w zagryzanie.

Gdy problemem jest człowiek


Właścicielka spaniela stoi z boku onieśmielona i wystraszona. Pies szczeka. Buczkowski wie, że problemem nie jest agresja zwierzęcia tylko jego lęki i brak socjalizacji z innymi psami oraz ludźmi. Każe poluzować smycz, potem odpiąć ją całkowicie. Następnie nawiązuje kontakt z cocker-spanielem, uspokaja go głaskaniem i łagodnym, pieszczotliwym tonem głosu.

- Dobry piesek - powtarza.Potem pozwala psu podejść do innych. Jest jednak czujny i, kiedy trzeba, odgania spaniela, który jeszcze nie rozumie psiego języka i zamiast pracy nosem wybiera błędnie pracę kłami. Gdzie indziej zostałby przez psy pokąsany i odrzucony. W psim przedszkolu ma szansę, z pomocą instruktora i innych zrównoważonych czworonogów, nauczyć się właściwych odruchów i bezpiecznego funkcjonowania w stadzie.

- Przepraszam. Ale to nie pies stwarza kłopot, to pani jest problemem, izolując psa - oznajmia bez pardonu szkoleniowiec i momentalnie schyla się, by z rozpostartymi ramionami i palcami ustawionymi jak pazury obronić inne pieski przed nacierającym spanielem.

Spaniel nie do poznania


Po czterech tego typu lekcjach odmieniony spaniel baraszkuje z innymi i ani myśli kogoś atakować. Gdyby nie fantazyjna, czerwona chusta na szyi, nikt by nie uwierzył, że to ten sam, do niedawna jeszcze krwiożerczy, czworonóg.

- Panie Rafale. Jest pan cudotwórcą - wyznaje oczarowana właścicielka psa, jeszcze niedawno skazanego na odrzucenie.

W policji Rafał Buczkowski w całej swojej karierze przewodnika pracował z czterema kolejnymi owczarkami niemieckimi. Jego psy tropiły, patrolowały albo wyszukiwały ślady zapachowe materiałów wybuchowych. Pracował z nimi, jeździł na szkolenia po Polsce i za granicę, a potem, gdy kończyły służbę w policji, brał je do siebie na dożywotnią emeryturę - tak robią wszyscy przewodnicy.

- Najwięcej chyba osiągnąłem z Nuką. Imię służbowe Salwa. Zdobyliśmy między innymi policyjne mistrzostwo Polski. W trzy minuty potrafiła znaleźć skład broni, którego inni poszukiwali od wielu lat - wspomina Rafał Buczkowski. Nuka pracowała w wyjątkowy sposób. Kiedy znajdowała ślad zapachowy, robiła krok do tyłu, siadała i nieruchomiała, wpatrując się w przewodnika. - Żaden inny pies w Polsce tak się nie zachowywał.

Co ciekawe, Nuka nie była psem socjalnym. Do pracy w policji dopuszczono ją warunkowo, bo problemem był jej trudny charakter.

- Rzucała się na inne psy, na ludzi. Uciekała, gryzła. Zsocjalizowałem ją po roku pracy. Stopniowe odczulanie przyniosło efekt. Nic jej nie interesowało poza wyszukiwaniem zapachów materiałów wybuchowych. Ale chodzić przy nodze nigdy jej nie nauczyłem. Pies niesocjalny nie będzie tego umiał - podkreśla były policjant.

Podstawy psiego języka


Socjalizacja brzmi naukowo, ale to prosta sprawa. Pies zsocjalizowany to taki, który w pierwszych dwóch lub trzech miesiącach życia nauczył się w swoim domowym stadzie, od matki i rodzeństwa, podstaw psiego języka. Zna siłę swego zgryzu, umie się bawić, potrafi być uległy, gdy trzeba; zna ludzi i ich świat pełen hałasu i niespodzianek.

- Mówiąc krótko, wie, że jest psem i potrafi porozumiewać się z innymi przedstawicielami swojego gatunku, ale też z ludźmi - dodaje instruktor.

Psy szkolone przez Buczkowskiego znają ruchliwą ulicę, gabinet weterynarza, warkot motocyklowego silnika i uroki kąpieli w jeziorze. Potrafią obcować z dziećmi i dorosłymi bez względu na ich wygląd, płeć i charakter. Dzięki uspołecznieniu szybciej się uczą, osiągając sukcesy w sporcie i rozmaitych testach.

Warto wiedzieć


Tu największy baraszkuje z najmniejszym

- Do psiego przedszkola może przyjść każdy psiak między drugim a szóstym miesiącem życia. W wyjątkowych przypadkach przyjmowane są psy starsze, dla których te zajęcia to ostatnia deska ratunku.

- Rasa i wielkość szczeniaka są nieistotne. Pod okiem Rafała Buczkowskiego baraszkują ze sobą przedstawiciele najmniejszych i największych ras świata. Jakiś czas temu można było zobaczyć razem potężnego wilczarza irlandzkiego
i mikrusa rasy chihuahua.

- Na zajęcia przywożone są nie tylko psy z problemami. Takich jest mniej niż połowa. Reszta się szkoli albo przyjeżdża po to, by się wybiegać.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 15-01-2016 20:52

    Brak ocen 0 0

    - Sensiwea: Szkoda, że nie dodaliście większej ilości zdjęć

    Odpowiedz