„Ciotka Terenia” i sprawy wewnętrzne

Piotr Schutta 31 lipca 2015, aktualizowano: 31-07-2015 10:19

Przylgnął do niej wizerunek szarej myszki i bezbarwnej posłanki. We wrześniu 2014 roku wszystko się zmienia. Nagle z peletonu mało znanych parlamentarzystów wyskakuje Teresa Piotrowska katechetka i staje twardo w pierwszym szeregu.

Kilka miesięcy po przejęciu teki ministra przez Piotrowską z policji odchodzi dotychczasowy komendant główny, a na jego miejscu pojawia się rekomendowany przez nią Krzysztof Gajewski, były komendant wojewódzki z Bydgoszczy

Fot.: Piotr Smoliński


W Bydgoszczy najbliżsi znajomi nazywają ją poufale „ciotką Terenią”. Mówią, że bardziej konkretnej, a przy tym skuteczniejszej osoby niż Teresa Piotrowska nie znają. Że potrafi postawić na swoim, podnieść głos albo wyjść ze spotkania, gdy sprawy nie toczą się po jej myśli. - Przyczepiona jej łatka „bezbarwnej katechetki” absolutnie do niej nie pasuje - zapewniają.

Sprawna


- Na pewno nie jest osobą, po której wszystko spływa jak po kaczce - mówi obrazowo Andrzej Walkowiak, były poseł PiS-u, radny Sejmiku Województwa Kujawsko-Pomorskiego. - Widać, że pod płaszczykiem spokoju kryją się silne emocje - dodaje.


20-letnią karierą polityczną Piotrowskiej złośliwi streszczają w kilku słowach: od katechetki do ministra. Ten skrót to jednak zbytnie uproszczenie, niepokazujące długiej drogi prowadzącej do coraz bardziej eksponowanych stanowisk. Najpierw pod skrzydłami ZChN-u, potem AWS (wojewoda, wiceprezes Urzędu Zamówień Publicznych), a od 2000 roku - Platformy Obywatelskiej (szefowa struktur regionalnych, posłanka, minister).

Zaczyna się tak. W 1994 roku Teresa Piotrowska z szóstego miejsca na liście prawicowego Przymierza dostaje się do Rady Miasta Bydgoszczy. Wkrótce ta 39-letnia wówczas działaczka PAX-u, szkolna katechetka po Akademii Teologii Katolickiej zostaje wybrana do Zarządu Miasta Bydgoszczy, by pomagać w przekształcaniu miejskiej oświaty. Wybór okazuje się strzałem w dziesiątkę. Była nauczycielka (katechezy uczyła w podstawówce przy ul. Gdańskiej 3 lata, w tym przez rok na połówce etatu) daje się poznać jako sprawny negocjator.

Emocjonalna


Dziś byli dyrektorzy szkół i związkowcy przyznają, że był to okres, w którym dla bydgoskiej oświaty zrobiono najwięcej. Wymieniają m.in. funkcjonujące do dziś granty oświatowe i oddłużenie szkół.

- Wtedy w oświacie iskrzyło. Trzeba było przejść z finansowania centralnego na budżet samorządowy. Do tego my byliśmy grupą niepokornych dyrektorów, którzy chcieli się odciąć od bolszewickiej mentalności. Wiedziała, jak z nami rozmawiać - wspomina lata 90. Andrzej Bogucki, pedagog i działacz społeczny. Później jeździł do Piotrowskiej, gdy pełniła w Warszawie funkcję wiceprezesa Urzędu Zamówień Publicznych.

- Dzięki niej na przykład udało się bezkrwawo przeprowadzić restrukturyzację w przedszkolach. Owszem, bywała wybuchowa i emocjonalna, czasem rozmowy były przez to przerywane. Ale wracaliśmy do stołu
- wspomina Leszek Walczak, przewodniczący Regionu Bydgoskiego NSZZ Solidarność. Nie kryje, że Piotrowska jest dla niego jednym z najlepszych parlamentarzystów z PO.

Niewidoczna


- Szkoda, że tak późno została ministrem. Mogłaby więcej zrobić dla naszego regionu. Jako poseł wiele razy przyznawała, że nie ma w Warszawie posłuchu. Nie kryła, że ministrowie nie chcieli z nią rozmawiać, choćby w sprawie Zachemu, o który walczyliśmy - dodaje Walczak.

Były poseł PiS Zbigniew Girzyński przyznaje, że Teresę Piotrowską zna słabo. Między innymi dlatego, że jako posłanka w Sejmie była dla niego osobą mało widoczną. Wręcz bezbarwną.

- Zanim została ministrem, znałem ją tylko dlatego, że reprezentujemy w Sejmie to samo województwo. I raz prowadziliśmy przedwyborcze uzgodnienia w ramach koalicji PO-PiS. Gdyby pochodziła z innego regionu,
na pewno wcale bym o niej nie wiedział, mimo że jest w parlamencie dłużej ode mnie - mówi toruński polityk.

W parlamentarnych ławach Teresa Piotrowska jest już czwartą kadencję. Weszła do Sejmu po raz pierwszy w 2001 roku. Jej aktywność poselska w czasie ostatniej kadencji to 76 interpelacji, które doczekały się odpowiedzi. Wynik niezbyt imponujący. Wspomniany Zbigniew Girzyński w tym samym okresie złożył 510 interpelacji, którym nadano bieg, a rekordzistka Anna Sobecka z Torunia 1587 (przy czym połowa wystąpień pozostała bez echa).

Uparta


- Pani Piotrowska ma zadziwiającą umiejętność bycia na fali. Jej życiorys polityczny obfituje w eksponowane funkcje publiczne. Ale najbardziej zdumiewa mnie najnowszy wątek, nominacja na stanowisko ministra spraw wewnętrznych i styl, w jakim sprawuje ten urząd. W mediach prawie jej nie widać. Jest przy radosnych uroczystościach, ale tam, gdzie strajkują policjanci, już jej nie ma
- mówi Andrzej Walkowiak. Zapytany o zaangażowanie Piotrowskiej w sprawy regionu, przypomina sobie, że kilka lat temu forsowała projekt poprowadzenia drogi ekspresowej S5 przez środek Bydgoszczy. Jej koncepcja upadła.

Sama Piotrowska przyznaje dziś, że było to niepotrzebne marnowanie czasu. Do porażek zalicza też nieudaną próbę ubiegania się o fotel prezydenta Bydgoszczy w 2006 roku. Przegrała wówczas z Konstantym Dombrowiczem, którego cztery lata wcześniej osobiście popierała.

Słowna


- Dzięki niej w 2002 roku zostałem prezydentem. To prawda. Potem zmieniła poglądy i sama wystartowała - przyznaje bez żalu Dombrowicz. Wspomina, że jako prezydent w pierwszej kadencji kilkakrotnie jeździł z panią poseł do Warszawy, próbując walczyć o bydgos-
kie sprawy. Te wyjazdy były zawsze bezowocne. W końcu sam wysłał pismo do kancelarii premiera, chodziło wówczas o fundusze na obiecaną przez rząd szkołę anglojęzyczną przy jednostce NATO w Bydgoszczy. Sprawa została załatwiona skutecznie. Bez pomocy posłanki.

- Dzwoniła do mnie później, mówiąc, że niepotrzebnie to pismo wysyłałem, bo zrobił się niepotrzebny raban i że mogła przecież sama to załatwić - z niesmakiem wspomina ten incydent Konstanty Dombrowicz.

Swego czasu głośno było o rzekomym konflikcie Teresy Piotrowskiej z Romanem Jasiakiewiczem. Ona miała uprzykrzyć życie żonie Jasiakiewicza, jemu z kolei przypisywano pozbawienie pracy męża Piotrowskiej.

- To nie był żaden konflikt. Mieliśmy odmienne zdanie w kilku sprawach. Mimo to mam dla pani minister Teresy Piotrowskiej sporo sympatii. Może bywa raptowna, ale na pewno nie można jej odmówić słowności. Osobiście tego doświadczyłem. Słowność to bardzo rzadka cecha u polityka - mówi Roman Jasiakiewicz, były prezydent Bydgoszczy w latach 1998-2002. Nie chce zdradzić, o jaką sprawę chodziło. Wspomina tylko, że dotrzymanie tamtej umowy nie było dla posłanki łatwe.

Bezpośrednia


- Teresa Piotrowska ma jedną poważną zaletę. Jeśli nie może czegoś załatwić, to mówi od razu. A jeśli może, to załatwia - mówi wprost bydgoski dziennikarz Wojciech „Szczapa” Romanowski i przypomina sobie błahą z pozoru sprawę Marcina Sztuki, nauczyciela z Włoszczowej, społecznika, którego zasług dla policji Ministerstwo Spraw Wewnętrznych nie chciało uznać. Wystarczył jeden kontakt z nową panią minister i sprawa została załatwiona. Dwa tygodnie temu nauczycielowi wręczono stosowny medal podczas Święta Policji na Zamku Królewskim.

W ubiegłym roku Piotrowska zapewniała, iż myśli o politycznej emeryturze. Kończąca się właśnie kadencja miała być jej ostatnią. Wygląda na to, że nominacja na stanowisko ministra MSW wszystko zmieniła. Niedawno współpracownicy pani minister uruchomili
jej profil na Facebooku, który potwierdza, że bydgoska posłanka myśli poważnie o swojej piątej kadencji w parlamencie. Stronka ma wprawdzie tylko 253
polubienia, za to znajomości ponad 3 tysiące. Widać
na niej aktywność pani
minister i wydarzenia, w których uczestniczy. Rodzina z Donbasu. Spotkanie z goprowcami. Policyjne inwestycje w Wałbrzychu. Dopalacze. Kobiety w policji.

Teczka osobowa


Od 30 lat mieszka w wieżowcu

- Urodziła się 5.02.1955 r. w Tczewie, gdzie ukończyła liceum. Na studia pojechała do Warszawy. Z dyplomem ATK pojawiła się w 1980 r. w Bydgoszczy. Podjęła pracę w PAX, wyszła za mąż.

- Razem z mężem Zbigniewem mieszkają od 30 lat w 50-metrowym mieszkaniu na X piętrze wieżowca w centrum miasta. Syn notariusz urządził się w Warszawie.

- Z oświadczeń majątkowych wynika, że Piotrowscy są średnio zamożni. Mają 100 tys. zł oszczędności, 4-letniego nissana note, działkę POD wartą 70 tys. oraz hektar ziemi wart 90 tys. zł.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.