Bramki, które zabijają, są niczyje

Małgorzata Oberlan 31 lipca 2015

- Urzędnicy, obudźcie się! Ile jeszcze dzieci ma zginąć? - pyta Małgorzata Hinz, matka 11-latka, którego w Świeciu nad Osą śmiertelnie przygniotła bramka. Minęły dwa miesiące i o śmierć otarł się inny chłopiec. Tym razem w Dąbrówce pod Mogilnem.

Małgorzata Hinz rzeczy Igora zostawiła tak, jak były. Szkolny plecak, książki na półkach, ubrania w szafie... Jeszcze za szybko, by się z nimi żegnać. Jeszcze widuje syna nocami, czuje jego obecność za plecami. Czy ktokolwiek odpowie za śmierć jej syna?

Fot.: Jacek Smarz


„Na 16-latka spadła bramka w Dąbrówce pod Mogilnem. Spadła, raniąc go poważnie w twarz. Chłopak ma połamane kości. Bramka nie była przymocowana do podłoża” - czyta pani Małgorzata w lokalnej gazecie. Twarz sama wykrzywia się w cierpieniu, łzy napływają do oczu. - Co dała śmierć mojego Igora, skoro dalej dzieją się takie tragedie? - pyta.

Pod nosem wójta


Jej Igor miał 11 lat, świetnie się uczył („Dzień przed śmiercią liczył sobie średnią, bo od 5,2 dzieciaki w gminie dostają stypendium”) i słuchał mamy. Jako najmłodszy z trójki rodzeństwa był typową maminą przylepą. - Łóżko mi słał, sprzątał w domu, a jak się martwiłam, to zaraz pocieszał - mówi, z wyraźnym trudem używając czasu przeszłego.


Szkolne lektury Igor czytał z musu, ale różne ciekawostki o świecie, wszechświecie, historii, pochłaniał sam z siebie z wielkim apetytem. Jednak tym, co kochał najbardziej, była piłka nożna. Na Gwiazdkę bracia dostali od cioci najnowszą wersję FIFY. Igor nie mógł się oderwać od gry, znał wszystkich piłkarzy, ich pozycje. Podziwiał, chciał dorównać.

Tamtego piątkowego popołudnia Igor jak zwykle poszedł grać w piłkę na gminnym boisku ze starszym bratem - 15-letnim Błażejem i kolegami. Boisko dobrze widać z okien gabinetu wójta, tak samo zresztą jak ze szkoły i ośrodka kultury, użytkujących obiekt. Dziś stoją już na nim tylko dwie wmurowane na stałe bramki. 15 maja 2015 roku z boku leżały jeszcze cztery przenośne. Dwa dni wcześniej, we wtorek, z bramek tych korzystali oldboje.

Z okien Urzędu Gminy w Świeciu nad Osą (biały budynek w tle) doskonale widać boisko, na którym bramka śmiertelnie przygniotła 11-latka. Zresztą, należy ono do gminy. Ani jednak urząd, ani szkoła i GOK, korzystające z obiektu, do bramki  się dziś nie przyz

fot. Jacek Smarz

Z okien Urzędu Gminy w Świeciu nad Osą (biały budynek w tle) doskonale widać boisko, na którym bramka śmiertelnie przygniotła 11-latka. Zresztą, należy ono do gminy. Ani jednak urząd, ani szkoła i GOK, korzystające z obiektu, do bramki się dziś nie przyz


- Pograli i bramki walnęli. To i chłopcy sobie bez problemu je wzięli - mówi dziadek Igora.

Brat jeszcze czuł puls


- Mamo, na Igora bramka spadła! Krew mu z nosa leci! - zaalarmował matkę przez telefon starszy syn. Wszystko rzuciła i pojechała na boisko. Zajęło jej to kilka minut. Oczywiście, że już drżała o dziecko, ale myśli o tym najgorszym nie miała. Wypadek, nieszczęście - tak wtedy myślała.

- Gdy dobiegałam do Igora, nie było mu już jak pomóc. Nie mogła też nic zrobić pielęgniarka z ośrodka zdrowia (znajduje się tuż przy boisku - przyp. red.) ani ratownicy z karetki. Potem Błażej mi powiedział, że gdy układał brata na trawie na boku, to jeszcze czuł puls
- relacjonuje pani Małgorzata.

Rekonstruując zdarzenie na podstawie relacji dzieci, śledczy ustalili później, że Igor w pewnym momencie zawisł na bramce. Ta przewróciła się na niego i uderzyła go w głowę. Jej uraz był bezpośrednią przyczyną zgonu.

Cztery lata wcześniej, na tym samym boisku, bramka przewróciła się na Błażeja. Tyle że tamta była lżejsza. Chłopak do dziś ma kłopoty z otwarciem ust u dentysty. Małgorzata Hinz mówi, że już wtedy alarmowała w Urzędzie Gminy, że na boisku jest niebezpiecznie.

Bramka wciąż niczyja


Od 16 maja 2015 roku Prokuratura Rejonowa w Grudziądzu prowadzi śledztwo w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci dziecka. Od początku ma jeden podstawowy problem: do bramki, która przygniotła Igora, nikt się nie przyznaje. Boisko jest gminne, ale Urząd Gminy właścicielem bramki się nie poczuwa. Gminna szkoła i Gminny Ośrodek Kultury, które z boiska korzystały, także.

Dzień przed śmiercią Igor obliczał sobie średnią ocen. Rok szkolny się kończył i miał szansę na stypendium gminne...

fot. Jacek Smarz

Dzień przed śmiercią Igor obliczał sobie średnią ocen. Rok szkolny się kończył i miał szansę na stypendium gminne...


Tuż po tragedii, 19 maja, Agnieszka Reniecka, kierująca Prokuraturą Rejonową w Grudziądzu, powiedziała nam: - Kluczowym jest dla nas ustalenie, do kogo należały bramki i kto nimi zarządzał. Do tragedii doszło na boisku przyszkolnym, które po zamknięciu szkoły było ogólnodostępne. Bramki były stare, miały około 20 lat. Jeśli chodzi o odpowiedzialność za te urządzenia, to szkoła wskazuje na Urząd Gminy, a Urząd Gminy na szkołę. Sprawa jest trudna, bo zabezpieczona dokumentacja nie rozwiewa wątpliwości.

Po ponad dwóch miesiącach prowadzenia śledztwa, 27 lipca, prokurator Marcin Licznerski mówi: - W tym postępowaniu nie ma żadnego przełomu. Trwa ustalanie, do kogo należała bramka. Urząd Gminy właśnie przekazał nam kilkaset stron raportu z kontroli wszystkich gminnych obiektów rekreacyjnych. Musimy go przeanalizować, ale nie wiemy, czy do czegoś nas to doprowadzi.

Łańcuch i kłódka


- Ośmieszają się w obliczu takiej tragedii - tak komentują postawę gminnych władz i instytucji oraz prokuratury mieszkańcy Świecia, których pytamy o zdanie. Wszyscy tu znają rodzinę Hinzów. Głęboko współczują. I dobrze kojarzą, co widać z okien urzędniczych gabinetów.

Mirosław Osiewicz, zastępca wójta w Świeciu nad Osą: - Zaraz po tragedii przejrzeliśmy wszystkie boiska i place zabaw.

fot. Jacek Smarz

Mirosław Osiewicz, zastępca wójta w Świeciu nad Osą: - Zaraz po tragedii przejrzeliśmy wszystkie boiska i place zabaw.


Z pokoju Mirosława Osiewicza, zastępcy wójta, boisko też widać dokładnie.
- W kwestii odpowiedzialności służbowej za bramki czekamy na rozstrzygnięcia prokuratury - mówi Osiewicz.

Nieoficjalnie zdradza, że „swoje wyrobione zdanie ma, ale nie czas je wyrażać”. I że tak naprawdę wystarczyłyby dwa-trzy metry łańcucha i kłódka, i do majowej tragedii by nie doszło. Już po niej, jak zapewnia, wszyscy w gminie wyciągnęli gorzką naukę. - Wraz z powiatowym inspektorem nadzoru budowlanego dokładnie przeglądamy wszystkie boiska i place zabaw w gminie. Dwa place, w Rychnowie i Bursztynowie, zostały zamknięte do czasu ich wyremontowania. Ich elementy stanowiły potencjalne zagrożenie - dodaje Mirosław Osiewicz. - Niebezpieczne bramki z boiska w Świeciu zostały usunięte natychmiast po dramacie. Dodatkowo, uchwałą Rady Gminy przyjęto regulaminy użytkowania poszczególnych placów i boisk. Zasady te niebawem będą wywieszone na tabliczkach.

Miała być ruchoma?


14 lipca 2015 roku na boisko piłkarskie w Dąbrówce pod Mogilnem weszła grupa chłopców. Jeden z nich, 16-latek z Wszednia uwiesił się na bramce. Ta spadła, raniąc go poważnie w twarz. Chłopak ma połamane kości. Bramka nie była przymocowana do podłoża. Jak przekonywał na łamach lokalnej gazety Robert Michalski, dyrektor Ośrodka Sportu, Rekreacji i Rehabilitacji w Mogilnie, nie musiała być przymocowana.

Pełnowymiarowe boisko do piłki nożnej w Dąbrówce jest zarządzane właśnie przez OSRiR. - Boisko, na którym doszło do wypadku, służy do treningu zawodnikom Pogoni Mogilno. Nie jest ogólnodostępne - twierdził dyrektor Michalski. - Bramki nie są tam zamocowane, by zawodnicy podczas treningu mogli przenosić je zgodnie ze swoimi potrzebami.

I w tej sprawie toczy się śledztwo. Kierunek: art. 160 Kodeksu karnego, czyli narażenia „człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu”. Maksymalny wymiar kary:
3 lata więzienia.

Do wypadku doszło późnym wieczorem, około godz. 21. Chłopcy musieli wejść na murawę najprawdopodobniej od strony pola, omijając ogrodzenie. Z orlików gminnych można korzystać od poniedziałku do soboty do godz. 21 właśnie...

Rodzic ufa, że bezpieczne


Małgorzatę Hinz ta historia spod Mogilna bardzo bulwersuje. Chciałaby wystosować jakiś apel do wszystkich właścicieli i zarządców boisk w Polsce. Żeby zrobili przeglądy, bramki mocowali, a te przenośne trzymali pod kluczem. - W końcu jak rodzice puszczają dziecko na plac zabaw czy boisko, to wierzą, że tam jest bezpiecznie. I powinni wierzyć, a chłopacy powinni z radością grać w piłkę - mówi.

U niej radości żadnej długo jeszcze nie będzie. Chciałaby się wysilić, postarać normalnie żyć dla Błażeja, najstarszej córki, męża... Ale jeszcze nie może. W nocy budzi się co kilka godzin i widzi Igora. W dzień zapatrzy się przez okno i naraz czuje za plecami obecność syna. Niczego nie uprzątnęła jeszcze z jego rzeczy. Plecak szkolny na starym miejscu, tak jak książki i ubrania.

Ta cholerna cisza


- Tak bardzo mi go brakuje - Małgorzata Hinz nie potrafi opanować łez. - Są tylko chwile, gdy normalnie funkcjonuję. Robię coś, robię... Ale nagle dopada mnie ta cholerna cisza. I znów wiem, że Igora nie ma. Nie życzę żadnej matce, żeby ją to spotkało.

Warto wiedzieć


Bramka przygniotła 8-letniego Pawła, ale sąd nikogo nie ukarał

- Do podobnej tragedii przed dekadą doszło w Trzebczu Szlacheckim, w gminie Kijewo Królewskie. W lipcu 2005 roku metalowa bramka przygniotła tutaj 8-letniego Pawła. Chłopiec zmarł w szpitalu na skutek urazu głowy.

- Teren należał do gminy, więc prokuratura skupiła się na odpowiedzialności gminnych władz.

- Oskarżono mnie o spowodowanie śmierci dziecka, ale sądy obu instancji, w Chełmnie i w Toruniu, uniewinniły mnie. Proces trwał blisko trzy lata - wspomina wójt Mieczysław Misiaszek.

- Do dramatu w Trzebczu doszło we wtorek, a bramki, na polecenie księdza, przywieziono tam na sobotę. Duchowny zorganizował parafiadę, turniej sportowy, m.in. dla ministrantów. Mnie o tym nie poinformował, nie pytał też o zgodę. Po sobotniej imprezie bramki zostały i doszło do tragedii - dodaje gospodarz gminy. Jego zdaniem nie ma stuprocentowej recepty na bezpieczeństwo dzieci. - Reagować na bieżąco muszą rodzice i sąsiedzi, nie tylko urzędnicy - podkreśla.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.