Ja cię kocham, a ty śpisz...

Paulina Błaszkiewicz 20 lipca 2015

Matki, żony, partnerki, siostry czy córki pacjentów toruńskiego Zakładu Opiekuńczo-Leczniczego „Światło” przez cały czas uczą się nowego życia po tym, co stało się tego jednego zwykłego dnia...

Opiekunowie i pacjenci Zakładu Opiekuńczo-Leczniczego „Światło”. Od lewej: Alicja Sieczka, Grażyna Bąk, Aneta Perłak z rodzicami - Małgorzatą i Mirosławem - oraz Barbara Stankiewicz z córką Małgorzatą Malinowską.

Fot.: Grzegorz Olkowski

Grażyna Bąk pod koniec listopada 2014 roku usłyszała od lekarzy, że jej partner Andrzej jest w stanie apalicznym (w tzw. śpiączce) i że już nic nie da się zrobić.
- Mieszkamy w małej miejscowości w województwie lubuskim. Nie ma u nas ośrodków rehabilitacyjnych ani miejsc, gdzie Andrzej miałby zapewnioną właściwą opiekę - mówi pani Grażyna. - Miałam dwa wyjścia: zabrać go do domu i patrzeć, jak nic się nie zmienia, albo znaleźć miejsce, w którym

ktoś zacznie go pobudzać do życia.


Wybrałam to drugie. W Internecie szukałam informacji o ludziach wybudzonych ze śpiączki i tak trafiłam na Zakład Opiekuńczo-Leczniczy „Światło” w Toruniu. Andrzej znalazł się tu na początku marca, a dziś, tak jak rok temu, mówi mi, że mnie kocha - mówi pani Grażyna. Jej partner jest 37. wybudzonym pacjentem w toruńskim zakładzie.


- Na taki sam cud czeka jeszcze 43 śpiochów, a 48 walczy o miejsce na naszym oddziale. Z kolei ich bliscy czekają na wsparcie i nadzieję - mówi Janina Mirończuk,
dyrektor Zakładu Opiekuńczo-Leczniczego „Światło”; podkreśla, że w Toruniu dzieją się jeszcze inne cuda poza wybudzeniami. Wszyscy mówią o pacjentach, ale mało kto zwraca uwagę na ich bliskich, którzy muszą się zmierzyć z całkiem nową sytuacją i przygotować na inne niż do tej pory życie.
Honorata Pietkun z Krosna, mama 20-letniego dziś Patryka, który wybudził się właśnie w „Świetle”, zaczynała już wierzyć w to, że jej syn nigdy się nie uśmiechnie, nie powie „mamo”. - Na karcie wypisu ze szpitala poinformowano: stan wegetatywny utrwalony. Kiedy próbowałam powiedzieć lekarzowi, że Patryk poruszył powieką, to usłyszałam, że mi się wydaje, bo tak bardzo chcę, żeby się wybudził,
a powinnam się w końcu pogodzić z tym, że tak się nie stanie - opowiada kobieta.
Takich historii wśród wybudzonych pacjentów i tych, którzy znajdują się w stanie apalicznym, jest całe mnóstwo. Ich bliscy za wszelką cenę szukają pomocy, ale często odbijają się od ściany. W Toruniu dostają potrzebne wsparcie i nadzieję, że jednak zdarzy się cud i wcale nie są to puste słowa.

W Zakładzie Opiekuńczo-Leczniczym „Światło” spotkaliśmy kilka kobiet z różnych części Polski, które na czas pobytu ich bliskich na oddziale apalicznym przeprowadzają się do Torunia. Wszystkie wierzą, że będzie dobrze.
Barbara Stankiewicz przyjechała do Torunia z Leszna. U jej 33-letniej córki 2 kwietnia doszło do nagłego zatrzymania krążenia, co spowodowało niedotlenienie mózgu. - Przez dwa miesiące lekarze z Poznania ratowali życie mojej córki, a później rozłożyli bezradnie ręce. Powiedzieli, że trzeba czekać, ale niech mi pani powie, na co ja miałam czekać? Przywiozłam córkę do Torunia. Widzę, że nie tylko mnie, mojemu mężowi i zięciowi zależy na tym, by Małgosia się obudziła. Wszyscy wierzą w to, że wróci do swojego nowego, pięknego mieszkania, że zostanie mamą. To miała w planach...; wierzę, że los się jeszcze odmieni - mówi pani Barbara. Podkreśla, że codziennie dostaje wsparcie nie tylko od pracowników toruńskiego zakładu, ale też bliskich innych pacjentów. Ci ludzie rozumieją się właściwie bez słów, doświadczyli tego samego i nie muszą mówić sobie nawzajem, jak bardzo im ciężko. Mają smutne twarze, ale czasami pojawia się na nich uśmiech, gdy kolejny śpioch, bo tak mówi się o pacjentach „Światła”, budzi się.
Kobiety, które teraz żyją w Toruniu

nauczyły się być razem


także poza Zakładem Opiekuńczo- Leczniczym. Chodzą razem do kawiarni, do kina lub teatru, do fryzjera czy kosmetyczki. Chociaż nie każda z osób czekających na wybudzenie jest na to gotowa. Barbara Stankiewicz mówi, że dla niej na takie przyjemności jest za wcześnie: - To wszystko jest za świeże. O 10.00 idę do ośrodka i dopiero po 19.00 wracam do wynajętego mieszkania. Jeszcze nie potrafię myśleć o sobie, bo dziś liczy się tylko Małgosia, ale coraz częściej słyszę od pani dyrektor, że powinnam zadbać o siebie.

Każdy na swój sposób przeżywa chorobę bliskiej osoby, ale trzeba pamiętać o tym, że w życiu społecznym istnieją określone schematy, które powielamy. Z obawy przed oceną ze strony innych ludzi staramy się zapomnieć o sobie i skupić swoją uwagę wyłącznie na chorym. Janina Mirończuk podkreśla, że opiekunowie pacjentów w śpiączce powinni dać sobie prawo do małych przyjemności i choć na chwilę odejść od łóżek ukochanych osób. - To taki zdrowy egoizm, który jest bardzo ważny. Musimy zadbać o siebie, jeśli chcemy być dobrym opiekunem dla naszej córki, syna, męża, żony, brata czy siostry - mówi dyrektor Zakładu Opiekuńczo- Leczniczego „Światło”.

Panie, które spotkaliśmy w toruńskim „Swietle”, zgodnie przyznają, że bycie opiekunem dla człowieka w śpiączce wymaga nie tylko zmiany stylu życia, ale przede wszystkim zmiany własnego myślenia.

To trudne, bo osoby w stanie apalicznym nie są obecne w naszym społeczeństwie, a jednak żyją wśród nas, tylko inaczej. Wiedzą o tym ci, których życie pewnego dnia zmieniło się o 180 stopni. To, jak to życie będzie wyglądało po zmianie, zależy tylko od nich i od pogodzenia się z losem. - Nie da się przebić głową muru. Trzeba zaakceptować to, co się ma, nawet jeśli z uporem maniaka powtarza się zdanie: „Ja cię kocham, a ty śpisz” - mówi Grażyna Bąk.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 23-03-2016 20:00

    Brak ocen 0 0

    - Śpiochy: Z tymi wybudzeniami nie jest dokładnie tak jak myślicie. Zazwyczaj chorzy z którymi nagrywany jest program przyjeżdżają do Torunia z pewnym stopniem świadomości, mniejszym lub większym. Po pewnym czasie jak stan pacjenta nawet się lekko poprawia, to nakręca się program o kolejnym wybudzonym "śpiochu". Zastanówcie się po co? A rodziny co mają mówić ? Potwierdzają żeby móc zostać jeszcze jakiś czas w Toruniu bo jest tam trochę więcej rehabilitacji niż w innych Zakładach Opieki Leczniczej. Ciekawe tylko dlaczego chorzy przebywają tam kilka lat nawet 7, a niektórzy tylko kilkanaście miesięcy i nie mogą zostać dłużej i to wcale nie na prośbę rodziny.

    Odpowiedz

  2. 22-07-2015 14:58

    Oceniono 2 razy 2 0

    - Grzesio z Brodnicy : Największy szacunek i podziękowania dla pań i całego personelu za troskę i opiekę,a dodając dużo widziałem i przeżyłem nie boje się ale zazdroszczę personelowi jej odwagi ja nie wiem czy bym tam mógł pracować a oni są super poprostu powołanie.sa super.

    Odpowiedz

  3. 21-07-2015 17:35

    Brak ocen 0 0

    - robi: polecam zolpidem

    Odpowiedz

  4. 21-07-2015 11:44

    Oceniono 2 razy 2 0

    - mT: Dla nas na ziemi łatwo oceniamy które życie jest super a które nie. Dla Pana Boga wszystko jest na odwrót. I wielu może się zdziwić i to bardzo. Czas biegnie do przodu i nie zna kresu. Tu kilka lat to strząśniecie pyłu ze stóp. Czas ucieka wieczność czeka. Słowa uznania dla Hospicjum i ks. Jerzego. Niech Bóg wam błogosławi.

    Pokaż odpowiedzi (1) Odpowiedz

    1. 20-07-2015 21:53

      Oceniono 3 razy 2 1

      - krzysia: ........wielkie gratulacje i słowa uznania dla p. Dyrektor i całego zespołu Fundacji "Światło" za tyle wybudzeń!!..... tam tez przebywa mój brat Janek Z. ..który od ponad roku jest w śpiączce....a nad nim czuwa moja bratowa Alicja , zwolniła się z pracy by być i opiekować się mężem...to prawda, to wielka tragedia dla rodzin ale i poświęcenie ze strony najbliższych .....całą rodziną czekamy i modlimy się o "cud" wybudzenia Janka........

      Odpowiedz

    2. 20-07-2015 19:12

      Oceniono 3 razy 3 0

      - J.Elwertowski: Swietny artykuł !

      Odpowiedz