Chytry dwa razy traci

Grażyna Ostropolska 17 lipca 2015

Trzej rolnicy z okolic Unisławia weszli w zmowę przetargową. Dariusz M. wylicytował od agencji rolnej 18,5 ha ziemi po najniższej cenie, za co wstrzymujący się od przebicia Robert Sz. miał dostać 5 ha, a Stanisław N. 10 tys. zł. Sprawa wyszła na jaw, bo M. wystawił sąsiadów do wiatru.

Fot.: Łukasz Ciaciuch


Do zmowy doszło 2 lata temu, ale w Brukach Unisławskich i Błotach, gdzie żyją bohaterowie przetargowej ustawki, nadal jest o tym głośno. I co ciekawe: nikt tu nie mówi, że zmowa przetargowa jest moralnie naganna, tylko...


- A bo to oni jedni się zmawiali? Ludzie się dogadują, by taniej kupić ziemię - słyszymy od miejscowych. Ich bulwersuje, co innego. - To wstyd, by sąsiad sąsiada oszukał! - mówią jedni, a inni kontestują: - A to się w agencji zdziwili, gdy ci, co nie dostali od M. swojej doli, donieśli o ustawce.

Faktem jest, że taka denuncjacja rzadko się zdarza, bo kara nie omija nikogo, kto brał udział w przestępstwie. UOKiK zalicza zmowę przetargową do najcięższych naruszeń prawa ochrony konkurencji, godzących w interes ogólnospołeczny i nakłada na jej uczestników kary pieniężne, zaś Kodeks karny (art. 305) przewiduje za ten czyn do 3 lat więzienia.
Agnieszka, żona startującego w przetargu Roberta Sz., zdecydowała się powiadomić Agencję Nieruchomości Rolnych i UOKiK o ustawce, ponieważ... - To, że M. wystawili sąsiadów do wiatru,

nie może im ujść bezkarnie


- tłumaczy. Państwu Sz. bardzo zależało na oferowanym przez agencję kawałku żyznej ziemi, bo podobnie jak większość okolicznych rolników żyją z uprawy kalafiorów i brokułów.

Tego dnia w filii ANR w Łysomicach odbywały się dwa rozpalające emocje przetargi. Pierwszy dotyczył 12-hektarowej działki z ceną wywoławczą 133,4 tys. zł, którą rolnik Jan K. wylicytował za... 630 tys. zł Zależało mu na tym gruncie, bo przylega do stoku z obleganymi zimą wyciągami narciarskimi. K. miał też startować w drugim przetargu, bo zdenerwował go Edward S., który w tym pierwszym podbił mu cenę gruntu, ale się wycofał, gdy S., mimo wpłaconego wadium, nie wziął w przetargu udziału. W efekcie na salę, w której licytowano 18,5 ha gruntu z ceną wywoławczą 203 tys. zł weszło 5 osób, z czego 4 ani razu nie podniosły ręki, pozwalając, by Dariusz M. nabył ziemię za... 210 tys. zł.

Agencja nie robiła z tego powodu rabanu, choć spodziewała się ok. 600 tys. zł, bo jak stwierdził zasiadający w komisji przetargowej urzędnik: - Przetargi są nieprzewidywalne; tam gdzie spodziewam się wysokiej ceny. jest ona dużo niższa, a czasami, kiedy myślę, że będzie niska, to jest wysoka.

Informacja o zmowie przetargowej dotarła do terenowego oddziału ANR trzy tygodnie po licytacji, gdy Robert i Agnieszka Sz. byli już pewni, że sąsiad, któremu pozwolili wygrać, zamierza ich oszukać. Pani Sz. powiadomiła też o zmowie Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, zaś ANR - prokuraturę. Stanisław N. przyznał się do przestępczej ustawki nieco później, a Dariusz M., mimo że niedawno zapadł w jego sprawie prawomocny wyrok (rok w zawieszeniu na 3 lata, 6 tys. zł grzywny i tysiąc nawiązki) oświadcza: - Żadnej zmowy nie było! To sąsiedzi zmówili się przeciw nam.
Robert Sz. tak wspomina

zawiązanie spisku


- Stanisław N. siedział na piętrze, a gdy ja się pojawiłem przed budynkiem ANR, to Iwona S., teściowa Dariusza M., poszła po niego, a do mnie powiedziała: „Zostało was trzech i macie się dogadać”. To było 10 minut przed przetargiem, bo wcześniej pan K. zrezygnował z udziału w licytacji, oświadczając, że drugiej bańki na ziemię nie wyrzuci, zaś W. po rozmowie z żoną i teściową Dariusza M. odjechał - zeznał Sz. w postępowaniu antymonopolowym, prowadzonym przez UOKiK. Pan Robert mówi, że to teściowa i żona Dariusza M. zainicjowały zmowę, a Stanisław N. to potwierdza:

- Stałem na piętrze, gdy podeszła do mnie Iwona S. i mówi: „Czemu tu Stasiu stoisz? Powinieneś być na dole i się dogadać”.
Zszedł za nią przed budynek agencji, gdzie stali przetargowi konkurenci: Dariusz M. i Robert Sz. z żonami. „Niech pan odpuści, bo po co panu tyle ziemi, a nam się przyda, bo mamy mało” - usłyszał od Moniki M. i spytał na jakich warunkach ma zrezygnować.
- M. odpowiedziała, że podzielimy się po 6 ha, a ja stwierdziłem, że to mnie nie urządza i albo wezmę udział w przetargu, albo muszą mi coś dać - zeznał Stanisław N. Stanęło na tym, że jak dostanie 10 tys. zł, to nie będzie licytował. - Państwo M. i Sz. się na to zgodzili. Słyszałem, jak się umawiali, że M. po wygraniu przetargu przekażą państwu Sz. 5 ha za to, że ci nie będą podbijać ceny - relacjonuje N. Pamięta, że jak Dariusz M. wygrał przetarg za pierwszym przebiciem, to jego teściowa Iwona S. obiecała: „Jak tylko wypłacą wadium, to zaraz ci te 5 tys. zł damy”. Kolejne pięć miał otrzymać od państwa Sz., ale rychło zrozumiał, że i oni, i on

dali się sąsiadom nabrać.


Kilkanaście dni po przetargu Agnieszka i Robert Sz. spotkali się z Dariuszem M. u jego teściowej Iwony S., gdzie usłyszeli, że zamiast 5 ha ziemi mogą dostać 10 tys. zł gotówką lub 2,5 ha w innym miejscu. Nie zgodzili się, a gdy pięć dni później Agnieszka Sz. zatelefonowała do Moniki M. i ta dała jej do zrozumienia, że nie będzie z nią negocjować, zawiadomiła o zmowie ANR. Kolejnym krokiem małżeństwa Sz. było powiadomienie UOKiK. Skorzystali przy tym z regulacji prawnej tzw. leniency, która pozwala na odstąpienie od kary pieniężnej wobec zawiadamiającego o zmowie pod warunkiem, że nie jest on jej inicjatorem i współdziała z UOKiK w postępowaniu antymonopolowym. Podobny wniosek złożył później Stanisław N. i dzięki temu zmniejszono mu karę (pieniężną) o połowę.

Dariusz M., rolnik ze wsi Błota, żadnej ulgi nie dostał, bo szedł w zaparte i przekonywał, że zmowy nie było.
Po pierwszym przetargu, w którym brała udział jego teściowa, miał udać się do toalety, a potem wraz z żoną stał przed pomieszczeniem, gdzie miała się odbyć licytacja i gdy pojawili się jego konkurenci, wszedł z nimi do środka. Zdziwił się, że nikt poza nim ziemi nie licytował. Zaoferował za 18,5 ha 210 tys. zł i taką cenę przyklepano. Na pytanie, jaka motywacja przyświecała Sz. i N., przyznającym się do zmowy, oświadczył: - Nie wiem, co im przyszło do głowy, bo
nie siedzę w ich głowach.

Odwiedzamy uczestników ustawki w ich gospodarstwach. Żadne z nich do biednych nie należy, każde uprawia co najmniej 10 ha pola i daje pracę okolicznym mieszkańcom przy zbiorze oraz obróbce brokułów i kalafiorów. - Powiedzcie bezrobotnym z Bydgoszczy i Torunia, że znajdą u nas pracę i dogodny dojazd PKP - apeluje Stanisław N.

W gospodarstwie M. uwija się przy brokułach kilkanaście ludzi. - Ten przetarg unieważniono, ale jak ogłoszą kolejny, też będziemy startować - zapowiadają młodzi gospodarze. Pozostali uczestnicy zmowy (wszystkim sąd wymierzył grzywny) też nie zamierzają odpuścić. - Wezmę udział w przetargu - zapowiada pani Agnieszka i choć ona też musiała zapłacić 6 tys. zł grzywny, mówi, że było warto rozpętać burzę, bo: - Kto nie dotrzymuje umowy, musi ponieść karę, a ja też swoją zapłaciłam, za... naiwność - tłumaczy.

Dariusz M. przekonuje, że o tym, jakoby uczestniczył w zmowie, dowiedział się z plotek, krążących po Błotach. - Ja wychodzę z założenia, że jeśli się z kimś umówię, nie będę się tym chwalił, bo to jest karalne, ale widocznie sąsiedzi inaczej do tego podchodzą - oznajmia.

O tym, że zmowy przetargowe do rzadkości nie należą, świadczą zeznania Edwarda S.: „Niestety, często w tych przetargach uczestniczą osoby, które nie chcą kupić ziemi, ale przyjeżdżają tam, by zarobić pieniądze na tych, którym zależy na zakupie” - oświadczył świadek.​

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.