Z miłością nie ma zabawy

Paulina Błaszkiewicz 12 lipca 2015

Sam fakt, że jest ciepło, sprawia, że latem jesteśmy o wiele bardziej otwarci na pewne zachowania seksualne. Czy żyjąc w kulturze, w której obowiązuje teoria podwójnego standardu, warto podjąć ryzyko?

Fot.: 123RF

To miał być tylko ten jeden raz, dla zabawy. Tak mówi 29-letnia Justyna, która do dziś nie może zapomnieć o starszym od niej mężczyźnie. Nie wie nawet, ile ma lat, czym się zajmuje i czy jest wolny.
- Nie wie pani, jak to jest na wieczornej imprezie w klubie czy w letnim ogródku? Przecież ludzie chodzą tam w jednym celu. Zaręczam, że nie tylko po to, żeby potańczyć i napić się piwa
- mówi.

Wiemy, gdzie szukać kochanka


Rzeczywiście, letnie ogródki czy kluby to podczas wakacji doskonałe punkty wypadowe, wręcz stworzone, by kogoś poznać. Takie osoby spotykamy w konkretnych miejscach, które socjologia nazywa rynkami matrymonialnymi albo rynkami seksualnymi.


Anna Wójtewicz, socjolożka z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, twierdzi, że kobiety doskonale wiedzą, czego i gdzie poszukują mężczyźni, a chodzi m.in. o sygnały świadczące o dostępności i odwrotnie. Z kolei seksuolog prof. Zbigniew Izdebski wskazuje, że sam fakt, iż jest ciepło, sprawia, że zachowujemy się w określony sposób. Nic więc dziwnego w tym, że latem rynki matrymonialne rozkwitają. Problem w tym, że nie każdemu udaje się poznać partnera na całe życie, ale kochanka na raz, czy dwa już tak. Przelotnie flirty i romanse są coraz bardziej popularne. Co więcej, coraz częściej jesteśmy do nich zachęcani chociażby poprzez media, które promują niezobowiązujące flirty. Amerykański socjolog Anthony Giddens nazwał to miłością współbieżną, która nie wymaga specjalnego zaangażowania i ma niewiele wspólnego z miłością romantyczną. Najważniejsze w takim układzie pomiędzy kobietą i mężczyzną jest wspólne odczuwanie przyjemności i zatracanie w niej.

Gdzie równouprawnienie?


Sprawa byłaby prosta i wakacyjne romanse nikomu by nie szkodziły, gdyby nie obowiązująca w naszej kulturze teoria podwójnego standardu. 29-letnia kobieta nie może zapomnieć o namiętnej nocy z przypadkowo poznanym mężczyzną, ale on już takiego problemu nie ma. Dr Anna Wójtewicz podkreśla, że zmieniły się realia, ale mimo wszystko wchodzenie w krótkotrwałe relacje i posiadanie dużej liczby partnerów seksualnych przez kobiety nadal nie jest mile widziane w naszym społeczeństwie.
- W przypadku mężczyzn sprawa jest nieco bardziej oczywista, ponieważ takie krótkotrwałe relacje są wpisane w strategię reprodukcyjną. Jeśli chodzi o kobiety, to tu, z jednej strony, mamy do czynienia z konsekwencjami emancypacji, czyli: „mnie też wolno uprawiać przelotny seks, mam do niego takie samo prawo jak mężczyzna”, a z drugiej - chęcią stworzenia długotrwałego związku. Kobiety niby wiedzą, że to przelotny romans, ale jednak jest on podszyty nadzieją, iż zakończy się happy endem - mówi socjolożka.

29-letnia Justyna o zakochaniu czy o stworzeniu związku w ogóle nie myślała. Na nic zdały się chłodne kalkulacje i deklaracje, bo strzała Amora i tak w nią trafiła.

Amerykańska antropolożka Helen Fisher, która przez wiele lat prowadziła badania nad miłością romantyczną, o roli Amora nie wspomina, ale mówi za to o hormonach, które mogą spłatać nam figla. To właśnie wazopresyna i oksytocyna, które wydzielają się podczas orgazmu, mogą sprawić, że partner na jedną noc stanie się obiektem naszych westchnień. Naukowcy podkreślają, że seks pełni rolę nie tylko prokreacyjną, ale przede wszystkim więziotwórczą i nawet wszechobecna seksualizacja nie jest w stanie tego zmienić.

Ofiary wyzwolenia


To właśnie kobiety ponoszą największe koszty, związane z krótkotrwałymi relacjami. Chcą być otwarte i wyzwolone, ale później stają przed konsekwencjami tego wyzwolenia, które mogą rzutować na przyszłość.
- Poszukiwanie swojej otwartości jest ważną cechą, ale proszę zwrócić uwagę na to, ile osób ogłasza się w Internecie. Wystarczy tylko wyklikać i raptem zjawią się dwie czy trzy osoby, by umilić nam wieczór. Tylko pytanie: Czy zawsze to jest to, o co nam chodzi? - zastanawia się prof. Zbigniew Izdebski.

Seksuolog twierdzi, że jeśli chodzi o różnorodność zachowań seksualnych, to naprawdę mamy ich wiele. Przelotny seks jest jedną z wielu możliwości do wyboru, a z każdą z nich wiąże się odpowiedzialność.
- W swoim życiu przyjąłem bardziej postawę osoby opisującej pewne obyczaje seksualne Polaków, diagnozującej i wskazującej na pewne niebezpieczeństwa. Chciałbym - w ramach pewnej troski - by ludzie bardziej siebie rozumieli i mieli poczucie odpowiedzialności za to, co robią, ale to oni dokonują wyboru, a nie ja - dodaje prof. Izdebski.
Wydawać by się mogło, że w świecie późnonowoczesnym tak naprawdę wolno nam wszystko. Takie przekonanie towarzyszy nam zwłaszcza podczas wakacji, kiedy wyjeżdżamy za granicę i zaczynamy poszukiwać przygód.

- Mam wrażenie, że w Polsce żyjemy w pewnym poczuciu kompleksów, iż inni są lepsi, bardziej otwarci. Polacy za granicą zachowują się trochę inaczej niż we własnym kraju, bo mają poczucie anonimowości i w sposób bardziej otwarty realizują swoje pragnienia - uważa seksuolog. - Często są też mniej asertywni niż w Polsce. U nas potrafią komuś odmówić, a tam przyzwalają na pewne zachowania nie tylko ze względu na kwestie ciekawości. W książce „Intymnie. Rozmowy nie tylko o miłości” napisałem, że nie chcą wypaść „wsiowo”, żeby ktoś nie powiedział: „Wow: on czy ona jest z Polski”.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 12-07-2015 10:43

    Brak ocen 0 0

    - amorek : z miloscia i owszem ale dlaczego nie z tymi dziewczynami ?

    Odpowiedz