Hollywood na afrykańskiej pustyni

Krzysztof Błażejewski 10 lipca 2015

Mało który kinoman zdaje sobie sprawę z tego, że Hollywood pod Los Angeles dziś już nie istnieje. Najwięcej filmów na świecie powstaje teraz w... Bollywood pod Bombajem, a niemal tyle samo - w pustynnych plenerach Maroka.

Sztuczne rumaki wyglądające ze swoich „starożytnych” stajni w marokańskim studio filmowym Atlas, ulokowanym na pustkowiu. Zapewne nikt nie liczył, w ilu filmach zagrały one prawdziwe konie.

Fot.: Krzysztof Błażejewski

Gdzie kręcono „Siedem dni w Tybecie”? W Lhasie? Jakiego miasta ulice były areną wyścigów rydwanów z „Ben Hura”? Gdzie umierał Jezus w „Ostatnim kuszeniu Chrystusa”?


Wszystkie wymienione filmy i dziesiątki innych superprodukcji z ostatnich lat łączy to, że realizowane były w studiach i plenerach znajdujących się w Maroku. Kraju, który długo kinomanom kojarzyć się mógł jedynie z arcydziełem wszech czasów, czyli „Casablancą”.

Wielki świat filmu do Maroka dotarł dwie dekady po nakręceniu wspomnianego hitu za sprawą realizacji w marokańskich plenerach „Lawrence’a z Arabii”, wielokrotnie prezentowanego w polskich stacjach tv, klasyka gatunku „awantury arabskiej”. W ślad za nim poszli Włosi, którzy w latach 60. ubiegłego wieku masowo kręcili w Maroku spaghetti-opowieści o życiu Świętej Rodziny, czasach potęgi starożytnego Egiptu i imperium rzymskiego. A potem...

Dziś w połowie drogi między marokańskim wybrzeżem Atlantyku a piaskami Sahary, w okolicach miasta Ouarzazate zwanego Bramą Sahary działają trzy wielkie studia filmowe, zbudowane na zupełnie pustej wcześniej przestrzeni. Ponadto scenografowie odszukali tutaj jako niezwykle filmowe miejsca opuszczony ksar, czyli dawną berberyjską ufortyfikowaną wioskę Aït Ben Haddou oraz XVIII-wieczną kazbę Taourirt, coś w rodzaju fortecy w środku miasta, należącej niegdyś do sławnego tutaj rodu Glawich. To tutaj nakręcono dziesiątki superprodukcji. To tutejsze plenery znają niemal wszyscy widzowie na świecie, nie przypuszczając jednak, że izraelska pustynia, staroegipskie świątynie i okolice antycznej Troi to w rzeczywistości plenery okolic Ouarzazate, a rzymskie czy jerozolimskie więzienie znajduje się w ksarze Aït Ben Haddou.

Gwiazdy na ścianach


Kto pozna Maroko i okolice Ouarzazate, nie będzie się dziwił. To naprawdę baśniowa kraina. Jest tu wszystko, czego oko potrzebuje, by się zachwycać krajobrazem. Kolorowe wzgórza, piaszczyste wydmy, zielone oazy, szpalery palm, rwące potoki, barwnie ubrane kobiety, jeźdźcy poruszający się na osiołkach.

Wejścia do największego z marokańskich studiów filmowych pod Ouarzazate „CLA Studios” strzegą dwa sfinksy oraz popiersie faraona. Teren studia zajmuje ogromną przestrzeń, mieszczą się tam m.in. różne sporych rozmiarów budowle, udające antyczne oryginały.

fot. Krzysztof Błażejewski

Wejścia do największego z marokańskich studiów filmowych pod Ouarzazate „CLA Studios” strzegą dwa sfinksy oraz popiersie faraona. Teren studia zajmuje ogromną przestrzeń, mieszczą się tam m.in. różne sporych rozmiarów budowle, udające antyczne oryginały.


W Ouarzazate mniej więcej połowa mieszkańców miasta już zagrała w jakiejś superprodukcji. Przyszli statyści uczą się na specjalnych kursach w studiach filmowych. Wystarczy usiąść w jednym z lokali przy głównej ulicy przy ulubionej tu słodkiej miętowej herbacie, by nawiązać rozmowę z kimś miejscowym, kto zagrał w ekranowym hicie. Z kina żyją praktycznie wszyscy mieszkańcy. Kto nie statystuje, wynajmuje domy i mieszkania, bo kiedy zjeżdża się poważna ekipa, a dzieje się to 6-7 razy w roku, to trzeba rozlokować setki osób. Inni budują dekoracje, szyją ubrania, dowożą wodę i żywność na plan. Wszystkie lokale w mieście obwieszone są portretami największych gwiazd kina.

- Pamiętam jeszcze Omara Sharifa, widziałem Michaela Douglasa, Angelinę Jolie, Russela Crowe, Leonardo di Caprio - kelner jednym tchem wymienia osoby, których duże zdjęcia wiszą na ścianie.

Tybet i „Gwiezdne wojny”


Największe z marokańskich studiów to CLA. Bramy wejściowej strzegą postaci sfinksów. Wchodzących wita imponujących rozmiarów ściana frontowa wielkiej starożytnej egipskiej świątyni, kopii Medinet Habu. Ściana jest jednak wykonana z lekkich materiałów i stoi tylko dlatego, że opiera się o rusztowanie. Z „właściwej” strony wszystko się zgadza. To tu powstała seria filmów o Asteriksie, ale także „Gwiezdne wojny” i jeden z „Bondów”.

Niedaleko od CLA znajdują się Atlas Studios i Kanzaman Studios. W środku można podziwiać odrzutowiec z „Klejnotu Nilu”, tybetański klasztor z „Kundun”, pałac królowej Kleopatry, egipskie grobowce, ulice Jerozolimy, świątynie rzymskie.

Kazba Taourirt w Ouarzazate ma czerwone ściany bajecznie ozdobione arabeskami, a w środku archaiczne stropy z cedrowego drewna i muszaraby na oknach, dzięki którym mieszkańcy niewidzialni z zewnątrz mogą obserwować okolicę. Wnętrze zagrało m.in. w filmie „Siedem lat w Tybecie”. Na szczytach pobliskich minaretów swoje gniazda uwiły bociany.

Z kolei do ksaru, czyli wsi Aït Ben Haddou, zbudowanego w XVI stuleciu, dojeżdża się drogą wzdłuż doliny rzeki Draa. Najpierw wyłania się zza wzgórz zielona oaza, potem charakterystyczne czerwone gliniane zabudowania.

Wąskie uliczki niezamieszkałego od wielu lat ksaru, do którego wstęp jest płatny, opanowali miejscowi handlarze. Rozłożyli swoje stragany tak gęsto, że trudno przejść.

Said usadowił się ze swoim stoiskiem nad skalną półką na skraju ksaru.

- To tu kręcili „Gladiatora” - pręży się dumnie, pokazując na teren położony w dole. - O, tam zbudowali stopnie, posadzili ludzi, a później to wszystko komputerowo pomnożyli.

Pers, Izraelita, Egipcjanin


Said występował w kilku filmach, kręconych w Aït Ben Haddou. Jednym ciągiem recytuje ich tytuły: „Klejnot Nilu”, „Szecherezada”, „Indiana Jones”, „Mumia”, „Kleopatra”, „Książę Persji” „Biblia”...

- Cała nasza wieś żyje z filmu - mówi. - Co parę dni ktoś tu się pojawia, robi zdjęcia, mierzy. Kilka razy w roku zjeżdża tu ekipa filmowa. Schodzą się tu wtedy wszyscy z całej okolicy. Część zagra jako statyści, od innych wypożyczą ubrania, sprzęty domowe albo osiołki, kupią wachlarze, gałęzie palmowe, owoce, biżuterię. Po tylu latach ludzie doskonale się orientują, co filmowcom potrzeba i każdy w domu trzyma różne przedmioty na potrzeby filmu albo nauczył się je wykonywać.

Said próbuje sprzedać mi wszechobecne w Maroku skamieliny amonitów. Nie ubijamy jednak interesu, Berber oczekuje zbyt dużo. Ale nie jest specjalnie zmartwiony moją odmową. Amerykanie, Anglicy i Włosi, którzy tu przyjadą kręcić kolejny film, na pewno zapłacą mu tyle, ile zażąda.

W Ouarzazate naprzeciw kazby Taourirt otwarto w 2007 roku specjalne muzeum, w którym gromadzi się zbędne już dziś rekwizyty, pozostałe po kręconych w pobliskich studiach filmach. Tam dopiero można spełnić swoje marzenia z dzieciństwa. Zasiąść np. na tronie faraona czy w lektyce Juliusza Cezara, stanąć w egipskim rydwanie czy w powozie Bena Hura, zasiąść w feluce żeglującej po dawnym Nilu albo w sali rzymskiego senatu, czy też... posiedzieć w celi, w której trzymano Jezusa przed procesem.

W osobnej sali prezentowane są archaicznie wyglądające kamery, celuloidowe taśmy i projektory, stoły montażowe, a także setki strojów i rekwizytów, ze ścian spoglądają dawne wielkie kinowe gwiazdy uwiecznione na fotosach.

Oaza piękna i spokoju


Maroko stało się filmowym królestwem naszych czasów nie tylko dlatego, że posiada wyjątkowej urody krajobrazy, że zawsze jest tam pogodnie, ciepło i słonecznie, ale i dlatego, że jest tam tanio. Król Muhammad VI, wielki miłośnik kina, oferuje przyjezdnym liczne ulgi i ułatwienia. Ponadto zgodził się, żeby ekipy filmowe mogły wwozić do jego kraju broń i materiały pirotechniczne. Dzięki temu na wynajmie studiów kraj zarabia niewiele gorzej niż na turystyce. Jest też tutaj bardzo bezpiecznie jak na ten rejon świata.

Jak na razie w przepiękne marokańskie krajobrazy nie wdarła się jeszcze zaraza terroryzmu. Coraz częściej jednak wszyscy zadają sobie pytanie, jak długo jeszcze uda się ją utrzymać w bezpiecznej odległości?

Warto wiedzieć


Nie tylko plenery, także filmowy festiwal

W wielu filmach zagrało także marokańskie miasto Marakesz zwane od koloru murów „Czerwonym miastem”. Fascynującą scenerię tworzą m.in. Ogrody Majorelle, medresa Ben Youssefa i plac Dżamaa al-Fina, po którym kręcą się zaklinacze wężów, uzdrowiciele, wróżbici i kucharze, przygotowujący potrawy na oczach przechodniów.
Każdego roku jesienią
w Marakeszu organizowany jest od 2001 roku międzynarodowy festiwal filmowy. Główną nagrodą jest Złota Gwiazda.
Z każdym rokiem festiwal uzyskuje większy prestiż, przybywa filmów znanych twórców, pojawia się więcej gwiazd i postaci ze świata mody.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 16-07-2015 19:11

    Brak ocen 0 0

    - mmx: Niemozliwe. Tak po prostu zlikwidowano cala dzielnice miasta?

    Odpowiedz