Kto ściemnia w „Światłowni”?

Grażyna Ostropolska 10 lipca 2015

Wspólnie zakładali Spółdzielnię Socjalną Widzących Duszą „Światełko”, na której czele stanął Grzegorz Dudziński, organizator znanych w Polsce festiwali, a teraz rozdzieliły ich... ciemne moce.

W kierowanej przez Grzegorza Dudzińskiego „Światłowni” odbywa się co roku Festiwal Piosenek Jacka Kaczmarskiego i Festiwal Widzących Duszą „Muzyka otwiera oczy”, na które ich organizator - Stowarzyszenie Inicjatywa Kulturalna „BARD” (z Dudzińskim na czele

Fot.: Tomasz Czachorowski

Stworzyli wspaniałe miejsce: Otwartą Przestrzeń „Światłownia”, w której chętnie koncertują artyści z kraju i regionu. W każdy piątek niewielki klub przy ul. Św. Trójcy w Bydgoszczy tętni życiem, bo nie trzeba kupować biletów, a repertuar jest ambitny. Wydawałby się, że muzyka łączy i łagodzi obyczaje, ale w „Światłowni” nie na wszystkich tak działa. Ze Spółdzielni Socjalnej Widzących Duszą „Światełko” odeszła ponad połowa jej założycieli, a konflikt między byłymi spółdzielcami i prezesem Grzegorzem Dudzińskim rozgrywa się

na publicznej arenie.


Działaniami zarządu spółdzielni zainteresowały się prokuratura i sąd pracy, teraz przyglądają się im bydgoscy radni - dostali kopię pisma, które byli spółdzielcy wystosowali do prezydenta i rady miasta tuż po tym, jak ADM wypowiedziała „Światełku” umowę użyczenia lokalu, a w jego obronie stanęli artyści i dziennikarze z całej Polski.


„W mediach ukazują się artykuły lub audycje radiowe z wypowiedziami prezesa Grzegorza Dudzińskiego, w których przedstawia on swój punkt widzenia, określając całą sytuację jako spisek czy nawet chamstwo (…) a my jako ci, którzy dobrowolnie odeszli ze Światłowni chcieliśmy dodać swój głos sprzeciwu” - to fragment pisma, którego autorzy odsłaniają ciemniejszą, ich zdaniem, stronę głośnej sprawy.

Powodem wypowiedzenia umowy użyczenia lokalu przez ADM były informacje, jakoby w „Światłowni”, wbrew umowie, podnajmowano lokal i udostępniano alkohol. - To nie powody, tylko preteksty, żeby pozbyć się nas z tego miejsca - tłumaczył w mediach prezes Dudziński i zapewniał: - Nigdy nie użyczaliśmy lokalu, podczas każdej imprezy występowaliśmy jako gospodarz. A co do alkoholu? Na naszych półkach nie ma ani piwa, ani wina. Być może ktoś w trakcie koncertu pił alkohol, który ze sobą przyniósł - przekonywał.

- Prezes ściemnia, podpisywał z nami

fikcyjne umowy


najmu, a alkohol na klubowych półkach był - twierdzą byli spółdzielcy. Każdy z nich ma kilka takich umów „na udostępnienie sali koncertowej” w „Światłowni”, w ściśle określonym dniu i godzinach, za co potrącano 550 zł opłaty z miesięcznego wynagrodzenia. - Prawda jest taka, że nikt ze spółdzielców, może poza jedną osobą, tej sali nie podnajmował i żadne z nas nie otrzymało pokwitowania transakcji - twierdzą byli spółdzielcy.

- Przecież nawet prokurator stwierdził, że rachunki za to zostały wystawione - zauważa Dudziński. Oburza go twierdzenie, że umowy były fikcją. - Wprowadziliśmy je za obopólną zgodą, kiedy spółdzielnia jeszcze na siebie nie zarabiała i wręcz przynosiła straty, więc większość z nas, bo nie wszyscy, uznała, że aby przetrwać, musimy się zrzucić do wspólnego garnuszka - tak tłumaczy fakt spisywania kontrowersyjnych umów i pobierania od pracowników kasy na ratowanie spółdzielni.

Każdy zatrudniony tu niepełnosprawny otrzymywał z PFRON dofinansowanie do wynagrodzenia. Od lipca 2012 do czerwca 2014 r. fundusz przelał na konto spółdzielni „Światełko” 229394 zł. - Wnieśliśmy też wkłady spółdzielcze w wysokości kilkunastu tysięcy zł, przyznane nam notarialnie przez PFRON, które w przypadku rezygnacji z członkostwa przed upływem 2 lat, musielibyśmy spłacić z własnego majątku - przypominają nasi rozmówcy: pan Mieczysław, pani Stanisława i pani N. , zaznaczając, że to z ich pieniędzy wyremontowano zdewastowany komunalny lokal, w którym dziś odbywają się imprezy. - Problem w tym, że przekaz pana Dudzińskiego, jakoby stworzył on w „Światłowni”

„magiczne miejsce”


ze wspaniałą atmosferą, niekoniecznie jest prawdziwy - twierdzą nasi rozmówcy. Pani G. wystąpiła do sądu z pozwem przeciw spółdzielni za niezgodne z prawem wypowiedzenie warunków pracy i płacy i ten zasądził jej 4,8 tys. zł odszkodowania.

- Wyrok jest nieprawomocny, złożyłem apelację i czekam na rozstrzygnięcie - zaznacza Dudziński. Nie jest zadowolony z wyroku sędzi, która ustaliła, że podana powódce przyczyna wypowiedzenia warunków pracy, czyli „racjonalizacja struktury organizacyjnej spółdzielni”, była pozorna, bo ta faktyczna była spowodowana odmową zawarcia przez powódkę kolejnej umowy najmu sali koncertowej.

„Wskutek powyższego Sąd uznał za zasadniczo niewiarygodne i sprzeczne zeznania członków zarządu spółdzielni: ogólnikowe Ilony M., jak również wewnętrznie sprzeczne i wykrętne zeznania prezesa Grzegorza Dudzińskiego” - czytamy w uzasadnieniu wyroku, gdzie również pada określenie „fikcyjnego najmu” sali koncertowej. Dudziński uważa, że pani G. wygrała, bo miała znakomitego adwokata i wierzy, że sprawa wróci do ponownego rozpoznania.

Wznowienie śledztwa rozważa też prokuratura, która 31.12. ub.r. umorzyła dochodzenie m.in. w sprawie przywłaszczenia powierzonego mienia w postaci pieniędzy w łącznej kwocie 52240 zł, pochodzących z tytułu umów o udostępnienie sali koncertowej, podpisywanych przez członków i pracowników spółdzielni „Światełko”, z powodu „braku danych dostatecznie uzasadniających podejrzenie popełnienia przestępstwa”. Prokurator uznał, że umowy podpisywano dobrowolnie, choć część przesłuchanych zeznała, że je wymuszono. - Mieliśmy wybór: płacimy spółdzielni połowę naszego wynagrodzenia za fikcyjny najem sali i zatrzymujemy pełen etat albo odmawiamy i pracujemy na jedną czwartą, czyli za 300 zł - wspominają.

- Umowy zawierano dobrowolnie, o czym świadczy fakt, że nie wszyscy je podpisali, a alternatywą było zamknięcie spółdzielni - powtarza Dudziński, zaś to, co piszą jego oponenci w piśmie do prezydenta i dziennikarzy, nazywa „oblewaniem pomyjami”.

ADM ma zdjęcia dowodzące, że w „Światłowni” serwowano alkohol. Na tle butelek z piwem i winem różnych marek widać kartkę z informacją: „Piwo i wino wyłącznie

dla członków KAAT.


Deklaracja w barze” i kolejną: „Sugestia KAAT: 5 zł”. - Obok stała puszka, do której nabywcy alkoholu wrzucali pieniądze - twierdzą byli spółdzielcy, a prezes Dudziński tak tę ekspozycję tłumaczy:

- KAAT to opisany w Internecie Klub Amatorów Artystycznych Trunków, więc jeśli ktoś przychodził do nas, wpisywał się na listę KAAT i akceptował jego regulamin, który mówi, że członek klubu zwraca koszt zakupu wina lub piwa, to mógł dokonać dobrowolnej wpłaty na rzecz stowarzyszenia.

Regulamin klubu stworzyło stowarzyszenie Lokalna Inicjatywa Kulturalna, które Dudziński zarejestrował w swoim mieszkaniu. Czytamy tam, że „celem i podstawowym działaniem KAAT jest propagowanie degustacji napojów niskoprocentowych w sposób kulturalny i zgodny z zasadami współżycia społecznego”, a klub powstał „w odruchu protestu przeciwko arytmetycznym, nieprzystającym do rzeczywistości i sprzecznym z Ustawą o wychowaniu w trzeźwości przepisom”.

- Obok jest Monar - tłumaczą urzędnicy, ale Dudziński ma nadzieję, że zmienią decyzję o niepodawaniu w „Światłowni” alkoholu pod wpływem opinii radnego Dzakanowskiego, który publicznie kontestował, iż prawo nie zabrania spożywania trunków na imprezach zamkniętych, na co prezes ADM zareagował stwierdzeniem, że jeśli prezydent się zgodzi, on nie widzi przeszkód. Na razie zapadła decyzja, że jeśli Dudziński spełni warunek niepodnajmowania lokalu i wprowadzi tam zakaz spożywania alkoholu, to umowa użyczenia pozostanie aktualna.

- A my wierzymy, że prokuratura wznowi śledztwo w sprawie poświadczenia nieprawdy w dokumentach i wyjaśni, jak to możliwe, że w protokole z walnego zebrania spółdzielców z grudnia 2013 r., które my traktowaliśmy jako spotkanie opłatkowe, pojawił się zapis o jednogłośnie przegłosowanej uchwale, zezwalającej zarządowi spółdzielni na samodzielne podejmowanie zobowiązań finansowych do kwoty 100 tys. zł, skoro większość obecnych twierdzi, że nie głosowała nad taką uchwałą i nie pamięta, by wybierano przewodniczącego oraz sekretarza zebrania.

- Nie próbowano mnie odwołać, jest lista obecnych na tym walnym, a w KRS protokół z uchwałami, które można zaskarżyć, czego nie zrobiono, więc nie rozumiem, jakie intencje kierują tymi, którzy mnie oskarżają - odpowiada Dudziński.

Komentarz


Grzegorz Dudziński, prezes Spółdzielni Socjalnej Widzących Duszą „Światełko”:

- Największą wadą spółdzielni socjalnych jest to, że wchodzi się do nich bez sprawdzenia wzajemnych relacji zawodowych, czego skutkiem mogą być konflikty pracownicze i z tego powodu wiele spółdzielni pada. Prowadząc wykłady na temat spółdzielni socjalnych, uprzedzam słuchaczy, że wystarczy jedna toksyczna osoba, by rozwalić zespół. My mieliśmy ich w „Światełku” więcej, a to, że przetrwaliśmy i tworzymy dziś zgrane grono, świadczy o naszej wytrwałości. Idziemy do przodu i dalej działamy na rzecz kultury i rehabilitacji zawodowej niepełnosprawnych. Zastanawiam się tylko, czy byli spółdzielcy, którzy dołączyli do naszych oponentów poczują się lepiej, jeśli doprowadzą spółdzielnię do upadku?

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 12-07-2015 20:31

    Brak ocen 0 0

    - znam tego pana: chyba mieszka na Ogrodach, widziałam go tam z jakąś kobietą

    Odpowiedz

  2. 11-07-2015 20:34

    Brak ocen 0 0

    - zszokowana: Szok! wychodzi na to że ten facet wszystkich robił w konia! Że też są tacy ludzie wykorzystujący niepełnosprawnych i żerujący na ich pieniądzach...

    Odpowiedz

  3. 10-07-2015 11:13

    Oceniono 1 raz 0 1

    - Biesiad: A może by tak dać ludziom robić swoje, nie przeszkadzać i cieszyć się, że takie miejsce w Bydgoszczy istnieje?

    Pokaż odpowiedzi (1) Odpowiedz

    1. 10-07-2015 08:56

      Brak ocen 0 0

      - jest taka piosenka: "Kardynała Richelieu sekret wam dziś zdradzę Od przyjaciół Boże strzeż z wrogami sobie poradzę"

      Odpowiedz