Robią kasę na krzywdzie?

Grażyna Ostropolska 3 lipca 2015

- Idziemy po swoje! - twardo stawiają sprawę pracownicy firm Micros i Callcenter Group z naszego regionu, wiedząc że odzyskanie zaległych świadczeń od pracodawcy będzie drogą przez mękę.

1 czerwca pracownicy spółek z grupy Micros pikietowali przed bydgoską siedzibą zarządu, żądając zaległych wynagrodzeń i spotkania z prezesem Józefem Lipińskim

Fot.: Tomasz Czachorowski

- Płacą nam za ciężką pracę psi grosz i nagle znikają, zostawiając nas bez wynagrodzeń i tworząc kolejną spółkę. To podłe i nieludzkie! - te gorzkie słowa padają z ust pracowników plajtujących firm.


Spółki z grupy Micros zatrudniały ok. 1000 osób i wygrywały przetargi na sprzątanie i ochronę prokuratur, sądów i innych ważnych instytucji w całej Polsce. Przebijały konkurentów niską ceną, zatrudniając niepełnosprawnych, których dofinansowywał PFRON. Co się stało, że nagle przestano ludziom płacić, a Józef Lipiński, prezes i większościowy udziałowiec spółek

zapadł się pod ziemię?


Szukają go pracownicy i wierzyciele, bo poza tym, że ZUS i skarbówka weszły na konta jego firm, właściciel ma długi osobiste. Na nic zdała się pikieta przed bydgoską siedzibą spółki (1 czerwca) z żądaniem, by prezes spotkał się z pracownikami i wytłumaczył z braku wynagrodzeń.

- 16 czerwca kierowniczka odczytała nam dwa oświadczenia. W pierwszym Józef Lipiński informuje, że sprawą zaległych wynagrodzeń za kwiecień i maj zajmie się nowy właściciel, któremu sprzedał udziały - relacjonują byłe pracownice Microsu i pokazują drugie oświadczenie z podpisem nabywcy: Waldemara Sadeckiego, którego do dziś nikt z pracowników nie widział.

„Aktualny zarząd w osobie Józefa Lipińskiego w pilnym trybie przekazuje mi całość spraw, po czym złoży rezygnację z funkcji. (...) Ja podejmę działania zmierzające do pozyskania inwestora do spółki, a w przypadku braku sukcesu w tej kwestii, nowy zarząd opracuje i złoży wniosek o ogłoszenie upadłości spółki, a wówczas powstanie prawna możliwość odzyskania przez pracowników pensji z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych” - oświadcza Sadecki, dodając, że pikiety nic pracownikom nie dadzą, a odpowiedź na gnębiące ich pytania da podczas spotkania w dniu 15 czerwca o godz. 12.00 w siedzibie spółki przy ul. Dąbrowa w Bydgoszczy.

- Pic na wodę, fotomontaż...


- oceniają ten gest byłe pracownice Microsu, bo... - Spotkania nie było, a oświadczenie odczytano nam dzień później (16 czerwca) - tłumaczą sprzątaczki. Każdą z nich brak wypłat drogo kosztował.

- Mam raka tarczycy i nie stać mnie na zakup hormonu, bez którego mój stan zdrowia z dnia na dzień się pogarsza - żali się pani Anna. Pani Małgosia jest w podobnej sytuacji: - Czuję się bardzo źle, bo przestałam brać leki na depresję i dopiero jak dostanę wypłatę w nowej pracy, to je wykupię - mówi.

Panią Martę ratuje 750 zł renty, ale... - To nie wystarcza na rachunki, więc rosną odsetki - skarży się kobieta.

- A ja nie mam renty i - by przeżyć - zapożyczyłam się po uszy - wyznaje pani Dorota.

Wszystkie z opóźnieniem dostały świadectwa pracy i podejrzewają, że... - Te dokumenty zafałszowano, pisząc, że wypłacono nam ekwiwalent za urlop wypoczynkowy i rehabilitacyjny, co jest nieprawdą - tłumaczą. Wniosek o sprostowanie świadectw wysłany do Microsu nic nie dał, więc sprawa znajdzie finał w sądzie i prokuraturze.

- To przykre, że człowiek, który dorobił się na naszej krzywdzie i kalectwie, na koniec jeszcze nas okradł - żalą się kobiety i zapowiadają walkę o należne im pieniądze. - I może się doczekamy, że sprzątając sąd ujrzymy tam prezesa w innej roli - dodają. Prezes Józef Lipiński oraz jego syn Adam, prokurent JML Micros i udziałowiec APT Perspektywa, który wraz z bratem założył w maju spółkę Grot-System z działalnością taką jak w Microsie, nie odpowiadają na nasze prośby o kontakt.

Inspekcja pracy wystawiła spółce Micros nakaz płatniczy na 337 tys. zł i kolejny na 91 tys. zł dla JML Micros. - Niewykluczone, że wystawimy kolejne, bo skarg przybywa - informuje Emilia Pankowska, zastępca okręgowego inspektora pracy i dodaje: - Jeśli będą przesłanki, by uznać, że w tych firmach dochodzi do uporczywego naruszania praw pracowniczych, skierujemy sprawę

do prokuratury.


PIP ma problem z przeprowadzeniem kontroli w spółce Callcenter Group, gdzie też zaprzestano wypłaty wynagrodzeń. W bydgoskiej siedzibie firmy przy ul. Kujawskiej inspektorzy zastali puste pomieszczenia, w Toruniu, przy Skłodowskiej-Curie, było podobnie, więc...

- Wysyłamy wezwanie do okazania dokumentów, a jeśli to nie odniesie skutku, złożymy w prokuraturze zawiadomienie o utrudnianiu kontroli - zapowiada Emilia Pankowska.

W toruńskim oddziale Callcenter pracowało ok. 70 osób, w bydgoskim ok. 40 - głównie w charakterze telemarketerów, sprzedających usługi należącego do Polkomtela Plusa.

- Większość to młodzi ludzie, którzy dostawali 800-
-900 zł na rękę lub zatrudniani na popołudnia studenci - słyszymy od pracowników toruńskiego oddziału spółki Callcenter Group, której jedynym udziałowcem i prezesem jest Bartosz Jędrusik.

Informacja sprzed trzech tygodni, że nie dostaną pensji, była dla pracowników spółki ciosem. - Prezes wyłączył telefon i na nasze pytania odpowiada tylko mailem - mówią.

„Nie wiem, kiedy będziemy w stanie robić przelewy wynagrodzeń, bo Polkomtel nie wypłacił nam należności za część kwietnia oraz maj, nie mówiąc o czerwcu, gdzie zostało ok. tysiąca umów. Wysłałem pismo do prezesa Tobiasa Solorza i wszystkich dyrektorów, ale nie mam odpowiedzi” - cytują jeden z nich.

- Umowa wiążąca Polkomtel i Callcenter Group precyzyjnie określała ciążące na stronach zobowiązania i wobec niewywiązania się przez Callcenter z obowiązków w niej określonych została rozwiązana - tę informację przekazał nam Arkadiusz Majewski z działu komunikacji korporacyjnej Polkomtela, zaś Bartosz Jędrusik, prezes Callcenter Group tak tłumaczy brak wypłat: - Po kontakcie z księgowością Polkomtelu otrzymaliśmy informację, iż przelew został wstrzymany bez podania żadnej przyczyny oraz przewidywanej daty płatności.

Z akt KRS wynika, że 34-letni Jędrusik miał bądź ma udziały w kilku spółkach, ale te największe: 5500 udziałów o wartości 550 tys. zł w spółce „MCS 73”

przepisał w czerwcu na... żonę.


- W razie niewypłacalności pracodawcy można wystąpić do Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych - podpowiada Janusz Kostulski z Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Toruniu. Warunkiem jest ustanie stosunku pracy i ogłoszenie, bądź odrzucenie wniosku o upadłość spółki. - Jeśli jednak pracodawca nie ogłosił upadłości i zostawił pracowników samych sobie, to jedynie sąd może potwierdzić datę faktycznego zaprzestania działalności, bo w inny sposób pracownik nie udowodni, że nie otrzymał należnych mu świadczeń - dodaje Janusz Kostulski. Wnioski do FGŚP rozpatruje się według kolejności zgłoszenia, więc pieniądze szybko stąd nie wychodzą.

- Dopóki nie będzie rzeczywistego karania firm za oszustwa, źle się będzie w Polsce działo, bo dziś można wyrejestrować firmę, założyć kolejną i robić te same przekręty - zauważa Anna Bańkowska, wiceprzewodnicząca Sejmowej Komisji Polityki Społecznej i Rodziny, która najbliższe posiedzenie poświęci umowom outsourcingowym. - To jest duży problem, bo część spółek outsourcingowych, wykonujących usługi na rzecz innych firm, oszukuje je, nie odprowadzając składek pracowniczych do ZUS, a ten dochodzi potem tych należności od firmy macierzystej - informuje posłanka.

Opinia


Arkadiusz Pikulik, adwokat

Uregulowania prawne, mające zabezpieczać wynagrodzenia, to jeden wielki dramat. W przypadku umowy o pracę sprawa jest prostsza, bo można wystąpić do sądu o zapłatę świadczenia, ale i tam pracodawca może złośliwie przeciągnąć sprawę do roku. Jak ma się wyrok, to, by go wyegzekwować, musi być zgłoszona upadłość firmy. Jeśli jej zarząd nie złożył takiego wniosku, może to zrobić pracownik, wnosząc 1000 zł opłaty (sąd może z niej zwolnić), ale bez fachowca, który też kosztuje, raczej sobie nie poradzi. I kiepsko mu się to wszystko kalkuluje, skoro FGŚP wypłaca zaległe świadczenia tylko za 3 miesiące, a że ten dramat najczęściej dotyka ludzi z lichym wynagrodzeniem, których nie stać na adwokata, muszą mieć dużo cierpliwości, by przejść tę drogę przez mękę.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 06-02-2016 10:50

    Oceniono 1 raz 0 1

    - LESZEK: gdzie my żyjemy i ludzie chcą jeszcze PO [WSTYD ]I PETRU

    Odpowiedz