Tego ucho jeszcze nie słyszało

Katarzyna Bogucka 3 lipca 2015

Postęp technologii medycznych nie mieści się w głowie. Nauce przestaną być wkrótce potrzebne ludzkie zwłoki albo zwierzęce organy. Wystarczy drukarka. Bydgoscy laryngolodzy pierwsi w Polsce operowali fantom 3D. Jest prawie jak żywy, a przy tym dość tani.

Laryngolodzy Aleksander Zwierz, Krzysztof Dalke i Józef Mierzwiński wykonali pokazowe zabiegi chirurgii endoskopowej nosa i zatok na specjalnie skonstruowanych i wydrukowanych w technologii 3D preparatach zatok przynosowych i ucha środkowego

Fot.: Józef Mierzwiński

Czaszka 3D z laryngologicznym wsadem z powodzeniem udaje tę ludzką. Śluzówka w nosie jest różowa, miękka i lepka, ale jeśli trzeba, będzie, na potrzeby nauki, mokra. Opona ma kolor różowy, nerw twarzowy - żółty. Na życzenie operatora w nosie mogą pojawić się gumowate polipy i inne chorobowe zmiany. Część operacyjna jest, oczywiście, wymienna, kosztuje ok. 200 euro (za głowę kompletną, ze statywami płaci się dużo więcej), ale to i tak niewiele wobec kosztów, jakie trzeba ponieść, by sprowadzić do kraju materiał biologiczny, czyli zamrożoną głowę człowieka, jak dotąd najlepszy materiał do ćwiczeń. Z ludzką głową jest jednak sporo zachodu prawnego, sanitarnego, no i etycznego. Po skończonych zabiegach trzeba ją skremować i pochować.

Prawie jak człowiek


Wydrukowany pacjent okazał się być ideałem pod każdym względem. Z fantomem 3D dr n. med. Józef Mierzwiński, ordynator Oddziału Laryngologii Wojewódzkiego Szpitala Dziecięcego w Bydgoszczy zapoznał się w Zurychu. Pojechał tam na szkolenie przygotowujące do wszczepiania implantów ślimakowych nowszej generacji. Doktor specjalizuje się w implantach. Na jego oddziale najmłodszym pacjentom zakłada się ich rocznie ok. 20. Jeden kosztuje 100 tys. zł. Jest to jedno z najbardziej precyzyjnych i ultradelikatnych urządzeń stosowanych w medycynie. Wszczepianie ślimaka doktor Mierzwiński nazywa najbardziej finezyjną operacją laryngologiczną. Wróćmy jednak do szkolenia w Szwajcarii.


„Buźka”, którą posłużyli się bydgoscy lekarze, gdy po raz pierwszy operowali na sztucznych narządach

fot. Józef Mierzwiński

„Buźka”, którą posłużyli się bydgoscy lekarze, gdy po raz pierwszy operowali na sztucznych narządach


- Sądziłem, że uczyć będziemy się jak zawsze na głowie człowieka, tymczasem zobaczyłem jakiś plastik, jakieś poskładane kawałki czaszki. Zdębiałem, a po chwili... byłem zachwycony precyzją wykonania, niezwykłym podobieństwem sztucznego materiału do ludzkich tkanek. Idealna kopia, odczucie tkanek doskonałe, wydrukowane na podstawie tomografii człowieka, odwzorowane w najdrobniejszych detalach: kość skroniowa, w środku nerw twarzowy, śluzówka - lepka guma. Fantom połączony jest z nawigatorem, nawigator z narzędziem: „Uwaga, uszkodziłeś duże naczynie, uszkodziłeś zatokę esowatą, błędnik, oczodół, przysadkę mózgową” - usłyszy lekarz, gdy popełni błąd, za który na szczęście ani on, ani pacjent nie zapłaci. To przełom w edukacji - pomyślałem. Natychmiast w tę technologię wszedłem. Dla mnie, jako organizatora kursów i zjazdów laryngologicznych, fantom to prawdziwe objawienie. Zaprezentowałem te modele w Polsce i na Ukrainie. Lekarze byli pod ogromnym wrażeniem, przede wszystkim doceniając dbałość o szczegóły anatomiczne. Firma produkująca model 3D zareagowała na moją uwagę o zbyt twardym polipie. Kolejny egzemplarz będzie doskonalszy.

Coraz ciaśniej


Żeby zrozumieć, jakie znaczenie ma ta technologia, warto wyobrazić sobie laryngologiczne pole operacyjne. Chodzi o milimetry tkanki, najeżonej ważnymi dla życia, zdrowia i zmysłów strukturami. - Pole operacyjne przy wszczepianiu implantu ślimakowego wynosi zaledwie pół centymetra. W nosie także jest niewiele miejsca - tłumaczy nasz rozmówca. - Gdy robimy dekompresję nerwu wzrokowego, czyli operację endoskopową, obracamy się między oponą środkową czaszki, między nerwem wzrokowym i tkankami oczodołu. Same newralgiczne punkty! Uszkodzenie ślimaka w uchu grozi głuchotą, po drodze mijamy kanały półkoliste, odpowiadające za równowagę, musimy też uważać na nerw twarzowy (jego uszkodzenie skutkuje porażeniem twarzy), na oponę środkowego dołu czaszki (której uraz może się skończyć zapaleniem opon mózgowo-rdzeniowych i płynotokiem). Poruszamy się wreszcie obok dużych naczyń tętniczych i żyły szyjnej, czyli źródeł potencjalnego potężnego krwawienia.

Robi się coraz ciaśniej. Mikrochirurgiczna proteza do leczenia otosklerozy (choroby kosteczek ucha środkowego, która stopniowo prowadzi do utraty słuchu - przyp. red.) ma podstawę 0,4 mm i 4,5 mm długości. Z kolei elektroda do implantu ślimakowego na wejściu mierzy 0,3 mm, a na obwodzie zewnętrznym ma do milimetra grubości. - Te maleńkie, kilkumilimetrowe przestrzenie operujemy nierzadko po kilka godzin - podkreśla dr Mierzwiński. - Przystąpienie do wykonywania tego typu operacji wymaga doświadczenia, i , rzecz jasna, bardzo precyzyjnego treningu. Nie możemy dopuścić, by młody lekarz uczył się na pacjencie. Na całym świecie organizowane są kursy z wykorzystaniem materiałów zwierzęcych albo ludzkich zwłok. Osobiście pracowałem dotychczas na głowach. Tylko spokojnie, to zwyczajna operacja, a nie epatowanie krwawymi obrazkami odciętej głowy. W legalnym sprowadzaniu fragmentów ciała zza oceanu pośredniczy amerykańska firma. Wiem, że przyjeżdżają stamtąd do Polski także stawy kolanowe. To jednak skomplikowana medycznie, prawnie i sanitarnie procedura, a przy tym nie jest tania. Na sześciu głowach dwunastu kursantów może nauczyć się operacji uszu, zatok, ślinianek (koszt samego materiału to ok. 30 tys zł, koszt kursu
- ok. 1800 zł).

Owce w służbie nauki


Głowy muszą pochodzić z ciał dokładnie przebadanych pod kątem chorób zakaźnych, wirusowych. Lekarze znają historię choroby pacjenta, wykaz przebytych operacji, itp. Ostatnim etapem jest pochówek narządów. - Moi koledzy pokazowe operacje przeprowadzają, m.in., na głowach owiec, co jest organizacyjnie znacznie prostsze, sam brałem udział w szkoleniu dla audiologów z operacją na świńskiej krtani, ale zwierzęce narządy nie są, niestety, doskonałe, to nie to. Jestem pewien, że fantomy 3D zrewolucjonizują tę dziedzinę edukacji, i pewnie wkrótce zastąpią zwłoki - zapowiada dr Mierzwiński.

Warto wiedzieć


Zdrowie drukowane

- Model serca, wydrukowany w 3D, pomógł uratować małą dziewczynkę. Pionierską operację przeprowadzono w tym roku w Wielkiej Brytanii. Dwulatka przyszła na świat z sercem bardzo zdeformowanym. Wada wydawała się nie do usunięcia. Ubytki narządu odtworzono jednak dzięki technologii drukowania replik niesprawnych narządów w technologii 3D. Kopia posłużyła chirurgom do precyzyjnego przygotowania się do bardzo trudnego zabiegu. Model dokładnie odwzorowujący ubytek w sercu dziecka pozwolił lekarzom opracować strategię zabiegu i przećwiczyć jego przebieg. Przygotowano także łatę z goretexu, która pokryła ubytek.

- Technologia ta pozwala precyzyjnie przygotować się do niemal każdej operacji, np. kolan, twarzo-czaszki.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.