Ballada o złych dzieciach

Małgorzata Oberlan 3 lipca 2015

Bezradność, wstyd i strach - to czują rodzice, nad którymi znęcają się własne dzieci. Latami bywają poniżani, bici i okradani. Prokuratorzy z naszego regionu mówią jednak, że jakieś tabu pękło, bo coraz częściej stawiają zarzuty takim domowym katom.

Pięćdziesięcioletni, a nawet starsi synowie potrafią latami pasożytować na swoich matkach, wymuszając z ich emerytur pieniądze na życie i alkohol. A także - awanturować się, poniżać, bić, kopać, szarpać... To jeden z częstych scenariuszy.

Fot.: 123rf

„Znęty” - tak w policyjno-prokuratorskim żargonie nazywa się te sprawy. Wiele z nich zaczyna się od doniesień miejskich i gminnych ośrodków pomocy społecznej, interwencji policji albo osób postronnych. Zdecydowanie mniej od samych pokrzywdzonych. Matka czy ojciec, aby już złożyli doniesienie na dziecko, muszą przeżyć solidny wstrząs. Niestety, ale często bywa to pobicie.

„Nie jesteśmy patologią”


22-letni Adam, syn państwa D. z Torunia, nie pracuje i nie uczy się. Żyć zaczyna głębokim popołudniem. Wtedy wynurza się ze swojego pokoju i...


- ...nie wiadomo, co zrobi. Najczęściej wszczyna awanturę o braki w lodówce i żąda od nas pieniędzy. Pije i ćpa od kilku lat. Próbowaliśmy skłonić go do leczenia, ale mówi, że „robi to, co lubi i ch... nam do tego”. Rzeczy, których wyniósł nam z domu, żeby mieć na używki, już nawet nie zapisuję
- opowiada pani D.

Ojcu ostatni raz groził przedwczoraj. Znów powtarzał, że powiesi go na gałęzi w ogrodzie. Matka usłyszała, że jak nie da kasy, to nie dożyje do rana. Wulgarne wyzwiska to już norma. - Ale nie jesteśmy żadną patologią - zaznacza pani D. - Oboje z mężem mamy odpowiedzialne stanowiska w pracy, starszy syn skończył studia i realizuje się zawodowo w Warszawie. Gdzieś popełniliśmy błąd w wychowaniu młodszego. Za mocno kochaliśmy? Za bardzo się troszczyliśmy? Sama nie wiem.

Wezwanie policji lub doniesienie do prokuratury - według pani D. - nie wchodzi w rachubę. Jeszcze. Strasznie się wstydzi opowiadać o tym, co dzieje się w domu, nawet bliskim osobom. Dwaj wtajemniczeni znajomi nie szczędzą dobrych rad: wyrzucić z domu, zmienić zamki w drzwiach, złożyć zawiadomienie o znęcaniu. Ale państwo D. nie są na to gotowi. - Boję się, że którejś nocy naćpany syn zacznie mnie dusić, a ja nawet nie będę miała siły się bronić, bo biorę silne leki nasenne. Mąż wycofał się z życia rodzinnego kompletnie, tak jakby chciał przeczekać ten koszmar - kończy 47-latka.

Od emocjonalnego chłodu i obojętności po zakaz wychodzenia z domu i wydzielanie jedzenia - wachlarz „kar” stosowanych przez dzieci wobec rodziców, którzy nie chcą przepisać na nie majątku, jest bardzo szeroki.

fot. Jacek Smarz / archiwum

Od emocjonalnego chłodu i obojętności po zakaz wychodzenia z domu i wydzielanie jedzenia - wachlarz „kar” stosowanych przez dzieci wobec rodziców, którzy nie chcą przepisać na nie majątku, jest bardzo szeroki.


Przyjaciółka wymogła na pani D. obietnicę, że przynajmniej zadzwoni na „Niebieską linię”. Zbiera się. Najpewniej zrobi to w przyszłym tygodniu.

Zarzuty i powrót do domu


Grudziądz. 24 czerwca policjanci doprowadzają 28-letniego mężczyznę do prokuratury, gdzie zostają mu przedstawione zarzuty fizycznego i psychicznego znęcania się nad rodzicami. Okres: od grudnia 2013 roku do 22 czerwca bieżącego roku. Sposób: wyzywanie słowami wulgarnymi i obraźliwymi, poniżanie, bicie pięściami po całym ciele, niszczenie sprzętów domowych, grożenie pozbawieniem życia.

Po przesłuchaniu mężczyzna wraca do domu, w którym mieszkają rodzice. Dostaje dozór policyjny; cztery razy w tygodniu ma meldować się w komendzie. Informację o sprawie przekazuje mediom policja.

- To sprawa jedna z wielu, nieróżniąca się praktycznie niczym od dziesiątek podobnych. Smutna klasyka gatunku - mówi Agnieszka Reniecka, kierująca Prokuraturą Rejonową w Grudziądzu.
- Dlaczego podejrzany wrócił do wspólnego mieszkania? Bo mamy do czynienia z pokrzywdzonymi, którzy do końca nie są pewni celu, do jakiego zmierzają.

Pani prokurator zapewnia, że gdy sytuacja tego wymaga, synowie (bo to nich najczęściej chodzi) słyszą nakaz opuszczenia rodzinnego domu i zakaz kontaktowania się z rodzicami. Ostatnio taki agresor, który przez miesiąc nie potrafił do tych nakazów się dostosować, został tymczasowo aresztowany. Więc to nie jest tak, że śledczy nie dbają o los ofiary.
- Specyfiką takich spraw jest jednak chwiejna postawa pokrzywdzonych i kłopoty ze świadkami. Szczególnie na wsiach, gdzie wszyscy się znają, wciąż trudno liczyć na ich zeznania. Pokutuje stereotyp „brudów, które pierze się we własnym domu” i zasada niewtrącania się w sprawy rodzinne - dodaje prokurator Reniecka.

Pojednanie na sali sądowej


Włocławek, październik 2014 roku. Łukasz W. słyszy zarzuty znęcania się nad matką od maja do października 2014 roku. Sposób: wszczynanie awantur po alkoholu, wyzywanie i poniżanie, grożenie pozbawieniem życia, popychanie, szarpanie, kopanie, uderzanie pięściami, atakowanie przy użyciu niebezpiecznego narzędzia (raz noża, innym razem butelki). Na proces syn Marianny W. ma poczekać w areszcie.

Świecie, kwiecień 2013 roku. Trzydziestolatek z gminy Dragacz słyszy zarzuty znęcania się nad matką od 2010 roku do 2 kwietnia 2013 roku (w tym dniu pobił kobietę tak ciężko, że trafiła do szpitala). Sposób: wyzywanie, ubliżanie, kopanie, szarpanie, popychanie, uderzanie - często pod wpływem alkoholu. Syn dostaje nakaz opuszczenia domu, zakaz zbliżania się do matki i policyjny dozór.

Toruń, czerwiec 2014 roku. Arkadiusz Z., strażak z Obrowa, słyszy zarzuty znęcania się nad rodzicami. Okres: od października 2012 do marca 2014 roku. Sposób: szarpanie, popychanie, uderzanie, wszczynanie awantur, w trakcie których padają groźby pozbawienia życia i wulgarne wyzwiska.

Ta sprawa, w opinii toruńskich śledczych, należała do mniej typowych tak ze względu na osobę oskarżonego (strażak z wzorową opinią w pracy), jak i zarzuty, kierowane w drugą stronę (przez syna pod adresem rodziców).

- W grudniu 2014 roku Sąd Rejonowy w Toruniu warunkowo umorzył tę sprawę, co oznacza, że uznał winę Arkadiusza Z., ale odstąpił od skazania na skutek pojednania między rodzicami a synem - mówi Maciej Rybszleger, kierujący Prokuraturą Rejonową Toruń-Wschód. - Do ugód i pojednań często dochodzi też w sytuacjach, gdy oskarżeni o znęcanie podejmują wreszcie leczenie odwykowe.

Starsi piją, młodsi ćpają


Tylko w bieżącym roku „znęty” to blisko 6 proc. wszystkich postępowań wszczętych przez Prokuraturę Rejonową Toruń-Wschód. Dokładnie 96 z 1695. Ale w tym worku są i mężowie znęcający się nad żonami i/lub dziećmi (najczęstsze przypadki), i rodzice znęcający się nad dziećmi (jakiś temu czas ruszyła lawina zgłoszeń), i - wreszcie - dzieci dręczący rodziców. W całym kraju nikt nie prowadzi dokładnych statystyk tylko dla tych ostatnich spraw.

Prokurator Maciej Rybszleger podaje dwa najczęstsze scenariusze. Numer 1: syn w wieku 50-60 lat, matka pod 80-tkę. On albo już nie ma żony, albo nigdy jej nie miał. Mieszka z matką. Pije (rzadko za swoje, częściej za matczyną rentę lub emeryturę). Ona często latami znosi przemoc psychiczną fizyczną i ekonomiczną.

Scenariusz numer 2: syn w wieku lat dwudziestu (plus minus), rodzice w wieku średnim. Młodzieniec gustuje w narkotykach, często bywa agresywny (charakterystyczne dla amatorów amfetaminy). Wyzywa, szarpie, popycha, bije, wymusza pieniądze, wynosi domowe sprzęty.

- Wstyd rodziców i ukrywanie tego, co robi im dziecko, to powtarzający się schemat. Mimo wszystko w ostatnich kilku latach spraw o znęcanie się nad rodzicami wyraźnie przybyło. Gdy coś już pęknie w tym błędnym kole, i jakaś granica zostanie przekroczona (a bywa nią pobicie), pokrzywdzeni opowiadają, czego doświadczali od własnych dzieci latami. Zazwyczaj staramy się działać dwutorowo: prowadząc sprawę karną, ale i wnioskując o przymusowe leczenie - podkreśla prokurator Rybszleger.

Zakaz wychodzenia z domu


Pracownicy „Niebieskiej Linii” w Polsce rocznie odbierają około tysiąca telefonów od osób doświadczających przemocy ze strony pełnoletnich dzieci. Najczęściej zgłaszano przemoc psychiczną (92 proc.), o fizycznej mówiono w 66 proc. przypadków. Zdarzały się też skargi na odbieranie renty, emerytury, wymuszanie zmiany testamentu.

W tym ostatnim przypadku chodziło zazwyczaj o przepisanie na rzecz dziecka nieruchomości, dóbr czy oszczędności. Rodzice to czynili ze strachu przed karą. Jaką? Wachlarz bywa szeroki: od obojętności i emocjonalnego chłodu po zakaz wychodzenia z domu, a nawet ograniczanie starym rodzicom jedzenia.

Warto wiedzieć


Tutaj możesz dzwonić anonimowo:

- Ogólnopolskie Pogotowie dla Ofiar Przemocy w Rodzinie „Niebieska Linia”, pogotowie telefonicze: 801-120-002; czynne od poniedziałku do soboty w godzinach 8.00-22.00, a w niedziele i święta: 8.00-16.00.

- Kujawsko-Pomorska „Niebieska Linia”, telefoniczne pogotowie dla ofiar przemocy w rodzinie: 0 800 154 030, czynne codzienne od godz. 17.00 do 21.00.

- Policyjny Telefon Zaufania ds. Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie: 800 120 226.

- Telefon Zaufania dla Osób Dorosłych w Kryzysie Emocjonalnym: 116 123. Działa w dni powszednie od godz. 14.00 do 22.00.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 09-07-2015 09:24

    Oceniono 1 raz 1 0

    - jan: to ile jeszcze niby nie patologia da soba pomiatac .dac po mordzie ,ciuchy za prog i jego zmienic zamki nim dojdzie do tragedii .to jest patologia .

    Odpowiedz