Pół roku harujemy dla fiskusa

Przemysław Łuczak 26 czerwca 2015

Rozmowa z ANDRZEJEM SADOWSKIM, prezydentem Centrum im. Adama Smitha.

Andrzej Sadowski: - Interpretacja lub przepis podatkowy zmienia się w naszym kraju średnio co dwa dni

Fot.: Archiwum


Jak odpowie Pan w referendum na pytanie, czy wątpliwości w sprawie podatków zawsze powinny być rozstrzygane na korzyść podatnika?
Gdyby polskie sądy w swoim orzecznictwie, dotyczącym podatków, uwzględniały prawo zapisane w konstytucji, nie trzeba byłoby teraz pytać o to Polaków w referendum. Z ustawy zasadniczej wynika bowiem, że wszelkie wątpliwości powinny być rozstrzygane na korzyść obywateli. Ale, jak widać, trzeba ich o to spytać i ewentualnie wpisać takie przepisy do zwykłego prawa, żeby sędziowie zaczęli je wreszcie stosować.

Referendum do dobra forma bezpośredniego zasięgania u obywateli opinii na temat obciążeń podatkowych?
Skoro Szwajcarzy w referendum odrzucili propozycję wprowadzenia wyższego podatku od spadków znacznej wartości, a Szwajcaria ma się znakomicie, to nie ma żadnego powodu, aby w ten sam sposób nie mogli wypowiadać się również Polacy. Trzeba skończyć z tym ciągłym powtarzaniem od 25 lat fałszywego twierdzenia, że Polacy nie dorośli do tego, żeby sami mogli decydować w najważniejszych kwestiach dotyczących państwa, w tym podatków.

Polacy skarżą się, że muszą płacić zbyt wysokie podatki, a rząd źle je wydaje...
Podatki u nas są na podobnym poziomie jak w innych krajach unijnych. Wyróżnia nas jednak powszechne przekonanie obywateli, że rząd w zamian praktycznie niczego im nie daje. Mimo płacenia np. podatku w postaci składki zdrowotnej, jak przychodzi co do czego, to w rządowej służbie zdrowia okazuje się, że najbliższy termin wizyty u specjalisty wyznaczony jest w najlepszym razie za pół roku, a na specjalistyczny zabieg czeka się nawet kilka lat. Trzeba więc płacić drugi raz za to, za co rząd już wcześniej zabrał od nas pieniądze. Stąd też rosnące przekonanie, że są one marnowane, a składki zdrowotne mają charakter haraczu ściąganego przez rząd.

Z raportu opublikowanego przez Centrum im. Adama Smitha wynika, że nasz system podatkowy należy do najbardziej skomplikowanych w Europie. Co można z tym zrobić?
Obowiązujący system podatkowy powinien zostać jak najszybciej radykalnie zmieniony. Żeby tak się stało, podatki znowu musi zacząć uchwalać parlament. W praktyce bowiem obciążenia podatkowe nakładają na nas urzędnicy, i to niskiego szczebla, którzy zmieniają interpretację przepisów podatkowych albo podnoszą akcyzę na paliwo, tytoń czy jeszcze coś innego. Parlamentowi odebrano albo parlament dał sobie odebrać prawo decydowania o podatkach. Z badań wynika, że interpretacja lub przepis podatkowy zmienia się w naszym kraju średnio co dwa dni. Ponadto Polska zajmuje pierwsze miejsce w Europie i siódme na świecie w rankingu skomplikowania przepisów, związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej.

Ile musimy oddawać z naszego wynagrodzenia fiskusowi?
Najprościej obrazuje to wyliczany przez nas od 1994 r. dzień wolności podatkowej. Jest on symbolicznym momentem, w którym przestajemy płacić wszystkie podatki i zaczynamy pracować wreszcie na siebie. Chcemy w ten sposób zwrócić uwagę na wysoki poziom obciążeń nakładanych na obywateli, a szczególnie na dyskryminacyjny charakter opodatkowania pracy. W tym roku dzień wolności podatkowej przypadł wyjątkowo wcześnie, bo 11 czerwca, ale nie oznacza to, że mamy niższe podatki.

Czy kwota wolna od podatku powinna być wyższa?
Dobrze, że sprawa obciążeń podatkowych w ogóle dotarła do polityków. Tyle tylko, że polski system podatkowy potrzebuje radykalnej zmiany. Problemem nie jest tzw. kwota wolna od podatku, lecz to, że politycy doprowadzili do kuriozalnej sytuacji, że praca w Polsce jest tak samo wysoko opodatkowana jak wódka czy papierosy. Jeżeli rząd podnosząc opodatkowanie alkoholu i tytoniu, zawsze mówi, że robi to dla naszego dobra, bo rzekomo ma to nas powstrzymać od nadmiernego spożycia tych używek, to pozostając przy takim rozumowaniu, opodatkowanie pracy powoduje, że rząd chce powstrzymać przedsiębiorców od tworzenia miejsc pracy.

W jakim kierunku powinny pójść zmiany w podatkach?
W Polsce istnieje już prosta konstrukcja, która pozwala, nie absorbując obywatela, uzyskiwać wpływy do budżetu. Myślę tutaj o podatku od zysków kapitałowych, czyli tzw. podatku Belki, który nie jest w ogóle w naszym kraju potrzebny. Okazuje się, że bank płaci podatek jednym przelewem do urzędu skarbowego, bez angażowania milionów swoich klientów do indywidualnego jego płacenia i rozliczania. Podobne rozwiązanie można by zastosować w przypadku płacenia podatku od wynagrodzeń. Zwłaszcza że aż do początku lat 90., z powodzeniem ono funkcjonowało. Sumowano wszystkie wypłaty w firmie czy z umowy o pracę, czy ze zlecenia i od ich sumy obliczano 20-procentowy podatek. Żaden pracujący nie był wciągnięty w biurokratyczne rozliczanie i płacenie tego podatku. Później postawiono na personalizację podatków, co spowodowało wzrost kosztów ich poboru. Zamiast PIT i składek na ubezpieczenie społeczne i zdrowotne proponujemy wprowadzenie jednego podatku nakładanego na wynagrodzenia w wysokości 25 proc. płacy netto. CIT płacony przez przedsiębiorców zostałby zastąpiony 1-procentowym podatkiem od wartości sprzedaży widocznej na fakturach, a VAT ujednolicony i znacznie obniżony. To spowodowałoby obniżenie opodatkowania kosztów pracy. I tutaj dochodzimy do konieczności fundamentalnej zmiany systemu emerytalnego.

Na czym miałoby to polegać?
Nie może być tak, że matka, która wychowała 13 dzieci, nie ma prawa do jakichkolwiek świadczeń. Po raz kolejny proponujemy wprowadzenie emerytury obywatelskiej, w jednakowej wysokości dla każdego obywatela, wypłacanej z budżetu państwa. Nie wiązałoby się to z płaceniem jakichkolwiek składek. Proszę zauważyć, że z emerytury opartej na takich samych założeniach korzystają dzisiaj prokuratorzy, sędziowie czy wojskowi. To powszechne świadczenie starczałoby na zaspokojenie podstawowych potrzeb, a prawdziwa emerytura zależałaby od indywidualnej pracowitości każdego z nas.

Czy można się spodziewać, że po wyborach nowy parlament zaproponuje radykalne zmiany w podatkach?
Tak naprawdę każdy nowy rząd zawsze ma nie cztery lata, lecz tylko sto dni na przeprowadzenie najdalej idących zmian. Później opór biurokracji jest tak duży, że coraz trudniej jest o zmiany. Jeżeli politycy, którzy jesienią najprawdopodobniej obejmą władzę, nie mają już przygotowanego planu działania na początek kadencji, to znowu stracimy kolejne cztery lata. Przekazaliśmy wszystkim partiom proponowane przez nas rozwiązania, dotyczące zmian w podatkach. Moim zdaniem, powinni przynajmniej podjąć taką próbę, bo w naszym systemie podatkowym od lat dzieją się rzeczy urągające poczuciu sprawiedliwości. Powtórzę jeszcze raz, aparat skarbowy nie powinien mieć możliwości zmieniania interpretacji przepisów, żeby niszczyć przedsiębiorców. Po drugie, należy tak zmienić system, żeby to parlament, a nie urzędnicy stanowili prawo podatkowe.

Rząd jednak pewnie powie, że nie może obniżyć podatków, bo nie wystarczy na emerytury, zasiłki, świadczenia socjalne, itd?
Doświadczenie pokazuje, że zawsze, kiedy rząd obniżał akcyzę na alkohol czy podatki od wynajmu mieszkań, a nawet raz od pracy, skutkowało to skokowym, a nie liniowym wzrostem wpływów do budżetu. Podatki można by uprościć, gdyby rządzący przestali wierzyć w sprawczą moc świętego arkusza kalkulacyjnego. Bo tylko w nim wpisana w jednej kolumnie wyższa stawka podatkowa automatycznie przeliczana jest w drugiej kolumnie z nią powiązanej na wyższe wpływy. W realnym życiu na ogół jest odwrotnie.

Teczka osobowa


Ekonomista i komentator gospodarczy


- Dr Andrzej Sadowski jest prezydentem i głównym inicjatorem powstania Centrum im. Adama Smitha (1989 r.). Ekonomista i komentator gospodarczy.

- Centrum im. Adama Smitha zajmuje się m.in. badaniami, edukacją i tworzeniem rozwiązań systemowych. Co roku wylicza dzień wolności podatkowej w Polsce.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.