Dzieci chwilowo niczyje

Małgorzata Oberlan 26 czerwca 2015

Co roku w Polsce rodzice porzucają zaraz po porodzie około 800 dzieci. W Kujawsko-Pomorskiem - kilkadziesiąt. Ostatnie historie pokazują, że gdy matkę wesprą krewni i służby socjalne, zmienia ona zdanie i ma szansę odzyskać noworodka.

Czasem porzucenie noworodka w szpitalu (lub przed nim), podobnie jak umieszczenie go w oknie życia, to akt rozpaczy, a nie świadomie podejmowanej decyzji. Na zdjęciu: okno życia u sióstr klarysek w Bydgoszczy przy ul. Gdańskiej.

Fot.: Dariusz Bloch

- Oczywiście, szanujemy każdą decyzję matki i nie oceniamy jej. Ale takie scenariusze zawsze nas najbardziej cieszą - nie kryje dr Maria Gerwatowska, ordynator Oddziału Neonatologii w szpitalu we Włocławku.


To tutaj, do kołyski życia, trafiła 3 czerwca Dominika (jak nazwały ją pielęgniarki). Wiele wskazuje na to, że dziewczynka wróci z powrotem do biologicznych rodziców.

Strach przed biedą


Noworodka do szpitala przyniósł 22-letni ojciec. Przekazał ratownikowi medycznemu tłumacząc, że zła sytuacja materialna nie pozwoli mu i żonie wychować kolejnego dziecka. Jak się bowiem okazało, Dominika to już trzeci potomek pary młodych ludzi spod Radziejowa. Bezrobotnych i utrzymujących się głównie z zasiłków. Ale - jak podkreśla Danuta Skierska z Wydziału Polityki Społecznej Urzędu Wojewódzkiego w Bydgoszczy - nie dotkniętych jakąś trwałą dysfunkcją.

- Myślę, że dziecko zdecydowali się oddać w chwilowym kryzysie; na skutek niewiary w to, że ktokolwiek im pomoże. Gdy przekonali się, że wsparcie dostaną, zadeklarowali, że wychowają jednak córeczkę. Oczywiście, ostatecznie o losie dziecka zdecyduje sąd rodzinny - mówi urzędniczka.

Do 6 tygodni po porodzie matka ma prawo zmienić zdanie. Dopiero po tym czasie mogą ruszyć procedury adopcyjne. Na razie Dominika przebywa we włocławskiej lecznicy. - To fantastyczne dziecko: duże, donoszone, zdrowe i dające odczuć otoczeniu, że dobrze się czuje. Jak każdy maluch w takiej sytuacji, jest hołubiona przez personel - dodaje dr Gerwatowska.

Historię tego chłopczyka śledziło wielu torunian. W marcu 2013 roku ktoś zostawił go w kruchcie kościoła pw. WNMP, pod plakatem Diecezjalnego Ośrodka Adopcyjnego. Nakarmionego, opatulonego, zapakowanego w torbę...

fot. Jacek Smarz

Historię tego chłopczyka śledziło wielu torunian. W marcu 2013 roku ktoś zostawił go w kruchcie kościoła pw. WNMP, pod plakatem Diecezjalnego Ośrodka Adopcyjnego. Nakarmionego, opatulonego, zapakowanego w torbę...


Tajemnicą pozostaje, jakie konkretnie działania podjęli urzędnicy i pracownicy socjalni wobec rodziców dziewczynki. Były na tyle skuteczne, że skłoniły ich do zmiany zdania. Na antenie TVP Bydgoszcz Dorota Hass, dyrektorka wspomnianego wydziału, zapowiedziała, że Urząd Wojewódzki „będzie starał się mocno wesprzeć” rodzinę Dominiki.

Happy end w Tucholi


O 17-letniej matce, która we wrześniu ubiegłego roku zostawiła noworodka przed tucholskim szpitalem, rozpisywały się i lokalne gazety, i tabloidy. Ton był różny, bo sytuacja mogła mrozić krew w żyłach. Maleństwo, zaledwie dwie godziny po porodzie, pozostawiono nocą na dworze. Szczęśliwie jego płacz usłyszała pielęgniarka i dzieckiem szybko się zajęto. Chłopczyk - w śpioszkach, owinięty kocem i śpiworem - znajdował się w dużej torbie. Szybko okazało się, że jest w pełni zdrowy.

Policja nie potrzebowała wiele czasu, by odnaleźć jego matkę. Dziewczynę przesłuchano, ale prokuratura nie postawiła jej żadnych zarzutów. Jak tłumaczył prokurator Zenon Wędzicki, pozostawienie dziecka w taki sposób pod szpitalem postanowiono potraktować tak, jakby chciano je pozostawić w oknie życia, a tego akurat w Tucholi nie ma.

- Ostatecznie ta dramatyczna historia skończyła się szczęśliwie. Rodzice wsparli 17-letnią matkę i ta stanęła na wysokości zadania. Synek wrócił do niej za zgodą sądu - mówią nam dziś pracownicy Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Tucholi. - Matki, szczególnie młode, często bywają przekonane, że zostaną odrzucone ze swoim macierzyństwem, a tak niekoniecznie musi być. Przy wsparciu służb socjalnych udaje się uruchomić wsparcie dla takiej kobiety.

Duże szanse na powrót do biologicznej mamy ma także Anastazja, dziewczynka zostawiona w tucholskim szpitalu w marcu tego roku. (Imię nadał jej sąd).

- Obecnie przebywa w zawodowej rodzinie zastępczej i czeka na prawne uregulowanie sytuacji. Matka bardzo chce przejąć nad nią opiekę, może uzyskać wsparcie w rodzinie i tutaj też liczymy na happy end - podkreślają w PCPR-ze.

Mama się stara


Miesięczny Kacperek był pierwszym dzieckiem pozostawionym w oknie życia sióstr elżbietanek w Toruniu. Okoliczności tego zdarzenia były dramatyczne. We wrześniu 2014 roku w oknie umieściła niemowlę jego babcia. Jak tłumaczyła, ztobiła to dlatego, że rodzona matka synem się nie zajmowała: wychodziła z domu, zostawiając malca i jego starszego braciszka pod opieką babci.

Jeszcze tego samego sobotniego wieczoru pod oknem życia z płaczem stawiła się 22-letnia matka Kacpra. Domagała się wydania dziecka, ale było to już niemożliwe. Odpowiednie procedury zostały uruchomione. Siostry zakonne w takiej sytuacji od razu informują policję, malec przewożony jest na standardową obserwację do szpitala itd.

- Kacperek najpierw trafił do domu dziecka, a po dwóch dniach do zawodowej rodziny zastępczej. Następnie umieszczony został w rodzinnym domu dziecka - relacjonuje Marcin Cięgotura, kierujący Działem Wspierania Rodziny i Pieczy Zastępczej w Miejskim Ośrodku Pomocy Rodzinie w Toruniu. - Jego biologiczna matka, babcia i starszy braciszek spotykają się z nim co tydzień, przez kilka godzin. Szanse na powrót Kacpra do biologicznej rodziny wciąż istnieją.

Kiedy szansy brak


Oczywiście, w wielu przypadkach noworodki porzucone lub zostawione, czy to w szpitalach, czy w oknach życia, nie wracają już do biologicznych rodziców. Ci albo świadomie zrzekają się do nich praw, albo anonimowo starają się dziecko oddać, a później odnalezieni - nie zmieniają już zdania.

- Niestety, ale bywa i tak, że sami musimy zainteresować sąd i kuratora losem rodzącego się u nas dziecka, jeśli wiemy, że matka pochodzi ze skrajnie patologicznego środowiska i na przykład sąd odebrał jej już troje dzieci - nie kryje dr Maria Gerwatowska z Włocławka. - Nie ma reguły, jeśli chodzi o częstotliwość porzuceń. W 2010 roku mieliśmy w szpitalu 14 takich noworodków, a tylko w samej końcówce minionego roku 5. Nasz mały rekordzista leżał u nas cztery miesiące. Wychodził, gdy jadł już zupki...

Adopcjami w naszym regionie zajmują się Kujawsko-Pomorski Ośrodek Adopcyjny z siedzibą w Toruniu i oddziałami w Bydgoszczy, Włocławku i Jaksicach oraz Diecezjalny Ośrodek Adopcyjny w Toruniu i Ośrodek Adopcyjny Caritas Diecezji Bydgoskiej im św. Jana Pawła II  w Bydgoszczy.

Najdłużej trwają procedury w przypadku dzieci z nieuregulowaną sytuacją prawną.

Historie niezwykłe


Do takich z pewnością należy historia Franka - noworodka pozostawionego w kościele pw. Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny w Toruniu. Ktoś (do dziś nie wiadomo, kto) w marcu 2013 roku zostawił maluszka w kruchcie, pod plakatem Diecezjalnego Ośrodka Adopcyjnego. Chłopiec był ciepło ubrany, zapakowany w zieloną, materiałową torbę na zakupy. Pakunek pozostawiono tuż przed godziną 18.30, kiedy to zaczynała się wieczorna msza święta. Personel szpitalny dał noworodkowi na imię Franek na cześć nowego wówczas papieża. Chłopczyk został ochrzczony przez duszpasterza od lat opiekującego się lecznicą. Dziś można zdradzić tylko tyle, że szczęśliwie rozwija się pod opieką adopcyjnych rodziców.

Mamo, jeśli nie możesz...


- Kołyska życia w szpitalu, okno życia u sióstr - nie oceniamy tych wyborów. Nigdy nie sądzimy matek. Jaki powód nie leżałby u źródła ich decyzji, to oddanie dziecka zawsze jest niezwykle trudne dla kobiety, która dziewięć miesięcy nosi je pod sercem. Dla dobra dzieci możemy tylko sygnalizować to, co głosi hasło nad naszą szpitalną kołyską: „Mamo, jeśli nie możesz mnie wychować, zostaw mnie tutaj. Daj mi szansę” - kończy doktor Maria Gerwatowska.

Warto wiedzieć


Okna życia w Kujawsko-Pomorskiem

- Grudziądz, ul. Mikołaja z Ryńska, Zgromadzenie Sióstr św. Elżbiety (powstało jako pierwsze w regionie).

- Bydgoszcz, ul. Gdańska 56, Mniszki Klaryski.

- Toruń, ul. Rabiańska 2, Zgromadzenie Sióstr św. Elżbiety.

- Włocławek, ul. Orla 9, ul. Wojska Polskiego, Zgromadzenie Sióstr Wspólnej Pracy od Niepokalnej Maryi.

- Kołyski lub łóżeczka życia znajdują się w większości szpitali. W każdej lecznicy matka ma prawo zostawić dziecko, co jeszcze nie oznacza zrzeczenia się go. Zgodę na adopcję wyraża się najwcześniej po 43 dniach (6 tygodni).

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.