Działki jak pola minowe

Grażyna Ostropolska 26 czerwca 2015

Jesienią toruńscy urzędnicy byli skłonni uznać altany za samowole budowlane, rodzinnym ogrodom działkowym w Grudziądzu grozi reprywatyzacja, zaś te w Chojnicach przekształcają się w osiedle mieszkaniowe.

Karol Pakuła, prezes ROD „Międzyrzecze”, cieszy się, że w znowelizowanym prawie budowlanym znalazła się definicja altany.

Fot.: Sławomir Kowalski

- To już nie są oazy spokoju tylko pola minowe - tak działkowcy z miejskich i podmiejskich ogrodów mówią o swoich poletkach. Boją się, że je stracą, bo to łakomy kąsek dla samorządów. - Chcą nas zlikwidować i zyskać teren pod inwestycje lub przekwalifikować na osiedla mieszkaniowe, by wzmocnić gminny budżet podatkami od budynków i gruntu - wywodzą. Nie bez racji, bo dowodów na to, że w bojach urzędów z działkowcami

zwykle chodzi o kasę,


jest w naszym regionie wiele. Jesienią powiało grozą w największych ogrodach działkowych Torunia, bo lokalni urzędnicy jako pierwsi w Polsce przejęli się precedensowym wyrokiem NSA w sprawie ogrodowych altan (ze stycznia 2014 r.) i postraszyli nim działkowców.


Wprawdzie ów wyrok dotyczył rozbiórki ponadnormatywnej altany w warszawskim ROD, ale NSA posłużył się tam słownikową definicją altany, z której wynika, że jest to obiekt o lekkiej, często ażurowej konstrukcji, chroniący przed deszczem i słońcem. Takich altan, wśród 900 tysięcy zbudowanych w Rodzinnych Ogrodach Działkowych, jest niewiele, więc gdyby tę definicję wziąć na serio, większość z nich kwalifikowałaby się do rozbiórki.

Pisma z toruńskiego Urzędu Miasta, zapowiadające kontrole, trafiły m.in. do ROD „Międzyrzecze”.

- Urzędnicy chcieli, by zarząd ogrodu udzielił im informacji, na których działkach zbudowano altany niezgodne z interpretacją NSA, ale jej nie dostali, bo nie mamy obowiązku prowadzenia takiej ewidencji - tłumaczy Aleksander Głomski, inspektor ds. terenowych Zarządu Okręgu Toruńsko- Włocławskiego PZD.

To wydarzenie odbiło się w kraju szerokim echem, bo alternatywą dla rozbiórki altan miało być ich opodatkowanie (8 zł za metr powierzchni) za 5 lat wstecz. Powołany przez PZD Komitet Inicjatywy Ustawodawczej

„Stop rozbiórkom altan”


przygotował obywatelski projekt nowelizacji prawa budowlanego (poparty 700 tys. podpisów działkowców), który błyskawicznie wszedł pod obrady parlamentu i...

- Od dwóch miesięcy mamy nowe prawo, a w nim precyzyjną definicję altany działkowej, której powierzchnia po zewnętrznym obrysie nie może przekroczyć 35 mkw., a wysokość nie powinna być większa niż 5 m przy dachu spadzistym i 4 m przy płaskim - wyjaśnia Aleksander Głomski.

- Na szczęście skończyło się na szumie - nie kryje ulgi Karol Pakuła, prezes ROD „Miedzyrzecze”, ale nie wszyscy właściciele altan są spokojni, bo... - Mamy tu trochę domków ponadwymiarowych, których właściciele będą prowadzić indywidualne negocjacje z urzędami w sprawie ich legalizacji i opodatkowania.

Gdyby chojniccy urzędnicy bardzo się uparli, mogliby zdecydować o rozbiórce 160 ponadnormatywnych altan w ROD „Metalowiec”. Działkowcy budowali je z rozmachem i część z nich się w nich zameldowała. Mieli świadomość złamania prawa, więc poszli z urzędem miasta na ugodę. Wystąpili z Polskiego Związku Działkowców, założyli własne stowarzyszenie i zgodzili się na to, by w zmienionym planie zagospodarowania przestrzennego teren ogrodów działkowych przekwalifikowano na teren zabudowy mieszkaniowej z nieuciążliwymi usługami. Wcześniej miasto sądownie przejęło grunty od PZD, który miał je w dzierżawie, a teraz zacznie się

uwłaszczanie działkowców.


- To rozsądne, zważywszy, że opłaty za grunt mają być umiarkowane, a to, co gmina na nas zarobi, wyda na dozbrojenie osiedla mieszkaniowego i budowę dróg - cieszą się członkowie stowarzyszenia. - Jeśli 29 czerwca wojewoda zaakceptuje plan zagospodarowania przestrzennego tego terenu, będziemy zawierać indywidualne umowy dzierżawne z 415 użytkownikami działek, a potem ogłosimy przetarg na zakup tego gruntu, by każdy, kto zechce mógł go mieć na własność - informuje Waldemar Gregus, dyrektor Wydziału Planowania Przestrzennego w Urzędzie Miasta w Chojnicach.

Działacze PZD straszą inne ogrody chojnickim przykładem. - Jak dacie się postraszyć rozbiórką altan, to kolejne działki zamienią się w osiedla mieszkaniowe, w których ostaną się tylko bogaci, bo emerytów nie będzie stać na wykup ziemi i podatki - ostrzegają.

Na wojnę z burmistrzem Koronowa zdecydował się emeryt Marcin Szafkowski, działkowicz z ROD w Srebrnicy, który w 2012 r. dostał wezwanie do zapłacenia podatków za 5 lat wstecz, ponieważ gminny urząd uznał jego altanę za ponadnormatywną. - Na dodatek urzędnicy twierdzą, że jest to ogród miejski, choć w dokumentach z lat 70. ubiegłego wieku figuruje jako podmiejski - burzy się pan Marcin. Przypomina, że działki w Srebrnicy powstały z pieniędzy pracowników bydgoskiej „Przemysłówki”. - Wykupiliśmy prywatny grunt, poprowadziliśmy kanalizację i stworzyliśmy pobór wody pitnej, a domki w stanie surowym odebraliśmy od firmy, która miała wszelkie pozwolenia budowlane - tłumaczy.

Od dwóch lat burmistrz Koronowa wydaje kolejne

decyzje podatkowe,


a Szafkowski zaskarża je do Samorządowego Kolegium Odwoławczego i sprawa wraca do ponownego rozpatrzenia. - Ta korespondencja liczy 44 pisma i pewnie na tym się nie skończy, bo to ja mam rację - upiera się działkowicz. Twierdzi, że jego altana ma 34,68 mkw. powierzchni, zaś urzędnicy doliczyli się siedmiu więcej i naliczyli mu podatek od nieruchomości, z którego altany o powierzchni do 35 mkw. są zwolnione. - Nie byłem przy obmiarach, które przeprowadzała prywatna firma, wynajęta przez koronowski urząd , bo nie dotarło do mnie zawiadomienie - tłumaczy. Za to, że nie wpuścił na działkę miejskich kontrolerów, wymierzono mu 400 zł kary.

- Składam odwołanie - zapowiada działkowicz i wykłada swoje racje: - Nieruchomość to budynek z gruntem, a ja nie jestem właścicielem ani użytkownikiem wieczystym ziemi pod altaną i nie ma mnie w księgach wieczystych, więc uważam, że burmistrz nagina prawo.

Prawnym zmaganiom Szafkowskiego sekunduje ponad setka działkowców z ROD „Srebrnica”, ale większość z nich skrupulatnie uiszcza podatki w obawie przed nakazem rozbiórki ponadwymiarowej altany.

Przed wizją utraty domków i poletek stanęli działkowicze z ROD „Kolejarz”, „Kopernik” i „Zacisze” w Grudziądzu. Sprawa jest poważna, bo o grunt, na którym założono ogrody, upomniał się jego właściciel - wnuk Witolda Kulerskiego, któremu w 1951 r stalinowskim wyrokiem odebrano wolność i ziemię. 40 lat później skazańca zrehabilitowano i zwrócono to, co stracił.

- Niestety,

sąd nie pochylił się


nad rozwiązaniem problemu z ziemią, na której powstały ROD, więc naprawiając jedną krzywdę, wyrządził kolejną... działkowiczom - zauważa Aleksander Głomski z okręgowego zarządu PZD.

Dopóki nie pojawił się Piotr Kulerski, wnuk Witolda, działkowcy byli spokojni. - Nowy właściciel zażądał opuszczenia terenu i złożył na ręce prezydenta Grudziądza wniosek o likwidację ogrodów - dodaje Aleksander Głomski.

W Internecie można obejrzeć film ze spotkania Piotra Kulerskiego z działkowcami. Było gorąco, bo właściciel zapowiedział, że sprzeda ziemię, ponieważ nikt nie zaproponował mu zastępczego równie atrakcyjnego gruntu.

- Prawnicy podpowiadają, że mógłbym postawić tablice: „Teren prywatny, wstęp wzbroniony” - mówił, a od działkowiczów usłyszał: „Tyle ma pan ziemi, co pod stopą i bez sądu nas pan nie wyrzuci.

- Prezydent Grudziądza rozpatruje wniosek pana Kulerskiego o likwidację ROD. Mamy nadzieje, że do niej nie dojdzie - słyszymy w PZD.

Warto wiedzieć


Grunty warte grube miliony złotych

- Rośnie liczba roszczeń, dotyczących ziemi pod ogrodami działkowymi. Pół biedy, gdy o grunt upomina się prawowity właściciel, gorzej, gdy sprzedaje on wierzytelność, czyli warty miliony teren w centrum miasta, deweloperowi. Do takich sytuacji dochodzi m.in. w Warszawie i Poznaniu.

- Ustawa o ogrodach działkowych z 2013 r. stanowi, że ich likwidacja może nastąpić ze względu na ważny interes publiczny (np. budowa dróg, lotniska, budynków administracji publicznej) lub gdy zmienia się plan zagospodarowania przestrzennego terenu. Likwidacja ROD sporo Skarb Państwa lub gminę kosztuje, bo powinny wskazać działkowiczom teren zastępczy i wypłacić im odszkodowanie za altany i nasadzenia, więc czasem bardziej się samorządom opłaca wynegocjować przemianę ogrodów na osiedle mieszkaniowe, jak to zrobiono w Chojnicach.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.