Czasy trudnego ojcostwa

Paulina Błaszkiewicz 22 czerwca 2015

„Pracuję z mężczyznami i muszę powiedzieć, że ci, którzy myślą o tym, by świadomymi ojcami zostać, zadają sobie takie pytania: „To co ja temu dziecku mam przekazać?”, „Czy ja jestem już gotowy do ojcostwa?”, „Jak mam tym ojcem być, jeśli sam mam niefajną relację z własnym ojcem?”.

Rozmowa z JACKIEM MASŁOWSKIM, psychoterapeutą, prezesem Fundacji „Masculinum”, z okazji zbliżającego się Dnia Ojca.

Zgadza się Pan z prof. Zimbardo, który uważa, że dzisiaj nie wiadomo, jak być ojcem?
Częściowo. Warto podnosić to pytanie, ale jednak jest to uogólnienie. Mamy całkiem sporo ojców, którzy wcześniej potrafili być ojcami i jest też spora grupa, która potrafi tymi ojcami być. Są też ojcowie, którzy wyrabiają się ze swoim ojcostwem, ale o nich się nie mówi. To są mężczyźni, którzy spokojnie realizują sprawy związane z dziećmi. Nie wzbudza to jednak żadnej sensacji, bo żyjemy w czasach, kiedy podnoszone jest przede wszystkim coś, co się nie udaje.

Dominuje negatywny wizerunek ojca?
Tak. Poza tym zaczął się u nas pojawiać tacierzyński terror, który polega na tym, że bycie ojcem staje się nieprawdopodobną atencją do dziecka, które się właśnie urodziło albo jest niemowlakiem. To nie jest żadna sztuka. W tym tygodniu miałem spotkanie z mężczyznami, podczas którego rozmawialiśmy o byciu ojcem. Okazało się, że prawdziwe kompetencje ojca i jego zaangażowanie rozwijają się w momencie, kiedy dziecko przestaje być kilkulatkiem, a staje nastolatkiem. Zgadzam się z tym, że jeśli miarą ojcostwa jest ilość czasu spędzonego z dzieckiem, to można powiedzieć, że tu ojcowie są całkowicie do niczego. Nie sądzę jednak, że to jest podstawowe wyzwanie.

A co jest tym wyzwaniem? Czy mamy jakiś ogólny model ojcostwa?
Oczywiście, że nie mamy. Za to mamy przeanalizowane style ojcostwa negatywnego, ale to jest znowu diagnostyka patologii. Nikt nie zbadał takiego ojca, który normalnie funkcjonuje ze swoimi dziećmi. Teraz zaczynamy wprowadzać różnego rodzaju akcje społeczne, w których ojcowie, ale też dorosłe dzieci, pokazują, jak należy być ojcem, jak sobie radzić w tej roli. Mam wrażenie, że to jest wartościowe rozliczenie stylów ojcostwa, które były negatywne. Teraz nadchodzi czas, by w to miejsce zacząć pokazywać style ojcostwa pozytywnego.

A nie ojcostwa świadomego?
To dobre słowo. Pracuję z mężczyznami i muszę powiedzieć, że ci, którzy myślą o tym, by tymi ojcami zostać, zadają sobie takie pytania: „To co ja temu dziecku mam przekazać?”, „Czy ja jestem już gotowy do ojcostwa?”, „Jak mam tym ojcem być, jeśli sam mam niefajną relację z własnym ojcem?”. Sporo pracy ci mężczyźni zaczynają wkładać w to, żeby tymi ojcami stać się tak naprawdę. Chcą być zaangażowanymi emocjonalnie, chcą być ojcami uważnymi, a nie tylko biologicznymi. Wszyscy szukamy odpowiedzi na pytanie, jak być współcześnie dobrym ojcem?

I jaka jest odpowiedź na to pytanie?
Ze względu na myślenie o ojcostwie jako roli związanej z zaspokajaniem potrzeb dzieci, ale też potrzeb społecznych, ponieważ celem rodzicielstwa jest wychowanie dziecka do życia w społeczeństwie, trzeba wziąć pod uwagę to, jak zmienia się rzeczywistość. Najprostszy przykład jest taki, że 20 czy 25 lat temu przeciętny ojciec nie musiał mierzyć się z Facebookiem, pornografią czy powszechnie dostępnymi narkotykami i tego typu sytuacjami.

Panowała też zgoda co do tego, że jedynym zadaniem ojca jest bycie żywicielem rodziny...
Ojcowie właśnie w ten sposób się realizowali. Dziś wzrosła świadomość, ale przybyło też zagrożeń wobec dzieci. Co zrobić, żeby uchronić przed nimi zwłaszcza syna? Mówię o tym, ponieważ przywołany przez panią Zimbardo wskazuje, że ten mechanizm kontaktu z ekranem, grami komputerowymi dotyczy głównie chłopców, narażonych na uzależnienie, które w efekcie prowadzi do alienacji społecznej. To naprawdę ważne pytanie, ponieważ wywołuje u współczesnych ojców, którzy sami korzystają z tego typu rozrywek, refleksje. Oni zaczynają rozumieć, że chcąc uchronić swoich synów przed negatywnymi konskewanecjami, o których wiemy dzięki Zimbardo, ojcowie mają być nie tylko osobami, które będą wygłaszać tezy, ale też pokazać inny sposób życia, co oznacza dokonananie zmian we własnym życiu, a to jest duże wyzwanie.

Dlaczego chłopca jest trudniej wychować?
Proszę zauważyć, że od kołyski aż po studia wielu chłopców ma kontakt ze swoim ojcem albo najbliższą rodziną, ale za proces socjalizacji odpowiadają głównie kobiety. O tyle jest trudniej z chłopcami, że ojciec i jego męscy sojusznicy muszą tego syna poprowadzić w sposób, który dziewczynkom zapewnia szkoła przez fakt, że jest sfeminizowana. W polskich szkołach nie ma propozycji stricte dla chłopców, które uwzględniają ich specyficzny sposób rozwoju. Kiedyś jeszcze lekcje wychowania fizycznego potrafiły zagospodarować tę agresywną, popędową stronę funkcjonowania chłopców. Dziś to zostało spłaszczone albo wyeliminowane. Brakuje takich form wpływania na chłopców, które ujawniałyby ich chłopięcy sposób rozwijania się. W przypadku dziewcząt tych form jest mnóstwo, bo dominuje dziewczyński styl rozwoju. Od szóstego roku życia siadamy w ławkach i uczymy się komunikować. To nie do końca jest w naturze sześcioletniego chłopca, który w tym czasie jest zainteresowany bieganiem i ruchem, a nie grzecznym siedzeniem i uczeniem się literek. Już na starcie widać, że chłopcy dostają pakiet, który nie jest dla nich dostosowany.