Przewodnik po kobiecej seksualności

Kalina Koziołek 14 czerwca 2015

Dziś kobiety wiedzą, że czym innym jest zaufanie do mężczyzny i odczuwane przy nim poczucie bezpieczeństwa, a czym innym pożądanie. I nie wiążą tej różnicy z własnym defektem, co kiedyś było dość częstym sposobem myślenia o tym problemie.

Stereotyp, iż kobieca seksualność jest zawsze ściśle powiązana z uczuciem, upadł.

Fot.: Thinkstock

Co jest potrzebne, by kobieca seksualność prawidłowo się rozwijała. Jakie problemy dotyczące erotyki mają współczesne Polki. Odpowiedzi podają: seksuolożka, edukatorka seksualna i feministka.
Prof. dr hab. Maria Beisert, psycholog i seksuolog z Instytutu Psychologii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, nie spostrzega kobiecej seksualności w kategoriach problemu, lecz raczej w kategoriach odkrycia. W XIX i XX w. naukowcy zajmowali się jedynie męską seksualnością, to ona dla nich była normą zachowań seksualnych. Jeśli już pojawiali się badacze zajmujący się kobietami, jak np. Zygmunt Freud czy Gustaw Young, traktowali ich seksualność i jej objawy w odniesieniu do seksualności mężczyzny. Normą było to, co było zachowaniem mężczyzn. Dopiero po 2000 r., kiedy pojawiły się publikacje Rosemary Basson, zaczęto na kobietę i jej zachowania seksualne patrzeć w inny sposób. Badaczka została uznana za prekursorkę nowego, cyrkularnego modelu reagowania seksualnego kobiety. - Wskazała dwa różne typy motywacji kobiet do podejmowania kontaktów seksualnych: odczuwanie podniecenia seksualnego i chęć jego rozładowania oraz dążenie do pozostawania w bliskiej relacji z drugą osobą, obdarzaną uczuciem. Oba rodzaje motywacji są równoważne i dobre - tłumaczy prof. Maria Beisert.


Drugi wniosek płynący z prac Basson mówił o tym, że kobieta, wchodząc w kontakt seksualny, dąży do przeżycia satysfakcji seksualnej, z tym że ta może być rozumiana jako zadowolenie z kontaktu seksualnego, a niekoniecznie - osiągnięcie orgazmu. Te dwa stwierdzenia zmieniły dotychczasowe spojrzenie na kobiecy seks. - Stereotyp, że kobieca seksualność jest zawsze ściśle powiązana z uczuciem, upadł - mówi prof. Beisert. Z jej obserwacji (38 lat pracuje z pacjentami) wynika, że współczesne kobiety przychodzą do seksuologa z innymi problemami. Kiedyś dominowały anorgazmia, oziębłość, awersja seksualna. Dziś tych problemów prawie nie ma. Kobiety rozumieją, że gdy nie czują podniecenia seksualnego, to nie ich wina. To, że mężczyzna, z którym postanowiły spędzić życie lub z którym się spotykają, nie działa na nie seksualnie, nie oznacza, że coś jest z nimi nie tak. Wiedzą, że czym innym jest zaufanie do mężczyzny i odczuwane przy nim poczucie bezpieczeństwa, a czym innym pożądanie. I nie wiążą tej różnicy z własnym defektem, co kiedyś było dość częstym sposobem myślenia o tym problemie. - Dziś kobiety pytają o inne rzeczy. Mają problem ze znalezieniem partnera, który sprosta ich wymaganiom.

Trudno im znaleźć mężczyznę po to, by go kochać, żyć z nim w partnerskim związku i uprawiać z nim seks. Kobiety nie szukają już mężczyzny, tylko czy głównie po to, by zaspokoił ich bezpieczeństwo socjalne i otoczył je opieką. To potrafią zapewnić sobie same - mówi prof. Beisert. Szukają kogoś, kto dając - obok ekscytacji seksualnej - oparcie i opiekę, w zamian będzie gotów przyjąć to samo. - Ponieważ kobiety oferują dokładnie to samo. Kiedyś były gotowe do świadczeń seksualnych w zamian za bezpieczeństwo ekonomiczne. Dziś już nie muszą i nie chcą tego robić - mówi seksuolożka.

Zdaniem Alicji Długołęckiej, edukatorki seksualnej, kobiety wiedzą jednak wciąż zbyt mało. - Podręczniki szkolne są w tym zakresie na fatalnym poziomie - podkreśla. - Kiedy dążyliśmy w ramach zespołu pracującego nad nowymi podręcznikami, by znalazł się tam schematyczny rysunek i opis łechtaczki, ministerstwo zablokowało wydanie naszego podręcznika - mówi. - Nawet w podręcznikach dla studentów medycyny nie ma takiego rysunku. To absurd - uważa. Jej zdaniem jest to spowodowane funkcją łechtaczki, której - jak niedawno odkryli badacze - jedynym przeznaczeniem jest dostarczanie przyjemności seksualnej, nie ma innych zastosowań w organizmie kobiety. Jak bardzo kobieca seksualność jest torpedowana, mówi przykład przytoczony przez Alicję Długołęcką. Kiedyś pomagała ona w redakcji językowej książki „Wielka księga siusiaków”, mającej na celu edukację seksualną dzieci. - Książka była świetnie przyjęta, więc wydawca poszedł za ciosem i postanowił przełożyć na język polski również „Wielką księgę cipek”, przeznaczoną dla dziewczynek. Tu również pomagałam językowo. Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, po wydaniu książki, zaczęłam dostawać masę maili od oburzonych ojców córek, którzy w obelżywych słowach wyrażali swój sprzeciw wobec książki. Pomyślałam wówczas, jak bardzo w naszej kulturze zakorzeniony jest obraz ojców dbających o cnotę swoich córek, dla których wyraz „cipka” oznacza szczyt perwersji i jest równoznaczny z wykorzystaniem seksualnym - mówi Długołęcka.

Inga Iwasiów, pisarka, literaturoznawczyni, feministka, uważa, że obecnie mamy do czynienia z większą niż dawniej kontrolą kobiecej seksualności przy pozorach rozluźnienia. - Kiedyś seksualność realizowała się w naszej małej rzeczywistości. Dziś kobieta jest wciśnięta w gorset, słyszy mnóstwo nakazów: przygotuj się do seksu, schudnij, jesteś źle ubrana, źle rozebrana. Słyszy, że ma uprawić seks albo że nie wolno jej go uprawiać.

Joanna Krakowska, wice-naczelna miesięcznika teatralnego „Dialog”, uważa, że kobiety nie potrafią patrzeć na siebie swoimi oczami. - Od wczesnego dzieciństwa dziewczynkom wmontowuje się „męskie oko”. Patrzą w lustro tak, jak je widzi mężczyzna - mówi. - Emancypacja, owszem, postępuje, ale głównie w sztuce, w realnym życiu nie tak bardzo. Choć nagość w sztuce jest czymś innym. Gdy widzimy ją na teatralnej scenie, myślimy o erotyce. Nagość w teatrze jest mocnym znakiem, strategią porozumienia z widzami, ale nie ma związku z erotyką.

Z taką opinią zgadza się Alicja Długołęcka. Uważa, że wśród dziewczynek znacznie zaostrzyło się tzw. męskie spojrzenie: - Problem zaczyna się około 4. klasy podstawówki - mówi - kiedy dziewczynka zaczyna identyfikować się z kobietami. Jeśli rodzice nie nauczyli jej nonkonformizmu, połyka papkę podawaną dookoła. Dziewczyny głupieją. Cały swój czas poświęcają na podporządkowanie swojego ciała panującym normom.
Wspólny mianownik wszystkich spostrzeżeń jest jeden: kobieca seksualność wymaga afirmacji. Kobiety muszą wiedzieć, że są piękne i wartościowe niezależnie od „męskiego oka”. - Mają prawo przeżywać swoją seksualność tak, jak same uważają za najlepsze dla siebie. Nie da się rozmawiać o seksualności bez mówienia o patriarchacie, jest on tak dominujący, że same nie zauważamy, kiedy wpadamy w pułapkę męskiego myślenia. Pamiętajmy, że kobiece spojrzenie na świat jest równie wartościowe jak i to męskie - mówi Agnieszka Gajewska z UAM, szefowa poznańskich studiów w zakresie gender.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 14-06-2015 09:46

    Oceniono 1 raz 1 0

    - kazio rymownik : niech zyje zakatek gdzie zycia poczatek w skrocie /cenzura !/

    Odpowiedz