Mama zakonnicą? Może i ja powinnam wstąpić do klasztoru

Catherine Nixey, Tłumaczenie: Lidia Rafa 8 czerwca 2015

W ciągu pięciu lat w Wielkiej Brytanii potroiła się liczba kobiet wstępujących do zakonu. Co jest tak pociągającego w klasztornym życiu, zastanawia się dziennikarka, która spędziła trochę czasu z zakonnicami.

W czasie gdy liczą się kariera i ambicja, coraz więcej kobiet wybiera życie zakonne

Fot.: 123RF

Dlaczego kobieta pragnie zostać siostrą zakonną? Jako córka zakonnicy (i jakby tego było mało, mnicha) często się nad tym zastanawiałam. Dziś myślę o tym szczególnie intensywnie, bo akurat przebywam w klasztorze w Walii. Dochodzi trzecia nad ranem, a ja zamiast zająć się czymś sensownym, np. spaniem, robię to, co zakonnice. Idę do kościoła. Pada deszcz.

Słyną z milczenia


Trudno uznać zakon za naturalną ścieżkę kariery nowoczesnej kobiety; zwykle na pracodawcę wybieramy firmę rachunkową, a nie Boga. Tymczasem w ubiegłym miesiącu pojawia się informacja, że w tym roku trzy razy więcej kobiet wstąpiło do zakonu niż w roku 2009, a liczba kobiet, które przyjęły święcenia, jest najwyższa od 25 lat. Najwyraźniej w życiu w ubóstwie i cnocie jest coś pociągającego, tylko co?
Na pierwszy rzut oka opactwo Świętego Krzyża nie wydaje się najlepszym miejscem do poszukiwania odpowiedzi na to pytanie. Tutejsze zakonnice to trapistki - zakon ten słynie z produkcji piwa i milczenia, a przynajmniej unikania niepotrzebnego trajkotania. Trapistki należą do zakonu cystersów ściślejszej obserwacji, którzy noszą imponujące białe szaty, przywodzące na myśl mnichów z wiktoriańskich melodramatów i odmawiają osiem godzin kanonicznych (wezwanie, jutrznia, nieszpory, kompleta itp.) dziennie, a między nimi celebrują ciszę.


Siostry z opactwa Świętego Krzyża same wytwarzają żywność, hodują kury, produkują i sprzedają marmoladę. Jaja wystawiają przed bramą klasztoru w samoobsługowym koszu „co łaska”. Od zakończenia komplety do śniadania trapistki obowiązuje tzw. wielkie milczenie. W ciągu dnia milczenie nie jest tak ścisłe, siostry mają coś w rodzaju własnego języka migowego, za pomocą którego porozumiewają się w istotnych kwestiach typu „podaj motykę”.
Powinnam lepiej od innych rozumieć, dlaczego kobiety wstępują do klasztoru. Moja mama postanowiła zostać mniszką w wieku 24 lat, tuż po skończeniu studiów uniwersyteckich (i związku z mężczyzną). Przez 13 lat była zakonnicą. Sandały, habit, ubóstwo. Pełny zestaw.

Często pytałam ją, dlaczego została „oblubienicą Chrystusa”, lecz jej odpowiedzi nigdy mnie nie satysfakcjonowały. Mówiła np.: „Wydawało mi się to dobrą decyzją”. Tłumaczyła, że ślub z ówczesnym chłopakiem jej nie pociągał.
Podejrzewam, że podjęła tę decyzję także dlatego, że w porównaniu z główną ścieżką kariery dla kobiet w powojennym Glasgow, małżeństwem, zakonny kanon ubóstwa, posłuszeństwa i czystości zapewne wydawał się bułką z masłem. Ubóstwo? Wszyscy i tak byli ubodzy, a w przypadku zakonnic ubóstwo przynajmniej było czymś szlachetnym, to był własny wybór, a nie narzucona rzeczywistość, w której nędza bywała powodem zażenowania, bo np. doprowadzała do zgubienia obcasa.
Posłuszeństwo? Żaden problem. Mężowie, zupełnie jak Pan, mieli władzę, choć w przeciwieństwie do Boga, nie znali miłosierdzia ani dobroci, zwłaszcza gdy wychodziła z nich whisky. Moją mamę terroryzował jej ojciec alkoholik ze skłonnością do przemocy. Gdy poślubiasz Boga, przynajmniej masz pewność, że nie okaże się pijakiem. I choć zakonnice musiały być posłuszne Bogu, to wszyscy wokół musieli być posłuszni zakonnicom.

Czystość? Trochę żal, ale z drugiej strony nie skończysz z dziewiątką dzieci, co dla mojej mamy było wyjątkowo przerażającą perspektywą.(...)
Świat jest dziś zupełnie inny niż Glasgow w latach 60. Dlaczego więc kobiety nadal wybierają klasztor? Liczby nie są wielkie - w tym roku 45 - dlatego określenie „trzy razy więcej” brzmi bardziej dramatycznie, niż wygląda to w rzeczywistości, ale trend wyraźnie zwyżkuje.

Po jednej z porannych modlitw spotykam przeoryszę, matkę Christine. (...)Jest drobna i łagodna, choć nie mdła. Od razu widać, dlaczego to ona tu rządzi; w jej zachowaniu jest coś, co sprawia, że natychmiast pragniesz, by i tobą rządziła. Ma 68 lat, ale jak wszystkie tutejsze siostry ma gładką skórę osoby o 10 lat młodszej. Co tam marmolada, gdyby siostry potrafiły zamknąć w słoiczku i sprzedawać eliksir zakonnej młodości, byłyby bogate.

Towarzyszy nam nowicjuszka, siostra Jo. Na pytanie o to, dlaczego chciały zostać zakonnicami, otrzymuję zaskakującą odpowiedź: nie chciały. - To takie średniowieczne - mówi siostra Jo. Matka Christine dodaje, że zakonne powołanie postawiło jej życie na głowie. Obie miały przed sobą perspektywę udanej kariery - siostra Jo była pielęgniarką, matka Christine zajmowała wysokie stanowisko w służbie zdrowia. Najnowsza nowicjuszka w klasztorze, Carmen - jedna z wspomnianych 45 kobiet - korzystała z uroków emerytury, (...) gdy nagle poczuła, że musi wstąpić do zakonu.

Zapytane o powód wstąpienia do zakonu, zakonnice mówią, że zostały powołane. Powołanie za każdym razem wygląda inaczej. Matka Christine usłyszała je przed trzydziestką; porównuje to do chwili, w której człowiek uświadamia sobie, że „być może się zakochał”.

Siostra Jo zrozumiała to podczas „weekendu w klasztorze”. Wcale nie myślała poważnie o swoim życiu. Przyjechała tu z powodu kuzynki, która wstąpiła do trapistek, a ją bardzo to zainteresowało. Po powrocie do domu ku własnemu zdumieniu zadzwoniła do klasztoru z zapytaniem o to, kiedy znów będzie można tam przyjechać. Jednocześnie w jej głowie kołatała się myśl: „Sama w to nie wierzę, to śmieszne. Nigdy nie wstąpię do zakonu”. Carmen podjęła decyzję podczas wycieczki do Ziemi Świętej w 2011 r. - Dokładnie pamiętam tamten dzień i miejsce. Stało się to nad Jeziorem Tyberiadzkim.

Zdaje się, że łatwiej wymienić powody, dla których nie zostaje się zakonnicą. Wbrew powszechnemu przekonaniu kobiety nie wstępują do zakonu, dlatego że boją się świata. Zakonnica, zupełnie jak żołnierz, może zostać wysłana w dowolny zakątek globu, i jak żołnierz, musi jechać. Moja mama trafiła na Jamajkę do pracy jako dyrektorka szkoły. Po Glasgow to był raj: słońce, ciepło, soczyste mango, imprezy na plaży (w strojach kąpielowych, z mnichami. Kościół rzymskokatolicki to doprawdy dziwna instytucja).

Którejś nocy do jej szkoły wtargnął mężczyzna z bronią. Policja zadzwoniła po nią, mama czym prędzej pobiegła do szkoły. Okazało się, że czekają przed budynkiem. Chcieli, żeby weszła do środka pierwsza, bo przecież nikt nie będzie strzelał do zakonnicy. Oczywiście weszła.

Wbrew licznym dowcipom zakonnicami nie zostają osoby niewinne. Zakonnice i mnisi, których znam, rozmawiają o seksie bardziej otwarcie niż inni moi znajomi, czasami wręcz z szokującą szczerością.(...)

Klasztorny minimalizm


W klasztorze zbliża się pora wybierania jaj. Cóż, proste, spokojne życie wypełnione uprawą ziemniaków może być pociągające. Siostry prowadzą piekarnię, wypiekają hostie, które sprzedają w całej Wielkiej Brytanii. Dzień 75-letniej siostry Jean podzielony jest między służbą Bogu i kurom. Nauczyła je, by przychodziły na dźwięk dzwonka. (Jak w „Uciekających kurczakach”). Dzwoni i kury pędzą ku niej z pagórka, trzepocząc skrzydłami. Siostra Jean jest wniebowzięta.

Siostry podejrzewają, że współczesny świat ma tak dużo do zaoferowania, że klasztorny minimalizm może wydawać się pociągający. Telefony, komputery, ciuchy, podróże… wszystko to urocze błyskotki, za które płaci się własnym czasem, ciężko zapracowanymi pieniędzmi, a w końcu własną duszą. - Tracisz siebie, bo rozmieniasz się na drobne - mówi siostra Jo. Oczywiście obok niektórych błyskotek siostry nie przechodzą obojętnie. Czekolada „to nasz główny grzech”, wyznaje matka Christine.

Od dawna mam wrażenie, że sama rozmieniam się na drobne, dlatego pytam jak nowoczesna kobieta ma się poskładać. Obawiam się odpowiedzi „modlitwa”, lecz okazuje się, że nie w religii droga. Otrzymuję zaskakująco praktyczną listę. Leż na trawie, radzi siostra Jo. Codziennie spędź trochę czasu w milczeniu, by odzyskać równowagę. I co najważniejsze, mówi matka Christine, wysypiaj się. - Tak wiele osób niedosypia - zauważa.

Niemodne słownictwo


W pierwszy dzień, jako osoba zmęczona współczesnym światem, zaspałam i spóźniłam się na drugą modlitwę. Przepraszam siostrę Jo. - Zawsze tak jest - mówi. Każdy, kto odwiedza klasztor, na początku zapada w głęboki sen.
O powołaniu zakonnym trudno pisać nie tylko dlatego, że klasztorne życie wyszło z mody, ale m.in. dlatego, że z mody wyszło słownictwo, którym się je opisuje. Ambicja, kariera, sukces to określenia powtarzające się w każdym CV. Słowa opisujące życie zakonne: służba, skromność, posłuszeństwo to archaizmy, których używamy ironicznie.

Tu, na walijskich wzgórzach, to zupełnie realne idee. Siedząc w swojej celi i zajadając pieczone ziemniaki z własnej uprawy, które przyniosła mi jedna z sióstr, czy słuchając śpiewu ptaków w ogrodzie, uświadamiam sobie, że choć nie są popularne, te idee są bardzo przyjemne. Nagle decyzja, jaką w tym roku podjęło 45 kobiet, wydaje mi się bardziej zrozumiała.

Zwłaszcza gdy spoglądam na zegarek i widzę, że jest 20.30 - idealna i tu w pełni akceptowana pora, by udać się na nocny spoczynek.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 08-06-2015 21:42

    Oceniono 1 raz 1 0

    - Magna: Gdzie moge sie zglosic? To uspakajajace!

    Odpowiedz