Kobieca wersja "Solidarności"

Dorota Witt 9 czerwca 2015

„Historia budowania Solidarności, historia strajków jest w świadomości Polaków jednoosobową narracją o mężczyźnie, który przeskoczył przez płot i sam obalił komunizm. To nie tylko nieprawdziwe i krzywdzące, ale i nieco nudne.”

Marta Dzido - scenarzystka i współreżyserka filmu „Solidarność według kobiet”, a także pisarka, dokumentalistka, montażystka.

Fot.: Sławomir Kowalski

O tym, jak powstawał i z jakimi emocjami jest oglądany film „Solidarność według kobiet”, pierwszy dokument o działaniach kobiet na drodze do wolności, mówi jego współautorka, MARTA DZIDO.

„Solidarność według kobiet” to pierwsze tak głośne upomnienie się o odkurzenie historii kobiet, tworzących Solidarność. Co było inspiracją do rozpoczęcia poszukiwań archiwalnych zdjęć i nagrań?
I ja, i Piotr Śliwowski, z którym nakręciłam ten dokument, mieliśmy kilka inspiracji. Historia budowania Solidarności, historia strajków jest w świadomości Polaków jednoosobową narracją o mężczyźnie, który przeskoczył przez płot i sam obalił komunizm. To nie tylko nieprawdziwe i krzywdzące, ale i nieco nudne. Robiąc ten film, chciałam oddać sprawiedliwość kobietom, przywrócić im należne miejsce w historii. Impulsem do wytężonej pracy stał się też moment, w którym przeżyłam szok, słysząc o napisie, który mieli wymalować na ścianie stoczniowcy: „Kobiety, nie przeszkadzajcie nam, my tu walczymy o Polskę”. W czym kobiety miały przeszkadzać? Jak? Komu? Musiałam to sprawdzić. Dotarliśmy do zdjęć i nagrań, które pokazują, że kobiety przemawiają do tłumów, są równorzędnymi partnerkami dla mężczyzn. Okazywało się, że to w dużej mierze nigdy niepublikowane nagrania i zdjęcia. Pomyślałam, że coś tu nie tak: jak możemy nie znać tej części historii? Nie czytać w podręcznikach o internowaniu kobiet, o ich przymusowej emigracji, o tym, że to one uratowały strajk, kiedy Wałęsa zamierzał go zakończyć, zostawiając z niczym robotników spoza stoczni.

Film pokazywano już w Bydgoszczy, niedawno w Toruniu, wyświetlany jest w Polsce i za granicą. Jak jest odbierany przez widzów?
Często w jednym miejscu i czasie o naszym filmie dyskutują środowiska akademickie, kobiece, feministyczne i członkowie klubów „Gazety Polskiej”... Często ci tak różni ludzie dochodzą do takich samych wniosków. Ze zdziwieniem odkrywają, że mogą ze sobą rozmawiać i w sprawie konieczności przywrócenia kobietom należnego im miejsca w historii, mają takie samo zdanie. W Toruniu przy okazji pokazu zorganizowano spotkanie tutejszych działaczek z lat 70. i 80. Były Krystyna Kuta, Maria Anna Karwowska, Dorota Zawacka-Wakarecy. Wcześniej słyszałam tylko o pani Krystynie. Tak zdarza się bardzo często: jedziemy z filmem do Olsztyna, Ełku, Wałbrzycha czy Rzeszowa i poznajemy nowe, nieznane i imponujące losy kobiet Solidarności. Żałuję, oczywiście, że nie miałam okazji poznać tych wszystkich kobiet, kręcąc film, ale mam poczucie, że dzięki takim spotkaniom odkrywamy te bohaterki dla innych, przypominamy, kim były. One same bardzo skromnie mówią o tym, czym się zajmowały: „tak trzeba było się zachować”, „to nic ważnego”, „no, kolportowałam ulotki, każdy by tak robił” - słyszymy najczęściej. W Toruniu działaczki mówiły w tym samym tonie, wtedy do dyskusji włączył się wicemarszałek Senatu Jan Wyrowiński. Powiedział: „Aniu, przecież ja pamiętam, że to ty dowodziłaś całym toruńskim podziemiem!”. A ona na to: „No tak, ale nie przesadzajmy…”. Ta skromność jest uderzająca także u bohaterek naszego filmu, tymczasem materiałów świadczących o wadze tego, czym w tamtych czasach zajmowały się kobiety, jest tyle, że wystarczyłoby na porządne badania naukowe na ten temat. Obiecałam, że z archiwów, które zgromadziłam, a których nie zdołaliśmy wykorzystać w filmie, powstanie książka. Powstanie, ale niepokazanych nigdy zdjęć, nieodsłuchanych rozmów ciągle będzie całe mnóstwo. Może zainspirujemy lokalnych społeczników, by nagrywali czy spisywali wspomnienia kobiet, utrwalając te historie. Niektóre są niewiarygodne. Podczas pokazu filmu we Wrocławiu poznałam Krystynę Sobierajską. Okazało się, że przed stanem wojennym pani Krystyna wycofała z konta i ukryła 2 mln zł przeznaczone na działania Solidarności. Każdy chyba słyszał o 80 mln, które ukrywał Józef Pinior, a o tych 2 mln w rękach kobiety słyszeli nieliczni.

Wiodącym wątkiem w filmie jest historia Ewy Ossowskiej - była jedną z tych kobiet, które doprowadziły do kontynuacji strajku w Stoczni Gdańskiej w 1980 roku, dziś pozostaje kompletnie zapomniana, w obcym kraju. Takich kobiet, jak się okazuje, jest znacznie więcej…
Tego się spodziewaliśmy. Historię Ewy Ossowskiej opowiedzieliśmy właśnie po to, by zapomniane działaczki mogły się z nią utożsamić. W pewnym sensie to uniwersalna figura w naszym filmie. Pani Ewa była blisko głośnych wydarzeń, blisko Wałęsy, ale w każdym mieście jest wiele takich zapomnianych działaczek. Dziś często mierzą się z problemami finansowymi, w latach 90. wcale nie dostały tego, o co walczyły: pracy i swobody. Były bezrobotne, zmuszone do emigracji z powodów ekonomicznych.

Jak film jest komentowany za granicą?
Miesiąc temu wróciliśmy z Nowego Jorku, nasz film dostał nagrodę im. Krzysztofa Kieślowskiego „Ponad granicami”. Na jesień zaplanowaliśmy tam kilka pokazów. Mamy sporo próśb o pokazanie filmu w Niemczech, od ludzi, którzy pomagali Polakom w latach 80. W Szwecji mieszka dziennikarka, która była w stoczni pierwszego dnia strajku, kiedy nie dotarł tam jeszcze żaden dziennikarz. Jej nagrania są bezcenne. Nawiązaliśmy z nią kontakt, materiały mają trafić do Polski.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 11-06-2015 09:10

    Brak ocen 0 0

    - Elżbieta: widziałam ten piekny, wzruszajacy i mądry film. Bohaterki wybrano uczciwie, i z lewej i z prawej, i z Warszawy i z Gdańska i ze Śląska. Nie dało się tego wszystkiego lepiej opowiedzieć. Gratuluję twórcowm filmu-trzy lata pracy? Było warto! Dziekuję!

    Odpowiedz

  2. 09-06-2015 07:34

    Oceniono 3 razy 3 0

    - abc: a śp. Gertruda Przybylska.... a inni...???

    Odpowiedz