Tadek Marek i auto Bonda

Marek Ponikowski 5 czerwca 2015

By odnaleźć narzeczoną, przekradł się w październiku 1939 roku z Rumunii do Generalnego Gubernatorstwa przez okupowane przez Sowietów Kresy. Dokonał tego za kierownicą samochodu z niemieckiej ambasady w Bukareszcie, posługując się sfałszowanymi dokumentami. A po wojnie zbudował silnik do auta Jamesa Bonda.

Aston Martin DB5 uchodzi za kwintesencję brytyjskiego stylu, choć jego konstrukcja i nadwozie powstały we Włoszech, a silnik zbudował Polak

Fot.: astonmartin.com

Aston Martin DB5? Skojarzenie jest proste: James Bond! W filmie „Goldfinger” z 1964 r. jeździł nim Sean Connery jako tajny agent 007 w służbie Jej Królewskiej Mości.


Samochód wyposażono m.in. w fotele z pirotechniczną katapultą, dwa karabiny maszynowe, ukryte w błotnikach, radar, wysuwaną pancerną płytę, urządzenie do stawiania zasłony dymnej, noże do przecinania opon, wysuwające się z piast tylnych kół, a także kilka zestawów tablic rejestracyjnych, które można było zmieniać zza kierownicy. DB5 pojawił się w pięciu innych filmach bondowskich łącznie ze „Skyfall” z roku 2012. W wielu „Bondach” pojawiały się nowsze modele Astona Martina, ale ten jest wyjątkowy: napędzający go silnik skonstruował Polak, krakus, inżynier Tadeusz Marek.

Wyleczony z motocykli


Jego losy to niemal gotowy scenariusz filmowy. Urodził się w Krakowie w roku 1908. Zainteresowania motoryzacyjne, które przejawiał niemal od kolebki, przybrały realny kształt, gdy jako czternastolatek zabrał się do remontowania Forda T z demobilu.

Zaraz potem przesiadł się na motocykl francuskiej marki Alçon, na którym przeżył pierwszy wypadek: zerwany pas napędowy uderzył go w plecy tak mocno, że na kilka godzin stracił przytomność. Niebawem miał już czterocylindrowego Indiana, a potem BMW.

Podczas ulicznego wyścigu w roku 1928 wpadł
na przewrócony motocykl innego zawodnika. Przeleciał w powietrzu kilka metrów, lądując na płóciennym dachu bufetu z napojami chłodzącymi. Kilkaset butelek z wodą sodową rozprysło się w pył, a Tadeusz przez osiem miesięcy leczył się z obrażeń.

To wyleczyło go z miłości do motocykli, ale nie z pasji wyścigowej. Studia na Uniwersytecie Technicznym w Berlinie łączył z udziałem w rajdach i wyścigach samochodowych. Jako świeżo upieczony inżynier dostał najlepszą chyba posadę, o jakiej mógł marzyć: w biurze konstrukcyjnym PZInż. w Warszawie. Pod kierunkiem inżyniera Tadeusza Rudawskiego, szefa działu motocyklowego, budował Sokoła 600, przeznaczonego głównie dla wojska. Jako silnikowiec zajmował się oczywiście jednostką napędową, która odznacza się oryginalną konstrukcją: skrzynia biegów stanowi osobny moduł i daje się w całości wymontować z obudowy silnika. Sokół 600 RT wszedł do produkcji w roku 1936. Do wybuchu wojny wyprodukowano kilka tysięcy egzemplarzy.

300 km bez hamulca


W 1937 r. Tadeusz Marek startował w Rajdzie Monte Carlo. Jechał najtrudniejszą, najwyżej punktowaną wówczas trasą z Palermo. Już na Sycylii w jego Fiacie 1100 Special awarii uległy hamulce. Części zamienne do nowego wówczas modelu były dostępne dopiero w Neapolu, więc Marek przejechał trzysta kilometrów nie hamując! Zdołał usunąć usterkę i utrzymać się w rajdzie. Nie na długo: zamieć śnieżna w Dolomitach zablokowała drogę.

Rok później Lancią Aprilią wystartował z Aten. Na jugosłowiańskich drogach, a ściślej bezdrożach, rozsypało się przednie zawieszenie. Po prowizorycznej naprawie Tadeusz Marek dobrnął jakoś do stolicy księstwa Monaco, ale bez szans na dobre miejsce. W RMC 1939 dysponował użyczonym przez firmę Lilpop, Rau & Loewenstein Oplem Olympią. Trasa z Tallina wiodła przez Polskę. W zimowej mgle Marek jako jedyny z zawodników startujących ze stolicy Estonii potrafił utrzymać tempo. Dotarł do Monte Carlo bez spóźnień. Piąte miejsce w klasie należy traktować jako sukces kierowcy niekorzystającego z pomocy fabryki.

Ucieczka z niewoli


We wrześniu 1939 r. starszy szeregowiec Tadeusz Marek trafił do niemieckiej niewoli. Udało mu się uciec, w potoku cywilnych uciekinierów przekroczył granicę Rumunii. Tu zdarzyła się pierwsza z jego zadziwiających przygód. Chcąc odnaleźć narzeczoną, z którą stracił kontakt po wybuchu wojny, zamierzał przekraść się na zajęte przez Sowietów Kresy, a potem do powstałego właśnie Generalnego Gubernatorstwa. Dzięki pomocy znajomego Rumuna dokonał tego za kierownicą samochodu z niemieckiej ambasady w Bukareszcie, posługując się sfałszowanymi dokumentami, na których widok salutowali z szacunkiem sowieccy pogranicznicy.

Narzeczonej nie odnalazł, ale wywiózł do Rumunii kilku kolegów. Udana eskapada sprawiła, że od internowanych władz RP otrzymał zadanie przeprowadzenia 20 służbowych limuzyn do Francji, gdzie tworzył się rząd Władysława Sikorskiego i formowano polskie wojsko. Znów dopisało mu szczęście. Zatrzymany z całą kolumną na granicy jugosłowiańsko-węgierskiej rozpoznał w umundurowanym urzędniku człowieka, który w 1938 r. stemplował mu paszport podczas rajdu.

We Francji zaczął rozglądać się za pracą, ale nim jakąś znalazł, Niemcy ruszyli na Paryż. Najlepsza droga ucieczki wiodła przez Pireneje, a stamtąd do Afryki. Do Anglii dotarł dopiero w 1941 r. Polskie władze wojskowe skierowały go do prac nad uzbrojeniem. Omal nie zginął podczas ostatniego niemieckiego nalotu na Londyn. Wydobywając się spod gruzów, poznał młodą Angielkę, która została jego żoną.

W Aston Martin


Nie wrócił do rządzonej przez komunistów Polski. Utrzymywał rodzinę z dorywczych prac, dopóki w 1949 r. nie znalazł posady w firmie Austin. Kierował zespołem, który budował sześciocylindrowy silnik, stosowany w limuzynie Westminster i sportowym Healeyu 100-Six. Brał udział w projektowaniu pływającego czołgu Centurion, a w 1953 r. trafił do biura konstrukcyjnego firmy Aston Martin. Wkrótce szef firmy David Brown powierzył mu prace nad całkowicie nową jednostką napędową. Miała sześć cylindrów, pojemność 3,7 litra, blok i głowicę z aluminium oraz dwa wałki rozrządu. Napędzany nią samochód przyspieszał - przeszło pół wieku temu! - do setki w 9,5 sekundy i osiągał prędkość 224 km/godz.

W późniejszej wersji 4-litrowej o mocy 282 KM poruszała przepiękne, uznawane za kwintesencję brytyjskiego stylu, auto Bonda. Kolejnym dziełem Tadeusza Marka był silnik V 8, który w samochodach Aston Martin stosowany był - trudno uwierzyć - aż po rok 2000.

Tadeusz Marek odszedł na emeryturę w roku 1968. Zmarł we Włoszech czternaście lat później.

Tadeusz Marek


Inżynier

- Tadeusz Marek, poza Polską znany jako Tadek Marek, urodził się w 1908 roku w Krakowie, a zmarł w 1982 r, w Wielkiej Brytanii.

- Inżynier, konstruktor silników samochodowych. Dla Aston Martina zaprojektował dwa silniki.

- V8 był produkowany aż przez 32 lata.