Dlaczego pieszy ma pod górkę?

Krzysztof Błażejewski 5 czerwca 2015

Przejścia do pokonania w tempie sprintera, długie wystawanie w oczekiwaniu na zielone światło, strach przed wejściem na jezdnię nawet na pasach i przed przemykającymi chodnikiem rowerzystami - to chleb codzienny pieszych w większych miastach.

Jednym z najczęściej stosowanych rozwiązań w miastach jest dzielenie przejść dla pieszych przez najszersze ulice i na głównych skrzyżowaniach - na kilka odcinków. Ma to sprzyjać zwiększeniu bezpieczeństwa.

Fot.: Grzegorz Olkowski

Równowaga między trzema sposobami poruszania się po mieście: samochodem, rowerem i pieszo istniała w naszym kraju mniej więcej do lat 90. ubiegłego wieku. Póki nie było ciasno. Potem - za sprawą gwałtownego rozwoju motoryzacji i rozbudowy dróg - o tej równowadze trzeba było już zapomnieć.


Po 2002 roku bonus otrzymali cykliści, którym zezwolono (potem tę zgodę cofnięto) na poruszanie się po chodnikach, a następnie zaczęto dla nich budować ścieżki rowerowe. Dla pieszych przez te lata zrobiono niewiele, choć w każdym mieście zarządy dróg są gotowe do długiej prezentacji działań podejmowanych dla poprawy bezpieczeństwa pieszych. Tak naprawdę dzieje się to niemal wyłącznie w jeden sposób: przez zamontowanie sygnalizacji świetlnej albo budowę wysepek na przejściach.

Nic dziwnego, że coraz częściej różne środowiska dopominają się prawdziwych, nie tylko pozornych działań, ułatwiających przechodniom poruszanie się po mieście.

Rozwiązania takie są coraz bardziej potrzebne, gdyż zapchanie ulic pojazdami i niekończące się korki w godzinach szczytu spowodowały, iż urzędnicy miejscy w ostatnich latach mocno postawili na podniesienie komfortu samochodziarzy. W ślad za tym poszły znaczne środki na rozbudowę dróg. W nieco mniejszym stopniu inwestowano w rozwój komunikacji zbiorowej - trasy tramwajowe do Nowego Fordonu w Bydgoszczy i na Bielany w Toruniu są tego przykładem, a także w drogi dla rowerzystów, o czym świadczą kilometry oddanych do użytku specjalnych ścieżek i ciesząca się ogromnym powodzeniem instytucja roweru miejskiego w Toruniu i Bydgoszczy.

Niestety, w parze z tymi inwestycjami nie szły środki na ułatwienie życia w mieście pieszym. Wystarczy wspomnieć o kiepskiej jakości chodnikach, wydłużeniu cykli oczekiwania na przejściach dla pieszych, a także wielu innych przeszkodach. W myśl zasady, że pieszy to ten najsłabszy i szumu nie narobi? Gdzie są obiecane kładki czy przejścia podziemne? O wygodnym rozwiązaniu na pl. Rapackiego w Toruniu przestało się jakoś mówić, a na rondzie Kujawskim w Bydgoszczy podziemne przejście... zasypano. Honoru regionu broni w tej sytuacji jedynie powstająca kładka przy dworcu kolejowym Toruń Miasto.

Inwestycyjne priorytety pod kątem kierowców spowodowały, że w miastach lepiej niż jeszcze przed paru laty się jeździ, za to dużo gorzej się chodzi. A przecież wszyscy podpisujemy się pod stwierdzeniem, że ruch to zdrowie, a spaliny i korki w centrum miasta to rzecz zła. Póki... nie nadejdzie pora konkretów.

- Pieszym nie chodzi wcale o tak wiele - mówi Maciej Sulmicki ze Stowarzyszenia „Zielone Mazowsze”. - Oni chcą, by chodniki zachęcały do chodzenia, a skrzyżowania nie krzyżowały planów.

Lista grzechów głównych


Aby uczynić miasto przyjazne pieszym, jak twierdzi Maciej Sulmicki, trzeba licznych zmian. Powinny one m.in. dotyczyć szerokości chodników, które często są zastawiane parkującymi autami i zawężane wskutek ustawiania znaków drogowych i tablic informacyjnych. Przyjmuje się, że szerokość wolnego chodnika w centrum miasta powinna wynosić 2,5 m, by idący nie musieli się przepychać. Jeszcze szersze chodniki powinny być na skrzyżowaniach i przy przystankach komunikacji miejskiej. Złym rozwiązaniem są zatoki, gdyż zwężają one chodnik. Na przejściach, zwłaszcza przez główne skrzyżowania, ronda oraz ulice „tramwajowe” piesi winni mieć tak ustawione cykle świateł, by mogli przechodzić na drugi kraniec „na raz”, a nie etapami. Niedobrym rozwiązaniem są także przyciski do uruchamiania sygnalizacji przez pieszych.

Przyznać trzeba, że próby pokonania pieszo centrów Bydgoszczy i Torunia wiążą się często z irytacją. Wystarczy poruszyć ten temat podczas dłuższego oczekiwania na zielone światło - komentarze sypią się od razu. Najgłośniej jest wtedy, gdy wszyscy stoją, czyli piesi oczekują przez długi czas na światło zielone, a pojazdy na jezdni są również unieruchomione przez czerwone. Potem przejście otwiera się dosłownie na kilka sekund i za chwilę „zabawa” zaczyna się na nowo. Denerwujące są również światła na przejściach, działające przez całą noc i w weekendy, nawet wówczas, kiedy ruch jest minimalny albo nie ma go praktycznie wcale.

W Bydgoszczy sytuacja pieszych pogarsza się.
- Jak wskazują statystyki, coraz więcej jest ostatnio w mieście kolizji i wypadków z udziałem pieszych - mówi podinspektor Sławomir Szymański, zastępca komendanta miejskiego policji. - Przybywa także kolizji na chodnikach i ciągach rowerowych. Ich przyczynami są głównie nieustępowanie pierwszeństwa pieszym przez rowerzystów na przejściach przez ścieżki rowerowe oraz niezgodne z prawem masowe poruszanie się cyklistów po chodnikach.

Na rowerzystów jeżdżących po chodnikach i utrudniających życie przechodniom narzeka także toruńska policja.

Odblaski, odblaski...


- W ostatnim czasie obserwujemy nieznaczny spadek liczby zdarzeń z udziałem pieszych - informuje insp. Antoni Stramek, komendant miejski policji w Toruniu. - Kładziemy nacisk na akcje profilaktyczne, zwłaszcza propagujemy noszenie przez pieszych opasek odblaskowych po zapadnięciu zmroku. Ostatnio na nasz wniosek przebudowane i doświetlone zostało m.in. przejście dla pieszych na ul. Łyskowskiego. Chodziło o to, by przechodnie czuli się tam bezpieczniej.

Wszystkie te rozwiązania w znaczący sposób poprawiają bezpieczeństwo pieszych, zarazem jednak utrudniają poruszanie się po mieście na własnych nogach. Czy to jest cena, jaką musimy zapłacić za rozwój motoryzacji?

Sekundniki są szkodliwe?


Wydaje się, że ułatwienia dla pieszych to w naszych miastach wciąż jeszcze melodia odległej przyszłości. Prawie wcale nie stosuje się specjalnego profilowania łuków dróg przy skrzyżowaniach w ten sposób, aby kierowcy musieli zwolnić przed przejściem dla pieszych. Nie zwęża się też pasa drogi ani nie zmniejsza liczby pasów przed dojazdem do skrzyżowania, dopiero planuje się wyniesienia terenu przy budowie rond w Toruniu.

Nieliczne sekundniki, wyświetlające na sygnalizatorach czas pozostały do zmiany cyklu świateł, które były zainstalowane w Toruniu, zostały zlikwidowane, jako... szkodliwe! A przecież tak właśnie pieszym starają się pomagać architekci w krajach Europy Zachodniej. Sekundniki na przejściach od wielu lat stosuje się z powodzeniem w krajach byłego ZSRR i basenu Morza Śródziemnego. Na Ukrainie kierowców hamują zwalniarki przed skrzyżowaniami i przejściami w postaci progów.

Z kolei w Iranie, gdzie praw pieszych kompletnie się nie przestrzega, każda wieś ma swoje przejście podziemne lub zadaszoną (!) kładkę nad szosą. W krajach arabskich, w których po ulicach poruszają się pospołu piesi, jeźdźcy konni i na wielbłądach, rowerzyści, motocykliści i samochody, mimo gigantycznego chaosu, do potrąceń i kolizji nie dochodzi praktycznie wcale. Tam wszyscy muszą na wszystkich uważać, my zaś odpowiedzialność wolimy przerzucać z siebie na... kolor świateł.

Jednak wzorem rozwiązań dogodnych dla pieszych są kraje Ameryki Łacińskiej. Tam pieszy jest królem. Czerwone światła obowiązują tylko kierujących pojazdami, którzy nawet przy zielonym muszą ustępować przechodzącym na czerwonym przechodniom. I nikt na nikogo nie krzyczy... O takim komforcie możemy tylko pomarzyć!

Warto wiedzieć


Wszyscy jesteśmy pieszymi

- Od niedawna działające w Bydgoszczy Stowarzyszenie na rzecz Rozwoju Transportu Publicznego realizuje projekt „Wszyscy jesteśmy pieszymi”.

- Stowarzyszenie zajmuje się m.in. tworzeniem internetowej „mapy barier”. Mapa ta ma powstać
z udziałem mieszkańców - na podstawie ich zgłoszeń, dotyczących miejsc, w których piesi nie czują się bezpiecznie. Mieszkańcy mają też wskazywać punkty, gdzie działająca sygnalizacja świetlna dyskryminuje pieszych w stosunku do pojazdów, gdzie stan chodników pozostawia wiele do życzenia, gdzie piesi mają utrudniony dostęp do przystanków komunikacji miejskiej. Zaznaczone zostaną też miejsca, w których nie ma odpowiednich ułatwień dla osób niepełnosprawnych.