Był po tamtej stronie. Wrócił

Eric Metaxas 5 czerwca 2015

Są ludzie, którzy przeżyli śmierć kliniczną, a potem opowiadają, że poszybowali do innego świata i z niego wrócili. O nich mówi książka „Cuda” Erica Metaxasa, wydana przez Znak. Oto jej fragment

Andrew De Vries. Po wędrówce w zaświaty poślubił partnerkę. Do ołtarza szedł samodzielnie

Fot.: Rex Larsen | The Grand Rapids Press

Pojechałem do Grand Rapids i tam poznałem człowieka, który rzeczywiście odwiedził niebo. Mężczyzna nazywa się Andrew DeVries i pracuje w Calvin College jako regionalny specjalista do spraw pozyskiwania dotacji, chociaż gdy wydarzyła się opisana tu historia, był on wykładowcą tej uczelni.


Jak prawie wszyscy w Grand Rapids - a przynajmniej tak mi się wydaje - Andy jest Holendrem i jak wszyscy Holendrzy jest wysoki i ma jasne włosy.

Historia zaczyna się od przerażającego wypadku motocyklowego.

W 2002 roku Andy wybrał się na wycieczkę motocyklem ze swoim przyjacielem. Przejeżdżali przez miejscowość Holland w stanie Michigan, gdy osiemdziesięcioczteroletnia kobieta przejechała na czerwonym świetle przez skrzyżowanie z Highway 31. Zderzak jej samochodu przygniótł nogę Andy’ego do silnika motocykla, miażdżąc ją niemal doszczętnie. Noga została złamana w ponad czterdziestu miejscach, a samochód uderzył z taką siłą, że niemal całe mięso oddzieliło się od kości. To było potworne. Jeśli Andy miałby przeżyć - a to było naprawdę duże „jeśli” - prawdopodobnie straciłby nogę.

Przed wypadkiem Andy był znakomitym sportowcem. Uprawiał wiele dziedzin sportu i był w nich dobry, ale szczególnie dobrze grał w siatkówkę, aż do tego stopnia, że był członkiem drużyny, która w 2000 roku wygrała Otwarte Mistrzostwa Stanów Zjednoczonych w Piłce Siatkowej.

Przerwana amputacja


Karetka przyjechała dość szybko.Gdy dotarli do szpitala w Holland, lekarze byli nieprzygotowani do zajęcia się rozległymi, zagrażającymi życiu obrażeniami Andy’ego, więc natychmiast przetransportowano go drogą powietrzną do szpitala Spectrum w Grand Rapids.

Większość wiązadeł wokół kolana Andy’ego została zerwana, dlatego jego rzepka znalazła się dosłownie w pobliżu biodra. Tamtego wieczoru na oddziale urazowym zrekonstruowano mu kolano i ściągnięto w dół wiązadła z pachwiny, żeby je ponownie przymocować.

Cztery dni po wypadku lekarze byli zdumieni, że jego noga nadal „żyje”, chociaż żadna żyła nie zapewniała dopływu krwi. Jedynym źródłem ukrwienia były naczynia włosowate, ale to było coraz bardziej niewystarczające, dlatego trzeba było zaplanować amputację kończyny. Jednak gdy nadszedł czas operacji, wydarzyło się coś dziwnego. Chirurg zabrał Andy’ego na salę i polecił umieścić go na stole operacyjnym. Lekarz zaznaczył miejsce, w którym należało ciąć, a następnie przyłożył piłę do jego nogi, żeby przystąpić do amputacji. Z jakiegoś powodu jednak nie mógł zacząć. Mimo że posunął się już tak daleko, przerwał operację. Nie mógł jej kontynuować. Chirurg rozumował w ten sposób, że przecież może amputować nogę następnego dnia, jeśli zajdzie taka potrzeba.

Po tej niedoszłej amputacji nastąpiły długie tygodnie zabiegów operacyjnych, z których większość miała na celu uratowanie nogi Andy’ego. Dla niego był to czas niekończącego się cierpienia. Andy był człowiekiem głębokiej wiary i w tamtym okresie wciąż rozmyślał o Jezusie i o tym, co znosił Jezus, cierpiąc dla niego na krzyżu.

Ogólny stan zdrowia Andy’ego był zły i nie ulegał poprawie. Nagle pewnego dnia lekarze zorientowali się, że stan pacjenta wyjątkowo mocno się pogorszył, do tego stopnia, że byli przekonani, iż nie przeżyje, dlatego poradzili, żeby rodzina zebrała się przy jego łóżku. Syn Andy’ego Drew był w tym czasie w Wielkim Kanionie w ramach zajęć, na które uczęszczał w Alvin College. Uczelnia załatwiła mu lot powrotny do domu. Córka Andy’ego pracowała jako nauczycielka na Florydzie i również przyleciała do Michigan.

Wyraźny widok nieba


Gdy w końcu cała rodzina zgromadziła się w szpitalu i stanęła wokół łóżka, Andy był nieprzytomny i nieświadomy ich obecności. Jednak gdy Kay i ich dzieci stali przy nim, i gdy jego stan się pogorszył, Andy zobaczył coś, co - jak wkrótce zrozumiał - było przelotnym, lecz wyraźnym widokiem nieba.

Nagle znalazł się w innym miejscu. Pamięta, że patrzył na ciągnącą się w nieskończoność łąkę. Mówi, że było to najpiękniejsze, najspokojniejsze i najbarwniejsze miejsce, jakie kiedykolwiek widział. Były tam drzewa, kwiaty i zwierzęta, ale wszystko, co widział, miało początkowo blade kolory. Potem kolory zaczęły nabierać coraz większej intensywności, aż stały się najbardziej jaskrawymi barwami, jakie mógłby sobie kiedykolwiek wyobrazić. Wszystko było oszałamiająco wyraźne, mógł nawet dostrzec szczegóły na korze drzew. Polne kwiaty były we wszystkich możliwych kolorach - żółte, pomarańczowe, fioletowe, a niebo miało barwę turkusu. Powiał wiatr, sprawiając, że kwiaty zafalowały niczym morze. Był to oszałamiająco piękny widok.

Potem Andy zobaczył jakąś postać na skraju łąki. Wyglądała jak strach na wróble lub szkielet i zaczęła się przesuwać od najdalszego rogu w kierunku środka łąki. Co więcej, postać podskakiwała. Andy powiedział, że przez te wszystkie lata pracy dydaktycznej przekonał się, że podskakiwanie jest jedyną formą ruchu, która prawie zawsze wyraża radość. Ten mężczyzna - bo Andy widział teraz, że to mężczyzna - rzeczywiście podskakiwał, przemieszczając się po łące.

Gdy mężczyzna zbliżył się, Andy dostrzegł rysy jego twarzy. Wydawały się znajome. Wtedy zorientował się, że patrzy na samego siebie. Widział siebie w niebie. Andy pamięta, że przez ten krótki czas, kiedy to wszystko się działo, w ogóle nie czuł bólu, jedynie radość. Wcześniej ból nie opuszczał go przez wiele tygodni. I nagle ta niebiańska chwila skończyła się, w momencie gdy Andy poczuł mocne szarpnięcie za kostkę. „Tato! Tato!”, wołał czyjś głos. Należał on do jego syna. Jednak Andy nie potrafił sobie wyobrazić, że musi opuścić to wspaniałe, spokojne, radosne miejsce. Krzyknął w myślach: „Nie!” i wtedy kolory ponownie zbladły. Pojawił się biały tunel i Andy został przez niego wessany. W ten sposób wrócił do szpitalnego łóżka i do bólu. Był niezmiernie zmartwiony, że opuścił miejsce, które uważał za niebo.

Nie boi się już śmierci


Jednak to przeżycie tak bardzo go poruszyło, że od tamtego czasu absolutnie nie boi się śmierci. Wręcz przeciwnie. Mówi, że czeka na nią z utęsknieniem, wiedząc, że Bóg przygotował dla niego coś pięknego i cudownego. Zapewnia, że tamten widok diametralnie zmienił jego życie.

Kilka miesięcy po tym wszystkim Andy w końcu wyszedł ze szpitala i żeby wrócić do pracy wykładowcy w Calvin College musiał wciąż podejmować heroiczne wysiłki. Pewnego razu z trudem manewrował wózkiem inwalidzkim, próbując przejechać przez drzwi, gdy jego zmagania zauważył asystent kapelana. Pośpieszył mu z pomocą. Zapytał, czy Andy pamięta, kiedy chirurg zrezygnował z amputowania mu nogi. Andy oczywiście pamiętał. Tamten popatrzył na Andy’ego i zapytał: „Czy wiesz, co się wtedy działo na campusie?” Andy nie miał pojęcia. Asystent kapelana powiedział, że dokładnie w tym samym czasie w kaplicy odbywało się czuwanie modlitewne w jego intencji. Setki osób modliły się wtedy o jego życie i o uratowanie nogi.

Lekarz, który zabrał Andy’ego do sali operacyjnej
- i który przyłożył już piłę do jego nogi - powiedział mu później, że to było tak, jakby „nie miał sił użyć piły”. Coś powstrzymywało go przed wprawieniem piły w ruch.

Oczywiście ani on, ani Andy nic nie wiedzieli o setkach ludzi, którzy dokładnie w tym momencie modlili się o to, żeby mógł on zachować nogę. Tamtego wieczoru w mieszkaniu w Grand Rapids zobaczyłem tę nogę na własne oczy. Po tylu latach nadal jest jego.cp