Melduje się dziki lokator!

Katarzyna Bogucka 5 czerwca 2015

Szukacie zwierząt na łonie natury? Lepiej się rozejrzyjcie. Bydgoszcz: w Castoramie żyją jaskółki, przy ul. Zduny mieszkają kuny, w Fordonie zające, na działkach w Osielsku rezyduje wielki lis. Mało? W Toruniu, na Podgórzu panoszą się żmije, Grudziądz ma daniele...

Na zdjęciu podopieczni Animal Patrol, złapani w mieście po sygnale od mieszkańców

Fot.: archiwum Animal Patrol

W głowie się nie mieści, ile naukowych zależności kryje się za banalną za pozoru przeprowadzką niektórych zwierząt z lasów i pól do miast. Na przykład ptaki. Naukowcy ustalili, że w mieście świergocą inaczej niż na wsi, to znaczy na bogato i znacznie wyższymi dźwiękami, bo budynki inaczej niż drzewa przekazują fale dźwięków, poza tym, muszą przekrzyczeć uliczny hałas.


Kolejna rewelacja i rewolucja dotyczy mózgów gryzoni. Zwierzęta z miast mają większą czaszkę niż ich krewni z lasów i wsi. Mieszczuchy, mając większy mózg, szybciej i lepiej przystosowują się do zupełnie nowego środowiska. A środowisko, (czyli ludzie) w ich sprawie się podzieliło. Jedni chcieliby pozbyć się intruzów, ale jednocześnie płaczą nad losem sarenek, lisków i hojnie dokarmiają koty (a przy okazji lisy) i kopytne krążące wokół posesji.

Daniel ciągnie do żarcia


W Grudziądzu pokazuje się ponoć aż 137 danieli. Ratuszowi urzędnicy przerażeni tak licznym zgromadzeniem zaczęli przebąkiwać o odstrzale, a wtedy mieszkańcy zabrali się do pisania protestów. - Latem nie ma u nas tylu danieli, w lesie komunalnym jest może z 15 - 20 sztuk - mówi Andrzej Zielaskowski, były leśniczy miasta i szef grudziądzkiego oddziału Ligi Ochrony Przyrody. Narzeka na zwyczaj dokarmiania dzikiej zwierzyny (i wycinanie dębów, czyli źródła naturalnej karmy), ale bardziej pomstuje na miejsce wysypywania ton buraków i kukurydzy. - Jeśli już karmić, to na leśnych użytkach ekologicznych, a nie w pobliżu szosy. Naraża się zwierzynę - i ludzi - na niebezpieczeństwo zdarzeń drogowych - mówi leśnik.

Grudziądz jest specyficznym miastem. W jego centrum, między trzema osiedlami, rozciąga się ponad 670 hektarów lasu. Jego fragment miasto uszczknęło na budowę trasy średnicowej. - Wkroczyliśmy w świat zwierząt i ponosimy tego konsekwencje. Karmimy - zapraszamy. Daniele to gatunek wędrowny. Ciągną do żarcia.

Świnka na gigancie


Telefony do służb miejskich opiekujących się „dzikusami” dzwonią niemal codziennie. Toruński Eko-Patrol Straży Miejskiej spotyka na swojej drodze zwierzęta leśne i domowe.

- Mamy zgłoszenie o ciężko rannej sarnie. Jedziemy na Dworzec Toruń Miasto do jelonka. Był na szczęście lekko ranny - wspomina Ryszard Waszak, starszy inspektor Straży Miejskiej w Toruniu. - Tydzień temu przeżyliśmy znacznie smutniejszą interwencję. Łoś z otwartym złamaniem nogi zaplątał się w ogrodzenie posesji. Lekarz weterynarz podjął decyzję o uśpieniu biedaka.

Bywają i radośniejsze dni. Na pasie zieleni przy ul. Lubickiej mama kaczka wygrzewała się niedawno z kilkunastoma kaczątkami. - Przenieśliśmy maluchy w bezpieczne miejsce. Uśmialiśmy się także na wieść o tym, że ulicą św. Józefa spaceruje sobie świnia. Miniaturka (wcale nie taka mała, ok. 50 kg żywej wagi) o imieniu Olga uciekła swojej pani z ul. Porzeczkowej.

Toruńscy strażnicy wzywani są także do pacyfikowania żmii, wygrzewających się na parkingu, na asfalcie i torach kolejowych na Podgórzu. Przeprowadzają w dzikie miejsca nietoperze (najczęściej do fortów), wypraszają z ludzkich siedzib jaskółki. Tych, które wleciały do pewnego zakładu fryzjerskiego, nie udało się, niestety, uratować...

W Bydgoszczy jaskółki świetnie odnalazły się w Castoramie. Gniazd jest kilka. Ptasi rodzice nawołują się piszczeniem, przez otarte drzwi hali wylatują na polowanie. Krążą aż do zamknięcia sklepu. Są atrakcją dla klientów, choć ponoć brudzą niemiłosiernie.

Rude jest ufne


Renata Nowicka, lekarz weterynarii z Animal Patrol w Brzozie, mówi, że ptaki to najmniejszy kłopot. Gorzej jest z lisami. Są mistrzami synurbizacji, czyli przystosowania się do warunków miejskich. Można powiedzieć, że już stały się mieszczuchami, lubią ludzi, lubią psy, za kotami nie przepadają, te najmniejsze zjadają...

- Lisy świetnie się aklimatyzują. Sprawnie przemieszczają się w przejściach podziemnych, w kanałach, kochają pustostany, działki, szczególnie te mocno zarośnięte - wylicza ich kryjówki nasza rozmówczyni. Uspokaja, że od wielu lat nie odnotowała wśród odławianych lisów wścieklizny, ale odium tej choroby i tak ciąży na rudzielcach. - Nie ufamy im, one ufają nam, a my tę ufność bierzemy niesłusznie za objaw choroby. Prawda jest taka, że dla lisów już staliśmy się współtowarzyszami. Oto dowód. Interwencja na bydgoskim Błoniu. W leśnym parku przy ks. Schulza wieczorami zaczęły pojawiać się młode liski. Okazało się, że czekają na mieszkańców, by pobawić się z ich psami. Uwielbiały wspólne gonitwy.

W Bydgoszczy lisy spotkać można także w pobliżu budowy Zielonych Arkad. Ich siedlisko zostało poważnie naruszone przez budowlańców, liski rozbiegły się więc po okolicy, widywane są m.in. przy szpitalu im. Biziela. Fachowcy z Animal Patrol są pewni, że do lecznicy przyciąga ich głównie karma wystawiana dla kotów...

Z kolei na Jagiellońską patrol aż dwa razy fatygował się w sprawie borsuka żyjącego w starej kamienicy (podobno zwierzak załatwiał się pod drzwiami zawsze tego samego sąsiada, a stołował się przy workach ze śmieciami, niefrasobliwie zostawianymi na klatce schodowej). Ciekawostką jest, że w obliczu zagrożenia borsuk zwija się w kłębek i udaje, że... go nie ma. Lepiej w tę bajeczkę nie wierzyć i wezwać specjalistów, którzy zareagują także na hasła: „kuna”, „jenot”. Sporo ich w miastach. To nocne marki. Uwaga! Kuny uwielbiają maski rozgrzanych samochodów, pasjami - podobno z czystej ciekawości świata - przegryzają kable elektroniki. Można je do motoryzacji zniechęcać, ale ponoć to walka z góry skazana na porażkę...

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 10-06-2015 22:21

    Brak ocen 0 0

    - Mira: Kuny - na moim domowym strychu narobiły strat na kilkanaście tysięcy. kto mi zwróci koszty?

    Odpowiedz

  2. 08-06-2015 10:16

    Oceniono 3 razy 1 2

    - migo: To wina pseudoekologów, którzy walczą o całkowity odstrzał dzikich zwierząt. Jeszcze trochę wychodząc z domu będziesz mówił jeleniom lub dzikom dzień dobry. Kiedyś byłem na polowaniu pod Bydgoszczą, byłem w szoku widziałem ponad 100 jeleni, kilkanaście saren i dzików.

    Odpowiedz