Topienie „Lodołamaczy”

Grażyna Ostropolska 5 czerwca 2015

Spółdzielnie socjalne w naszym regionie powstają jak grzyby po deszczu i równie szybko padają. W teorii miały zapobiegać wykluczeniu społecznemu, w praktyce wyklucza się je z przetargów.

Przez trzy lata z rzędu Spółdzielnia Socjalna „Kreatywni” kosiła nagrody w konkursie „Lodołamacze”, przyznawane za działalność na rzecz niepełnosprawnych, a teraz jednym ruchem „wykasza” swoich pracowników.


- Powinni nam wręczyć statuetkę Titanica, skoro stawiany w Polsce za wzór bydgoski lodołamacz idzie na dno! - żartują zwolnieni spółdzielcy, choć wcale nie jest im do śmiechu. Większość z nich to osoby niepełnosprawne, które spółdzielnia socjalna miała zaktywizować zawodowo i społecznie. Wprawdzie przetrwała 5 lat i ma atrakcyjną siedzibę w pałacyku, ale...

- Koniec bajki o sukcesie „Kreatywnych” jest taki, że komornicy zajęli nam konta i wyszło na jaw, że przez półtora roku zarząd nie odprowadzał składek pracowniczych, choć, biorąc kolejne dofinansowanie na niepełnosprawnych z PFRON, oświadczał, że to czyni - słyszymy. Niedawna kontrola PIP w „Kreatywnych” znajdzie

finał w sądzie,


gdzie kilku spółdzielców chce wystąpić w charakterze oskarżycieli posiłkowych.

Zofia Zięba, prezes „Kreatywnych” przyznaje, że spółdzielnia jest w trudnej sytuacji, ale nie ma mowy o jej likwidacji. - 11 maja spółdzielcy podjęli uchwałę o rozwiązaniu wszystkich umów o pracę, bo kiedy brakuje zleceń, to jedyne rozwiązanie - uważa. Jak duże jest zadłużenie w ZUS dokładnie nie wie, ale...

- Teraz ja i część spółdzielców pracujemy jako wolontariusze, by spłacić długi i wyjść na prostą - informuje. Metodą na sukces ma być przeróbka I piętra pałacyku na tani hostel, bo cztery pokoje noclegowe na poddaszu to za mało. Skąd zadłużona firma ma pieniądze na remont?

- Wystarczy przyjąć nowego członka, a ten wystąpi do MOPS o środki z PFRON na wkład do spółdzielni i są pieniądze na remont - podpowiadają spółdzielcy. Ci, którzy w 2009 r. zakładali „Kreatywnych”, dostali po 20 tys. zł. - Każdy z nas musiał jednak notarialnie zaświadczyć, że jeśli spółdzielnia zakończy działalność przed upływem 2 lat, to zwróci pieniądze - tłumaczą. Pamiętają, że za pierwsze 80 tys. zł wyremontowali część kamienicy, w której niepełnosprawni mieli prowadzić przedszkole, ale

skończyło się na planach.


- To miał być punkt przedszkolny, ale sanepid zażądał od nas zmiany sposobu użytkowania lokalu, co okazało się niemożliwe, ponieważ kamienica miała kilku właścicieli i spadkobierców - tak Zofia Zięba tłumaczy niepowodzenie pierwszego pomysłu.

- Drugi pomysł, czyli catering, też nie wypalił, choć wydaliśmy kupę pieniędzy (z PFRON) na urządzenie kuchni - podpowiadają spółdzielcy.

- To nie tak. Kuchnię zapewniała nam umowa barterowa z restauracją, którą sprzątaliśmy - twierdzi Zofia Zięba i tłumaczy, dlaczego na cateringu też nie dało się zarobić. - Konkurencja jest ogromna i jeśli ktoś chce za 7 zł dostać drożdżówkę, kanapkę, kawę i herbatę z cytryną, to taki biznes się nam opłaca - mówi.

Przypomina, że pracownicy spółdzielni są zatrudnieni na etacie, a jako niepełnosprawni mają prawo do 36 dni urlopu, siedmiogodzinnego dnia i przerwy w pracy, co zwiększa koszty. - Częściej też chorują, co oznacza, że musimy im płacić za pierwsze 33 dni zwolnienia lekarskiego - dodaje.

To powoduje, że spółdzielnie socjalne przegrywają w przetargach. - Nie da się wygrać z firmami, które zatrudniają ludzi na czarno lub każą im pracować 200 zamiast 140 godzin w miesiącu za minimalne wynagrodzenie, oferując w przetargach stawki, których nie jesteśmy w stanie przebić - zgodnie twierdzą spółdzielcy i uważają, że ustawę o zamówieniach publicznych, preferującą najniższą cenę należy zmienić, bo

sprzyja bezprawiu.


- Gdziekolwiek sięgamy po zlecenia, okazuje się, że są lepsi - mówi prezes spółdzielni socjalnej „Współpraca” w Toruniu. - Mamy 7 członków, którzy zostali przeszkoleni na wszystkie strony, działamy od 1,5 roku i nie możemy się odbić od brzegu, bo brakuje nam wsparcia samorządowców - narzeka. Liczył, że miasto da spółdzielni zarobić choćby na sprzątaniu skwerów czy stadionu, ale... - Wydaliśmy fundusze celowe na sprzęt, który się teraz marnuje, bo poza wiosennym sprzątaniem ogródków u znajomych nie mamy innych zleceń - mówi.

Toruńscy spółdzielcy próbowali przypomnieć samorządowcom, że są w prawie tzw. klauzule społeczne, pozwalające preferować oferty składane przez grupy niepełnosprawnych i bezrobotnych. - Patrzyli na nas, jak na kosmitów. Odniosłem wrażenie, że boją się niepełnosprawnych i trudno będzie zmienić urzędniczą mentalność - zauważa prezes „Współpracy”.

Na to, że spółdzielnia socjalna zaktywizuje zawodowo bezrobotnych Romów, liczył Tadeusz „Bosman” Krzyżanowski, lider Stowarzyszenia „Romano Dzipen”. - Liczyliśmy na catering, ale kiepsko nam idzie, bo ten rynek jest już zajęty i nie ma popytu na nasze usługi - mówi prezes romskiej spółdzielni socjalnej „Razem możemy więcej”, która swoją roczną działalność ograniczyła do zorganizowania kilku styp na pogrzebach we własnym środowisku.

Słyszymy, że w lepszej kondycji są spółdzielnie socjalne, tworzone przez gminy i starostwa, a za wzór stawia się

„Noteć” z Nakła,


zajmującą się segregacją odpadów z domków jednorodzinnych. Jej prezes Waldemar Nowak przyznaje, że „Noteć” (założona przez powiat i gminę Nakło) jakoś funkcjonuje, ale o kondycji spółdzielczości socjalnej w naszym kraju nie ma dobrego zdania. Przywołuje model włoski, gdzie samorządy są zobligowane do zlecania usług lokalnym spółdzielniom.

- Uważam, że w każdej polskiej gminie i powiecie jest sporo usług niszowych, które można zlecać bez przetargu, nie szkodząc innym podmiotom gospodarczym i to jest remedium na bezrobocie - twierdzi Nowak. - Wziąć pieniądze na spółdzielnię to nie problem, tylko co dalej, bo mała firma bez kapitału na inwestycje na pewno sobie nie poradzi? - pyta.

O tym, że spółdzielnie socjalne zawieszają działalność, słyszy od uczestników szkoleń i konferencji. - Przestałem na nie jeździć, bo w zeszłym roku wypunktowałem, co jest złe i co należy zmienić, i jest... cisza - mówi.„Noteć” zatrudnia 5 bezrobotnych, testuje też stażystów. - Część szybko idzie na zwolnienia, część wylatuje za chlanie, bo nie każdemu chce się pracować - ocenia.

- Jest nam ciężko, bo na rynku jest konkurencja, a my tworząc zespół z osobami długotrwale bezrobotnymi oraz w wieku 55 plus, a więc mniej efektywnymi, mamy problem z wygraniem przetargu - mówi Izabela Brywczyńska, prezes spółdzielni socjalnej „Bydgoszczanka”, której udziałowcami są gmina Bydgoszcz i starostwo. Dzięki bezprzetargowym zleceniom na roboty brukarskie dla drogownictwa może zatrudniać osoby, uczestniczące w finansowanych przez UE lub marszałka projektach „powrotu na rynek pracy”.

- Trzeba zmienić prawo


zamówień publicznych, bo to, że dotuje się stanowiska dla niepełnosprawnych i bezrobotnych, pomaga w wyposażeniu spółdzielni, ale problemu bezrobocia i wykluczenia nie załatwia - zauważa Brywczyńska, i dodaje: - Pomysł tworzenia spółdzielni socjalnych jest dobry, ale nie wolno ukrywać przed tymi, którzy chcą je zakładać, że będzie im bardzo ciężko.

Zofia Zięba, prezes „Kreatywnych” uważa, że najlepiej zarabia się na prowadzeniu szkoleń oraz wynajmowaniu sal na ten cel i z nadzieją czeka na nowe rozdanie unijnych pieniędzy.

- Ci, którym przyznano pieniądze na szkolenia w ramach programu „Kapitał ludzki” wyszli na tym lepiej niż my - twierdzą spółdzielcy, którzy jadą na stratach bądź padają. - Organizowano te szkolenia w ekskluzywnych hotelach, namawiano bezrobotnych i niepełnosprawnych, by zakładali socjalne spółdzielnie, bo są na to grube pieniądze z PFRON i urzędów pracy, ale nikt nas nie ostrzegł, że polskie prawo nawet najlepszy lodołamacz zatopi - konkludują.

Fakty


Potrzebna zmiana

- W Polsce stworzono ponad 1300 spółdzielni socjalnych. Część jest w kiepskiej kondycji i liczy na to, że poprawi ją konsultowany właśnie w Ministerstwie Pracy i Pomocy Społecznej oraz w Urzędzie Zamówień Publicznych projekt nowelizacji ustawy o spółdzielniach socjalnych.Zakłada on łatwiejsze pozyskiwanie od samorządów zleceń, których wartość nie przekracza 30 tys. euro.

- Dziś urzędy boją się stosować procedurę zamówienia z wolnej ręki, w obawie, że zakwestionuje to regionalna izba obrachunkowa.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.