Parasol nadopiekuńczości trzeba złożyć

Katarzyna Bogucka 1 czerwca 2015

Maluch zmuszany do jedzenia niesmakujących mu potraw, na siłę ubierany, zabawiany i bombardowany rodzicielskimi pewnikami, może wyrosnąć na dorosłego gnuśnego, niezdecydowanego, mało ambitnego...

Pozwólmy dzieciom decydować. Pozwólmy im wykonywać pewne czynności, jak np. jedzenie, ubieranie się, sprzątanie

Fot.: thinkstock

Jajko na miękko było koszmarem poranków pani Anny z Bydgoszczy aż do siódmej klasy podstawówki. Jej mama zrywała się z łóżka codziennie przed szóstą i zaczynał się rytuał: wybieranie ubrania, butów, czesanie długich włosów córki (zawsze koński ogon), gotowanie mleka i wspomnianego jajka.
Jeżeli nie pozwolimy dziecku myć kubków, sprzątać zabawek czy ubierać się samodzielnie, za dziesięć lat będziemy zaskoczeni, że nastolatek odmawia współpracy. Koszmar pani Anny skończył się nagle, w ósmej klasie. Pewnego poranka mama po prostu odmówiła wstania z łóżka. Niestety, zaczął się drugi koszmar.
- Nie wiedziałam, co na siebie włożyć, płakałam nad stertą ubrań, trudno mi było się uczesać, a włosy sięgały do połowy uda. Dwa lata ustawiałam swoje życie od nowa, po swojemu. Zapisałam się wreszcie na kółko zainteresowań do MDK. Wcześniej nie było to możliwe, rodzice po prostu nie opłaciliby tych zajęć. Najbardziej mnie boli, że dorośli nie chcieli szukać moich talentów. Inna sprawa, że to były ciężkie czasy, rodzice skupiali się ze wszystkich sił na zapewnieniu rodzinie utrzymania. Kłopoty z podejmowaniem decyzji mam do dziś, dotyczą i ubrania, i nawiązywania relacji, brakuje mi pewności siebie. To emocjonalne kalectwo. Oddech rodziców czuję na plecach i słyszę: „Jak ty wyglądasz!”.

Dzieciństwo w smarze


Na drugim biegunie tego tematu jest rodzina pani Małgorzaty. Wychowało się w niej, w ogromnej przestrzeni wolności, dwóch synów, w domu jest jeszcze córka, uczennica III klasy podstawówki. Ostatnio dziewczynka pozytywnie zaskoczyła swoją mamę. Na Dzień Matki kupiła jej w sklepie z odzieżą używaną sukienkę. Rozmiar dopasowała idealnie. Samodzielne zakupy spodobały jej się, ustaliła więc z mamą, że sama kupi sobie szorty w osiedlowym sklepiku. I tak zrobiła. - Synowie byli jeszcze bardziej samodzielni, prawie od pierwszego roku życia - wspomina mama. - Starszy łowił ryby, od dziecka całe godziny spędzał nad rzeką, na szczęście mieszkamy niedaleko. Dziś ma profesjonalny sprzęt i medale z licznych zawodów wędkarskich.
Młodszy syn pani Małgorzaty przesiadywał z ojcem w garażu, podawał mu śrubokręt, kombinerki. Wszystko chciał wiedzieć. W piątej klasie podstawówki za zaoszczędzone pieniądze kupił sobie motorynkę od sąsiada. Rodzice dowiedzieli się o tym po fakcie. Chłopak pojazd zreperował, naoliwił, a później odsprzedał z zyskiem. Dziś jest uznanym i rozrywanym przez kierowców mechanikiem samochodowym. Zarabia krocie. - Gdybym nie pozwoliła mu brudzić się smarami od wczesnego dzieciństwa, gdybym zmuszała dziecko do nauki przedmiotów humanistycznych, wbrew jego zainteresowaniom i dysleksji, byłby dziś pewnie nieszczęśliwym człowiekiem. I niezamożnym - mówi mama.

Niemowlak też potrafi


Danuta Daszkiewicz, pedagog z Centrum Małego Dziecka i Rodziny w Sępólnie Krajeńskim, zachęca, by samodzielności uczyć dziecko najwcześniej jak się da. - Nasze Centrum jest placówką, w której roczne dzieci same nalewają sobie z wazy zupę do miseczki (oczywiście nie jest to zupa gorąca), a roczniaki jedzą posiłek, używając widelca. Nie wymagamy perfekcji. Najważniejsza jest zgoda na to, że dziecko może się pobrudzić, rozlać. W czasie śniadania maluchy komponują sobie kanapki. Pierwszą reakcją na podanie im gotowych kanapek było rozłożenie ich na czynniki pierwsze i obserwacja, smakowanie. Obiad? Wszystko podajemy osobno, na przykład marchewkę, jabłko, ogórki, dzieci same dobierają poszczególne składniki, znów testują smaki. Jeszcze raz powtórzę, trzeba mieć w sobie gotowość do tego, żeby udostępnić maluchowi różne potrawy i zachęcać go do ich wyboru, powtarzając: „Nałóż sobie”. Pytajmy też dziecko, co chce ubrać, co czytać, co oglądać.
Danuta Daszkiewicz podkreśla, że półtoraroczne dzieci same chętnie zakładają getry i chociaż jeden rękaw sweterka, czapkę. Nie trzeba ich wyręczać. Kolejna przestrzeń do nauki samodzielności to zakupy i sprzątanie. Małe dzieci uwielbiają myć po sobie kubki. Nasza rozmówczyni wie jednak, że rodzicom brakuje cierpliwości, czasu, narzekają, że dziecko się obleje wodą, itp.
- I cóż w tym złego? Jeżeli nie pozwolimy dziecku myć kubków, sprzątać zabawek czy ubierać się samodzielnie, za dziesięć lat będziemy zaskoczeni, że nastolatek odmawia współpracy - ostrzega Danuta Daszkiewicz. - Jest to strata nie do odrobienia. Gdy ja się tego dawania wolności uczyłam, trzymałam ręce związane za plecami, żeby dziecku nie podać rękawa albo buta. Na początku było trudno nie pomagać, ale można się tego nauczyć. Rezultaty są świetne i frajda też. W dorosłości ta wolność zaprocentuje wspomnianą przeze mnie sprawczością i siłą emocjonalną. Parasol nadopiekuńczości trzeba w końcu złożyć.