Rozmowa z dr MAGDALENĄ ŻADKOWSKĄ o życiu polskich par od kuchni

Paulina Błaszkiewicz 31 maja 2015

„Lepiej, żeby kobieta wróciła do pracy zaraz po urlopie macierzyńskim, a wtedy on przez jakiś czas zająłby się domem, czy może raczej lepiej, żeby ona zrezygnowała z pracy i z wyższych dochodów po to, by on się dobrze czuł sam ze sobą”

Zdarza się, że w obecności osoby trzeciej pary po raz pierwszy zaczynają ze sobą rozmawiać o wzajemnych oczekiwaniach

Fot.: Thinkstock


Ile kuchni i jadalni odwiedziła Pani, zajmując się przedsięwzięciem pod nazwą „Para”?
Prowadzę kilka projektów, w ramach których badam pary, ale może rzeczywiście skoncentrujmy się na tym, w jaki sposób pary heteroseksualne dzielą się obowiązkami domowymi. Do tej pory odwiedziłam sześćdziesiąt trzy kuchnie, w których prowadziłam obserwacje.

Polacy chętnie wpuszczają do swojej kuchni obcą osobę?
Tak. Muszę przyznać, że jesteśmy gościnnym społeczeństwem, zwłaszcza w porównaniu do Norwegów. Tam dużo łatwiej jest wejść, kiedy w domu jest tylko jedna osoba, ale jeśli mamy do czynienia z parą, jest to trudne. Jestem zwolenniczką metodologii feministycznej i podmiotowej, według której osoba biorąca udział w badaniu jest jego kreatorem i czuje się odpowiedzialna za jego wynik. Moi respondenci mają poczucie, że uczestniczą w tworzeniu wiedzy na jakiś temat.

Proszę zatem podzielić się swoją wiedzą na temat polskich, jak je Pani nazywa, „par dwojga karier”. Co na przykład robią w domu mężczyźni?
Weszli w zmywanie [śmiech]. Mówię to całkiem poważnie: polscy mężczyźni zaczęli zmywać naczynia i kupować zmywarki, które kilkanaście lat temu nie były tak popularne. Widać też, że prasują swoje koszule, bo partnerki przestały to robić. Byłam świadkiem sytuacji, gdy kobieta powiedziała do mężczyzny: „Idź, zanieś to do prasowania i zapłać za tę usługę albo zrób to sam, a jak nie chcesz, to kupuj takie ubrania, żeby ich później nie prasować”. To przykład na pomijanie pewnych obowiązków. Tak samo jest z gotowaniem obiadów. Domowe, w miarę zdrowe jedzenie jest dziś luksusem w polskich kuchniach i jadalniach. Ludzie wolą stosować półprodukty albo kupić coś gotowego.

Każdy badacz musi powiedzieć swoim respondentom, w jakim celu przeprowadza badanie. Jaki był cel badań w miejscu tak prywatnym jak domowa kuchnia?
Moim celem była obserwacja i sprawdzenie praktyk codzienności, ale również pokazanie zachodzących zmian, gdy mowa o obowiązkach domowych. W grupie, którą obserwuję, te zmiany są bardzo wyczekiwane. Badam „pary dwojga karier”, co oznacza, że dwie osoby pracują zawodowo. To ludzie, którzy, biorąc udział w badaniu, chcieli się dowiedzieć, co mogą poprawić w swoim związku, czego oczekiwać od partnera itp. To wcale nie są błahe sprawy. On może mieć problem, jeśli zarabia mniej od niej - a tak też się zdarza - i mamy dylemat: lepiej, żeby kobieta wróciła do pracy zaraz po urlopie macierzyńskim, a wtedy on przez jakiś czas zająłby się domem, czy może raczej lepiej, żeby ona zrezygnowała z pracy i z wyższych dochodów po to, by on się dobrze czuł sam ze sobą.

Można powiedzieć, że nie jest Pani tylko badaczką, ale też terapeutką?
Mam wrażenie, że chodzę do par, które cieszą się swoim życiem, ale takie, gdzie jest jakiś kryzys, też się zdarzają. Dotyczy to głównie par z dzieckiem, bo tu mamy problem z podziałem domowych obowiązków. Czasami muszę wykazać się refleksem i umiejętnością łagodzenia konfliktów. Zdarza się, że w obecności osoby trzeciej pary po raz pierwszy zaczynają ze sobą rozmawiać o wzajemnych oczekiwaniach. Zapytała mnie Pani o to, czy jestem terapeutką. Staram się nią nie być, ale czasami muszę zdjąć maskę badacza po to, by zdobyć zaufanie respondentów. Pamiętam, jak jedna z mam, wiedząc, że też jestem mamą, zapytała mnie jak to jest na tym etapie wychowania dziecka, czy dobrze postępuje.

Ludzie czują się niepewnie w swoich rolach społecznych?
Niekoniecznie. Pary po prostu szukają odpowiedniej instrukcji, porównania na tle innych par, najlepiej takich, u których coś nie idzie zgodnie z planem, po to, by znaleźć sukcesy na własnym podwórku. Czasami potrafimy pochwalić samych siebie, ale, niestety, ze strony społeczeństwa nie czekają nas za to pochwały.

Nam jest dobrze, ale w oczach innych wypadamy słabo...
W Polsce istnieje silna kontrola społeczna i to jest duży problem. Mężczyzna, który włącza się w wykonywanie obowiązków domowych, może spotkać się z krytyką i to wcale nie jest stereotyp. Tak samo jest z kobietą, która zamiast iść na akademię do przedszkola z okazji Dnia Matki, jedzie na spotkanie biznesowe. Mało kto będzie starał się ją zrozumieć, bo o wiele łatwiej jest ją skrytykować, nazwać wyrodną matką, która nie ma czasu dla własnego dziecka.

Czy to wynika z patriarchatu, który jest u nas silnie zakorzeniony?
Poniekąd tak. To wynika także z tego, jakie wzorce kobiety i mężczyźni otrzymali we wczesnym dzieciństwie i na etapie dorastania - to zostaje w nas z tyłu głowy. I choć staramy się zmienić nasze patriarchalne, tradycyjne myślenie i dostosować je do wyzwań współczesnego świata, to z drugiej strony, bardzo liczymy na akceptację ze strony innych osób.




Dr Magdalena Żadkowska
Adiunkt w Zakładzie Socjologii Kultury w Instytucie Filozofii, Socjologii
i Dziennikarstwa Uniwersytetu Gdańskiego.
Badaczka życia codziennego par oraz relacji kobiet i mężczyzn w domu, i w pracy. Współorganizatorka konferencji „Kobieta w kulturze”.
Uwielbia jazdę na nartach i kitesurfing.