„Słoma” buduje na zaufaniu

Piotr Schutta 29 maja 2015

Nie pożyczył z banku. Nie wziął z funduszy unijnych. W ciągu zaledwie 40 dni Jerzy „Słoma” Słomiński, legendarny polski bębniarz, uzbierał za pośrednictwem portalu „Polak potrafi” ponad 70 tysięcy złotych na Rodzinny Dom Kultury Pokoju.

- Nie chodzi tylko o centrum kultury w Dąbrówce, które ma służyć naszej społeczności. Chcemy pomóc ludziom tworzyć niezależne miejsca do życia, pokazując, jak można zbudować wolnostojący dom bez kredytów bankowych

Fot.: Anna Wiśniewska

Pierwszy bęben dłubał przez sześć długich miesięcy. Cal po calu. Wszystko ręcznie. Dłutem, siekierą i heblem. Potem stawiał go w pokoju i oczu nie mógł od niego oderwać. Żona zasłaniała mu go chustą, żeby nie patrzył. Nie produkował, lecz tworzył. Nie na sprzedaż, ale po to, by mieć na czym grać. Tak wyglądały początki pierwszej w Polsce pracowni bębniarskiej i tworzenie podwalin ruchu, nazwanego spontanicznie Kulturą Pokoju.



Była wiosna 1982 roku, stan wojenny, kiedy Jerzy „Słoma” Słomiński, z wykształcenia artysta rzeźbiarz, z zamiłowania muzyk, znalazł się w podlubelskiej wsi Dąbrówka w gminie Kamionka. Towarzyszyła mu Nicole, Francuzka zakochana w Polsce, jego późniejsza żona. Przyjechali na moment, w odwiedziny do przyjaciół. Zostali na zawsze.

Powietrze do oddychania


Założyli rodzinę, pojawiły się dzieci i... przyjaciele z miasta, podobnie jak Słomińscy zafascynowani wsią i jej możliwościami. „Dobrą wodą z kranu, leniwie płynącymi rzeczkami, piaszczystymi drogami, powietrzem, którym przyjemnie oddychać...” - jak pisze o Dąbrówce 58-letni dziś Słoma na portalu „Polak potrafi”.

Z roku na rok ludzi przybywało i niepostrzeżenie w gminie Kamionka powstała niezwykła społeczność, złożona z mieszczuchów o otwartych głowach, którzy mieli dość życia w mieście. Dziś w siedmiu wioskach pod Lublinem żyje kilkadziesiąt rodzin, dobrze zasymilowanych z wiejską społecznością, dla których Nicole i Słoma (Jerzy Słomiński nie przedstawia się imieniem) byli inspiracją i wsparciem.

Początki nie były łatwe. Ciężkie zimy, surowe warunki mieszkaniowe, do tego choroby dzieci i problemy finansowe, wszystko to sprawiało, że na wsi zostawali tylko najbardziej zdeterminowani, dla których komfort materialny nie był najważniejszy.
W czarno-białym filmie dyplomowym Tomasza Laskowskiego z 1987 roku pt. „Bęben Jurka Słomy” jest taki moment, kiedy Słomiński podsumowuje swój „dorobek” życiowy. Mówi: „Poza tymi tutaj narzędziami, trzema bębeneczkami i workiem ubrań, to ja nie posiadam nic. Nie mam przedmiotów żadnych. Mam rodzinę i nie jest ona żadną moją własnością. Staram się być sługą dla tej swojej rodziny”. W innym miejscu dodaje, że wszystko, czego potrzebuje człowiek do życia, sprowadza się do trzech rzeczy - dachu nad głową, jedzenia i ubrania. W filmie Laskowskiego pada wiele prostych, ważnych komunikatów, które dobrze opisują Jerzego Słomińskiego i jego podejście do życia.

- Najcięższa to jest praca nad samym sobą - mówi Słoma, przy okazji wyjaśniania, jak powstają jego congi.

Po kilku latach mieszkania w wynajętej chałupie Słomińscy postanawiają wybudować własny dom. Tak powstaje „Maszynownia”. Ośmiokątna budowla z drewna, zanurzona do połowy w ziemi, z czterema dębowymi słupami podtrzymującymi dach. „Maszynownia” nie jest willą. Zbudowana własnoręcznie przez rodzinę Słomińskich i ich przyjaciół, z wykorzystaniem najtańszych materiałów budowlanych, przypomina prasłowiańską chatę. Przy okazji tego przedsięwzięcia Słoma odkrywa w sobie i rozwija kolejną pasję - projektowanie i budowanie niekonwencjonalnych przestrzeni życiowych, zaszczepione na ostatnim roku studiów w pracowni rzeźby zintegrowanej z architekturą profesora Oskara Hansena.

„Maszynownia” odżyje


- Dziś można powiedzieć, że z tego właśnie żyję. Pobudowałem ponad dwadzieścia domów w całej Polsce. Od trzech lat nie jeżdżę już po budowach. Zajmuję się tylko projektowaniem - mówi Jerzy Słomiński. Oprócz tego koncertuje i nagrywa z zespołem, który współtworzą m.in. jego dwaj synowie. Wytwarzanie bębnów zeszło na dalszy plan.

Dziś „Maszynownia” nie jest już domem mieszkalnym. Zamieniła się w studio nagraniowe i salę prób, w której działają już trzy generacje muzyków. Odbywają się tu również kameralne koncerty. Oryginalne domiszcze jest dzisiaj w nie najlepszym stanie technicznym. Tanie materiały z lat osiemdziesiątych wytrzymają jeszcze najwyżej dwa, trzy lata.

Jest jednak szansa, że legendarna budowla przetrwa. Co więcej, dzięki pomysłowi Słomińskich i skupionych wokół nich ludzi „Maszynownia” ma szansę stać się fundamentem dla nowego obiektu. Ten pomysł to Rodzinny Dom Kultury Pokoju w Dąbrówce, na który Słoma postanowił zebrać pieniądze metodą crowdfundingu, za pośrednictwem działającego od 2011 roku portalu „Polak potrafi”.

Ekonomia daru


Sposób jest prosty. Każdy może zaznajomić się z projektem na specjalnie utworzonej stronie internetowej i jeśli uzna go za ważny dla siebie, wesprzeć finansowo przelewem na konto. W zamian darczyńcy otrzymują oryginalne nagrody, wymyślone przez autora projektu. W przypadku Słomy są to zaproszenia na koncerty i warsztaty bębniarskie, ale też płyty, projekty domów samowystarczalnych, porady budowlane, a nawet bęben, który zostanie wykonany własnoręcznie przez Słomę.

Jest tylko jeden warunek. Jeżeli nie uda się zebrać w wyznaczonym czasie określonej wcześniej kwoty, wszystkie pieniądze zwracane są ludziom.

Słomie się udało. Jeżdżąc przez ostatnich 40 dni z koncertami i modelem Rodzinnego Domu Kultury Pokoju zebrał więcej, niż zakładał, bo ponad 70 tysięcy złotych. Jak sam mówi, przy okazji pokazując, na czym polega tak zwana ekonomia daru, jedna z podwalin kultury pokoju. Wszystkie warsztaty i koncerty z udziałem Słomy były darmowe. Kto chciał, mógł natomiast wrzucić kilka groszy do modelu domu kultury, jak do skarbonki. Z tych datków Słoma pokrywał koszty przejazdu.

- Wszystko się dzieje ze składek. To był taki mały crowdfundung, a duży to wpłaty na konto dla naszego Rodzinnego Domu Kultury Pokoju. Ludzie mi zaufali. Tak naprawdę to oni byli dla mnie największym darem w czasie tego przejazdu przez pół Polski. Poznałem ludzi, którzy odwracają się od kultury wojny, zaszczepionej w nas przez pokolenia przodków i kierują się w stronę pozytywnego współistnienia ze światem - mówi Słoma.

Zdążyć na Dni Pokoju


Prace na budowie Rodzinnego Domu Kultury Pokoju ruszą wkrótce. Najpierw trzeba będzie odkopać z ziemi część „Maszynowni”, a potem poddać ją renowacji. Przydatna będzie każda pomocna dłoń na budowie.

- Wymyśliliśmy nowoczesną formułę wolontariatu. Będzie można zarobić, nauczyć się budowania i pograć na bębenkach. Tylko ogromna prośba - trzeba wcześniej się z nami umówić - mówi Jerzy Słomiński.

Pierwszy etap prac ma być zakończony w sierpniu tego roku, przed Festiwalem Światowe Dni Pokoju, organizowanym w Dąbrówce od sześciu lat.

Drugi etap będzie kosztowniejszy (ponad 200 tysięcy zł). Środki również mają pochodzić ze zbiórki publicznej. Na starej „Maszynowni” ma powstać nowa kondygnacja z wielką salą taneczną. Budowla pomyślana jest jako dom samowystarczalny, z dachem porośniętym trawą, wyposażony w kolektory słoneczne i fotowoltaiczne do ogrzewania wody i wytwarzania prądu. Całość ma być ogrzewana trzykomorowym piecem rakietowym o prawie stuprocentowej wydajności spalania.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.