Bolesne lekcje kapitalizmu

Małgorzata Oberlan 29 maja 2015

Czy to możliwe, by „najmłodszy i najlepszy dyrektor w Związku Radzieckim”, jak sam o sobie mówi Vladislav Khabliev, uciskał polską załogę w Ostaszewie? Pracodawca zaprzecza, ale ludzie skarżą się choćby na niemożność... wyjścia do WC.

W Ostaszewie pod Toruniem nie ma już japońskiego Sharpa, jest słowacki UMC. Blisko 900 pracowników musiało zaakceptować nowe reguły gry.

Fot.: Sławomir Kowalski

- Pęcherz ma każdy pracownik i każdy musi mieć warunki, by go opróżnić. Przy czym samo istnienie toalet nie rozwiązuje problemu - trzeba jeszcze mieć możliwość opuszczenia stanowiska pracy na kilka minut. Każda osoba ma również godność, którą należy respektować - napisali związkowcy w majowym Biuletynie Informacyjnym „Solidarności” zakładu UMC Poland w Ostaszewie.

Powrót do punktu „zero”


Pod nazwą UMC Poland działa od początku tego roku dawna fabryka Sharpa w podtoruńskim Ostaszewie na terenie Pomorskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej. Jej właścicielem została spółka Uniwersal Media Corporation (Slovakia) z Bratysławy. Kupiła wszystkie udziały spółki Sharp Manufacturing Poland i w zarządzie japońskich prezesów zastąpili szefowie słowackiego UMC.


Dyrektorem zarządzającym fabryki został wspomniany Vladislav Khabliev, „dumny Osteyjczyk” (wszystkie cytaty pochodzą z wywiadu, jakiego dyrektor udzielił zakładowej gazecie), ale ostała się i część polskiej kadry menedżerskiej. Pozostały też, rzecz jasna, hala i maszyny, utrzymano również elektroniczny profil produkcji. A przy niej - około 650 pracowników na umowach o pracę oraz około 250 wynajętych z agencji pracy tymczasowej Manpower.

- Dużo przeżyliśmy pod rządami Japończyków, były różne starcia, protesty i negocjacje. Doszliśmy do punktu, w którym pracę można było nazwać znośną. Nikt nie podejrzewał, że pod rządami nowych właścicieli wrócimy do punktu „zero”, czyli do upokarzającej walki o godne opróżnianie pęcherzy - mówią pracownicy UMC. Proszą o zachowanie ich personaliów do wiadomości redakcji, bo po prostu boją się odwetu przełożonych.

Za Japończyków funkcjonowały w fabryce słynne na cały kraj „zeszyty do WC”, w których pracownicy musieli co do minuty notować czas wejścia i opuszczenia sanitariatu oraz cel wizyty (tak, tak!). Trzeba było medialnego hałasu i wsparcia „Solidarności”, by te haniebne zapiski zniknęły.

- Teraz pozwolono nam na wyjście do WC tylko w przerwie, która podczas 8-godzinnego dnia pracy jest jedna. Wiosną napisaliśmy do Państwowej Inspekcji Pracy skargę, pod którą podpisało się ponad 200 osób. Inspektorka chciała przeprowadzić w zakładzie ankietę, badającą znamiona mobbingu, ale dyrekcja się na to nie zgodziła - relacjonują pracownicy.

Albo praca, albo plajta


Jacek Żurawski, przewodniczący „Solidarności” w regionie toruńsko-włocławskim mówi wprost: - Na przeprowadzenie ankiety mobbingowej nie zgadza się ten pracodawca, który boi się jej wyników. To smutne, żeby w 2015 roku pracownicy musieli walczyć o prawo do załatwiania swoich potrzeb fizjologicznych. Najwyraźniej w fabryce kuleje organizacja pracy i przestrzeni. Nawet jeśli jakieś osoby nadużywały wyjść do toalety, bo np. chciały skorzystać z komórki, to raptem ile mogło ich być? W całym kraju mamy setki podobnych zakładów produkcyjnych, ale bez podobnego problemu.

Z samym Vladislawem Khablievem nie udało nam się porozmawiać. Osobistego spotkania, choćby na kwadrans, odmówiła nam też z powodu nawału obowiązków dyrektor personalna Dorota Senator. Zdecydowała się jednak na piśmie udzielić nam wyjaśnień. Odnoszą się one nie tylko do zarzutów dotyczących wyjść do WC, ale i złej organizacji pracy (np. zlikwidowania stanowisk tak zwanych skoczków przy liniach produkcyjnych, czyli osób, które dotąd zajmowały miejsca zwalniane przez pracowników wychodzących choćby do toalety) oraz zachowań mobbingowych ze strony części menedżerów.

- Wraz z nowym właścicielem pojawiły się zamówienia produkcyjne, dzięki którym z niemalże zerowego poziomu produkcji w ubiegłym roku (jako Sharp Manufacturing Poland - przyp.red.) osiągnęliśmy poziom produkcji ponad 140 tysięcy telewizorów miesięcznie i mamy zamówienia na kolejne miesiące. W związku z tym uruchomiliśmy produkcję na dwie zmiany - pisze Dorota Senator. - Poprzedni, ponadtrzyletni okres prawie bez zamówień produkcyjnych i z płatnymi przestojami dziś powoduje konieczność powrotu do wcześniejszego sposobu pracy: aktywności i wydajności. Wymaga też dostosowania się pracowników do nowych wymagań. (...) Albo będziemy realizowali zamówienia i dysponowali pracą dla wszystkich, albo konieczne będzie zamknięcie fabryki i zwolnienie wszystkich pracowników.

Jeśli chodzi o problemy fizjologiczne, to „pracodawca po uzyskaniu informacji (o nich - przyp. red.) niezwłocznie zatrudnił dodatkowo 10 pracowników, aby zastępowali osoby, które odchodzą od linii produkcyjnej.

Audytowe sekrety


Pani dyrektor zapewnia też, że kontrole PIP nie wykazują nieprawidłowości w zakładzie, a przeprowadzenia ankiety antymobbingowej w UMC nie zakazano. - Zostanie ona przeprowadzona zgodnie z polityką firmy, jak każdego roku, na przełomie sierpnia i września, co zostało uzgodnione z PIP - dodaje. I od razu podkreśla, że zakład „poddaje się szeregowi audytów, które przechodzi pozytywnie, uwzględniając jednak uwagi audytorów, aby dostosować się do wymagań klientów”.

Jacek Żurawski, szef „Solidarności”, odsyła nas w tym momencie do cytowanego już majowego biuletynu związkowego. Zaczyna się on od opisu audytu etycznego, który w UMC został przeprowadzony niedawno na zlecenie Tesco, które sprawdza ten aspekt przed podjęciem współpracy z nowymi partnerami. Związkowcy raportują, że audytor wytknął brak możliwości wychodzenia do WC i „stosowanie niedopuszczalnej presji psychicznej przez niektórych przełożonych”.

„Jak wiemy, po audycie warunki pracy początkowo nieznacznie się poprawiły. Jednak po kilku dniach wszystko wróciło do normy. (...) Nie pomogły organizowane przez dział HR szkolenia etyczne dla przełożonych. Pomimo ciągłego przekazywania pracodawcy przykładów mobbingu i złej organizacji pracy, za każdym razem dowiadujemy się, że to zjawiska incydentalne”
- piszą związkowcy w biuletynie.

Czekając na piknik


Pracownicy UMC narzekają na krzyki przełożonych i obcesowe traktowanie, sypiące się od początku roku nagany i upomnienia, a także poranione ręce („Przez prawie dwa miesiące nie mogliśmy się doprosić nowych rękawic ochronnych; pojawiły się dopiero 4 maja”). Powtarzają słowa o wyśrubowanych normach.

Dyrektor Dorota Senator zaznacza tymczasem, że pracodawca już podjął szereg korzystnych dla załogi decyzji. Poprosił Radę Pracowniczą o listę oczekiwań, w których realizacji mógłby pomóc, np. takich jak Dzień Dziecka, spotkania świąteczne, zajęcia sportowe i organizacyjne. Na prośbę załogi dofinansował przewozy pracownicze, japońskich menedżerów zastąpił polskimi dla poprawy komunikacji, przyznał dodatkowe premie dla najlepszych linii produkcyjnych, regularnie spotyka się z pracownikami, by poznać ich problemy. W planach są kolejne pozytywne posunięcia, np. wspólne przygotowanie pikniku dla pracowników i ich rodzin.
„Polska jest krajem, w którym generowany będzie zysk UMC Poland i odprowadzane podatki. Zobowiązania pracodawcy, dotyczące poziomu zatrudnienia, nie tylko są spełniane, ale przewyższane - w najbliższym czasie zatrudnienie wzrośnie o kolejnych 200 pracowników” - zapowiada pani dyrektor.

Zaprawieni w bojach


Co ciekawe, Jacek Żurawski, szef „Solidarności” w regionie, choć rozumie bolączki załogi UMC i ją wspiera, również jest dobrej myśli. Dlaczego? Bo poziom uzwiązkowienia w tym zakładzie przekracza 25 proc. (działa nie tylko „Solidarność”, ale i OPZZ), a pracownicy pod zarządem Japończyków przeszli już taką lekcję kapitalizmu, że i pod zwierzchnictwem „najmłodszego i najlepszego dyrektora w Związku Radzieckim” powinni sobie dać radę. Nawet wtedy, jeśli to kapitalizm z korzeniami na Kaukazie...

- W obecności Teresy Kamińskiej, prezes Pomorskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej, dyrektor UMC zapewniał, że będzie respektował polskie prawo. Pragnę tylko przypomnieć, że oznacza to też respektowanie praw pracowniczych - kończy Jacek Żurawski.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 24-06-2015 13:08

    Oceniono 4 razy 3 1

    - Nie ma to jak obiektywizm: Pani redaktor związana z "Solidarnością" jak zwykle bardzo obiektywna.

    Odpowiedz

  2. 29-05-2015 18:23

    Oceniono 14 razy 14 0

    - dziadek: Najpierw Japończycy a teraz pamiątki po ZSRR??? Jakaś żałosna parodia biznesu w naszym KUJ-POM. Cholerne wykorzystywanie ludzi w specjalnej strefie ekonomicznej z ulgami podatkowymi dla właścicieli fabryk. Czy Polaków stać tylko na to aby być poganiaczami niewolników w takich zkładach?

    Odpowiedz

  3. 29-05-2015 09:14

    Oceniono 14 razy 11 3

    - mieczysław: Co za beznadziejny tytuł! Kilka artykułów później ktoś pisze, że należy uczyć dzieci że nie każdy może być kierownikiem. Od samego początku najlepiej trenować "niekumate zwierzęta" żeby tyrali jak "podludzie". Nie przestrzeganie czasu pracy i głodowe pensje nie pozwalają na wyrwanie się z takiego bagna. To może być najwyżej lekcja 19 wiecznego kapitalizmu. Co za cynizm, wybudować jeden taki obiekt by na jedno miejsce było kilka osób bezrobotnych i traktować ludzi jak niewolników! Wszyscy za to pieją i mdleją na temat władzy z Torunia jak to wszystko kwitnie. W kujawsko pomorskim zostają tylko nieudacznicy i cwaniacy. Życzę szczęścia, ja już znam angielski i niemiecki a Ty?

    Pokaż odpowiedzi (4) Odpowiedz