Wszystko na głowie Matki Polki

Paulina Błaszkiewicz 25 maja 2015

„Lista zysków wynikających z macierzyństwa jest, niestety, dużo krótsza niż lista kosztów. Społeczne docenianie kobiet jako matek bardzo się pozmieniało. To, że kobieta dobrze sobie radzi w roli mamy, pracuje, a do tego świetnie wygląda, nie jest żadnym powodem, by ją za to chwalić”.

Dr Małgorzata Sikorska: - Lekko nie mają też matki posiadające więcej niż jedno dziecko. Społeczeństwo patrzy na nie jak na kobiety, które nie radzą sobie z antykoncepcją i pochodzą z patologicznych rodzin.

Fot.: Grzegorz Olkowski

Rozmowa z dr MAŁGORZATĄ SIKORSKĄ, socjolożką rodziny z Uniwersytetu Warszawskiego.



Dlaczego w Polsce rodzi się mało dzieci?
Odwołując się do języka inspirowanego ekonomią możemy mówić, że w Polsce rosną koszty związane z macierzyństwem, a maleją zyski. Sugeruję, że jest to wyjaśnienie, dlaczego rodzi się u nas mało dzieci.

Wyróżnia Pani w swoich badaniach trzy rodzaje kosztów związanych z macierzyństwem: ekonomiczne, psychologiczne i społeczne. Od których zaczniemy?
Od ekonomicznych. Zacznijmy od miejsca kobiet na rynku pracy. Jeśli spojrzymy na dane ekonomiczne, to zauważymy, że wskaźnik zatrudnienia kobiet jest znacznie niższy niż w przypadku mężczyzn. To charakterystyczne nie tylko dla Polski, u nas jednak ta różnica jest dość znaczna. Bezrobotnych kobiet jest więcej, ale istotne jest to, że bardzo wiele z nich znajduje się w przedziale wiekowym 24-35 lat. To ten moment, w którym buduje się swoją pozycję zawodową. Kolejna kwestia dotyczy tego, że kobiety zarabiają gorzej od mężczyzn. Co prawda w innych krajach te rozbieżności są większe niż w Polsce, niemniej jednak to jest istotne. Badania opinii publicznej pokazują też, że kobiety gorzej oceniają swoją pracę, mówią, iż daje im ona mniejsze możliwości wykazania się kwalifikacjami. Konstrukcja rynku pracy nie bardzo pomaga kobietom łączyć macierzyństwo z pracą zawodową. Jedną z takich form pomocy są np. elastyczne godziny zatrudnienia. Nie chodzi o umowy śmieciowe, ale o to, że pracuje się w niepełnym wymiarze godzin albo samemu można dopasować godziny pracy do pozostałych obowiązków. Kobietom naprawdę trudno znaleźć taką pracę, ale często się zdarza, że będąc na urlopie macierzyńskim one same zakładają, iż takiej pracy nie znajdą. Same się blokują.

A nie jest tak dlatego, że mają na głowie bardzo dużo domowych obowiązków?
To już jest koszt społeczny. Rzeczywiście, większość prac domowych wykonują kobiety, nawet jeśli pracują zawodowo. Jeżeli do tego dodamy obowiązki związane z opieką i wychowywaniem dzieci, to okaże się, że kobiety są bardzo obciążone. My, socjologowie, mówimy o takim podwójnym a nawet potrójnym obciążeniu kobiet.

A jak do tego, co Pani mówi, ma się model partnerski?
Połowa badanych twierdzi, że najlepszy model związku to związek partnerski, ale jeśli zapytamy, czy on rzeczywiście funkcjonuje w praktyce, to tylko 27 proc. zapytanych to potwierdzi. Pytając dalej, co konkretnie partnerzy robią w domu, usłyszymy, że dużo więcej obowiązków mają kobiety. I to się nie zmienia. Mężczyźni uaktywnili się w kwestii robienia zakupów, ale poza tym robią niewiele.

A może dlatego, że kobiety tak naprawdę tej pomocy nie chcą? Pamiętam, jak na zajęciach z socjologii rodziny prof. Tomasz Szlendak z UMK powiedział o „Matkach Polkach Gargamelkach”, które razem z matką czy teściową nie dopuszczają mężczyzny do opieki nad dzieckiem...
To prawda. Zawsze zwracam uwagę na to, że, z jednej strony, wykonywanie tych wszystkich obowiązków, które wymieniłam, jest dla kobiet uciążliwe, ale z drugiej strony, właśnie to daje kontrolę nad życiem rodzinnym i poczucie, że „beze mnie wszystko się tu rozpadnie”. Są dwie strony medalu. Kobiety matki mówią, że bardzo by chciały, żeby mężczyźni ich odciążyli. W praktyce jednak jest tak, że on posprząta, a ona później po nim poprawia. Cały czas to wraca.(śmiech) Jeśli już jesteśmy przy kosztach społecznych, to warto też powiedzieć o kulturowych presjach, które są na matki narzucane. Funkcjonuje u nas przekonanie, że kobieta równa się matka. Jeśli kobieta nie jest matką, to nie może w pełni poznać i docenić swojej kobiecości. Z kolei liczba kobiet bezdzietnych w kolejnych pokoleniach rośnie.

Bo może nie ma odpowiednich kandydatów na ojców?
Zdecydowanie tak. To szczególnie widać w dużych miastach. Tam można spotkać więcej dobrze wykształconych kobiet z coraz większymi oczekiwaniami. Natomiast na wsiach żyje więcej mężczyzn, ale, niestety, gorzej wykształconych. Oni też za bardzo nie mogą znaleźć partnerek. To niedopasowanie jest widoczne.

Czy dziś w ogóle można mówić o jakichś zyskach płynących z macierzyństwa?
Lista zysków jest, niestety, dużo krótsza od listy kosztów. Społeczne docenianie kobiet jako matek bardzo się pozmieniało. To, że kobieta sobie dobrze radzi w roli mamy, pracuje, a do tego świetnie wygląda, nie jest żadnym powodem, by ją za to chwalić. To jest właśnie jeden z tych kosztów psychologicznych, które sprawiają, że na kobiecie spoczywa największa odpowiedzialność. Lekko nie mają też matki posiadające więcej niż jedno dziecko. Społeczeństwo patrzy na nie jak na kobiety, które nie radzą sobie z antykoncepcją i pochodzą z patologicznych rodzin. Mam wrażenie, że te profity społeczne są coraz mniejsze.