Mętne prawo i śmierć w głębinach

Grażyna Ostropolska 22 maja 2015

Czy bezsensowna śmierć 29-letniej Kingi Szerszun w zalanym wodą piechcińskim kamieniołomie zmieniła podejście do szkoleń płetwonurków w naszym regionie? Do tego wypadku doszło 7 lat temu, ale pamięć o nim wciąż jest żywa i traktowana jako przestroga.

To podwodne zdjęcie wykonał Michał Mikuła, instruktor nurkowania z Komisji Działalności Podwodnej PTTK.

Fot.: Michał Mikuła

Nurek jest jak saper, który za błąd płaci życiem. Należy o tym pamiętać, gdy fundujemy sobie lub dziecku kurs dla płetwonurków. Firmy organizujące takie szkolenia mnożą się jak grzyby po deszczu. Ma to związek ze zliberalizowaną ustawą o sporcie, która zdjęła państwową kontrolę nad organizatorami nauki nurkowania.


- Powstała taka sytuacja prawna, że nie można już postawić zarzutu tym, którzy organizują kursy nurkowania, nie mając ku temu uprawnień. Tylko od ich dobrej woli zależy, czy dołożą staranności, by zapewnić uczestnikom należyte bezpieczeństwo - zauważa Tomasz Strugalski, wieloletni instruktor, a dziś wykładowca prawa w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej, który w styczniu obronił doktorat na temat odpowiedzialności instruktora sportu za wyrządzone szkody. Jest także autorem książki „Wypadki nurkowe. Analiza gorzkich doświadczeń”, komentującej 120 nurkowych wypadków, oraz licznych publikacji na ten temat. Jedna z nich: „Cudza śmierć”, umieszczona w Magazynie Nurkowym (z 2011 r.) bazowała na wypadku mieszkanki z naszego regionu, Kingi Szerszun, która utonęła w bazie nurkowej w Piechcinie. Opisywaliśmy tę tragedię w publikacji: „Bezsensowna śmierć w głębinach” w lipcu 2009 r. Strugalski jej treść zacytował i skomentował, czego skutkiem był

prywatny akt oskarżenia,


wystosowany do sądu przez instruktora, który szkolił Kingę. Maciej J. poczuł się zniesławiony, bo „Stanowcze i oskarżycielskie twierdzenia Tomasza Strugalskiego mają na celu wykazanie, że jestem odpowiedzialny za śmierć innej osoby, co naraża mnie na utratę zaufania, potrzebnego do prowadzenia działalności” - napisał w pozwie i zażądał od autora „Cudzej śmierci” 15 tys. zł zadośćuczynienia.

Mediacje nie doprowadziły do ugody, ponieważ Strugalski podtrzymuje to, co napisał: - Gdybym się poddał i dla świętego spokoju machnął ręką, to w niechlujnie prowadzonych bazach ginęliby kolejni ludzie, ponieważ organizatorzy nie mieliby czytelnego sygnału, że powinni poprawić swoją robotę, by zapewnić nurkującym maksymalne bezpieczeństwo - tłumaczy.

Kinga przyjechała do bazy płetwonurków w Piechcinie z Maciejem J., instruktorem organizacji nurkowej International Assobiation of Nitrox and Technical Divers (z centralą w USA i przedstawicielstwem w Pradze). Pod jego kierunkiem Kinga skończyła kursy: podstawowy i dwa zaawansowane, za które zapłaciła 4400 zł. Tego dnia kupiła w sklepie firmy należącej do wspólniczki Macieja J. sprzęt do nurkowania. Chciała go przetestować. Pierwsze nurkowanie odbyła w towarzystwie instruktora i jego trzech kursantów. Miała problem z zanurzeniem. - Nie była w stanie precyzyjnie przyjąć odpowiedniej pozycji za pomocą nowego worka wypornościowego - zeznał potem instruktor. Kazał Kindze wyjść na brzeg. Miała na niego czekać. Świadkowie widzieli, jak siedziała na skraju akwenu i majstrowała przy sprzęcie, a potem weszła do wody. - Upierała się, że sama zanurkuje - tłumaczył Maciej J. - Skończyła 18 lat. Miałem ją złapać za rękę albo dzwonić na policję? - pytał. Mówił, że jest mu przykro, ale nie ma sobie nic do zarzucenia, bo dziś też inaczej by nie postąpił. Do jego bazy w Piechcinie przyjeżdżało w weekend ok. 40 ludzi. Dawał im do podpisania regulamin: - Oświadczali, że są trzeźwi i posiadają certyfikat uprawniający do nurkowania. Kontroli nad tym, co robią pod wodą, nie miałem, ale na szkoleniach wpajano im, jak ważna jest

asekuracja


i nawet bardzo doświadczony nurkuje w parze - zeznał instruktor.

Kinga skończyła kurs podstawowy w sierpniu 2007 r., 16 marca 2008 r. otrzymała certyfikat ukończenia kolejnego kursu, a 30 marca była już po kursie dla zaawansowanych płetwonurków.

„Uzyskiwanie każdego następnego stopnia kwalifikacyjnego płetwonurka może nastąpić nie wcześniej niż w następnym roku kalendarzowym” - stanowiło wtedy zarządzenie sekretarza generalnego PTTK, zatwierdzone przez ministerstwo sportu. Programu szkolenia organizacji, którą reprezentował wówczas Maciej J., minister nie zatwierdzał, bo zaniechała ona tego obowiązku, nałożonego ustawą o kulturze fizycznej z 1999 r. Zmieniono ją w 2010 r. i teraz: - Można zostać instruktorem w Egipcie, przyjechać do Polski, kupić budę nad jeziorem i szkolić płetwonurków - twierdzi Strugalski. Nie jest przeciwnikiem „uwalniania zawodów”, ale w zliberalizowanej ustawie o sporcie widzi niebezpieczeństwo.
- Niewłaściwi ludzie mogą się brać za szkolenia, co poskutkuje spadkiem bezpieczeństwa - zauważa i nie kryje, że będzie działał w kierunku zmiany prawa.

Pozbawiona asekuracji Kinga utonęła. Prokuratura uznała to za wypadek i nikomu nie postawiła zarzutów. Kobietę znaleziono następnego dnia, 20 m pod powierzchnią wody. W bazie zauważono jej nieobecność po 1,5 godz. Nikt nie nurkował, by jej szukać. - Obeszliśmy akwen, szukając bąbelków na powierzchni - tłumaczyli się właściciele bazy. Wezwali straż pożarną i policję.

Próbki krwi zmarłej wykazały 2,17 promila alkoholu. - To niemożliwe! To musi być pomyłka! - twierdzili wszyscy, którzy ją znali. Jeszcze tego wieczora Kinga miała wrócić do hospicjum, gdzie pracowała i podłączyć kroplówkę choremu dziecku. Dwie poprzednie noce spędziła na szpitalnym dyżurze. - Rozmawialiśmy z nią, czulibyśmy woń alkoholu - zgodnie zeznali nurkujący tego dnia w Piechcinie. - Moim zdaniem Kinga nie mogła znaleźć wężyka i z nerwów dostała zadyszki. To spowodowało zatrucie dwutlenkiem węgla i uduszenie - tłumaczył nam Maciej J. Widział, jak Kinga sama wchodzi do wody. - Zapytałem, czy to jej woda mineralna została na brzegu i czy mogę się napić
- wyznał śledczym.

Nam mówił, że przez 5 minut przekonywał Kingę do wspólnego nurkowania. - Odmówiła. Chciała udowodnić, że zrobi to lepiej od faceta - twierdził.

„Właściciel bazy musi być odpowiedzialnym, solidnym organizatorem nurkowań, a nie udawać, że ludzie nurkują

na własną odpowiedzialność,


bo to absurd” - to fragment komentarza Strugalskiego, który dał Maciejowi J. pretekst do wytoczenia mu procesu. Sprawdzamy, czy podobnie myślą inni organizatorzy nurkowania i czym powinniśmy się kierować, wybierając kurs dla naszych dzieci. - Należy sprawdzić, jak długo firma działa na rynku, czy ma doświadczonych instruktorów, czy nie miała wypadków. Ważny jest też stały trening z dzieckiem po zakończeniu kursu. My organizujemy nurkowanie co niedzielę i nieodpłatnie oferujemy dziecku instruktora. Wypożyczamy też sprzęt dostosowany do wzrostu i wieku dziecka - mówi Joanna Konikowska z Centrum Nurkowania „Aquatek”.

Akwen w wapiennym wyrobisku w Piechcinie nadal cieszy się dużą popularnością, ale Maciej J. już nie ma tam bazy i, jak wieść niesie, z organizowania kursów nurkowania też się wycofał. O wypadku Kingi i procesie ze Strugalskim rozmawiać nie chce, bo: - Toczy się sprawa sądowa i tam się rozstrzygnie, kto ma rację - tłumaczy.

Baza nurkowa w Piechcinie należy teraz do Akademickiego Klubu Badań Podwodnych „Arius” przy UTP.

- U nas nikt indywidualnie nie nurkuje, tylko w grupach, które mają odpowiednie uprawnienia i wiedzą, że nie wolno się zanurzać bez asekuracji - zapewnia kierujący bazą Krzysztof Chodakowski.

Michał Górny, przewodniczący Komisji Działalności Podwodnej PTTK (do niedawna monopolisty w szkoleniu płetwonurków), też uważa, że poprzednia ustawa o sporcie (z 1999 r.) gwarantowała kursantom większe bezpieczeństwo: - Wszyscy nasi instruktorzy, oprócz tego, że przechodzili specjalistyczne kursy, musieli też zaliczyć kursy metodyki nauczania, trwające kilkaset godzin, więc byli dobrze przygotowani do przekazywania wiedzy. Teraz można skończyć kurs w jakiejkolwiek międzynarodowej organizacji, napisać program na kolanie i szkolić - zauważa. Niepokoją go też niektóre reklamy. - Widziałem takie, w których nowo powstałe szkoły nurkowania chwalą się 20-letnią tradycją, więc należy weryfikować informacje podawane na stronie internetowej firmy i Facebooku - podpowiada.

Warto wiedzieć


Komisja Działalności Podwodnej PTTK

- Wyszkoliła ponad 70 tysięcy płetwonurków. Jest członkiem Komitetu Technicznego Światowej Konfederacji Działalności Podwodnej CMAS, organizacji non profit, zrzeszającej 104 narodowe federacje i organizacje nurkowe z całego świata.

- Należy do niej około 200 klubów płetwonurków, centrów nurkowych oraz innych jednostek amatorsko i zawodowo zajmujących się nurkowaniem, w których pracuje 370 zawodowych instruktorów, szkolących w systemie KDP/CMAS, i setka certyfikowanych lekarzy.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 04-06-2017 21:52

    Oceniono 1 raz 1 0

    - Krzysztof: Nurkując w pojedynkę na takim akwenie jak Piechcin ryzykujemy życiem x2. Szkoda dziewczyny ale tak jest, że jeśli zanurkowała sama to nie ma co obciążać instruktora. Masz glejty to pożyczasz sprzęt i jedziesz nad wodę i nurkujesz. Nigdy sam. Ja nurkuję z synem - relacja nie jest ojciec- syn ale partnerska. Bo syn może mi uratować życie jeśli coś pójdzie nie tak. Przestrzeganie reguł do bólu, inaczej tylko czekać na wypadek.

    Odpowiedz

  2. 30-05-2017 23:25

    Brak ocen 0 0

    - Szerszun M.: Dziękuję!!!!

    Odpowiedz

  3. 07-03-2016 13:35

    Oceniono 4 razy 1 3

    - Tero: Strugalski, to znany opowiadacz bzdur ..

    Odpowiedz

  4. 03-06-2015 13:33

    Oceniono 5 razy 4 1

    - aku: „Właściciel bazy musi być odpowiedzialnym, solidnym organizatorem nurkowań, a nie udawać, że ludzie nurkują na własną odpowiedzialność, bo to absurd”

    Pokaż odpowiedzi (1) Odpowiedz

    1. 03-06-2015 10:56

      Brak ocen 0 0

      - sss: 2 promile = już podczas nurkowania z instruktorem była pijana.

      Odpowiedz

    2. 03-06-2015 10:34

      Oceniono 11 razy 6 5

      - Basia: A teraz oskarżcie każdego instruktora nauki jazdy o to że jego dawny kursant wsiadł do samochodu i się zabił bo chciał sprawdzić jak szybko będzie jechał jego samochód.

      Pokaż odpowiedzi (1) Odpowiedz