„Nie jestem tym, kim miałem i, przede wszystkich, chciałem być. Nie jestem kowalem własnego losu”

Paulina Błaszkiewicz 19 maja 2015

Kim są ludzie zmagający się z problemem niechcianej tożsamości? Kasjerami po socjologii, manicurzystkami po politologii, Polakami stojącymi przy zmywaku w Anglii, osobami pracującymi w „gorszych” zawodach albo takich, które wykonuje się z przymusu ekonomicznego.

Osoby, które podejmują pracę z przymusu ekonomicznego, borykają się często z niskim poczuciem własnej wartości.

Fot.: Thinkstock

„Jak mam kupić mieszkanie, jeśli zarabiam 2 tys. zł miesięcznie?”- takie pytanie zadała Bronisławowi Komorowskiemu jedna z Polek w minionym tygodniu. Co odpowiedział prezydent? Że należy zmienić pracę i wziąć kredyt”. Fakt, to najprostsze i najlepsze rozwiązanie, ale mało realne. Można je porównać z cennymi radami rodziców, którzy wysyłają na studia swoje dzieci.


24-letnia Magda już od podstawówki słyszała, że ma się uczyć, bo inaczej wyląduje „na kasie” w supermarkecie. Rok temu skończyła z wyróżnieniem socjologię. Kim chciała być
po studiach?

- Myślałam o pracy jako specjalistka public relations, a marzyłam o byciu menadżerką muzyczną. Byłabym tak drugą Mają Sablewską - wyznaje dziewczyna, która dziś pracuje jako manicurzystka w jednym z salonów pielęgnacji dłoni i paznokci w Warszawie. Na studiach przychodziły do niej koleżanki, żeby malowała im paznokcie, ale nigdy nie myślała, że to będzie jej sposób na życie...

- Nieźle zarabiam, bo utrzymuję się w stolicy prawie sama, wynajmując mieszkanie z koleżanką, ale szału nie ma - mówi Magda. - Od czasu do czasu mogę sobie pozwolić na zakupy fajnych ciuchów, pójść na koncert, do kina czy na obiad ze znajomymi. Z jednej strony, nie powinnam narzekać, bo faktycznie mogłam wylądować „na kasie”, tak, jak moja koleżanka z liceum, którą niedawno spotkałam w Chełmnie - małym mieście, z którego pochodzę. Trudno mi jednak nie zadawać sobie pytania: Po co mi były te studia? Po to, żeby piłować i malować paznokcie?

Do salonu, w którym pracuje Magda, codziennie przychodzą klientki o różnym statusie społecznym. Magda jak przystało na socjologa, obserwuje i wyciąga wnioski. - Zaczynając pracę w salonie, miałam świadomość, że wykonuję zawód usługowy, ale proszę sobie wyobrazić, jak się czuję,
kiedy do salonu przychodzi dziewczyna w moim wieku, bez studiów, bez pracy i zostawia mi napiwek - dodaje manicurzystka.

Specjaliści mówią, że osoby takie jak Magda zmagają się z problemem niechcianej, a właściwie podwójnej tożsamości. - Młodzi ludzie czują się wrzuceni przez społeczeństwo i gospodarkę do maszyny, w której nie do końca chcą funkcjonować. Przyznam szczerze, że zadziwiła mnie odpowiedź prezydenta Komorowskiego na pytanie młodej kobiety o mieszkanie. To świadczy o tym, że politycy są oderwani od rzeczywistości i nie rozumieją tego, że każda młoda osoba, niezależnie od tego, jaki zawód wykonuje, czy powszechnie szanowany, czy nie, chciałaby mieć mieszkanie. Jeżeli ktoś tego nie rozumie, to nie może się dziwić, że porównuje się polską młodzież do włoskiej, która do późnych lat mieszka pod jednym dachem z utrzymującymi ją finansowo rodzicami - mówi dr Magdalena Nowak-Paralusz, politolożka i socjolożka, która naukowo zajmuje się takimi zagadnieniami jak komunikacja społeczna i zarządzanie zasobami ludzkimi. Dodaje też, że problem podwójnej, a właściwie niechcianej tożsamości młodych ludzi staje się coraz bardziej zauważalny. Wynika to m.in. stąd, że edukacja w Polsce nie jest dostosowana do potrzeb rynku. Młodzież nie do końca wie, co chce robić, co widać szczególnie na pierwszych latach studiów wyższych.
- Z niechcianą tożsamością możemy się spotkać nie tylko na etapie studiów, kiedy to młodzi ludzie słyszą: „Po co się uczysz, skoro i tak wylądujesz na zmywaku w Anglii?”, ale też później, gdy trafiają do pracy w zawodach gorszej kategorii. Przypomnijmy sobie swoje spotkanie klasowe po latach. Jedna z moich studentek usłyszała od koleżanki, że ona może tam pójść, bo ma się czym pochwalić - mówi Magdalena Nowak-Paralusz.
Psycholog i psychoterapeuta Marek Osmański zwraca z kolei uwagę na nieco inny aspekt niechcianej tożsamości, jakim jest samo postrzeganie pracy przez społeczeństwo: - Ludzie w większości nie widzą w swoich zawodach możliwości samorealizacji.

Pracę traktują jak ścieżkę do konsumpcji, a nie cel sam w sobie. Można mówić, że nienawidzi się swojego szefa i swojej pracy, a jednocześnie do niej chodzić, bo przynosi nam zysk. Dużo większy problem jest jednak wtedy, kiedy stajemy pod ścianą i podejmujemy pracę, która nie przynosi nam takich korzyści, jakbyśmy oczekiwali - mówi Marek Osmański. Osoby, które podejmują pracę z przymusu ekonomicznego, zdaniem psychologa, borykają się często z niskim poczuciem własnej wartości, a pracę postrzegają jako jej miernik.

- Wykonywanie pracy, która obniża poczucie naszej wartości to bardzo trudna sytuacja. Wydaje mi się, że jednym wyjściem z niej jest dostrzeganie pozytywnych stron, chociażby poprzez mówienie samemu sobie, że zawsze może być gorzej. (można nie mieć żadnej pracy). Potraktujmy taką sytuację życiową jako pewien etap, spójrzmy, co jeszcze możemy zrobić albo poprawić. Kapitał kariery buduje się przez wiele lat, dlatego czasem warto zacisnąć zęby i przeczekać - radzi psychoterapeuta.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 18-06-2015 16:54

    Brak ocen 0 0

    - znajoma: nie ważne jakie kto ma wykształcenie ale jakim jest człowiekiem czy szanuje innych ludzi czy tylko swoich i swój czubek nosa

    Odpowiedz

  2. 19-05-2015 13:37

    Brak ocen 0 0

    - wysoko wykształcony: Poważnie i świadomie: moim zdaniem to skutek przestarzałej koncepcji edukacji stawiającej na wiadomości, a nie umiejętności (w tym społeczne) i stradycjonalizowanej kultury społecznej afirmującej idealistyczne aspiracje i szydzącej z zastanej rzeczywistości. W rezultacie chcemy "być" a nie "mieć", albo wypinamy się na świat i chcemy "mieć" a nie "być". A moglibyśmy "mieć" aby "być" i cieszyć się naszym wypracowanym, skrojonym na nasze potrzeby miejscem na Ziemi.

    Odpowiedz

  3. 19-05-2015 07:11

    Oceniono 7 razy 5 2

    - jo-jo: A dzieci Komorowskiego ciepłe Posadki mają w różnych fundacjach

    Odpowiedz