Przeszła przez bramę do piekła

Jarosław Jakubowski 18 maja 2015

Rozmowa z HANNĄ POLAK, twórczynią filmów dokumentalnych, w 2005 r. nominowaną do Oscara za obraz „Dzieci z Leningradzkiego”, autorką m.in. filmu „Nadejdą lepsze czasy” (2014 r.), który zdobył wiele nagród.


Dlaczego wybrała Pani film dokumentalny?
Zaczęło się od tego, że chciałam pomóc i kamera to jest dla mnie narzędzie, którym mogę ludziom opowiedzieć o tych dzieciach, o ich życiu, o ludziach wypchniętych na margines. W ogóle bardzo lubię film dokumentalny, mimo że uważam go za bardzo trudny gatunek. Przy całej chęci zaplanowania różnych rzeczy nie wiadomo, co życie przyniesie. To sprawia ogromną trudność w montażu.

Studiowała Pani jednak na wydziale operatorskim bardziej w kierunku filmu fabularnego.
Moje serce bije też dla fabuły. Studiowałam też na wydziale aktorskim. Grałam przez jakiś czas w teatrze. Chciałabym mieć możliwość zająć się fabułą. Być może w pewnym momencie się uda...

Jak dotarła Pani do bohaterów „Dzieci z Leningradzkiego”?
Spotkałam bezdomne dzieci na ulicy w Moskwie i one zmieniły moje życie. Nie szukałam tematu do filmu, nie myślałam, że zaangażuję się w pomoc, choć uczestniczyłam w Rosji w działalności grupy, która pomagała na niewielką skalę. Jednak sytuacja bezdomnych, szczególnie bezdomnych dzieci, jakoś szczególnie mną wstrząsnęła i skłoniła do refleksji, jak mogę im naprawdę pomoc i jak poinformować o tym świat. Z tego powodu tak naprawdę zaczęłam robić ten film.

Udało się pomóc?
Może nie w taki sposób, w jaki oczekiwałam, bo początkowo chciałam zebrać pieniądze, żeby stworzyć na przykład jakiś ośrodek. Tych pieniędzy nie przyszło dużo. Wspierała nas organizacja International Women Club. Kobiety w Moskwie zbierały ubrania, jedzenie. Natomiast oddźwięk w świecie był niesamowity. Dostałam tysiące listów od ludzi opisujących, w jaki sposób film zainspirował ich do działania i co oni zmienili w swoim życiu. Na przykład amerykański aktor Troye Silvan, który zagrał z X-Menie, nagrał piosenkę i zebrał kilkadziesiąt tysięcy dolarów. Przekazał je na ośrodki dla bezdomnych dzieci w Afryce Południowej.

Film może być ziarnem, które później gdzieś kiełkuje...
Dlatego ważne jest, żeby dokument był dziełem sztuki, żeby był piękny. Wtedy ludzie o nim rozmawiają i staje się on częścią kultury. Jeżdżę po świecie i spotykam się z ludźmi, którzy ten film widzieli i których on dotknął.

Nad filmem „Nadejdą lepsze czasy”, który pokazano w Bydgoszczy podczas Docs Against Gravity Film Festival, spędziła Pani spory kawałek życia.
To był unikatowy projekt. Nikt nie dałby filmowcowi pieniędzy na to, żeby przez 14 lat śledził losy bohatera. To jest coś jak „Boyhood”, tylko że w formie dokumentalnej, pokazującej prawdziwe życie.

Poniekąd jest to film fabularny, bo opowiada historię życia bohaterki. Jest to też metafora odrzucenia - scenerią jest wysypisko odpadów...
Gdy poszłam na wysypisko, to uderzyło mnie to, że jest to taki księżycowy krajobraz i że tamtejsza społeczność żyje w strasznym świecie, który jest bramą do śmierci, do piekła. Są tam gazy, które się ulatniają, różnego rodzaju niebezpieczeństwa, śmierć zbiera obfite żniwo. Serce się kraje, kiedy wśród tych skrawków cywilizacji widzi się piękną istotę ludzką, która stara się tam zbudować życie. Jest też doświadczenie ściany, od której człowiek się odbija, kiedy próbuje pomóc, tego odrzucenia, a jednocześnie na przekór wszystkiemu niesamowitego ciepła i życzliwości, ludzkich odruchów, które często mnie zawstydzały. To było niezwykłe doświadczenie.

Mieszkała Pani na wysypisku?
Nie, nigdy bym nie doszła do takiego apogeum. Spędzałam tam dużo czasu, zdarzało się przyjechać na noc, ale nie spać. Umieszczenie się w takich warunkach byłoby głupotą, bo to jest stawianie się w szczególnie niebezpiecznej sytuacji.

Rosja, Rosjanie to temat, który Pani stale towarzyszy. Będzie tak dalej?
Jestem teraz mniej w Rosji, ale tak się złożyło, że kiedy byłam w szkole teatralnej, to robiliśmy Dostojewskiego, w teatrze grałam w rosyjskiej rock operze. Niesamowitym twórcą jest dla mnie Andriej Tarkowski, zresztą byłam studentką Wadima Jusowa, operatora Tarkowskiego. Mam poczucie, że bardzo dużo dostałam od rosyjskiej kultury.

Jak sobie radzi kobieta na planie filmowym?
Niebezpieczeństwo jest chyba większe, bo kiedy jest się ze sprzętem na planie, to jest się bezbronnym. To jest jakiś minus bycia kobietą. Z drugiej strony, ludzie reagują na emocje, uczucia, na przyjaźń. Na pewno nie polecałabym żadnej kobiecie realizacji takiego filmu, jak „Nadejdą lepsze czasy”. Starałam się brać tam zawsze jakąś osobę, najchętniej chłopaka. Choć wielokrotnie byłam tam sama.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 18-05-2015 22:33

    Brak ocen 0 0

    - shadow: bardzo ładna kobieta :)

    Odpowiedz