Zbrojne ramię z Pomorza i Kujaw

Grażyna Ostropolska 15 maja 2015

Modernizacja samolotów bojowych i zestawów rakietowych oraz routery do nowej generacji Patriotów to poważny wkład naszego regionu w obronność Polski.

Henryk Weręgowski pracuje w Wojskowych Zakładach Uzbrojenia w Grudziądzu od 52 lat. Czuwa nad remontami i modernizacją postradzieckich zestawów rakietowych: KUB i OSA, które nadal są na wyposażeniu armii całego świata

Fot.: Jarosław Pruss

Mamy być z czego dumni. Zakłady zbrojeniowe z Kujawsko-Pomorskiego stawiają na innowacyjność i umacniają swoją pozycję na rynku. A jest o co się bić, bo na modernizację polskiej armii w ramach programu „Wisła” rząd przeznaczył 27 mld zł. Jaki kawałek tego tortu trafi do firm z naszego regionu, okaże się za kilka miesięcy, czyli po ostatecznym rozstrzygnięciu międzynarodowych przetargów.


Duże nadzieje lokalnych przedsiębiorców budzi zamówienie MON na amerykańskie baterie rakietowe Patriot nowej generacji.

- Jak się kupuje nowe urządzenia, to trzeba się nauczyć ich obsługi i adaptować je na potrzeby naszego wojska, a ponieważ to właśnie nasz zakład od lat 60. ub. wieku wprowadzał zestawy rakietowe do uzbrojenia polskiej armii, może się teraz zająć wdrażaniem systemu Patriot - zauważa Danuta Stuczyńska, p.o. prezesa zarządu Wojskowych Zakładów Uzbrojenia SA w Grudziądzu, wchodzących w skład Polskiej Grupy Zbrojeniowej.

To tu w czasach PRL remontowano zestawy rakietowe wszystkich państw Układu Warszawskiego. - Wbrew potocznym opiniom postradziecka technika nie jest taka zła i wystarczy ją zmodernizować, by kolejne lata służyła armii - ocenia pani prezes. WZU SA specjalizują się w takich modernizacjach, a konkretnie

napełniają radzieckie skorupy


(niezwykle wytrzymałe) nową techniką i to nie tylko na zamówienie polskiego wojska. Tysiące postradzieckich zestawów rakietowych nadal służy armiom całego świata. Opłaca się je trzymać, bo za cenę jednego nowego urządzenia można pozyskać kilkadziesiąt zmodernizowanych.

- Po upadku ZSRR był pewien zastój, bo nie bardzo wiedziano, co z postradzieckim uzbrojeniem robić, ale już w 2001 r. otrzymaliśmy pierwsze zlecenie od armii węgierskiej na remont i modernizację zestawów rakietowych KUB, a potem pojawili się Niemcy, którzy też mają „Kuby” oraz „Osy” i kilka sztuk takich urządzeń z lat 70. już im wyremontowaliśmy
- mówi Danuta Stuczyńska.

Klientem grudziądzkiej zbrojeniówki są także Królewskie Siły Powietrzne Wielkiej Brytanii. - Anglicy mają nieco większe wymagania co do wnętrza zestawów rakietowych, a nasi fachowcy podpowiadają im, co jeszcze da się zmodernizować - wyjaśnia pani prezes. Zaznacza, że nowe techniczne wypełnienie postradzieckiej skorupy powstaje w całości w WZU. - W tym systemie wszystko musi być zintegrowane i dlatego nie można nikomu sprzedawać produkowanych u nas podzespołów, bo sobie z tym zadaniem nie poradzi - tłumaczy Stuczyńska.

Bydgoski Teldat jest czołowym konstruktorem oraz producentem najnowocześniejszych, a w wielu dziedzinach unikalnych, specjalistycznych rozwiązań teleinformatycznych dla wojska

fot. Jarosław Pruss

Bydgoski Teldat jest czołowym konstruktorem oraz producentem najnowocześniejszych, a w wielu dziedzinach unikalnych, specjalistycznych rozwiązań teleinformatycznych dla wojska


Załoga grudziądzkiego zakładu z dumą wspomina międzynarodowy przetarg na modernizację postradzieckiego sprzętu dla Królewskich Sił Powietrznych Wielkiej Brytanii, który trzeba było unieważnić, bo

- Nasza

oferta była bogatsza,


niż zakładali Anglicy, więc rozpisano nowy przetarg. Wygrała go brytyjska firma, której my jesteśmy podwykonawcą - słyszymy w WZU.

Grudziądzki zakład od 2001 r. współpracuje z amerykańską firmą Raytheon Company, producentem Patriotów. - Były przymiarki, by na postradzieckich zestawach montować rakiety produkowane przez Amerykanów, ale na razie ten projekt zawieszono - wyjaśnia Danuta Stuczyńska. Aktualnie WZU mają z siłami powietrznymi USA dwa kontrakty. - Produkujemy dla nich zasilacze do systemów obrony przeciwlotniczej i remontujemy bloki elektroniczne do urządzeń postradzieckich. Mamy też nadzieję na to, że podpiszemy z Amerykanami kontrakt na remont całego zestawu przeciwlotniczego
- informuje pani prezes.

Remont jednego zestawu rakietowego trwa w WZU półtora roku. Długo, bo najpierw trzeba doprowadzić urządzenie do pełnej sprawności, a potem modernizować się je krok po kroku i wielokrotnie sprawdzać, czy jakiś element nie zawodzi. - Po każdym etapie modernizacji zamawiający wysyła do nas komisję, która wszystko sprawdza i zatwierdza - wyjaś-
nia Stuczyńska.

Remontowane w WZU (dla polskiej armii) armato-haubice przeszły chrzest bojowy w Afganistanie, a po tych doświadczeniach firma ma pomysły na ich modyfikację.

Prezes Danuta Stuczyńska przekonuje, że największym bogactwem grudziądzkich zakładów uzbrojenia są ludzie. - Do tego, by zajmować się remontem i modernizacją wojskowych urządzeń, potrzebna jest nie tylko długa nauka, ale i

iskra boża


- zauważa pani prezes.

Zwykle zatrudnia się tu nowych pracowników na kilka miesięcy, obserwuje i wybiera najlepszych. - Dobry fachowiec stanie przy urządzeniu, posłucha i wie, co tam nie pasuje - słyszymy w WZU. Ciągle szuka się tu dobrych elektroników, bo chlubą grudziądzkiej zbrojeniówki jest ośrodek badawczo-rozwojowy. Pracują tu „mózgowcy” z Bydgoszczy, Torunia, Gdańska.Jacek Walczak, szef ośrodka, z dumą prezentuje jego osiągnięcia. - Stworzyliśmy urządzenia do wyprowadzania wilgoci z pojazdów bojowych oraz certyfikowany system rozpoznania „swój-obcy”, przebadany przez amerykańską firmę - informuje.

Certyfikat bezpieczeństwa muszą mieć wszyscy pracownicy WZU: ci z ośrodka badawczego i ci z hali remontów. To jedna z największych firm w Grudziądzu (w czasach PRL pracowało tu ponad 1000 osób, dziś mniej niż połowa), a wśród zatrudnionych są całe pokolenia. Henryk Weręgowski przepracował w WZU 52 lata i nadal dzieli się swoją ogromną wiedzą i doświadczeniem z nowymi uczniami. Czuwa teraz nad remontem zestawów: KUB i OSA, które nie mają przed nim tajemnic.

Ogromny sukces, i to nie tylko na polskim rynku, odniósł

militarny, niezwykle wydajny router z TELDAT,


prywatnej firmy z Bydgoszczy. Te urządzenia są przeznaczone do Patriotów nowej generacji.

- Pozwalają na przesyłanie informacji bojowych w bezpiecznych sieciach teleinformatycznych oraz na zarządzanie tymi sieciami - informuje Henryk Kruszyński, prezes firmy TELDAT, która działa na polskim rynku teleinformatycznym prawie 20 lat, ale współpracę z Amerykanami nawiązała niespełna 4 lata temu; spotkali się na międzynarodowych ćwiczeniach wojsk NATO, a bliżej poznali na targach obronnych w Kielcach.

- Postawiliśmy na spełnienie przez nasze urządzenia wszystkich standardów NATO oraz najwyższego stopnia odporności mechanicznej, klimatycznej i elektromagnetycznej i tak się w tym wyspecjalizowaliśmy, że Amerykanie wybrali nasz produkt do Patriotów - mówi Kruszyński. Fakt, że amerykańska firma buduje sprzęt nowej generacji, skutkował tym, że miała dodatkowe wymagania i TELDAT im sprostał. Pracuje tu ok. 200 osób. Większość to inżynierowie, absolwenci bydgoskich, toruńskich i gdańskich uczelni w wieku do 35 lat, skrupulatnie sprawdzeni przez odpowiednie służby.

- Wszystko: od projektu, przez testy, aż po produkcję urządzeń odbywa się na terenie naszej firmy, bo takie są wymogi bezpieczeństwa. W tej branży musi być ścisła kontrola każdego elementu, wchodzącego w skład urządzeń. Sprawdzamy, kto go dostarczył i czy nie przeszedł przez państwo, z którym współpraca jest zakazana.

Sztandarowym produktem TELDAT jest

JAŚMIN.


To innowacyjny, unikalny system wsparcia dowodzenia i łączności, oparty o zintegrowane węzły teleinformatyczne w wersjach przenośnej i kontenerowej.

- Składa się on z urządzeń i oprogramowania, które służą wojskowym do rozwijania sieci teleinformatycznych w bardzo trudnych warunkach oraz prowadzenia działań, m.in. do wysyłania rozkazów czy powiadamiania kadry o zdarzeniach. Informacje te przesyła się najczęściej niejawną siecią, a z zamkniętych witryn intranetowych korzysta tylko wojsko - wyjaśnia Henryk Kruszyński. Potrzeba stworzenia takiej sieci ma związek np. z międzynarodową misją w Afganistanie, bo już wcześniejsze doświadczenia z Iraku wskazywały na to, że produkowany komercyjnie cywilny sprzęt w warunkach wojny się nie sprawdza. Nie wytrzymuje wahania temperatur, nie jest odporny na wilgoć, duże zapylenie i wstrząsy, więc łączność padała.

- Podjęliśmy się tego zadania i po roku tytanicznej pracy zaprezentowaliśmy m.in. na targach system, który otrzymał nagrodę za innowacyjność - wspomina Kruszyński. JAŚMIN może być przetransportowany np. na pustynię i po bardzo szybkim uruchomieniu stworzy teleinformatyczną sieć dla kilkuset i więcej użytkowników - sieć bezpieczną, złożoną z urządzeń odpornych na wstrząsy, wilgoć oraz warunki klimatyczne i wspierającą dowodzenie wojskiem.

W bydgoskich Wojskowych Zakładach Lotniczych nr 2, należących do Polskiej Grupy Zbrojeniowej nadal trwają modernizacja

i remont MiG-29 i SU-22


- Pomyślnie zakończyliśmy głęboką modernizację eskadry MiG-ów 29 z 23. Bazy Lotnictwa Taktycznego w Mińsku Mazowieckim. Zostały one wyposażone w nowoczesną awionikę i eksperci są zdania, że te poradzieckie samoloty bojowe dość skutecznie realizują zadania NATO - informuje Waldemar Topol, dyrektor operacyjny WZL nr 2.

SU-22, które miały być w tym roku wycofane z eksploatacji, też dostały szansę na dłuższe życie, bo pojawiła się potrzeba szkolenia personelu lotniczego z bazy w Świdwinie. - Mamy umowę na remont 6 sztuk SU -22 i przedłużenie resursu o kolejne 10 lat. Samoloty przejdą też niewielką modernizację; dostaną nowe radiostacje i przyrządy pokładowe, oparte na standardach anglosaskich, co zapewni ich współpracę z innymi samolotami polskich sił powietrznych - wyjaśnia Waldemar Topol.

WZL-2 mają też 4-letnią umowę na

serwis polskich Jastrzębi


- Odtworzyliśmy już powłoki zabezpieczające w trzech F-16 i mamy nadzieję na kolejne zlecenia, bo umowa serwisowa na F-16 nie sprowadza się tylko do przeprowadzania napraw, ale również do wsparcia logistycznego, czyli dostaw części i agregatów. Jesteśmy w trakcie wprowadzania nowych technologii. W poniedziałek przyjechało do nas urządzenie do wzmacniania elementów stalowych, głównie podwozia samolotu - opowiada dyrektor Topol. Pokazuje nam stanowisko kontroli agregatów do polskiego Jastrzębia.

- Możemy tu sprawdzić parametry techniczne pięciu agregatów F-16, ale wystarczy rozwinąć oprogramowanie, by można tu było diagnozować inne agregaty - tłumaczy mechanik Dominik Lemański.

WZL-2 liczy też na serwis transportowych Herculesów. - Podpisaliśmy umowę na ich przeglądy i w tej chwili grupa naszych specjalistów robi przegląd strukturalny tego samolotu w bazie lotniczej w Powidzu, a jeśli zbudujemy hangar, kolejny egzemplarz będziemy już serwisować w zakładzie - prognozuje Topol.

Warto wiedzieć


Rośnie zbrojeniowa potęga w naszym regionie

- W 2014 roku powstała Polska Grupa Zbrojeniowa, jeden z największych koncernów obronnych w Europie, która stawia sobie
za cel „aktywne uczestnictwo w modernizacji polskiego wojska,
wdrażanie nowych technologii i budowanie siły krajowej gospodarki”.

- W jej skład weszło trzydzieści firm. Są wśród nich: WZL-2, WZU w Grudziądzu oraz bydgoskie spółki: „Nitro-Chem”, produkujący materiały wybuchowe, i „Belma”, której specjalnością są miny przeciwpancerne i przeciwdesantowe.

- W 30 zakładach PGZ, które mają 4,5 miliarda złotych obrotu, pracuje 16 tysięcy ludzi.