Hollywood przeprosiło się z Hillary Clinton

TOBY HARNDEN/Tłumaczenie: Zbigniew Mach 5 maja 2015

Baracka Obamy, Hillary Clinton uznała, że stanowią ucieleśnienie płytkich i zmiennych kaprysów Hollywood.Teraz jednak ci sami zdrajcy z fabryki snów wracają na jej polityczne łono. Za pokutę służy entuzjastycznie składany jej hołd.

Fot.: Fot. Kevin Wolf/ap

Hollywood to bastion liberalizmu. Dla Partii Republikańskiej - terytorium wroga. Zawsze gremialnie wspierało demokratów. Teraz wśród najzagorzalszych zwolenników Clinton znajdujemy postacie, które w przeszłości poddawały ją miażdżącej krytyce.


Osiem lat temu Barack Obama dosłownie olśnił świat celebrytów ogromną pewnością siebie i opanowaniem. Sprzeciwem wobec wojny w Iraku i perspektywą Ameryki z pierwszym czarnoskórym prezydentem.
Hillary Clinton od dawna miała związki z bogatymi elitami zachodniego wybrzeża. W tej sytuacji nie mogła jednak konkurować z Obamą. Strumień pieniędzy z Hollywood zasilił kampanię późniejszego zwycięzcy w wyścigu do Białego Domu. I bardzo mu w tym pomógł.

Jednym z pierwszych, który dobył wtedy miecza, był miliarder David Geffen, człowiek mający w Hollywood do powiedzenia więcej niż dużo. W początkach 2007 roku, gdy Obama znajdował się jeszcze daleko w tyle za swoją późniejszą rywalką, filmowy potentat kpił z Hillary i jej męża, nazywając ich królewską rodziną Clintonów, kierującą „bardzo niesympatyczną i nieprzyjemną” machiną.

Dzisiaj Geffen stoi murem za byłą sekretarz stanu, która niedawno ogłosiła, że będzie starać się o nominację prezydencką z ramienia swojego ugrupowania. I to mimo że wielu partyjnych liberałów ma nadzieję, że do rywalizacji staną też takie przeciwne establishmentowi postacie jak senator z Massachusetts Elizabeth Warren.
Hillary popiera także znany aktor Robert De Niro.

A przypomnijmy, że siedem lat temu to właśnie on podczas wiecu w stanie New Jersey przedstawiał Baracka Obamę, drwiąc z popierającej wojnę w Iraku Clinton i zarzucając jej zbyt bliskie związki z Wall Street. Teraz Obama powoli szykuje się do opuszczenia Białego Domu, a słynny gwiazdor staje w jednym szeregu z innymi.

- Mam nadzieję, że Hillary Clinton wygra. Sądzę, że spełniła swoją powinność. Zasłużyła sobie na prawo zostania prezydentem i kierowania naszym krajem. To proste - powiedział De Niro w wywiadzie dla „The Daily Beast”.

Aktor na tym jednak nie poprzestał. Wzmocnił siłę swojego poparcia, atakując burmistrza Nowego Jorku, demokratę Billa de Blasio, który w ostatni weekend odmówił udzielenia poparcia Clinton. - Nie mam spec-
jalnego zdania o de Blasio - oświadczył cierpko artysta. Wypomniał mu także brak wsparcia dla odbywającego się w tym mieście od 2002 r. festiwalu filmowego Tribeca. Dodajmy, że jeszcze w 2008 roku dzisiejszy burmistrz prowadził udaną kampanię Hillary Clinton w jej wyścigu do Senatu.

Do tego, co osoby świetnie poinformowane nazywają światem Clintonów, chętnie też dostałby się z powrotem Anthony Weiner.

Ten były kongresman jest żonaty z wieloletnią przyjaciółką Hillary, Humą Abedin. Kiedyś naraził się Clintonom, publicznie upokarzając swoją żonę - za pomocą Twittera wysłał zdjęcia swojego penisa pewnej młodej kobiecie. Sprawa przybrała błyskawicznie postać ogólnokrajowego skandalu. On także skrytykował Billa de Blasio, wytykając mu, że winien traktować Hillary jak swoją rodzinę, bo własną polityczną karierę zawdzięcza właś-
nie Clintonom. - Nie prosisz członka rodziny, aby zanim go poprzesz, pokazał ci swój życiorys - oświadczył Weiner.

- Nie jest żadną tajemnicą, że Bill i Hillary Clintonowie mają bardzo długą pamięć. Polityka to kwestia lojalności. A dla nich - także rodziny. Ci, którzy byli wobec nich lojalni, zasługują w ich oczach na szacunek - mówi jeden z bliskich doradców Clintonów.

Jeszcze jedna senator wytrwale ostatnio pracuje nad „poprawą”. Chodzi o
Claire McCaskill ze stanu Missouri. Kiedyś powiedziała o byłym prezydencie Clintonie, że jest wielkim przywódcą, ale nie chciałaby, aby jej córka znalazła się gdzieś w jego pobliżu. McCaskill konsekwentnie popierała Obamę, a była przeciw Hillary. Teraz jednak jest zapewne jej największą fanką w Kongresie.

- [Clinton] dłużej mówi o zagadnieniach, które pomagają w rozwoju amerykańskiej klasy średniej niż Elizabeth Warren w ogóle jest obecna w polityce - stwierdziła McCaskill kilkanaście dni temu.
Jak dotąd, gdy chodzi o uzyskanie nominacji Hillary, nie grozi w jej partii żadna poważna opozycja. Ponadto udało się jej zyskać zwolenników wśród młodych celebrytek i celebrytów.

W 2012 r. twórczyni i gwiazda popularnego serialu telewizyjnego „Dziewczyny”, Lena Dunham, nagrała zabawny klip reklamowy dla kampanii Baracka Obamy, gdzie porównywała głosowanie do seksu. Stwierdzała w nim, że swoją polityczną cnotę straciła cztery lata temu właśnie z obecnym prezydentem.

- Pierwszy raz nie robisz tego z byle kim! Pragniesz wielkiego faceta. Kogoś, kto naprawdę dba o kobiety i je rozumie - zachęcała w klipie Dunham.

W ubiegłym tygodniu aktorka zamieściła na Instagramie następujący wpis: „Z tobą [Hillary] na każdym kroku!”. Dunham wskazała nawet, że zrobi sobie w dolnej części pleców, tuż nad pośladami, tatuaż nawiązujący do kampanii Clinton. Na przykład: „Hillary 2016!”.