Tak się święcił 1 Maja

Krzysztof Błażejewski 1 maja 2015

Przeważnie był to słoneczny dzień. Jedyny taki w roku. Mimo iż świąteczny, od rana na ulicach panował ruch i gwar, a z głośników płynęła wzniosła muzyka. Nie ma Polaka ze starszego pokolenia, który nie pamiętałby pierwszomajowych pochodów.

Bydgoszcz, początek lat 50. ub. wieku. Ówczesnymi Alejami 1 Maja dumnie defilują młodzi junacy ze Służby Polsce, niosąc transparent na całą szerokość ulicy oraz portret Bolesława Bieruta

Fot.: archiwum

W czasach Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej z upływem lat wykształcił się jednolity sposób obchodów pierwszomajowego Święta Pracy. Pochód organizowany był we wszystkich miastach i siedzibach gmin. Ruszał zwykle kilka minut po godz. 10. Wcześniej, zazwyczaj już od 9, gromadzono się na miejscach zbiórki, wyznaczonych na ulicach przylegających do trasy pochodu. Tam - bywało - sprawdzano obecność, rozdawano dowożone ciężarówkami i nyskami transparenty, portrety do niesienia, szturmówki, kwiaty i różne ozdoby. Na miejsce zbiórki dostarczano również sprzęt o większych gabarytach. Dobrze widziane były prezentacje wyrobów, produkowanych przez poszczególne zakłady. Bywało zatem, że na platformach wieziono maszyny, w Bydgoszczy pracownicy Rometu jechali na rowerach i motorowerach, załoga Kabla demonstrowała gigantyczne szpule z przewodami, a zachemowcy nieśli produkty z pianki poliuretanowej. W Toruniu pracownicy Elany i Merinoteksu prezentowali wytwarzane w zakładach włókna i gotowe produkty, Apatora - nieśli liczniki, Metronu - dzierżyli wielkie makiety wodomierzy etc.


Dokładnie o godz. 10 wszyscy zastygali w ciszy, by wysłuchać hymnu państwowego i w miarę krótkiego przemówienia I sekretarza KC PZPR. Potem ruszał pochód. W różnej kolejności, różnych konfiguracjach jego uczestnicy defilowali jedną z głównych ulic miasta witani i oklaskiwani przez zgromadzone wzdłuż trasy tłumy zaciekawionych mieszkańców. Szczególnie w czasach, w których nie było zbyt wielu rozrywek a telewizja dopiero raczkowała, pochody pierwszomajowe były dużą atrakcją. I dla mieszczuchów, i dla przyjezdnych ze wsi. W Toruniu po II wojnie maszerowano początkowo ulicą Szeroką, a główna trybuna usytuowana była w okolicach ratusza na Rynku Staromiejskim. Potem dreptano ulicą Dzierżyńskiego (dziś Chełmińska) do trybuny w okolicach pomnika Juliana Nowickiego, na koniec ulicą Mickiewicza z metą przy siedzibie Dyrekcji Lasów Państwowych. W Bydgoszczy miejscem pochodu była ulica Gdańska, zwana wówczas, nomen omen, Alejami 1 Maja. Honorową trybunę budowano przed siedzibą Polskiego Radia na rogu ul. Słowackiego. Jednak w 1981 roku zapadła decyzja, że i w tej sprawie musi dojść do „odnowy”. Centrum przeniosło się na ul. Jagiellońską, gdzie nieco wcześniej zbudowano okazałą siedzibę Komitetu Miejskiego PZPR. Obok budynku, na placu przed gmachem NOT-u, ustawiano okazałą trybunę, na której mieściło się jednocześnie kilkadziesiąt osób.

Dla dzieci była to atrakcja


Z chwilą rozpoczęcia przemarszu trybuny były puste. Upoważnieni do zajmowania miejsca na nich - działacze partii i stronnictw, przedstawiciele wojska, milicji, różnych organizacji, a także „weterani ruchu robotniczego” - ustawiali się szpalerem w poprzek ulicy, na dane hasło ruszali do przodu i po przejściu kilkunastu kroków dostojnie wchodzili po schodkach na trybunę. Tam odbierali hołdy defilujących, pozdrawiali ich łaskawymi skinieniami, odbierali naręcza kwiatów wręczanych przez dzieci i młodzież.

- W dzieciństwie bardzo lubiłem chodzić na pochody, bo było tam mnóstwo ciekawych rzeczy do obejrzenia - wspomina Roman Mańkowski z Torunia. - Najciekawsze były przemarsze sportowców. Piłkarze Pomorzanina podbijali na jadących platformach piłkę, koszykarze AZS-u celowali do kosza. Najwięcej emocji budzili żużlowcy, dosiadający swoich jaw. Kiedy byłem w piątej klasie podstawówki, po raz pierwszy sam wziąłem udział w pochodzie - tak nam nakazała wychowawczyni, która na miejscu zbiórki z dziennikiem w ręku sprawdzała obecność.

Pechowa szturmówka


- Na pochody musiałem chodzić przez całe liceum - mówi Jacek Wiśniewski z Bydgoszczy. - Zawsze zaczynało się od sprawdzenia obecności, a potem rozdawano szturmówki i transparenty. Dwa razy z kolegami, wykorzystując ten moment, daliśmy dyla i tak się nasz obywatelski obowiązek w tym dniu skończył. Raz miałem pecha, na moment się zagapiłem i wychowawczyni wcisnęła mi do ręki szturmówkę. Musiałem nie tylko iść w pochodzie, ale i potem odnieść chorągiew do szkoły, bo była „zaksięgowana”. Rok później znów wciśnięto mi szturmówkę, ale byłem wówczas tuż przed maturą, więc szturmówkę oparłem o mur i... poszliśmy z kolegami w miasto.

Czas bezpośrednio po zakończeniu pochodu jego uczestnicy z reguły wspominali najmilej. Tylko nieliczni szli do domów, większość zaglądała do znajdujących się w pobliżu trasy przemarszu sklepów spożywczych, wyjątkowo obficie tego dnia - jak na owe czasy - zaopatrzonych. Przede wszystkim była szansa trafić na sprzedawane tego dnia deficytowe parówki. Często pojawiały się też takie rarytasy PRL-u jak wyroby czekoladowe i cytrusy, a w czasach Gierka - nawet banany. Dla dzieci były jeszcze lody, oranżada, wata cukrowa i baloniki na druciku, które można było nabywać na niezliczonych jarmarcznych stoiskach. „Większe dzieci” mogły z kolei liczyć na równie deficytowe w tamtym okresie piwo.

Tańce na dechach


Po obiedzie lud wybierał się na liczne osiedlowe tzw. zabawy ludowe na deskach, czyli zmontowanych dzień wcześniej tanecznych parkietach, przy których zasiadały ludowe kapele. Tam również sprzedawano parówki i kiełbaski, tym razem na ciepło, a także piwo. Tego dnia obowiązywała partyjna „dyspensa” - można było alkohol spożywać dosłownie wszędzie. Całe rodziny wędrowały również na imprezy sportowe, które tego dnia organizowano, do rozstawionych na większych placach karuzeli i lunaparków, bądź na dłuższe spacery na świeżym powietrzu. Z czasem w Toruniu utrwalił się zwyczaj masowego wędrowania do parku na Bydgoskim Przedmieściu, a w Bydgoszczy - do Myślęcinka. I tu, i tam atrakcji nie brakowało.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 02-05-2016 23:23

    Brak ocen 0 0

    - Regina: Nie cierpialąm tych pochodów, do których bylam zmuszana przez całą szkołę średnią i w pracy. Kilka kroków w kolumnie i stanie, i znowu to samo. Zmarnowane piękne przedpołudnie. Za opuszczenie pochodu grozily kary, spwadzano obecność.

    Odpowiedz

  2. 01-05-2015 12:47

    Oceniono 3 razy 0 3

    - Pimko: Czerwona Bydgoszcz... tfu!

    Pokaż odpowiedzi (1) Odpowiedz

    1. 01-05-2015 12:41

      Oceniono 2 razy 2 0

      - Luna: a pamiętacie kwiaty z krepy, robione specjalnie w szkole na pochody:-)

      Odpowiedz

    2. 01-05-2015 11:47

      Oceniono 3 razy 3 0

      - ALEX: jak bylam na studiach w Toruniu nawet Arabowie studenci na pochodzie szli. a czsy tych pierwszomajowych pochodow nigdy nie wspominalam zle.w chwili obecnej to juz nie swieto ,kiedys przynajmniej rodzice mieli czas dla dzieci ,a teraz dzien wolny od pracy i nic poza tym.

      Odpowiedz

    3. 01-05-2015 11:17

      Oceniono 2 razy 2 0

      - Stefan: A czy ktoś pamięta zabawę na "śluzach" pod wieżą spadochronową przy nakielskiej i Bronikowskiego. To były czasy !!

      Odpowiedz

    4. 01-05-2015 09:21

      Oceniono 9 razy 8 1

      - Ateista z Nazaretu: I komu to przeszkadzało.

      Odpowiedz

    5. 01-05-2015 09:17

      Oceniono 9 razy 8 1

      - szon: - ech to były piękne czasy

      Odpowiedz