Zakład okrutnej pielęgnacji

Grażyna Ostropolska 1 maja 2015

- To był obóz koncentracyjny! - tak Genowefa Formela i jej córka Jadwiga wspominają pobyt w zakładzie opiekuńczym, prowadzonym przez Marka Nowaka, prezesa Fundacji Braci św. Brata Alberta i zarazem diakona Kościoła Starokatolickiego w RP. Placówce, do której trafiło sporo mieszkańców naszego regionu, przyjrzy się teraz prokuratura.

Genowefa Formela i jej córka Jadwiga z oburzeniem opowiadają m.in. o sanitarnych warunkach (wiadra zastępowały toalety), w jakich przebywały w zakładzie opiekuńczo-pielęgnacyjnym w Dąbrówce.

Fot.: Dariusz Bloch

Pani Irena odbiera telefon od matki i słyszy przeraźliwy krzyk: „Zabierzcie mnie stąd, ja nie chcę umierać!” Jedzie do niej i z tym, co widzi i słyszy w Zakładzie Opiekuńczo-Leczniczym im. Jana Pawła II w Dąbrówce przy ul. Działy Czarnowskie 18 (nieopodal Radzymina w woj. mazowieckim) do dziś nie potrafi się uporać.


- Siłą doprowadzono matkę i siostrę pod zimny prysznic, bo ktoś dał im cynk, że w zakładzie będzie kontrola. Na piętrze była jedna wspólna toaleta dla mężczyzn i kobiet, więc pod łóżkami miały plastikowe kubełka, do których się załatwiały. Brakowało szaf na ubrania, więc trzymały je w worach. Lekarz pojawiał się sporadycznie, nie robiono im badań, na czas nie podawano leków, nie stosowano diety, pensjonariusze byli głodzeni i poniżani, nie wolno im było wyjść poza teren budynku - wylicza jednym tchem pani Irena.

Jej niepełnosprawna siostra do dziś opłakuje psa, którego pozwolono jej wziąć do zakładu. - Nie było dla niego karmy, więc zbierałam dla niego kości, by przeżył. Zdychał mi na rękach, a opiekunki się śmiały - wspomina.

Pani Irena dobrze pamięta dzień, w którym zadzwoniła do księdza Marka Nowaka, bo to on zarządzał zakładem w Dąbrówce. - Spytał, ile wynoszą ich ZUS-owskie świadczenia, a gdy usłyszał, że obie, matka i jej córka, dostają około 3 tys. zł, powiedział:

„Jakoś się dogadamy”.


Wysłał po nowe pensjonariuszki samochód z trzema pracownikami. - Przyjechali: Aldonka, Justynka i ksiądz Patryk. Oglądali rzeczy mamy i siostry; zabierali, co się da. Siostra spytała, czy może zabrać pieska, a Aldonka na to: „Tak kochanie, u nas jest tyle odpadków, że nie wiadomo, co z tym robić” - wspomina pani Irena, a jej siostra, pani Jadwiga, zaprzecza cytowanym słowom: - Nieprawda! Mężczyźni byli tak głodni, że zjadali wszystko, co innym zostało na talerzach, a gdy ktoś pił kawę, czekali na fusy, by je ponownie zalać.

Pani Genowefa bała się o córkę: - Straszyli mnie: „Ty, stara, stąd pójdziesz, ale ona zostanie”, a wtedy pani Jadwiga krzyczała: „Wolę się powiesić niż tu sama zostać”.

Mąż pani Ireny poznał księdza Marka, gdy ten po dwóch tygodniach pobytu pani Genowefy Formeli w Dąbrówce, wsadził ją do auta i przywiózł do Bydgoszczy, by zobaczyć zabytkową komodę, o której wspominała staruszka. - Był rozczarowany, gdy zobaczył, że to bezwartościowy rupieć - wspomina.

- Mnie udało się wyciągnąć matkę i siostrę spod łopaty, ale co się stanie z tymi pensjonariuszami, którzy nie mają nikogo? - pyta roztrzęsiona pani Irena. Ma poczucie winy, że wysłała bliskie osoby w takie miejsce, ale... - Moja-93 letnia mama i 59-letnia niepełnosprawna siostra wymagają całodziennej opieki, której nie byłam im w stanie zapewnić - tłumaczy. Do niedawna Genowefa Formela i jej córka Jadwiga miały mieszkanie w Toruniu, ale gdy budynek przejął prywatny właściciel, nie dały rady lokalu utrzymać i pani Irena musiała kobiety zabrać do Bydgoszczy.

- Próbowałam im załatwić opiekę przez MOPS, ale usłyszałam, że mamę i siostrę trzeba będzie rozdzielić i skierować do różnych miejsc. Zrezygnowałam, bo one rozstania nie przeżyją - wspomina pani Irena. Wiosną ub.r. przyszli do niej świadkowie Jehowy i wręczyli wizytówkę zakładu w Dąbrówce. - Widzieli, jaka tu ciasnota i jak mi trudno, więc poradzili, by mamę i siostrę tam wysłać, bo trafią

pod opieką profesjonalistów.


- wspomina.

Profesjonalizm ks. Marka Nowaka i jego pomocników pani Irena sama zobaczyła oraz poznała z medialnych doniesień w Internecie. - Kiedy oddawałam tam matkę i siostrę, byłam przekonana, że w Zakładzie Opiekuńczo- Leczniczym im. Jana Pawła II, prowadzonym przez księdza, reprezentującego fundację ze św. Albertem w nazwie, będą traktowane jak Bóg przykazał. Dziś wiem, że chodziło o to, by wydrzeć starym, niedołężnym ludziom pieniądze i żyć na ich koszt - ocenia pani Irena. Nie bez powodu, bo o ks. Marku Nowaku, subdiakonie Kościoła Starokatolickiego w RP od lat jest głośno. Zakłada domy opieki w całej Polsce, a gdy grunt pali mu się pod nogami, zmienia ich nazwę, formę lub przenosi działalność do innego województwa. W 2006 r. sąd w Myszkowie skazał Nowaka na 1,5 roku więzienia w zawieszeniu na 3 lata i zakazał mu prowadzenia działalności opiekuńczo-leczniczej za to, że w kierowanym przez niego domu pod Lelowem znęcano się nad pensjonariuszami. Związał się wtedy z Kościołem Starokatolickim w RP, który też przeżywał kłopoty, bo jego zwierzchnik Wojciech K. był jednym z bohaterów afery pedofilskiej na Dworcu Centralnym, za co sąd w Wołominie skazał go na 6 lat więzienia. Po panu K. sakrę biskupią przywdział Marek Kordzik i to on wyświęcił Marka Nowaka na subdiakona Kościoła Starokatolickiego w RP, a potem przeniósł... kurię biskupią do Dąbrówki. Konkretnie na piętro budynku, w którym Nowak prowadzi zakład opiekuńczo-leczniczy, a biskup Kordzik, kanclerz Paleń i inni księża mogą żyć na koszt pensjonariuszy.

- Kiedy w ub. tygodniu zabieraliśmy z zakładu mamę i siostrę, nie wpuszczono nas na górne piętro. Usłyszałam, że to... teren prywatny, a gdy chciałam z kimś porozmawiać o „wypisie”, wyszedł do mnie mężczyzna, który kazał się nazywać biskupem. Była 9. rano, a on miał brudną togę i zionął alkoholem
- wspomina pani Irena.

- A ona...

głupotą nie zionęła?


- tak na nasze pytanie o przebieg spotkania z panią Ireną odpowiada biskup Marek Kordzik. Mówi, że alkoholu nie pije, a kobieta, z którą rozmawiał „ma coś z głową”. Pytanie: dlaczego pensjonariusze nie mają w pokojach umywalek i jedną, wspólną dla mężczyzn i kobiet toaletę kwituje tak: - Jak jej nie pasowało, mogła wejść pod krzaki.

O innych sprawach nie będzie rozmawiał, bo...
- Proszę dzwonić do osób kompetentnych, bo

ja zajmuję się tylko sprawami kościelnymi.


Prowadzę parafię na potrzeby pensjonariuszy i mogę jedynie potwierdzić, że panie Genowefa i Jadwiga przystępowały do komunii i spowiedzi - mówi biskup Kordzik i ubolewa, że odbiera ostatnio wiele telefonów podobnych do naszego. - A w telewizji co dzień na jakiegoś księdza jadą, taka nagonka jest! - twierdzi. Dlaczego mieszka zakładzie? - Bo rolą biskupa jest być wszędzie, gdzie go wołają - odpowiada.

Telefon Marka Nowaka, prezesa Fundacji Braci św. Brata Alberta, milczy i mimo naszych próśb o kontakt, przekazywanych za pośrednictwem biskupa i poczty mailowej, ksiądz się nie odzywa. Oddzwania za to ktoś, kto się określa jako kanclerz kurii biskupiej, ale nie chce podać nazwiska. Twierdzi, że pani Irena zachowała się skandalicznie. - I, żeby była jasność, te panie przy policji zostały od nas zabrane - zaznacza. Oburza się, gdy prosimy o kontakt z panem Nowakiem. - Niech się pani zdecyduje, jak mówić: pan czy ksiądz! - mówi podniesionym głosem i zapewnia, że Nowak jest wyświęcony na diakona.

Na stronie internetowej Kościoła Starokatolickiego w RP czytamy, że kanclerzem kurii biskupiej jest Patryk Paleń, ale czy to z nim rozmawialiśmy, czy z Nowakiem, który się pod niego podszył, nie jesteśmy pewni.

- Zabierano im wszystkie świadczenia ZUS-owskie, a teraz się dowiadujemy od kontrolerów, że ani mamy, ani siostry

nie było w rejestrze zakładu!


- oburza się pani Irena.

- To możliwe - słyszymy od Ivetty Biały, rzeczniczki wojewody mazowieckiego, który wpisał zakład, prowadzony przez Nowaka do rejestru placówek opiekuńczo - leczniczych. - Podczas kontroli ujawniliśmy, że przebywa tam 35 osób na umowach cywilno-prawnych i 16, których nie ma w żadnych rejestrach. We wtorek odbyło się w tej sprawie spotkanie wojewody z prokuraturą, która już raz umorzyła sprawę z naszego doniesienia i mamy nadzieję, że tym razem tak się nie skończy - informuje rzeczniczka.

Opinia


Ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski, współzałożyciel i prezes Fundacji im. Brata Alberta.

Fundacja im. Brata Alberta nie ma nic wspólnego z używającą podobnej nazwy Fundacją Braci św. Brata Alberta. Od lat docierają do nas informacje o nadużyciach, do których tam dochodzi i informujemy o tym władze, ale te, zamiast ukrócić działalność osoby bez odpowiednich uprawnień, pozwalają jej nadal prowadzić domy opieki. Pan Nowak nie jest księdzem katolickim, choć za takiego chce uchodzić. Jestem 30 lat w Kościele i nic nie wiem o kurii biskupiej w Dąbrówce ani o biskupie Kordziku, więc nie każdy, kto nazwie się biskupem, naprawdę nim jest. Cieszę się, że media o tym piszą i ostrzegają, skoro władze nie reagują na ludzką krzywdę.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 13-12-2016 13:43

    Brak ocen 0 0

    - były ks. : Jestem byłym duchownym WW Kościoła. Pisze ten komentarz dziś bo wcześniej nie trafiłem na ten art. Jeżeli ktoś chce wiedzieć o tym "kościołku" prawdę proszę o kontakt duch1981@interia.pl. Jak wszyscy wiedzą J. E. ks. abp Kordzik nie żyje, ale dlaczego ? Nie zmarł naturalną śmiercią! Do jego śmierci się przyczynił jeden z duchownych!

    Odpowiedz

  2. 27-10-2016 09:07

    Oceniono 5 razy 0 5

    - Ks. Kazimierz: Opinia ks. Zalewskiego nie jest wiarygodna. Sam Ksiadz Zalewski klamie i szkaluje inne koscioly bo na.szczęście nie sa rzymskokatolickie. Jestem duchownym kościoła starokatolickiego w RP. Ktos kto sugeruje sie aktami IPN. Ciekawe kiedy ksiedza dzialalnosc zostanie przeswietlona bo wiemy o roznych nieprawidłowościach. Prosze sie wypowiadac o swoich duchownych.

    Pokaż odpowiedzi (1) Odpowiedz

    1. 19-06-2016 10:42

      Oceniono 1 raz 1 0

      - pierre: Bardzo dziwne co to sie dzieje . Trzeba osob odpowiednich a nie byle kogo zatrudniac. Takie rzeczy to tylko w Polsce sie dzieja.

      Odpowiedz

    2. 02-07-2015 12:24

      Oceniono 12 razy 4 8

      - xxx: Znałam Gienię i Jadzię. Słodkie nie były. Opiekę miały bardzo dobrą. Na wiele im się pozwalało. Kiedy ich czajnik elektryczny robił zwarcie i wywalało korki na całym piętrze, Gienia wyzywała opiekunki, że zabrały jej sprawny czajnik. Jeśli chodzi o szafy to Panie miały tyle rzeczy u siebie w pokoju, że śmiało można by ubrać 6 osób. Do pokoju nie chciały wpuszczać Pań do sprzątania, bo mówiły, że jest czysto. Gdy otworzyły drzwi to smród wykręcał nos. Gdy żył jeszcze pies nie był wyprowadzany na dwór tylko załatwiał się w pokoju, bo Paniom się nie chciało poprosić kogokolwiek aby psina się nie męczyła. Wiele "faktów" z życia domu w Działach jest nakręcanych przez pensjonariuszy. Personel na pewno idealny nie był, ale Ludzie mieli zapewnioną opiekę całą dobę. Do dyspozycji zawsze były opiekunki, kucharki, pielęgniarka czy lekarz. Nie zgadzam się z opinią, że Pensjonariuszy dotknął dramat.

      Pokaż odpowiedzi (4) Odpowiedz