Bo ona nie chce być żoną... Coraz więcej rozwodów, coraz mniej dzieci

Paulina Błaszkiewicz 28 kwietnia 2015, aktualizowano: 28-04-2015 12:55

Coraz więcej rozwodów, coraz mniej dzieci. Czy w takich okolicznościach współczesne małżeństwo to nadal instytucja finansowo-reprodukcyjna, która sprawuje kontrolę społeczną nad kobietami?

Dziś kobiety stawiają na własny rozwój - kształcą się, robią kariery, mają swoje pasje. Świadome tego, ile ról muszą pogodzić, coraz częściej rezygnują z małżeństwa, które uruchamia stereotypowy (nierówny) podział obowiązków

Fot.: Thinkstock

Zespół Dr Misio w jednym ze swoich przebojów śpiewa: „Bo nawet ładne dziewczyny chcą tylko wyjść za mąż, więc ja też wychodzę i idę do domu”. Tekstu piosenki bardzo dobrze się słucha, ale niewiele prawdy jest dziś w tych słowach. Z kilku powodów.

Dom jedynym miejscem dla kobiety?


Dawniej wyjście za mąż było równoznaczne z opuszczeniem przez kobietę rodzinnego domu, ale niewiele miało to wspólnego z miłością. To rodzice wybierali męża dla swojej córki, a najważniejszym kryterium, jakim się kierowano przy tym wyborze, był status społeczny współmałżonka. Dziś o takiej sytuacji możemy zapomnieć, bo jak twierdzi brytyjski socjolog Anthony Giddens, nastał nowy porządek sentymentalny.


Naukowiec w swojej książce „Przemiany intymności. Seksualność, miłość i erotyzm we współczesnych społeczeństwach” pisze o odseparowaniu małżeństwa od rodziny - o tym, że dziś nie trzeba brać ślubu, by żyć razem, czy o tym, że małżeństwo nie jest równoznaczne z posiadaniem dzieci.

Nowy porządek sentymentalny to jedno, a kontrola społeczna - drugie. W patriarchalnej kulturze dom nadal jest jedynym miejscem dla kobiety, a ta, która żyje sama, świetnie zarabia i nawet nie myśli o małżeństwie, jest mocno podejrzana. Joanna Keszka, edukatorka seksualna, prowadząca portal dla kobiet Barbarella.pl, twierdzi, że Polska jest krajem, który lubi trzymać kobiety na smyczy, ale można się temu przeciwstawić, stawiając na siebie.

- Od najmłodszych lat przyuczano mnie do sprzątania, zmywania naczyń, gotowania, prasowania, odkurzania i podawania. Ja miałam być miła, mężczyzna - silny. Tkwiąca we mnie ciekawość świata oraz entuzjazm dla poznawania i doświadczania nowych rzeczy wprawiły w bieg splot wydarzeń, które ze świetnej kandydatki na gospodynię uczyniły ze mnie nie mniej świetną specjalistkę od kobiecej seksualności. Chociaż mam męża tego samego od dziesięciu lat, namawiam kobiety do samodzielności i brania odpowiedzialności za swoje życie we wszystkich jego sferach: zarówno seksualnej, jak każdej innej - mówi Joanna Keszka.

Podobne wnioski ma Dominika Łęcka, terapeutka i socjolożka, która prowadzi „Motylarnię”- ośrodek rozwoju osobistego i zawodowego dla kobiet.

- Panie, które do mnie przychodzą, są coraz bardziej świadome i odpowiedzialne. Kwestie związane z małżeństwem też się pojawiają, ale nie jest to już żaden priorytet zwłaszcza dla wykształconych kobiet, żyjących w dużych miastach. Więcej problemów wiąże się z pogodzeniem życia zawodowego z rolą matki, ale niekoniecznie już żony. To, że wszystkie dziewczyny chcą wyjść za mąż, to puste hasło i standard, który traci na aktualności - mówi dr Dominika Łęcka.
Dlaczego zatem kobiety nie chcą wyjść za mąż? Bo boją się, że stracą siebie, że rola matki i żony będzie tak jak dawniej tą jedyną. Z jednej strony, mamy nowy porządek sentymentalny, o którym pisze Anthony Giddens, a z drugiej strony - silną kontrolę społeczną.

Stereotypy odżywają w małżeństwie


- Miałam kiedyś dziewczynę na terapii, która miała w domu terror, ponieważ nie chciała karmić piersią. Wolała wrócić szybko do pracy, ale teściowa skutecznie ją do tego zniechęciła, mówiąc, że jest złą matką. Takich przykładów jest mnóstwo, ale większość problemów wynika z nierównego podziału ról w małżeństwie, który jest jedną z najczęstszych przyczyn rozwodów w Polsce - dodaje dr Łęcka.

Kobiety widząc, że muszą pogodzić tak wiele ról, z niektórych po prostu rezygnują, a najczęściej jest to rola żony.

34-letnia Anna żyje ze swoim partnerem w tzw. luźnym związku. Twierdzi, że złota obrączka nie jest jej do niczego potrzebna, a nawet szkodzi.
- Nie widzę powodu, dlaczego miałabym wyjść za mąż. Żyję ze swoim partnerem pod jednym dachem, ale każde z nas ma własną przestrzeń. Mamy wspólne rachunki, na które zrzucamy się po połowie i myślę, że tak jest uczciwie. Codzienne zakupy też robimy na zmianę.

Nie chciałabym żyć tak jak moja koleżanka, która dwa lata temu wzięła ze swoim mężem kredyt na mieszkanie. On jakiś czas później ją zdradził i dziś poza kredytem niewiele ich łączy. Dziękuję za takie małżeństwo - opowiada kobieta.

Dominika Łęcka twierdzi, że kobiety uważnie obserwują to, co obecnie dzieje się na rynku matrymonialnym. Doskonale zdają sobie sprawę z dużych dysproporcji pomiędzy kobietami a mężczyznami. One się rozwijają, robią karierę i mają pasje. Z kolei oni zmierzają w niepokojącym kierunku pod hasłem: bierność.

- To, że małżeństwo przeżywa kryzys, wiadomo nie od dziś, ale wydaje mi się, że nadal jest to instytucja finansowo-reprodukcyjna. Na pytanie: „Dlaczego się nie rozwiedziesz, jeśli jest ci źle?”, moje pacjentki odpowiadają: „Bo mamy wspólny kredyt. Gdyby go nie było, nie wahałabym się ani chwili” - dodaje dr Dominika Łęcka.

To, że ona nie chce być żoną, nie bierze się z niczego. Tak samo moglibyśmy powiedzieć o współczesnym mężczyźnie, który też ma różne dylematy. Jak mówi stare porzekadło: Ot, cały w tym ambaras, żeby dwoje chciało naraz.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 01-03-2017 22:45

    Brak ocen 0 0

    - Myedista: Polecam https://myedista.blogspot.com/2017/02/re lacje-damsko-meskie-sa-skomplikowane.htm l

    Odpowiedz