Jak to jest na ranczu w Wilkowyjach

Anna Gronczewska 24 kwietnia 2015, aktualizowano: 24-04-2015 10:11

Rozmowa z WOJCIECHEM ADAMCZYKIEM, reżyserem serialu „Ranczo”.

Wojciech Adamczyk: - Lubię wszystkich aktorów serialu, kocha się przecież wszystkie swoje dzieci

Fot.: Jarosław Pruss


Oglądamy dziewiąty sezon „Rancza”. To najpopularniejszy polski serial ostatnich lat. Na czym polega tajemnica jego sukcesu?
Trzeba zapytać widzów. Oni najlepiej to wiedzą. Ci, których spotykam, mówią, że serial jest taki prawdziwy. Opowiada o tylu mądrych rzeczach i ludzie zauważają w nim swoją rzeczywistość. Nie wiem, czy naszym zamiarem, czyli realizatorów, było danie metaforycznej opowieści o tym, jak naszym zdaniem wygląda teraz Polska. Jakim jesteśmy społeczeństwem, jakie mamy problemy. Do tego, by ta Polska mogła siebie zobaczyć, potrzebny był ktoś taki, jak Amerykanka Lucy Wilska, która stała się katalizatorem wydarzeń, zwierciadłem, w którym Polacy mogą się obejrzeć. Cała ta opowieść jest krytyczna wobec wielu rzeczy, ale też ciepła. Taka krytyka, z ogromną porcją życzliwości, jest czymś, co się spodobało. Odnajdują się tam różnorodne sytuacje, ludzie o różnych uwarunkowaniach. Wilkowyje były na początku centrum sielskości, oazą spokoju. Ale w pewnym momencie zaczęła do nich wkraczać wielka polityka, obyczaje z wielkiego miasta. Zaczęła się tam pojawiać ta nowa cywilizacja konsumpcyjna. I to zderzenie zaczęło generować różne sytuacje komediowe, które ludzie zauważali u siebie.

W tym serialu widzimy polską prowincję w krzywym zwierciadle?
Nie tylko prowincję, ale i Polskę. To taki rodzaj kostiumu, dzięki któremu możemy opowiadać o nas samych. To taka tradycja oświeceniowa, by bawiąc uczyć i ucząc bawić, by jedno z drugim się pokrywało. Na pierwszym miejscu jest chęć rozśmieszania widza i opowiadania ciekawej historii. Sprawy związane z opisem naszej rzeczywistości to dodatek.

Ludzie śmieją się z bohaterów serialu i myślą, że to nie o nich?
W wielu przypadkach to jest o nas. Tyle że my często widzimy wady u innych, a nie zauważamy belki w oku u siebie. To jest ludzkie postrzeganie świata. My nie bijemy się w piersi, nie biczujemy, zauważamy wady u innych.

Pamięta Pan początek przygody z „Ranczem”?
Pamiętam, bo nie było to tak dawno...

Podobno pierwsza seria nie wzbudziła zachwytu. Tak rzeczywiście było?
Rzeczywiście, pierwsza seria „Rancza” nie wzbudziła zachwytu. Myślę, że z powodów emisyjnych. Mało kto pamięta, że emisja pierwszych odcinków serialu była trzy razy przerywana z powodu wydarzeń ogólnopolskich czy światowych. Widz nie zdążył przywyknąć do „Rancza”. Nie mieliśmy więc wysokiej oglądalności. Ku naszemu ogromnemu zdziwieniu, ale i radości, powtórki pierwszej serii oglądało ponad sześć milionów ludzi! Była to gigantyczna oglądalność. Wszyscy byli tym oszołomieni, bo żadna powtórka nie miała takiej widowni.

Dzisiejsze „Ranczo” różni się bardzo od tego z pierwszych odcinków...
To inne klimaty. Bardzo się zmieniliśmy. Wilkowyje były taką miejscowością, o której pośrednik nieruchomości mówił, że psy tam dupami szczekają. Była to bardzo, bardzo głucha prowincja. Dzięki wejściu Polski do Unii Europejskiej, przedsiębiorczości Polaków, Wilkowyje bardzo się zmieniły. Standard cywilizacyjny tej miejscowości jest nieporównywalny.

Inne są już budynki, inaczej wyglądają niektórzy bohaterowie...
To świadczy też o tym, że rozwija się również Jeruzal, w którym kręcimy „Ranczo”.

Mieszkańcy Jeruzala przyzwyczaili się do obecności ekipy filmowej?
Nie mieli wyjścia! Jesteśmy tam już tyle lat. Ale oni grają w serialu, udostępniają nam swoje domy, obejścia, samochody, ciągniki. Gdy ich prosimy, to nie wykonują podczas zdjęć hałaśliwych robót. Moi ulubieni statyści grają w serialu od początku. Myślę, że Jeruzal to najbardziej ufilmowiona wieś w Polsce.

A Pan ma ulubioną postać?
Ja ich wszystkich lubię. Kocha się przecież wszystkie swoje dzieci. Z każdą postacią mam wspaniałe doświadczenia. Byłbym niesprawiedliwy, gdybym kogoś wyróżnił.

Czy to, że Cezary Żak gra zarówno wójta, jak i proboszcza, który został teraz biskupem, to Pana pomysł?
Już nie pamiętam. Od początku wiedziałem jednak, że Czarek będzie to grał.

Pracowaliście wcześniej wspólnie między innymi przy „Miodowych latach”.
Tak, więc znałem Czarka Żaka dobrze. Teraz w „Ranczu” gra wiele osób związanych ze Studiem A, które jest producentem serialu. Wynika to z takiej dobrej tradycji tego producenta. Z ludźmi, z którymi dobrze się pracowało, udało się coś fajnego zrobić, stworzyć bazę, by zawsze panowała dobra atmosfera. Dotyczy to nie tylko aktorów, ale całej ekipy realizacyjnej.

Wielu aktorów dzięki „Ranczu” zdobyło ogromną popularność, niektórzy zostali na nowo odkryci...
Widzowie obdarzyli nas ogromnym zainteresowaniem. Rozpoznają na ulicy aktorów. Część wierzy, że postacie z serialu istnieją naprawdę. To jest najwyższa forma uznania. Przy tak wysokiej oglądalności postacie wryły się w pamięć widzów, a dzięki temu grający ich aktorzy stali się znani.

No i jest jeszcze kultowa ławeczka...
Uwielbiają ją wszyscy. Podoba się widzom to, co mówią bywalcy tej ławeczki. To śmieszne, czasami śmieszne i gorzkie. Należy wspomnieć, że bywalcy ławeczki przez kolejne sezony serialu bardzo się uspołecznili, ucywilizowali. Pracują, ich żony mają firmy. Już nie są typowymi ławeczkowiczami. Nie spędzają już całego dnia na ławeczce. Na przykład taki Pietrek ma dzieci, musi zarabiać na ich utrzymanie. I nie piją już tylko „Mamrota”. Pojawiają się inne trunki. Był „Kozioł Mocny”, „Piwo Partyjne”... To przykład na to, co może zrobić nowoczesny marketing w polityce.

W ostatnich sezonach do Wilkowyj zawitała wielka polityka...
No tak. Jeśli tylu mieszkańców Wilkowyj dostało się do Sejmu, trafiło do rządu, to siłą rzeczy ta wielka polityka tam przyszła, ale w komediowym wymiarze. Dostosowanym do naszych bohaterów. To będzie wielkie wydarzenie w ich życiu, w życiu Wilkowyj. Już nic nie będzie takie samo.

Podobno gdy Katarzyna Żak pojawiła się na planie ucharakteryzowana na Solejukową, to Pan jej nie poznał. To prawda?
Rzeczywiście. Kasia wykonała wielką pracę, którą należy docenić. Aktorka dla roli zgodziła się na znaczne zepsucie swojego wizerunku. Pojawiła się na planie bardzo, bardzo ucharakteryzowana. Było to niekorzystne dla niej, jako dla kobiety. I ja nie rozpoznałem jej pod tą charakteryzacją. Ale byłem jej bardzo wdzięczny, że tak odważnie podeszła do tej roli. Zresztą widzowie ją za rolę Solejukowej bardzo pokochali. A za skarpetki to już w dwójnasób.

Pan wpływa na wizerunek postaci?
Scenarzysta pisze, reżyser przenosi słowo na obraz. Taki jest podział pracy. Choć trzeba przyznać, że w przypadku scenariusza „Rancza” bardzo rzadko ingeruję.

Bywa na planie śmiesznie?
Wesoło jest zawsze. Ekipa jest zgrana, szanujemy się. Pracujemy raczej pośród śmiechów, nie krzyków. Ale tempo pracy jest tak duże, że nie ma czasu na wydarzenia, które by rozśmieszały, bo osłabiały to tempo. Ale generalnie jest przyjemnie.

Pan jest kojarzony dziś z „Ranczem”. Ale to Pan przed laty reżyserował serial „Tata, a Marcin powiedział...”. To była chyba niezwykła produkcja?
No tak. „Polityka” ogłosiła plebiscyt na najlepsze programy z okazji jubileuszu Telewizji Polskiej. I ten serial znalazł się w pierwszej pięćdziesiątce. Myślę, że zawdzięczał sukces indywidualności aktorskiej Piotra Fronczewskiego, którego udało się pozyskać do takiego skromniutkiego projektu. A z drugiej strony udało się znaleźć tak utalentowane dziecko, jakim był Mikołaj Radwan.

Potem z Piotrem Fronczewskim spotkał się Pan na planie „Rodziny zastępczej”.
Tak, a ostatnio razem kręciliśmy serial „Siła wyższa”. Grał w nim zakonnika, przeora.

Myśli Pan, że „Ranczo” się kiedyś znudzi widzom?
Mam nadzieję, że nie. Nie jesteśmy telenowelą. Gdybyśmy nią byli, byśmy zwariowali... Ale gdy mam kolaudować ostatni odcinek serialu, to już jestem po lekturze scenariusza kolejnego sezonu. Tak więc z „Rancza” nie wychodzę.

Czyli można się spodziewać, że będzie kolejny sezon „Rancza”?
Według wszystkich znaków na niebie i na ziemi będzie dziesiąty sezon tego serialu.

Teczka osobowa


Wojciech Adamczyk


- Urodził się 4 lipca 1959 roku w Szczecinie. Jest absolwentem Wydziału Aktorskiego Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Warszawie, a także Wydziału Reżyserii tej uczelni. Od 1995 do 2003 roku był konsultantem artystycznym Teatru Powszechnego w Łodzi. Jest profesorem Akademii Teatralnej w Warszawie. Oprócz „Rancza” reżyserował m.in. seriale „Miodowe lata”, „Na Wspólnej”, „Rodzina zastępcza”, „Tata, a Marcin powiedział”.

- Jego żoną jest znana pisarka Małgorzata Gutowska-Adamczyk, autorka m.in. „Cukierni pod Amorem”. Mają dwóch synów: Macieja i Piotra.