Rowery znaczone krwią

Małgorzata Oberlan 24 kwietnia 2015, aktualizowano: 24-04-2015 09:37

Gdyby półtora roku temu Mirosława Karpowicz zamknęła się w domu, spotkałaby się ze zrozumieniem. Matka, której pijany kierowca zabija 13-letniego syna na rowerze, ma do tego prawo. Ale ona osobistą tragedię przekuła w rzeczy dobre i potrzebne innym.

Fot.: Paweł Kędzia

Dziś ruch w Brodnicy z premedytacją sparaliżuje Rowerowa Masa Krytyczna. Dziś też Sejmik Województwa Kujawsko-Pomorskiego przyzna długo oczekiwane dofinansowanie na budowę „Jaśkowej drogi”, czyli ścieżki rowerowej z Brodnicy do Zbiczna. Za wszystkim stoi kobieta, która żegnając dziecko na zawsze przyrzekła: „Zbuduję tę cholerną ścieżkę i do końca życia będę walczyć z pijanymi kierowcami”.

Chłopiec i jeż


Zacznijmy od początku. 7 września 2013 roku ok. godz. 19.45 Jaś Karpowicz jechał rowerem poboczem ul. Wczasowej w Brodnicy. To droga zarządzana przez powiat, biegnąca do Zbiczna. Wąska i bardzo ruchliwa. Poruszają się nią i osobówki, i rowery, i tiry. W sezonie turystycznym jest dosłownie zatłoczona.

W jadącego prawidłowo chłopca uderzył rozpędzony ford fiesta. Kierował nim 52-letni Jan C., mający krwi krwi 1,9 promila alkoholu. Owszem, zatrzymał się po uderzeniu, ale bynajmniej nie po to, by pomóc dziecku. Zgarnął tylko z asfaltu tablice rejestracyjne i pojechał pić dalej do domu znajomej. Ostatecznie został prawomocnie skazany w sierpniu ubiegłego roku. Dostał 10 lat więzienia i dożywotni zakaz kierowania pojazdami mechanicznymi. Sądów obu instancji nie wzruszyły jego opowieści o trzeźwości i szumach w głowie, które miały spowodować krzyki ludzi po wypadku.


Ghost bike czyli duch roweru w Myślęcinku. Stanął tutaj w marcu tego roku, by upamiętnić śmierć Adama Sztejki - rowerzysty śmiertelnie potrąconego niedaleko przez  pijanego kierowcę w sierpniu 2004 roku. Adam Sztejka był jednym z inicjatorów Bydgoskiej Ma

fot. Dariusz Bloch

Ghost bike czyli duch roweru w Myślęcinku. Stanął tutaj w marcu tego roku, by upamiętnić śmierć Adama Sztejki - rowerzysty śmiertelnie potrąconego niedaleko przez pijanego kierowcę w sierpniu 2004 roku. Adam Sztejka był jednym z inicjatorów Bydgoskiej Ma


- Trzy miesiące przed śmiercią Jasia, jadąc do szkoły, zauważyliśmy na drodze rozjechanego jeża. Pamiętam, jak syn się tym przejął, jak dyskutowaliśmy, co można by zrobić, by ochronić te zwierzęta. A wkrótce pijany kierowca zostawił na drodze Jasia tak, jak ktoś wcześniej tego rozjechanego jeża - wspomina Mirosława Karpowicz.

Urzędnicza obstrukcja


Jeż stał się symbolem Stowarzyszenia „Jaśkowa Droga”, które matka założyła po śmierci syna. - Działanie pozwoliło mi przetrwać trudne chwile. Robiąc coś dla stowarzyszenia, czułam się tak, jakbym robiła to dla Jasia. To mi dawało też ukojenie. Kiedy żegnałam się z Jaśkiem, obiecałam mu, że zbuduję tę cholerną ścieżkę i do końca mojego życia będę walczyć z pijakami. Chcę dotrzymać słowa - podkreśla brodniczanka.

Głównym celem stowarzyszenia stało się wybudowanie bezpiecznej drogi rowerowej z Brodnicy do Zbiczna. Jak się okazało, jej projekt powstał już kilka lat wcześniej. Zawarte zostało też porozumienie między czterema samorządami, których współpraca jest niezbędna, by inwestycję zrealizować: powiatu brodnickiego, miasta Brodnicy, gminy Brodnica i gminy Zbiczno. I co? I nic. - Czuję się tak, jakbym włożyła kij w mrowisko - przyznawała pani Mirosława, kursując od urzędu do urzędu.

Brodniczanie mówili o urzędniczej obstrukcji. Co rusz można było usłyszeć magiczne hasło: „brak źródeł finansowania”. Dziś już wiadomo, że blisko dwuletnia walka o „Jaśkową drogę” skończy się sukcesem. - Gminy kończą wykup gruntów pod trasę, a my dopięliśmy na ostatni guzik projekt i skierowaliśmy go do marszałka województwa. Dziś (piątek) sejmik województwa ma przyznać nam 2 miliony zł dofinansowania. Wybrany w przetargu wykonawca już czeka, by wbić łopatę - zapewnia Maria Oryszczak, rzecznik brodnickiego starostwa.

Powiat brodnicki liczył, co prawda, na 3,7 mln zł dotacji, ale - jak przekazuje pani rzecznik - z tą okrojoną kwotą jakoś będzie musiał sobie poradzić.

Drogi znaczone krwią


Od początku swojej działalności Stowarzyszenie „Jaśkowa droga” robi co może, by zwracać uwagę na problem pijanych kierowców. W szkołach, mediach, podczas rowerowych imprez. - To wciąż za mało, skoro regularnie dochodzi do dramatów - dodaje Mirosława Karpowicz.

Dziś o godzinie 15.30 ruch w Brodnicy zostanie z premedytacją sparaliżowany. Kolejna już w mieście Rowerowa Masa Krytyczna tym razem będzie manifestacją przeciwko pijakom za kółkiem. Takim jak ten, który kilkanaście dni temu, w niedzielę 12 kwietnia, zabił przy ul. Sikorskiego jadącego na rowerze pana Adama.

Kierowca Andrzej O. był w sztok pijany, we krwi miał 2,5 promila alkoholu. Choć przy brodnickim odcinku krajowej „piętnastki” nie ma ścieżki rowerowej, na trzeźwo, przy słonecznej pogodzie, najpewniej wyminąłby jadącego poboczem cyklistę. Tak się nie stało. Uderzył w niego z impetem, a sam swoim audi „zaparkował” na płocie hotelu. - Tragedia to tym większa, że zmarły osierocił 7-letnią córeczkę, którą sam wychowywał - wzdycha Mirosława Karpowicz. - Był pracownikiem brodnickiej firmy Visotec, która sama zwróciła się do nas z inicjatywą zorganizowania jakiejś akcji upamiętniającej tragedię, ale i zwracającej uwagę na problem pijanych za kółkiem.

Nie tak dawno, bo w listopadzie ubiegłego roku, do podobnego dramatu doszło w podbrodnickim Piecewie. Tutaj śmiertelnie potrącił 26-letnią rowerzystkę volkswagen sharan, którym jechali dwaj młodzi mieszkańcy powiatu grudziądzkiego. Obaj mieli ponad 2 promile alkoholu we krwi. Ofierze nie pomogły przepisowe środki ostrożności. Jechała poboczem, a przed nią - jej mąż. Oboje mieli kamizelki odblaskowe, a ich rowery były oświetlone. W starciu z pijakami, którzy na domiar złego uciekli z miejsca wypadku, kobieta nie miała szans.

Dopóki drogi w okolicy znaczone są krwią rowerzystów, Stowarzyszenie „Jaśkowa Droga” nie zamierza odpuszczać.

Duch roweru przypomina


Nie odpuszcza też Stowarzyszenie „Bydgoska Masa Krytyczna”. Od ponad 10 lat organizuje w mieście akcje na rzecz bezpieczeństwa rowerzystów. Niedawno, za jego sprawą tego właśnie stowarzyszenia, w Myślęcinku stanęła nietypowa instalacja - biały rower, nazywany też „Ghost bike” (ang. duch roweru). Ma przypominać o tragedii, która wydarzyła się niedaleko 27 sierpnia 2004 roku.

Wieczorem tego dnia Adam Sztejka, jeden z inicjatorów Masy Krytycznej w Bydgoszczy, wracał rowerem z Myślęcinka do centrum miasta. Pijany kierowca uderzył w jego rower z wielką siłą. Adam upadł kilka metrów dalej i chwilę później stracił przytomność. Walka o życie rowerzysty trwała długo i zakończyła się 9 września. Adam nie wybudził się już ze śpiączki i zmarł w szpitalu.

Do tej pory w miejscu tego dramatu stał krzyż, przy którym zawsze płoną znicze. W marcu postawiono tam również wspomniany biały rower, widoczny zarówno dla przejeżdżających kierowców jak i cyklistów poruszających się pobliską drogą dla rowerów. Jak wyjaśniał Wojciech Bulanda, prezes stowarzyszenia, biały rower ma nie tylko upamiętniać śmierć Adama Sztejki, ale i zwracać uwagę wszystkich na problem bezpiecznej jazdy.

Dodajmy, że to niejedyny „Ghost bike” w Polsce. W Poznaniu był pierwszy, a przypomina tragiczną śmierć 27-letniej Kasi Musiał, którą 1 kwietnia 2010 roku potrącił na Moście Dworcowym kierowca bmw. Drugi, u zbiegu ul. św. Marcina i alei Niepodległości, stanął w listopadzie 2013 roku. Ma przypominać o śmierci 24-letniego rowerzysty kuriera.

Dalszy ciąg życia


Wyroki skazujące pijanych kierowców na surowe kary z pewnością dają jasny przekaz społeczny: nie ma tolerancji dla takich czynów. Czy są jednak w stanie złagodzić ból najbliższych, którym pijani odebrali najdroższe osoby?

- Po śmierci Jasia od razu wiedziałam, że muszę przekuć tę tragedię w coś dobrego. Jaś był wyjątkowym młodym człowiekiem. Był ambitny, pracowity, koleżeński, zawsze uśmiechnięty. Gdyby żył, dawałby ludziom radość. Skoro jednak nie ma go wśród nas, postanowiłam, że stowarzyszenie będzie kontynuacją jego przerwanego życia. „Jaśkowa Droga” to trasa, której mój syn już nie pokona. Ja zrobię to za niego - kończy Mirosława Karpowicz..cp

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 01-05-2015 09:06

    Brak ocen 0 0

    - koga miyata: takie przypadki sa znane nie tylko w Polsce.Ja duzo jezdzac rowerem po Bawarii dostrzegam coraz wiecej krzyzy na poboczach drog.Nawet i takie mozna znalezc na sciezkach rowerowych.Nie wiem jak do niektorych wypadkow dochodzi na prostym odcinku drogi.Nieraz przyczyna jest nieostroznosc a nieraz brawura a jeszcze innym razem brak wyobrazni.Dla przykladu na wystajacej czesci mostu przerzuconego przez Dunaj zakonczyl zycie rowerzysta uderzajacy w konstrukcje.Jako ze tam odbywa sie ruch w obydwoch kierunkach wyjsciem bylo namalowanie pasow rozdzielajacych uzytkownikow.Mimo to dostrzega sie ryzykantow ktorzy scinaja ten zakret.Na pewno budowa sciezek rowerowych zmniejsza ilosc wypadkow ale tutaj tez dostrzegam rowerzystow na szybkich rowerach,ubranych w koszulki znanych grup ktorzy wola sie scigac z autami na szosie.mimo biegnacej na poboczu wyasfaltowanej sciezki rowerowej.Rozmawiajac na ten temat z kolarzem (byl nawet mistrzem Swiata w konkurencji pracownikow piekarstwa czy cukiernictwa )dlaczego jezdza po szosie powiedzial ze rowerowych sciezek nikt nie czysci i oni by nie nadazyli wymieniac ogumienia.Moze to jest polprawda ale uzytkownikow namawiam jedzcie posciezkach tam gdzie sa i uzywajcie kaskow ochronych.

    Odpowiedz