Wpuszczeni w chińską trawę

Piotr Schutta, zdjęcia: Jarosław Pruss 24 kwietnia 2015, aktualizowano: 24-04-2015 09:12

Jeszcze pięć lat temu miskant olbrzymi był hitem i alternatywą dla rolnictwa. Do jego uprawiania namawiało ministerstwo i eksperci od energetyki odnawialnej. Miało być różowo i z dużym zyskiem. Dziś słychać tylko lament plantatorów.

Żniwa miskanta olbrzymiego odbywają się wiosną. Ta chińska trawa ma pięciokrotnie wyższą wydajność z hektara niż rośliny zbożowe i szeroką gamę zastosowań. Można z niej produkować nie tylko pelet opałowy, ale też płyty wiórowe, profile okienne, izolacje i

Fot.: Jarosław Pruss

Do Janusza Markiewicza, który ma w Buszkowie pod Koronowem jedyną w Polsce wytwórnię granulatu opałowego z miskanta, przyjeżdżają wycieczki z całego kraju. Zwłaszcza delegacje z Ośrodków Doradztwa Rolniczego są bardzo zaciekawione. Liczą na garść porad, oczekując rewelacji w stylu „świetny pomysł”, „dochodowy interes”. Słyszą tymczasem wieści o nietrafionej inwestycji i nieporozumieniu.

Trawa zamiast truskawki


- Każdego, kto mówi, że chciałby innych rolników namawiać do uprawy miskanta, ostrzegam, iż potem będzie musiał zmienić adres albo wyjechać z kraju, bo rolnik go znajdzie nawet w piekle - mówi półżartem Janusz Markiewicz, przekrzykując dwa dudniące granulatory, które produkują na dobę około 50 ton peletu ze słomy miskanta olbrzymiego. To granulat w formie niewielkich pałeczek, wydajny energetycznie i stosunkowo tani. Rozmawiamy w pomieszczeniach wytwórni zbudowanej za 3,8 mln złotych. Ponad 2,5 mln dał Europejski Fundusz Rolny, resztę dorzucił Markiewicz. Oprócz tego wydał sporo na sadzonki, sadzarkę, specjalną sieczkarnię, ciągnik i ciężarówki, które miały dzień w dzień wozić pelet do odbiorców. Nie wożą, bo odbiorców nie ma.

Tak wygląda słoma miskanta po przeciśnięciu przez specjalne matryce. Po opuszczeniu granulatora materiał jest gorący.

fot. Jarosław Pruss

Tak wygląda słoma miskanta po przeciśnięciu przez specjalne matryce. Po opuszczeniu granulatora materiał jest gorący.


Dziś plantator nie chce nawet przypominać sobie wszystkich kosztów, które poniósł, „pakując się” w uprawę energetycznej trawy z Chin. Dość powiedzieć, że wartość samych sadzonek, którymi Markiewicz obsadził 450 hektarów, to około 2 mln złotych.


Wytwórnia granulatu musi działać przynajmniej przez najbliższe pięć lat. Inaczej pieniądze unijne trzeba będzie zwrócić. Na początku ten wymóg wydawał się łatwy do spełnienia. Interes z miskantem nie tylko miał się zwrócić, ale przynieść zyski. Poza tym miał być alternatywą dla dotychczasowej działalności Markiewiczów.

- Od 30 lat uprawiamy z żoną truskawki. Był czas, kiedy na 150 hektarach pracowała przy owocach armia ludzi. Prawdziwa armia. Ale to się skończyło. Dziś mamy 20 hektarów truskawek i problem ze znalezieniem pracowników do ich zebrania - opowiada mężczyzna.

Miało być pięknie


Odnawialnymi źródłami energii przedsiębiorca interesował się od dawna. Najpierw chciał założyć farmę wiatrową, ale konkurencja w okolicy okazała się zbyt duża. Potem rozważał zainwestowanie w fotowoltaikę, czyli pozyskiwanie energii słonecznej. Poczynił nawet, jak wspomina, pewne wydatki, zaangażował się w szkolenia, lecz znowu pojawiły się przeszkody trudne do pokonania, więc i tego pomysłu zaniechał.

- Wszyscy nam mówili, że uprawa miskanta ma przyszłość. Przemawiały za tym dyrektywy unijne, które nakazują Polsce zwiększenie udziału biomasy w energetyce i zmniejszenie emisji dwutlenku węgla do roku 2020. Były dopłaty hektarowe do upraw roślin energetycznych, była dobra atmosfera wokół całej sprawy - podkreśla Janusz Markiewicz.

Pierwszy cios spadł na samym początku, jeszcze w 2010 roku. Poczuli go wszyscy ci, którzy - tak jak Markiewicz skuszeni obietnicami i perspektywami - postanowili wówczas posadzić miskanta po raz pierwszy.

Z rozgoryczeniem opowiadają, jak niemal z dnia na dzień gruchnęła wieść, że dotacje unijne do roślin energetycznych właśnie się skończyły i nie będzie kolejnych, bo Unia Europejska zmieniła politykę. Wspominają spotkania z ministrem rolnictwa Markiem Sawickim, który przed kamerami z euforią opowiadał o roślinach energetycznych.

- A potem nagle się okazało, że dotacji nie będzie. Ktoś zadzwonił do Sawickiego, ale już go przekierowali do jednego z dyrektorów w ministerstwie. „Pan minister nie musi wszystkiego wiedzieć”, podobno powiedział mu pan dyrektor - wspominają rolnicy.

- To był faktycznie druzgocący cios dla całego sektora upraw energetycznych, nie tylko dla miskanta. Wielu rolników przez to zbankrutowało. Unia uznała, że rynek roślin energetycznych jest już na tyle silny, że plantatorzy i wytwórcy powinni sobie poradzić bez dopłat. Ale nie w Polsce - mówi Włodzimierz Majtkowski, dyrektor Ogrodu Botanicznego przy Instytucie Hodowli i Aklimatyzacji Roślin w Bydgoszczy. Człowiek, który w 1994 przywiózł do Polski pierwsze sadzonki miskanta olbrzymiego i przez lata naukowej obserwacji i doświadczeń dowiedział się o tej roślinie wszystkiego. Nadal jest jej gorącym zwolennikiem. To od niego m.in. czerpali wiedzę pierwsi polscy plantatorzy tej azjatyckiej trawy.

Będą likwidować


- Dzisiaj nikt się nami nie interesuje. Nie mamy znikąd wsparcia. Dotacje sie skończyły, a elektrociepłownie nie są zainteresowane odbiorem biomasy. Nie ma też zainteresowania nawet słomą zbożową - mówi Marian Pokrywka z województwa podkarpackiego. - Jeśli do 2020 roku nic się nie zmieni, powoli będę likwidował plantację. Zachowam tylko trochę na własny użytek - nie ukrywa.

Na polach Markiewiczów właśnie trwają miskantowe żniwa. Jest urodzaj, ale nikt nie ma wesołej miny. Jeździmy samochodem po okolicy, wszędzie natykając się na połacie ziemi obsadzone prawie dwumetrową, suchą już trawą grubości bambusa.

- O, tam też. Wszędzie ten cholerny miskant - Markiewicz pokazuje ręką gdzieś w kierunku horyzontu. Prawie do samego nieba piętrzą się gigantyczne budowle z balotów słomy miskanta olbrzymiego. Jeden z nich kiedyś stanął w ogniu. Strata: 120 tys. złotych, bo firma ubezpieczeniowa nie chciała tego ubezpieczyć. - Chyba mi Bóg rozum odebrał, że uwierzyłem w te wszystkie obietnice - dodaje plantator i zastanawia się, co zrobić z nadmiarem granulatu, który miał być odebrany przez elektrociepłownię z północy Polski, a zalega w magazynach. Za jakiś czas zamieni się w proszek i znowu trzeba będzie go zgranulować.

- Zabawa głupiego, a miesięczny koszt prądu, który pochłania wytwórnia, to 70 tys. złotych - dodaje Markiewicz. Nie kryje, że głównym jego problemem jest brak odbiorców. Duże firmy energetyczne nie chcą biomasy od polskiego rolnika.

- Robi mi się niedobrze, kiedy o tym wszystkim myślę. Polscy rolnicy i przedsiębiorcy po prostu zostali wpuszczeni w kanał. Gdyby to wszystko odbywało się w normalnym kraju, takim jak Niemcy czy Dania, to taka inwestycja byłaby opłacalna. Tam jeśli ludzie słuchają rad ministerstwa, dobrze na tym wychodzą. U nas odwrotnie. Bardzo mi przykro, ale żyjemy w dzikim kraju - nie owija w bawełnę Grzegorz Wisniewski, prezes zarządu Instytutu Energetyki Odnawialnej.

Warto wiedzieć


Zmora, czyli dziki import biomasy

- Jak mówią plantatorzy, zmorą jest dla nich dziki import biomasy, którego Polska nie kontroluje. Zamiast kupować pelet z miskanta, rodzimy przemysł energetyczny woli kupić statek pełen łupin kokosowych z egzotycznego kraju.

- Zahamowanie upraw roślin energetycznych ma związek również z handlem tzw. zielonymi certyfikatami. Jak mówią eksperci, elektrociepłowniom łatwiej jest kupić papierek na Giełdzie Świadectw Energetycznych niż wywiązać się z obowiązku korzystania z odnawialnych źródeł energii. Zwłaszcza że cena świadectw spadła w ostatnim czasie prawie trzykrotnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 06-03-2017 12:20

    Brak ocen 0 0

    - edi: Słoma z miskanta jest chyba najbardziej ekologiczną słomą jaką można sobie na tym świecie wyobrazić. A może pójść w tę stronę i sprzedawać ją pod uprawę warzyw albo do ściółkowania roślin.

    Odpowiedz

  2. 15-01-2017 22:59

    Brak ocen 0 0

    - Yo: To prawda te dotacje to tylko wykaszanie przedsiębiorczych ludzi, zmieniają prawo co 2 lata tak aby wybić tych co zainwestują. To samo zrobili z wiatrakami, najpierw obiecali potem ludzie zainwestowali i dopłaty zabrali...

    Odpowiedz