Biblioteki tętniące kulturą

Paulina Błaszkiewicz 21 kwietnia 2015

Spotkanie ze znanym pisarzem, głośne czytanie, dyskusja o ciekawej książce - to tylko część obowiązków, które panie z bibliotek podejmują po godzinach. Czasu nie liczą, bo praca dla lokalnych społeczności jest ich pasją.

Maria Bernacka na co dzień pracuje w filii nr 10 Książnicy Kopernikańskiej w Toruniu, w której obsługuje pacjentów i personel szpitala dziecięcego

Fot.: Jacek Smarz

- „Gdzie ty tak długo byłaś?”- nieraz zdarzało się, że właśnie tymi słowami witał mnie mąż po powrocie z pracy. Dziś to się zmieniło, bo małżonek nie tylko się przyzwyczaił, ale też zaakceptował to, czym się zajmuję zawodowo. Ale znajomych nadal dziwi, że bibliotekarka może pracować tak długo. Dość często słyszę pytania w stylu: „No i co z tego masz?"- mówi Teresa Mazurkiewicz z filii nr 13 Biblioteki Miejskiej w Grudziądzu.

Czytelnik mile widziany


W tym mieście prowadzi też dwa Dyskusyjne Kluby Książki. Jeden dla dorosłych, drugi - książki mówionej - dla osób niewidomych. Poza spotkaniami z czytelnikami, z którymi rozmawia o przeczytanych książkach, organizuje również spotkania z autorami. W bibliotece w Grudziądzu gościli m.in.: Wojciech Kuczok i Jacek Dehnel.


To wszystko odbywa się po godzinach pracy biblioteki, ale dla Teresy Mazurkiewicz nie jest to problemem. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta - bo praca jest jej pasją. Bibliotekarka chętnie uczestniczy w różnego rodzaju kursach, by pogłębiać wiedzę i zdobywać nowe umiejętności. Ostatnio brała udział w szkoleniu z prowadzenia spotkań autorskich. Dzięki temu nie będzie musiała zapraszać do biblioteki moderatora. Ma nadzieję, że sprawdzi się w nowej roli - odwagi jej przecież nie brakuje.
O wiedzy pani Teresy na temat książek nie trzeba wspominać. Książki to przecież jej świat.

- Oczywiście, że mam swoich ulubionych pisarzy - przyznaje Teresa Mazurkiewicz. - Andrzej Stasiuk, Jacek Dehnel, Joanna Bator - to tylko niektóre nazwiska, które teraz przychodzą mi do głowy. Nieraz miałam ochotę z tymi twórcami porozmawiać, aż w końcu dwoje ostatnich pisarzy udało mi się poznać osobiście.

Pani Teresa o swojej pracy może mówić godzinami, bo to przecież znaczna część jej życia, która nie polega tylko na wypożyczaniu książek. Ona pracuje w miejscu, które pełni rolę integracyjną. W bibliotece tętni życie. To miejsce spotkań, a czasem burzliwych dyskusji. Na spotkania Dyskusyjnego Klubu Książki może przyjść i młodszy, i starszy - każdy czytelnik jest ważny i mile widziany.

Zamiast oglądać TV


Podobnie jest w maleńkiej Krobi koło Torunia, w której Dyskusyjnego Klubu Książki jeszcze nie ma, ale funkcjonuje za to punkt biblioteczny, który prowadzi Maria Bernacka. Na co dzień kieruje filią nr 10 Książnicy Kopernikańskiej, w której obsługuje pacjentów i personel szpitala dziecięcego w Toruniu. Po pracy natomiast - zamiast pić herbatę i oglądać telewizję - udziela się społecznie w rodzinnej wsi.

- Biblioteka w Krobi to był mój pomysł i moja inicjatywa - przyznaje pani Maria. - Wszystko zaczęło się od zebrania sołeckiego, na którym dowiedziałam się, że zostanie u nas wybudowana świetlica wiejska. Zaproponowałam wójtowi, że jeśli zagwarantuje odpowiednie pomieszczenie, to ja zorganizuję i poprowadzę niewielką bibliotekę. Wójt jest z zawodu polonistą, więc nie musiałam go długo przekonywać - wspomina bibliotekarka.

Pomieszczenie, oczywiście, się znalazło, dodatkowo gmina kupiła dziewięć regałów i biurko. O resztę, czyli książki, zadbała pani Maria.
- Trochę książek przyniosłam z mojego domowego księgozbioru, ale wsparli mnie też sąsiedzi, znajomi, no i moje nieocenione koleżanki bibliotekarki - dodaje Maria Bernacka. - Dzięki temu mamy w Krobi małą bibliotekę, do której mieszkańcy mogą przyjść dwa razy w tygodniu.

Takich kobiet jak Teresa Mazurkiewicz i Maria Bernacka jest w naszym regionie więcej. W Toruniu, Bydgoszczy, Chełmży, Wąbrzeźnie, Chełmnie, Ciechocinku czy Świedziebni też prężnie działają biblioteki i Dyskusyjne Kluby Książki. We wszystkich pracują kobiety z pasją. Na pierwszym miejscu nie stawiają pieniędzy, ale możliwość obcowania z książką, a czasem z jej autorem. Spotkanie autorskie to - szczególnie w niewielkiej miejscowości - wielkie wydarzenie, choć czasami okoliczności bywają naprawdę klimatyczne.

Kilka lat temu w jednym z miasteczek w naszym regionie gościła Roma Ligocka, znana malarka i pisarka. Spotkanie odbyło się w piątek w Miejskim Domu Kultury, ponieważ pomieszczenie biblioteki było za małe. Następnego dnia w tym miejscu miało odbyć się huczne wesele. Wielkie było zdziwienie pisarki, kiedy wchodząc do sali ujrzała kucharki przerabiające świniaka, a konkretnie siekające mięso. Trudno się dziwić, że Roma Ligocka miała poważne wątpliwości, czy w takich warunkach można spokojnie mówić o literaturze. Na szczęście panie bibliotekarki wykazały się ogromną siłą przekonywania. Tłuczki udało się „wyciszyć” i sama autorka, dziękując organizatorkom, przyznała na koniec z uśmiechem, że było to jedno z ciekawszych jej spotkań z czytelnikami.

Najważniejszy jest pomysł


To kolejny dowód na to, że kulturę tworzą ludzie. Najważniejsza jest inicjatywa, pomysł, który przyciągnie czytelników. Panie bibliotekarki z naszego regionu doskonale to rozumieją. W różny sposób zabiegają o pieniądze i dbają o to, by biblioteki nie były tylko instytucjami czynnymi „od do”, ale miejscami otwartymi dla lokalnych społeczności, w których często dzieje się coś ciekawego. A co jest dla nagrodą? Nagrodą jest najczęściej osobista satysfakcja i radość z tego co się robi.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 22-04-2015 09:49

    Brak ocen 0 0

    - Torunianka: czy można bibliotece w Krobi podarować używane książki (w dobrym stanie)?

    Pokaż odpowiedzi (2) Odpowiedz

    1. 21-04-2015 10:22

      Oceniono 3 razy 2 1

      - Elanek na Mysiej Wieży: Co nam z tego ?!... że Biblioteki tętnią kulturą i pełnią dyskusji a Panie Bibliotekarki w syzyfowym trudzie "wypruwają sobie żyły" aby tę kulturę wszczepić rządzącej koalicji PO-PSL choć ździebko... NADAREMNIE ! Z ekranów telewizorowni wyzierają ku Nam ich zakłamane gęby chwalące się tym, czego MY wiemy, że nie zrobiły PO-d żyrandolem i w ławach PO-selskich, wylewając przy tym insynuacyjne PO-myje z błotem na opozycję. To zakłamanie jest tak wielkie i zalewa Nas istnym "Potopem" znanym z przeszłości jako szwedzki, co nie uszło też uwadze mieszkającemu w Berlinie Panu Mecenasowi Hamburgerze, który przypomniał nam, że najlepszym wariometrem na mówienie NIEPRAWDY jest spuszczony łeb kłamczucha a gdy mu się patrzy prosto w patrzołki to mruga nimi jak opętany bo nie jest wstanie wytrzymać spokojnie Naszego wzroku. Jest to idealny sposób na rozpoznanie prawdomówności aby nie zostać ciemniakiem. Przypomina to Nam wynaleziony przez Naszych Bohaterskich Obrońców w 1939 roku sposób na agresora, gdy to przyszło IM stoczyć walkę wręcz w ciemnym pomieszczeniu i nie było wiadomo "kto jest kto", wtedy rozległ się głos w ciemnościach... Chłopaki,macajcie guziki na hełmach szkopów !

      Pokaż odpowiedzi (3) Odpowiedz