W samym sercu miejskiej dżungli

Katarzyna Bogucka 17 kwietnia 2015

Poszukiwacze śladów raju na ziemi daleko ruszać się nie muszą. Ich niebiańską ciekawość zaspokoją zwyczajne tylko z pozoru, a znajdujące się po sąsiedzku, ogrody botaniczne. O tej porze roku dzieją się w nich prawdziwe cuda.

W tym tygodniu kaczka krzyżówka z „botanika” UKW w Bydgoszczy wyprowadziła na świat swoje kaczątka. Młode już pływają po stawie, ale zliczyć ich nie sposób, wydaje się, że szarawych pierzastych kuleczek jest osiem albo dziewięć...

Fot.: Barbara Wilbrandt

Gdyby nie odwiedziny w Ogrodzie Botanicznym UKW w Bydgoszczy (ten urokliwy zakątek mieści się przy ul. Niemcewicza), zwykły mieszczuch pewnie nigdy nie zobaczyłby na własne oczy - i to w samym sercu miejskiej dżungli - np. maklury pomarańczowej (fachowo: żółtnicy pomarańczowej), której owoce przypominają większe piłki tenisowe albo, z uwagi na specyficzne pofałdowanie, ludzki mózg. Bydgoscy botanicy są dumni, bo żółtnice niezbyt często owocują w Polsce.


Ich „piłki” skutecznie odstraszają owady, z kolei inny tajemniczy okaz z tego zieleńca przyciąga do siebie...dzieciaki. Chodzi o „drzewo pachnące watą cukrową” - taką nazwę wymyślili najmłodsi. Ciasteczkowe drzewo (niemiecka nazwa Kuchenbaum) to grujecznik japoński. Jego liście po wyschnięciu faktycznie pachną świeżymi słodkimi wypiekami. Zapachów - i smaków też - jest pod tym adresem więcej, choćby w postaci drzew owocowych, grzybów, ale i miodu. Już dawno temu „botanik” UKW wziął na siebie rolę rzecznika prasowego pszczelego rodu. W ogrodzie stworzono pasiekę pszczół miodnych i słomkowe domy dla dzikich murarek (na początku tygodnia murarki siedziały jeszcze w kokonach, w zamurowanych rurkach). Obok uli już zbierają się ciekawi świata uczniowie.

- Maluchy nie odróżniają pszczół od os. Tłumaczymy im w czasie warsztatów, że osy są szczupłe, że mają jaskrawożółte paski, i że pszczoły nie są kamikadze - mówi Barbara Wilbrandt, kierowniczka Ogrodu Botanicznego UKW w Bydgoszczy. - Te owady mają mnóstwo obowiązków, a pozbywając się żądła w czasie użądlenia, straciłyby życie. Co innego osy. Ich gładkie żądło wsuwa i wysuwa się z ciała ofiary nie szkodząc owadowi.

Paw indyjski swoje 200 pawich oczek prezentuje wybrance od wiosny do lata. Ozdobny tren (o długości do 1,5 metra) u samców wyrasta w trzecim roku życia. Pawie są zaskakujące. Zjadają jadowite kobry bez szkody dla zdrowia, aktywne są co prawda za dnia, ale

fot. Sławomir Kowalski

Paw indyjski swoje 200 pawich oczek prezentuje wybrance od wiosny do lata. Ozdobny tren (o długości do 1,5 metra) u samców wyrasta w trzecim roku życia. Pawie są zaskakujące. Zjadają jadowite kobry bez szkody dla zdrowia, aktywne są co prawda za dnia, ale


W lekcjach biologii pod chmurką pomagają rezydenci ogrodu, m.in. dwie bardzo oswojone wiewiórki, jeże i wiele ptaków. Drugą specjalnością tego ogrodu botanicznego są zajęcia właśnie poświęcone ptakom, m.in. ich obserwowanie, obrączkowanie, liczenie. Najbardziej drapieżny jest krogulec (poluje na gołębie), najbardziej przyjazny - kos.

Królestwo traw


Z centrum Bydgoszczy przenosimy się na drugi koniec miasta, do Myślęcinka, do wciąż mało znanego ogrodu botanicznego Instytutu Hodowli i Aklimatyzacji Roślin przy ul. Jeździeckiej. Fenomenem tego ogrodu są trawy. Tak bogatej kolekcji nie ma żaden instytut badawczy ani ogród botaniczny w Polsce. Zbiór, gromadzony od 1973 roku, liczy 650 gatunków. Są w nim trawy afrykańskie, południowoamerykańskie, azjatyckie i polskie. Jedne wysokie na trzy metry, inne wielkości małej monety. Można z nich przygotować karmę dla zwierząt, piękną roślinę ogrodową, wreszcie - wyprodukować energię. Trawy to jednak nie wszystko, co ogrodnicy IHiAR mają do zaoferowania, ale nie będziemy uchylać rąbka tajemnicy. Ogród IHiAR-u jest dostępny dla każdego. Zgromadzone tam rośliny można podziwiać od poniedziałku do piątku w godz. 8-15.

Hektary piękna


Nieopodal, na terenie Leśnego Parku Kultury i Wypoczynku, rozciąga się prawdziwy fenomen, jeden z większych ogrodów botanicznych w Polsce. Ma ponad 56 hektarów powierzchni, dodajmy, że jest doskonale położony. Ulokowano go w towarzystwie Strugi Myślęcińskiej, na licznych wzniesieniach.

- Ta lokalizacja, ta rzeźba terenu to ogromny atut - mówi Karol Dąbrowski, do niedawna kierownik myślęcińskiego „botanika”. Z ogrodem związany jest od 1976 roku i wciąż nie może się z nim rozstać. - Pierwsze założenia projektowe udało się sfinalizować. Drzewa posadzone ponad 30 lat temu już mnie przerosły, teraz czas na przebudowę wejścia głównego i dalsze nasadzenia, np. roślin różnych rejonów geograficznych. Marzy się nam zimowa szklarnia, choćby niewielka.

I bez niej liczba gatunków roślin jest imponująca. - Około tysiąca - podaje Iwona Bednarek, obecna kierowniczka Ogrodu Botanicznego LPKiW w Bydgoszczy. Podkreśla, że ogród ma charakter siedliskowy, ale pozyskanie specyficznego materiału roślinnego na te siedliska wcale nie jest proste. - Ostatnio bardzo pomogła nam firma Ikea, która w zamian za wycinkę drzew na placu budowy, zaoferowała rośliny i to takie, które sami wskazaliśmy, czyli m.in. w różnych odmianach jabłonie ozdobne, wiśnie, klony, dęby, a także derenie, sosny, cypryśniki błotne, azalie, budleje...

Dwa w jednym


W Toruniu, wyszukanych odmian roślin szukać można pod dwoma adresami. Pierwszy to toruński Ogród Zoobotaniczny przy ul. Bydgoskiej 7. Miejsce jest nietypowe, bo przenikają się w nim fauna i flora. W zeszły piątek ogród przywitał nowych mieszkańców - parę młodych rysiów karpackich.

- Przyjechała do nas z Niemiec, są niespokrewnione, więc będą naszą parką hodowlaną - wyjaśnia Beata Gęsińska, dyrektorka Ogrodu Zoobotanicznego.

Koty nie mają jeszcze roku. Odmłodzenie bardzo się przyda ogrodowej populacji. Stara rysica skończyła dwadzieścia lat, należy się jej wypoczynek, a dojrzały samiec nie nadawał się do reprodukcji. Do zoologicznej kompanii dołączył także młody ogier osła, z czego pewnie ucieszy się jego rówieśnica, ośliczka Tekla. Łącznie przy ul. Bydgoskiej mieszka 240 zwierząt 87 gatunków.

Przejdźmy do części botanicznej z 1500 odmianami i gatunkami nasadzeń. Najciekawsze z nich to: sosna czarna, platan klonolistny, miłorzęby, buk czerwony, dąb szypułkowy, metasekwoja. Interesująca jest także kolekcja azalii japońskich czy rododendronów. Z najnowszych okazów warto wymienić franklinię amerykańską.

Ogrodowa szkoła cierpliwości


Z punktu widzenia naukowego największą skarbnicą Torunia jest jednak Ogród Botaniczny UMK (Wydział Biologii i Ochrony Środowiska) przy ul. Lwowskiej, czyli dwie szklarnie o powierzchni 400 mkw. oraz teren pod uprawy na zewnątrz o powierzchni 1400 mkw. W szklarniach rośnie około trzech tysięcy roślin, reprezentujących 840 gatunków i odmian. Najliczniejszą grupę (302 gatunki) stanowią sukulenty, czyli rośliny doskonale radzące sobie z suszą. W ogrodzie na zewnątrz obejrzeć można około 300 gatunków roślin głównie klimatu umiarkowanego. Są to w większości okazy obcego pochodzenia - azjatyckie, północnoamerykańskie, ale i europejskie. O ogrodzie najwięcej wie jego kierownik, dr Lucjan Rutkowski. Wspomina czasy, gdy cytrusy hodowane były z nasion.

- Oczekiwanie na ich owoce nauczyło mnie cierpliwości - przyznaje dr Rutkowski. - Na owocowanie banana miniaturowego czekałem 17 lat. W latach 80. sprowadziłem z Powsina, z ogrodu PAN, pierwsze nasiona kalamondyny, czyli miniaturowej pomarańczy. Kwitnie dopiero od pięciu lat. Miesiąc temu cytrusy mające ok. 25-30 lat, wytworzyły kwiaty. Skąd taka zwłoka? Widać siewki wymagały szczególnych warunków...

Z latami 80. wiążą się początki wzbogacania hodowli egzotycznych gatunków na UMK. Był to czas, gdy naukowcy mogli częściej wyjeżdżać na zagraniczne konferencje, sympozja i przywozili stamtąd do Torunia ciekawe okazy roślin. Pomagali także znajomi. Ktoś przywiózł z Sycylii pomarańczę gorzką, ktoś inny dziką limonkę z Wietnamu...

Agresywna roślinka


Uniwersytet chwali się także marakują, śniedkiem (cebulą indyjską), ma kilka figowców, chleb świętojański (szarańczyn strąkowy; wymieniany jest jako posiłek głodnego syna marnotrawnego z Biblii), i wzbudzające największą sensację wśród najmłodszych gości - afrykańskie tykwy, czyli „maczugi Herkulesa”.

W szklarniach owocują także ananasy. Sensację zaś wzbudza pnącze kokornak. Chodzi nie tylko o jego wygląd (nieco drapieżny), ale i styl życia. Ma olbrzymie kwiaty (nawet 30 na 30 centymetrów). Pączki wyglądają jak piłka do rugby, ale gdy się na nie naciśnie, czuje się, że to piłka niezbyt dobrze napompowana. Kwiaty przetrzymują w środku żywe owady. Areszt ma je zmusić do skutecznego zapylenia. A później kokornak strzela nasionami...