Nudna kampania zastępczych kandydatów

Przemysław Łuczak 17 kwietnia 2015

Rozmowa z prof. KAZIMIERZEM KIKIEM, politologiem.

Fot.: Wojciech Kusiński


Podziela Pan opinię, że tegoroczna kampania prezydencka jest nudna i pozbawiona wyrazu?
Można powiedzieć, że tak naprawdę kampanii nie ma, ponieważ nie ma prawdziwych kandydatów do urzędu prezydenta. Oczywiście poza Bronisławem Komorowskim, mającym za sobą pięć lat prezydentury, w której nie było ani jednego momentu, który można by określić jako słaby. W sytuacji, kiedy główne partie wystawiły zastępczych kandydatów, kampania również musi mieć zastępczy charakter. Liderzy ugrupowań politycznych traktują ją jako próbę przed wyborami parlamentarnymi.

Co mogłoby ożywić tę niemrawą kampanię?
Nic nie jest w stanie jej ożywić, skoro nie ma tego podstawowego paliwa debaty politycznej, jakim powinni być sami kandydaci. Odnoszę wrażenie, że polskie partie polityczne dostały jakiegoś zawrotu głowy, wpadając na pomysł, że kandydata na urząd prezydenta RP, było nie było średniego państwa europejskiego, można znaleźć z dnia na dzień. Wydaje im się, że można wystawić przypadkową osobę bez autorytetu, doświadczenia politycznego i społecznego, znaczącego dorobku zawodowego.

Dlaczego tak się dzieje?
To, że do wyborów prezydenckich stają zastępczy kandydaci jest klęską i kompromitacją liderów partii politycznych. Rzeczą naturalną jest to, że do najwyższego urzędu w państwie powinien aspirować przywódca polityczny, a nie jego namiestnik. U nas jest inaczej, ponieważ partie polityczne mają bardzo niską akceptację społeczną, a ich liderzy wysoki negatywny elektorat. To powoduje, że żaden z nich nie odważy się na otwartą konfrontację w większościowych wyborach prezydenckich. Wolą chować się za podwójną gardą, jak to mówi się w boksie, wyborów parlamentarnych, w których obowiązuje ordynacja proporcjonalna.

Może znaczenie prezydenta jest zbyt małe i dlatego partie w ten sposób podchodzą do tych wyborów?
Uważam, że nie doceniamy urzędu prezydenta i jego uprawnień, nadanych przez konstytucję z 1997 roku. Jeżeli popatrzymy na prezydentury Lecha Wałęsy, Aleksandra Kwaśniewskiego, a nawet Lecha Kaczyńskiego, to dostrzeżemy, że wszystko zależy od osobowości tego, który sprawuje ten urząd. Jeżeli ktoś chce być prezydentem, z którym politycy się liczą, to konstytucja daje mu takie możliwości. Powiem więcej, konstytucja i ordynacja wyborcza dają prezydentowi większą reprezentatywność, a zatem i wiarygodność niż jakiemukolwiek premierowi w całych dziejach III Rzeczpospolitej. Prezydent wybierany jest w wyborach powszechnych. Jeżeli weźmiemy pod uwagę fakt, że frekwencja w tych wyborach wynosi około 50 proc., a chcąc je wygrać, trzeba uzyskać przynajmniej połowę tych głosów plus jeden, to prezydent reprezentuje ponad 35 proc. uprawnionych do głosowania. Natomiast zważywszy na ordynację wyborczą do parlamentu i frekwencję, wynoszącą poniżej 50 proc., to np. obecna pani premier reprezentuje tylko 20 proc. wyborców.

Czy atut pięciu lat prezydentury nie powoduje, że Bronisław Komorowski nie musi się specjalnie wysilać w kampanii, bo ma świadomość, że i tak zostanie wybrany na drugą kadencję?
Musimy pamiętać, że Bronisław Komorowski też kiedyś był kandydatem zastępczym i został prezydentem, nie posiadając atrybutów koniecznych do sprawowania tego urzędu. On do tego stopniowo dorastał, nie popełnia większych błędów, co wcale nie oznacza, że nie można by znaleźć innych osób, które ze względu na swój intelekt, wybitne osiągnięcia zawodowe czy cechy moralne, są chlubą Rzeczpospolitej i mogłyby ubiegać się o prezydenturę. W pierwszej części kampanii główny wysiłek ugrupowań koncentrował się na doprowadzeniu do rozpoznawalności wystawionych przez siebie kandydatów na prezydenta. Tymczasem kandydatem powinien być ktoś, kto jeszcze na długo przed rozpoczęciem kampanii cieszył się powszechnym autorytetem. Wymienię tutaj dla przykładu tylko dwa nazwiska: prezesa PAN prof. Michała Kleibera i prof. Andrzeja Nowaka, historyka z Uniwersytetu Jagiellońskiego, o których od dawna mówi się, że mają wszelkie cechy niezbędne do sprawowania urzędu prezydenta. Liderzy polityczni jednak znowu postawili na „instrumenty”.

Czy kandydat PiS Andrzej Duda ma szanse na coś więcej niż tylko wejście do drugiej tury wyborów?
Jeżeli patrzymy na sondaże, to, nawet nie mając do nich szczególnego zaufania, musimy brać pod uwagę, że prezydent Komorowski po pięciu latach sprawowania urzędu ma wciąż ponad 40 proc. poparcia, a jego najpoważniejszy kontrkandydat o połowę mniej. Z tego wynika, że Andrzej Duda nie ma nawet poparcia całego elektoratu PiS, który wynosi około 30 proc. Trzeba bowiem pamiętać, że obecny prezydent jest osobą z konserwatywnego nurtu politycznego. Ma zatem także poparcie części wyborców PiS, tych, którzy nigdy nie zagłosują na PO, ale zagłosują na konserwatywnego Komorowskiego. Jedyną szansą Dudy na uzyskanie dobrego wyniku byłaby niska frekwencja. Bezbarwna kampania prowadzona przez zastępczych kandydatów nie przyciąga uwagi społeczeństwa, a nawet zniechęca do jej śledzenia, co może skutkować niską frekwencją.

Z sondażu TNS Polska wynika, że głosować w wyborach prezydenckich zamierza 56 proc. obywateli...
Pamiętajmy, że frekwencja zwykle jest niższa niż wskazują sondaże. Jeżeli udział w głosowaniu zapowiada 56 proc. wyborców, to w rzeczywistości zagłosuje poniżej 50 proc. W latach 90. frekwencja w wyborach prezydenckich sięgała 65 proc. Później było to 49 proc., a ostatnio 56 proc., czyli tak, jak to przewidują dzisiejsze sondaże. W 2010 roku mieliśmy jednak do czynienia z szczególną sytuacją, bo ludzie mieli szczególnie duże motywacje do uczestniczenia w głosowaniu. W 2005 roku, kiedy Lech Kaczyński pokonał Donalda Tuska, frekwencja wyniosła poniżej 50 proc. Wówczas była to rozgrywka pomiędzy dwoma prawicowymi kandydatami i teraz będziemy mieli do czynienia z podobną sytuacją.

Będzie druga tura?
To nie jest jeszcze takie pewne, mimo że sondaże na to wskazują. Jeżeli do samych wyborów utrzyma się tych 46 proc. poparcia dla Bronisława Komorowskiego, może się okazać, że druga tura nie będzie konieczna. To dość paradoksalne, ale dużo zależy od tego, jakie poparcie będą mieli Paweł Kukiz i Janusz Korwin-Mikke. Jeżeli przybędzie im zwolenników i razem będą mieć 12-13 proc. głosów, to zmniejszy się poparcie dla Dudy, ale nie odbierze głosów Komorowskiemu. Duda może dostać wtedy poniżej 30 proc. głosów, czyli mniej niż wynosi poparcie dla PiS. W takim przypadku może nie dojść do drugiej tury i rzutem na taśmę wygra już w pierwszej turze Komorowski. Myślę jednak, że będzie druga tura. I dojdzie do niej głównie na życzenie sztabowców Bronisława Komorowskiego, którzy za bardzo uwierzyli w siebie, przespali początek kampanii i pozwolili rozwinąć sztandary Dudzie. Jego działania miały wówczas konstruktywny charakter, Duda wychodził z jakimiś pomysłami. Tyle tylko, że kandydat PiS wszystko, co można było sprzedać w kampanii wyborczej, już sprzedał, a teraz będzie się tylko „czepiał” Komorowskiego, skupi się na destrukcji. A destrukcji Polacy specjalnie nie akceptują.

Teczka osobowa


Politologia, literatura i turystyka


- Kazimierz Kik (68 l.), politolog i historyk. Jest dyrektorem Instytutu Nauk Politycznych Uniwersytetu Jana Kochanowskiego
w Kielcach, wiceprzewodniczącym Komitetu Nauk Politycznych PAN oraz ekspertem Polskiej Komisji Akredytacyjnej. Jego zainteresowania naukowe koncentrują się m.in. na problematyce integracji europejskiej i współczesnych aspektach politycznych Europy, procesach politycznych i gospodarczych zachodzących w świecie w XXI wieku.

- Hobby: literatura piękna, turystyka i polityka.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 20-04-2015 09:47

    Oceniono 3 razy 3 0

    - daro: Cała prezydentura była słaba.

    Odpowiedz

  2. 19-04-2015 18:32

    Oceniono 3 razy 3 0

    - miljur: No cóż jaki profesór taki poziom jego komentarza. Nic dodać nic ująć kolejne platformowe wcielenie profesorskie nic nie reprezentujące.

    Odpowiedz

  3. 19-04-2015 10:24

    Oceniono 2 razy 2 0

    - Maria: Kandydatami są młodzi wykształceni ludzie, znający języki i na pewno nie będą nas ośmieszali jak obecny B. Komorowski. Tylko wstyd przynosi jak pojedzie gdzieś z wizytą. Przecież J. Kenedy też był młodym prawnikiem.

    Odpowiedz

  4. 17-04-2015 19:34

    Oceniono 5 razy 1 4

    - ja: Po co ta dyskusja? Przecież Pan wie, że żądzą nami złodzieje a do władzy chcą jeszcze wariaci. Nie zna Pan jednego z ostatnich rysunków satyryka Krauzego? To On napisał na tablicy kogo możemy wybrać. Jedną połowę tablicy zajmowało słowo "złodzieje" a drugą właśnie słowo "wariaci". I ja ten jego pogląd w całości popieram. Dlatego na żadne wybory nie idę. I jest to najbardziej racjonalne podejście społeczeństwa, które powinno pokazać tym złamasom gdzie ma te paskudne, tępe "elity" a właściwie "elyty" łącznie z Bronkiem od "bulu". Oni chcą aby ich tylko legitymizować dlatego najlepiej olać ich i nie iść na wybory.

    Odpowiedz

  5. 17-04-2015 07:29

    Oceniono 4 razy 1 3

    - ochlapus: Kandydaci na prezydenta mają byc tacy aby nie zagrozili obecnie nam panującemu.

    Odpowiedz

  6. 17-04-2015 07:26

    Oceniono 4 razy 2 2

    - zitowiec: Można powiedzieć, że partiom dobrze jest być w opozycji zero odpowiedzialności za kraj a kasa leci.

    Odpowiedz