Urzędnicy gorsi od mafii?

Grażyna Ostropolska 17 kwietnia 2015

- Stop niszczeniu firmy! - krzyczą protestujący pracownicy chełmżyńskiego Bioetanolu AEG. W lutym Urząd Celny w Toruniu cofnął firmie zezwolenie na prowadzenie składu podatkowego i naliczył... 115 mln zł akcyzy, co położyło ją na łopatki.

Kilkudziesięciu pracowników Bioetanolu pikietowało przed Izbą Celną w Toruniu, domagając się rozmowy z dyrektorem. Chcieli go prosić o uchylenie decyzji naczelnika Urzędu Celnego, cofającej ich firmie zezwolenia na prowadzenie składu podatkowego

Fot.: Grzegorz Olkowski

Bioetanol musiał zaprzestać produkcji alkoholu etylowego i wykonywanych na jego bazie wyrobów (rozpuszczalników, rozcieńczalników, środków biobójczych dla szpitali oraz biokomponentów do paliw), a celnicy zabezpieczyli majątek, towar i konta firmy na okoliczność zobowiązań akcyzowych, wyliczonych za dwa lata wstecz. Zobowiązań domniemanych, bo o tym, czy nałożenie alkoholowej akcyzy na wyroby chemiczne Bioetanolu, w związku ze zmianą ich klasyfikacji przez urząd było słuszne, zdecyduje sąd.


- Naczelnik Urzędu Celnego w Toruniu, nie czekając na ostateczną decyzję, odebrał nam zezwolenie na prowadzenie składu podatkowego i wygasił produkcję, więc gdy Wojewódzki Sąd Administracyjny lub NSA wyda w końcu pozytywny dla nas wyrok

będzie już po nas pozamiatane


- tłumaczy Roman Mierzwa, prezes zarządu Bioetanolu AEG sp. z o.o. Ma powód, by podważać zasadność akcyzy na towar, który, jego zdaniem, opodatkowaniu nie podlega, bo dyrektor toruńskiej Izby Celnej już uchylił pięć wcześniejszych decyzji domiarowych i nakazał naczelnikowi urzędu rozpatrzenie spraw od nowa.

Każdy dzień przestoju kosztuje Bioetanol 21 tys. zł. - Mamy już milion złotych straty i tracimy rynek zbytu, bo nasi klienci sięgają po towar węgierski, łotewski i niemiecki - ubolewa prezes, który po zamknięciu składu musiał złożyć wniosek o upadłość firmy.

- Układową, ale trudno wymagać od wierzycieli, by poszli na układ, jeśli nie wznowimy produkcji - dzieli się obawami.

- Urzędnicy są gorsi od mafii, bo ta nie zamyka zakładu i nie żąda haraczu za dwa lata wstecz! - te gorzkie słowa padają z ust pracowników, obawiających się utraty pracy. 15 osób (zatrudnionych na umowy na czas określony) już ją straciło, pozostałych 65 żyje nadzieją, że Wojciech Baranowski, dyrektor Izby Celnej w Toruniu uchyli decyzję naczelnika UC Janusza Maślanki, zamykającą skład i produkcję w Bioetanolu.

- 20 lutego złożyłem taki wniosek w Izbie Celnej, ale nie mam odpowiedzi - tłumaczy Roman Mierzwa.

Janusz Makolus, dyrektor ds. produkcji w chełmżyńskim Bioetanolu, oprowadza nas po unieruchomionym zakładzie. Pokazuje miejsca, gdzie w specjalnych kadziach rozmnażano drożdże, oraz ogromne zbiorniki o pojemności 50 tys. litrów

fot. Jarosław Pruss

Janusz Makolus, dyrektor ds. produkcji w chełmżyńskim Bioetanolu, oprowadza nas po unieruchomionym zakładzie. Pokazuje miejsca, gdzie w specjalnych kadziach rozmnażano drożdże, oraz ogromne zbiorniki o pojemności 50 tys. litrów


Załoga Bioetanolu robi, co w jej mocy, by ratować firmę. - Protestowaliśmy pod Urzędami Wojewódzkim w Bydgoszczy i Marszałkowskim w Toruniu, pikietowaliśmy też pod siedzibą toruńskich służb celnych. Chcieliśmy rozmawiać z ich szefem, ale wyszedł do nas rzecznik i oznajmił, że dyrektor izby ma 60 dni na rozpatrzenie wniosku o uchylenie decyzji naczelnika - relacjonuje Krzysztof Kamiński, pracownik Bioetanolu. Ma na utrzymaniu żonę i dwoje dzieci, więc praca jest dla niego na wagę złota. - Zapytałem rzecznika, czy on przez te 60 dni

da mi na chleb


- wspomina pan Krzysztof. Odpowiedzi nie dostał i nie kryje goryczy: - Urzędnicy zniszczą nas i inne gorzelnie, bo Polskę zalewa konkurencyjny towar z Węgier, mniej skażony niż nasz, za to tańszy, bo bez akcyzy.

Bezrobocie w Chełmży sięga 20 proc., więc pracownicy od lutego żyją w stresie. Piotr Walecki ma na utrzymaniu czworo dzieci i nie wie, co zrobi, gdy gorzelnia padnie. W Bioetanolu pracuje też cała rodzina Tąklewiczów: mąż, żona i dwaj synowie. Poraża ich świadomość, że jedna pośpieszna urzędnicza decyzja może im zrujnować życie.

Ewa Chilewska, kierowniczka zakładowego laboratorium (z 15-letnim stażem pracy i dwójką dzieci na utrzymaniu) też boi się o przyszłość. - Nie wsiądę do pociągu i nie przeprowadzę się do innego miasta, bo zbyt wiele mnie z Chełmżą łączy, ale rozumiem Pawła Kukiza, kandydata na prezydenta, gdy mówi, że życzy szczęścia emigrującym z Polski, bo nie mają tu po co wracać - konstatuje.

Podobnie myśli chemiczka Monika Gawryłowicz, matka czterolatka. - Mogę szukać pracy w Toruniu, ale nie da się jej pogodzić z wychowaniem dziecka - uważa.

Obie podpisały się pod listem załogi Bioetanolu do prezydenta Bronisława Komorowskiego:

„Piszemy do Pana w strachu o nasz dalszy los i prosimy o interwencję z uwagi na skalę naruszeń prawa, jakich dopuszczają się urzędnicy służb celnych w Toruniu, działających pod kierownictwem szefa służb celnych Jacka Kapicy, którzy nie respektują prawa polskiego i UE, wydawanych przez siebie wcześniej decyzji i interpretacji podatkowych oraz wyroków sądu administracyjnego” - to jego fragment.

Do listu dołączono pozytywne dla Bioetanolu

interpretacje podatkowe,


wydane rok temu przez dyrektora Izby Skarbowej w Bydgoszczy, które potwierdzają brak należności podatkowych od produktów, zakwestionowanych przez Urząd Celny w Toruniu, oraz wcześniejsze, korzystne dla chełmżyńskiej firmy rozstrzygnięcia organu celnego w podobnej sprawie, wydane w 2012 roku przez ówczesnego naczelnika UC w Toruniu Sławomira Palucha. Jak wieść niesie, stracił on stanowisko, bo nie zgadzał się z interpretacją forowaną przez Ministerstwo Finansów.

W ubiegłym roku Związek Przedsiębiorców i Pracodawców złożył w prokuraturze zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez wiceministra finansów Jacka Kapicę. Miało ono polegać na „podejmowaniu przez podległą mu służbę celną działań, związanych z tworzeniem przepisów, skutkujących nieuprawnionym ograniczeniem możliwości prowadzenia działalności przez polskie podmioty gospodarcze, zajmujące się produkcją i obrotem skażonym alkoholem etylowym oraz faworyzowaniu importerów, co stanowi przekroczenie uprawnień i działanie na szkodę interesu publicznego”.

- Ktoś dał sygnał i ktoś koordynował te działania, by zniszczyć polski przemysł skażania alkoholu i otworzyć drogę dla importu - grzmiał na konferencji prasowej Marcin Nowacki, wiceprezes ZPP, prognozując upadek firm, wzrost bezrobocia i straty dla Skarbu Państwa.

Bioetanol to jeden z wielu zakładów, które wskutek nowej interpretacji podatkowej znalazły się

w tarapatach.


Krajowa Rada Gorzelnictwa i Produkcji Biopaliw wystosowała w tej sprawie skargę do Komisji Wspólnot Europejskich. Zasugerowała, że celne organy podatkowe zmieniły interpretację przepisów po rozpowszechnieniu pisma, jakie Wojciech Bronicki, dyrektor Departamentu Podatku Akcyzowego w Ministerstwie Finansów skierował w listopadzie 2013 roku do Izby Celnej w Łodzi.

Znalazł się tam instruktaż, według którego, aby zwolnić wyrób z akcyzy, „musi dojść do wytworzenia produktu, nieprzeznaczonego do spożycia przez ludzi, który jest innym wyrobem niż alkohol etylowy skażony, wykorzystany do jego wyprodukowania.”

Część celników uważa to za nadinterpretację prawa i pisze oświadczenie: „Dyrektor Bronicki tworzy dodatkowe warunki zwolnienia z akcyzy, których nie przewiduje ustawa. Działanie takie wyczerpuje znamiona przekroczenia uprawnień, ale wszystkie organy podatkowe bezwzględnie stosują się do tego „powielaczowego” prawa. Minister Kapica może oczywiście zapewniać parlamentarzystów i przedstawicieli administracji, że organy podatkowe rozstrzygają sprawy samodzielnie, a on nie ingeruje w postępowania podatkowe, ale fakty świadczą o czym innym” - czytamy w piśmie, które dotarło do niszczonych domiarem firm.

- W 2013 roku Ministerstwo Finansów przeforsowało zmianę prawa podatkowego i bez wyznaczenia okresu przejściowego zakazało nam całkowitego skażania alkoholu, stosowanego przez inne kraje, więc musieliśmy wrócić do wyrobów na bazie skażonego alkoholu, choć ten nasz zawiera więcej skażalników niż zagraniczne alkohole całkowicie skażone - tłumaczy prezes Bioetanolu. Zaznacza, że zalewające Polskę węgierskie rozpuszczalniki produkuje się bez nadzoru i akcyzy, zaś nasze będą teraz traktowane jak alkohol i objęte akcyzą: 57,04 zł za litr, co oznacza, że

z węgierskimi nie mają szans.


Prezes przypomina, że produkcja wyrobów Bioetanolu odbywała się przy udziale czterech funkcjonariuszy celnych, którzy dzień w dzień pobierali próbki, sprawdzali receptury i plombowali zbiorniki, by dwa lata później stwierdzić, że bezakcyzowe wyroby chemiczne: rozpuszczalniki, rozcieńczalniki, produkty biobójcze itp. były przez firmę źle sklasyfikowane i winny być objęte wsteczną akcyzą.

- Stanowisko służb celnych w tej sprawie jest na stronie internetowej Ministerstwa Finansów - informują nas w Izbie Celnej w Toruniu i w biurze obsługi mediów MF. Czytamy tam, że działania celników mają ukrócić nielegalną produkcję napojów spirytusowych z rozpuszczalników. A także to, że Bioetanol błędnie sklasyfikował jako nieakcyzowy produkt zawierający 90 proc. częściowo skażonego alkoholu, do którego dodano niewielką ilość glikolu, pomijając w ten sposób nadzór celników nad dostarczaniem go do odbiorców oraz akcyzę, a ponieważ nie zastosował się do wezwań i nie usunął uchybień urząd celny cofnął mu pozwolenie na prowadzenie składu podatkowego.

Zarząd Bioetanolu z tym stanowiskiem się nie zgadza.

Opinia


Jerzy Czerwiński, burmistrz Chełmży
Uważam, że sytuacja Bioetanolu jest niejednoznaczna prawnie i niesłuszne nalicza się tej firmie akcyzę, a zabieranie jej zezwolenia na prowadzanie składu podatkowego było co najmniej przedwczesne. Wojewoda Ewa Mes umówiła nas na spotkanie z wicepremierem Piechocińskim, które odbyło się w ub. piątek. Wystąpiłem też do premier Ewy Kopacz z prośbą o umożliwienie mi spotkania z ministrem finansów i wysłałem list do prezydenta Komorowskiego, który w hasłach wyborczych głosi, że niejasne prawo należy interpretować na korzyść podatnika. Odpowiedziano mi, że regionalne służby celne są suwerenne i nie można im niczego nakazywać. Zastanawiam się, jak to możliwe, że dyrektor Izby Celnej uchyla pięć kolejnych decyzji naczelnika UC i każe je rozpatrzyć od nowa, a ten wydaje szóstą, która jest takim samym bublem i „zamyka” Bioetanol.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 28-05-2015 10:40

    Brak ocen 0 0

    - jajakobyły: Urzędnicy mogą wszystko zniszczyć...

    Odpowiedz

  2. 20-04-2015 11:07

    Oceniono 2 razy 1 1

    - chełmża: a po co prezesowi i dyrektorowi finansowemu były samochody sluzbowe po ponad 140tys sztuka skoda superb i peugot 508? a teraz bankrutuja? trzeba było lepiej zarządzac a nie tylko cwaniakowac-prezesować! czy ten wlasciciel ze szwecji wei jakie prezes z graboskim dyrektorkiem przewłay robili i po jakich cenach sprzedawał osobiscie a po jakiej cenie kazał handlowcom sprzedawac ciekawe czy i ile pod stołem brali? a teraz bankrutuja i do telewizji trwam polecieli płakć a do koscioła to sie nie chodzi! do radia maryja jeszcze poleccie i ta was rozlicza za ustalanie cen! mam bardzo prosty sposob na ograniczenie strat firmy jesli graboski i mieżwa tak sie martwia firma to niech zrezygnuja z pensji przeciez zaklad nie produkuje to nie musza pensji brac ciekawe kiedy zrezygnuja z kasy czy do ostatnich dni beda doic na maxa i uzywac sluzbowych aut niech sprzedadzą samochody i juz koszty mniejsze. dlaczego dyrektorzy jezdza sluzbowymi autami? jak firma upada niech odstawia auta i jzdza autobusami.

    Odpowiedz