Jak się pozbyć błędu młodości

Peta Bee. Tłumaczenie Zbigniew Mach 13 kwietnia 2015

Pod wpływem młodzieńczych emocji robili sobie tatuaże, które teraz chcą usunąć. Medycyna podsuwa coraz to skuteczniejsze i mniej bolesne metody usuwania tatuaży. Ale wszystko kosztuje

Fot.: Jacek Smarz

Gdy Jenni Thompson była jeszcze nastolatką, zrobiła coś, co nazywa „zdecydowanie największym błędem swojego życia”. Razem ze swoim chłopakiem udali się do pracowni tatuażu. On wybrał symbol celtycki. Ona - całkiem pochopnie - zdecydowała: „Chcę taki sam”.
- To jedna z tych buntowniczych rzeczy, jakie robisz, gdy masz 15 lat - mówi Thompson. - Wróciłam do domu i pokazałam mamie. Powiedziała tylko: „Któregoś dnia będziesz tego żałować”. Już po dwóch tygodniach miałam dość jego widoku. I do dziś go nie znoszę.

Coraz bardziej się wstydzę


Jenni ma teraz trzydziestkę. Pracuje w branży muzycznej jako szefowa promocji i PR. Z fatalnym tatuażem męczy się od 15 lat. Zrobiła go u dołu kręgosłupa. W tamtym czasie było to jedno z najczęściej wybieranych miejsc ciała, na których je robiono. Dziś jednak tatuaże (robione zwłaszcza na tej części ciała) dorobiły się niezbyt przyjemnego i wyraźnie pejoratywnego określenia „tramp stamp” albo „piętno ladacznicy”.
- Taki wzorek zdradza, kim jesteś. Nikt już nie robi ich w tym miejscu. Coraz bardziej się go wstydzę.


Po długim namyśle Jenni podjęła decyzję i szykuje się teraz do swojej pierwszej sesji usuwania tatuażu laserem w EF Medispa w Londynie. Jak się czuje? - Jestem podenerwowana i pełna obaw, że cały proces zajmie pół roku, a nawet więcej. Ale nie ma to żadnego znaczenia w porównaniu z tym, jak bardzo chcę się pozbyć tego wzorku.

Jenni Thompson nie jest osamotniona. Dwa lata temu dermatolodzy z Royal Blacburn Hospital przeprowadzili badania, z których wynikło, że 31 proc. osób mających tatuaże żałuje swojej decyzji. Co ciekawe, jej podjęcie wyrzuca sobie niemal dwa razy więcej mężczyzn niż kobiet.
- Im dłużej takie osoby noszą tatuaż, tym bardziej prawdopodobne, że zacznie im się nie podobać - pisze w raporcie jego autorka Caroline Owen. Odsetek osób żałujących swojej decyzji był aż trzy razy wyższy, jeśli swój pierwszy tatuaż wykonały one - jak Jenni - przed 16 rokiem życia.
Jednak tatuaże spotykamy dziś powszechnie. Są wszechobecne. Od dyskretnego delfinka na kostce Samanthy Cameron do sporej róży na pupie Cheryl Fernandez-Versini. W Anglii działa ponad 1,5 tys. parcowni tatuażu. Z badań ankietowych przeprowadzonych w 2010 roku wynika, że jedna piąta Brytyjczyków ma jakiś tatuaż. Wśród mężczyzn i kobiet w przedziale wieku 16-44 lata odsetek ten wzrasta do 29 proc.

Jak można było przewidzieć, niebotycznie wzrosły też dochody pracowni usuwających tatuaże - w ciągu ostatniej dekady aż o 440 proc.!
Doktor Maryam Zamani jest konsultantką ds. medycyny estetycznej w eleganckiej i drogiej Cadogan Clinic w londyńskiej Chelsea. Jej zdaniem, obserwujemy dziś nagły wzrost liczby klientów z klasy średniej - zwłaszcza kobiet. - Ludzie widzą, że z czasem ich tatuaże zmieniają kolor. Wyglądają coraz bardziej blado, a ponadto być może nie mają już takiego samego znaczenia, jak w momencie ich wykonywania. Gdy chodzi o panie, często powodem pozbycia się tatuażu jest fakt zostania matką. Sądzą one, że nie pasuje on do roli rodzica albo do ich wieku - mówi Zamani.

Dzieło do usunięcia


Kobiety takie znalazły się w dobrym towarzystwie. Angelina Jolie i Eva Longoria są wśród tych, które usunęły ze skóry imiona i nazwiska swoich poprzednich partnerów. Johny Depp, Pamela Anderson i Britney Spears z podobnych osobistych przyczyn pozbyli się niektórych swoich tatuaży. Jednak często w usunięcie oryginalnego dzieła trzeba zainwestować znacznie więcej niż w jego powstanie. Używa się najnowocześniejszej technologii. Obecnie najbardziej popularny i skuteczny jest laser.
Tatuaż powstaje poprzez wstrzyknięcie tuszu w skórę właściwą lub środkową warstwę skóry. Tutaj nic nie może go zniszczyć. Nie zniekształci go żaden proces zachodzący w ciele. Laserowe usuwanie tatuażu polega na emisji bardzo krótkich impulsów światła. Są one pochłaniane przez barwnik tatuażu. W trakcie takiego procesu wytwarza się ciepło, które prowadzi do rozerwania barwnika na maleńkie fragmenciki. - Te drobne cząsteczki są następnie wchłaniane i usuwane dzięki wątrobie i układowi pokarmowemu - wyjaśnia Shannon Lodge zajmujący się medycyną estetyczną w Ef Medispa. To on prowadzi Jenni Thompson. Stosuje się tu laser Alma Hormony. Takiego samego używa się w Cadogan Clinic.
Podczas pracy laser do „rozerwania” barwnika używa końcówek emitujących światło o różnych długościach fali. - Niektóre kolory szybciej reagują na laser niż inne - mówi Lodge. - Laser Harmony 1064-nm lepiej nadaje się do kolorów ciemnych - czarny, granatowy i zielony. Jaśniejsze - czerwony, pomarańczowy i zielony - szybciej reagują na typ 32-nm. Niektóre lasery nowego typu - jak choćby Picosure - również pracują na podobnych zasadach.

Za pozbycie się maleńkiego wzorku trzeba zapłacić min. 150 funtów, a większego - nawet do 800 za jedną sesję. Liczba tych ostatnich zależy o rozmiaru i barwnika tatuażu. Bledsze jak różowy czy żółty są trudne do usunięcia. Podobnie jak lżejsze odcienie zielonego. Średnio usunięcie jednego dużego tatuażu wymaga 8-10 sesji. Tatuaż średni, taki jak w przypadku Thompson, wymaga udziału w 6-8 sesjach. Mały - w 1 do 6 sesji. Odstęp między nimi sięga sześciu tygodni, bo skóra musi mieć czas na zaleczenie.

Czy usuwanie tatuażu boli? - Większość ludzi powie, że ma poczucie jakby ostrych „pstryknięć” końcówką z rozgrzanym olejem - mówi Lodge.
Większy ból odczuwa się zazwyczaj wtedy, gdy usuwamy tatuaż z mniej wypełnionych tkanką mięśniową części ciała, jak kostka czy nadgarstek. Ale i w takim wypadku bólu w niczym nie można porównać do tego, czego doświadczamy podczas stosowania starych technik jak dermabrazja, gdzie równomiernie łuszczy się uprzednio zamrażane górne warstwy skóry. Laser nie jest również tak bolesny jak druga metoda, czyli usunięcie chirurgiczne. Tu po prostu usuwa się wytatuowany kawałek skóry.

Metoda tańsza niż laser


Co ciekawe, mimo że ich skuteczność nie została jeszcze w pełni potwierdzona, mamy do czynienia z pojawianiem się jeszcze łagodniejszych niż laser technik usuwania tatuażu. Jedną z nich zaczęto stosować 7 lat temu w Oxford Skin Clinics, której filie znajdują się w Londynie i na południowym-wschodzie Wielkiej Brytanii. Używa się tu kremu o nazwie Rejuvi, który wtłacza się w skórę za pomocą specjalnej wtryskarki, podobnej do pistoletu do tatuowania i nazywanej „piórem do mikropigmentacji”. Po wstrzyknięciu krem wiąże się z tuszem, a oba składniki zostają później usunięte przez układ immunologiczny skóry. Metoda ta jest tańsza niż laser. Za sesję trzeba zapłacić ok. 100 funtów. Podobno najlepiej sprawdza się ona w przypadku małych stosunkowo świeżych tatuaży.

W marcu na czołówkach gazet pojawiło się imię i nazwisko Kanadyjczyka Aleca Falkenhama. To doktorant na Dalhousie University. Miał on opracować specjalną formułę kremu, który „zastępuje” komórki wypełnione tuszem - zwane mikrofagami - komórkami nowymi. - Gdy porównujemy tę metodę do lasera, gdzie widzisz oparzenia, blizny i pęcherzyki, to możemy powiedzieć, że opracowaliśmy środek, który właściwie nie daje żadnych skutków ubocznych - powiedział Falkenham w wywiadzie dla amerykańskich wiadomości CBC News.

Kanadyjczyk już otrzymał wsparcie finansowe na dalsze badania. Jednak wprowadzenie kremu na rynek może zająć lata. Do tego czasu laser pozostanie najlepszym wyborem. - Na rynku jest mnóstwo tego rodzaju urządzeń. A wszystkie nowsze są naprawdę bardzo skuteczne w rękach dobrego i doświadczonego fachowca - mówi Zamani.

Wynik jednak nie zawsze jest zadowalający. Nie w każdym przypadku tatuaż zniknie całkowicie. Czasem na skórze pozostanie ciemnawy zarys. Oczywiście, dłużej niż amatorskiego trwa usuwanie profesjonalnego tatuażu. - Po zabiegu dany fragment skóry może także pozostać bardziej wrażliwy. Dlatego na przykład trzeba będzie go wyjątkowo chronić przed działaniem promieni słonecznych. Istnieje także ryzyko stałej pigmentacji, które wzrasta wraz z tym jak ciemna jest twoja karnacja
- mówi Lodge.

Sesja Jenni kończy się w ciągu 10 minut. Efekt jest zadziwiający. W miejscu groźne wyglądającego czarnego celtyckiego symbolu widzimy zarys guzków koloru skóry, wywołanych wiązką lasera. Lodge mówi, że w ciągu kilku dni zmienią się one w pęcherzyki i strupki, które będą goić się przez około sześć tygodni. Tatuaż Jennie winien zniknąć w ciągu sześciu sesji.

Wielkie poczucie ulgi


Ona sama jednak krzywiła twarz podczas zabiegu. Było gorzej niż myślała? - Bolało. I to bardzo. Przedtem przeszłam testy płatkowe. Ale teraz wszystko szło znacznie dłużej niż myślałam - mówi Thompson.
Mimo to jej poczucie ulgi jest widoczne. Tatuaż znika.

- Wszystko ma wiele wspólnego z wiekiem - mówi Zamani. Podajmy przykład Rihanny. Ma ona mnóstwo tatuaży, które wyglądają wspaniale, bo piosenkarka jest młoda, a ponadto posiada wspaniałą karnację skóry. - Gdy piersi zaczynają tracić jędrność, a na skórze pojawiają się zmarszczki, tatuaż już nie wygląda tak pociągająco. Dajemy mu 10 lat fajnego wyglądu - dodaje Zamani.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 13-04-2015 09:16

    Oceniono 5 razy 4 1

    - To ja: Co człowiek czuje za radość mając/robiąc tatuaż? Dziwiło mnie to zawsze i zastanawiałem się czy owego mieć/zrobić! Ale jaki w tym sens? potrzeba? nie wiem ;D

    Pokaż odpowiedzi (1) Odpowiedz